Strona 1 z 3

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: śr kwie 15, 2026 9:25 pm
autor: April Finch
Wreszcie robiło się coraz cieplej! Wreszcie można było pokazać dupę! Albo chociaż brzuch. W każdym razie – wyletnić się. Wywiosennić? Finch było naprawdę wszystko jedno, jak kto to nazwie, byle móc się wreszcie zacząć rozbierać. Oczywiście kilkanaście stopni było dość zdradliwe, a wieczorami przybierało smutne, chłodne oblicze, ale to nic. Przecież miała wiosnę w głowie przez cały rok. Nawet jak ledwo wytrzymywała emocjonalnie z samą sobą.
Zajmowanie się pokiereszowaną Teddy to była przyjemność. Względnie. Gdyby jej partnerka trochę mniej marudziła i posłuszniej stosowała się do zaleceń lekarzy, na pewno byłoby łatwiej. Ale ważne, że miała ją na jakiś czas w domu tylko dla siebie. Wychodziła ze skóry, żeby funkcjonować jak najczęściej na homo home office. Wychodziła ze skóry, żeby nie obciążać za bardzo Emmy, która pewnie wkrótce odda jej bransoletę przyjaźni. To dopiero byłaby tragedia! Odkąd Teddy awansowała w hierarchii w jej sercu, to Emma stała się przyjaciółką numer jeden. Utrata kogoś takiego byłaby bolesna. Nie chciałaby, żeby odchodziła z pracy. Na szczęście trzymała się dość dzielnie i wcale nie była zła! A przynajmniej nie do przesady.
Dzisiaj jednak miała wolne. A przynajmniej mniej więcej. Była pod telefonem, bo przecież to był u niej standard, ale chciała się w pełni poświęcić Teddy. Przecież była taka śliczna pogoda! Miała zupełnie inne plany na pierwszy taki ciepły dzień, ale jej ukochana wszystko zepsuła tym całym wypadkiem. Durna. Trzeba było to jednak przełknąć i iść dalej. Równie dobrze mogły siedzieć na ławce przed domem i patrzeć sobie głęboko w oczy, byłoby bardzo miło. Tym razem postanowiła jednak zabrać ją w okolice jeziora Scugog. Nie były tam razem z milion lat! Przygotowała im mnóstwo pysznego jedzenia, spakowała wszystko – łącznie z Teddy – do samochodu i ruszyła w stronę uśmiechu i słoneczka.
To nie tak, że demony z dnia wypadku ją opuściły albo się z nimi dogadała. Przeciwnie. Siedziały bardzo głęboko, mocno stłamszone i uciszone. Wepchnęła im kneble w pyski, odkładając na później próbę ogarnięcia tej sytuacji. Może jak Teddy wróci do pracy? Wtedy już nie będzie wyboru. Była pewna, że pierwszy dzień po zwolnieniu będzie jakimś koszmarem i prawdopodobnie posiwieje z nerwów. Ale starała się tego przed Teddy nie pokazywać. Nie zwierzała się nawet zbytnio Emmie, nie chcąc kłaść jej na łeb za dużo problemów na raz.
— A pamiętasz, jak się kiedyś tam spizgałyśmy i szukałyśmy po krzakach mojej gitary? A potem się okazało, że przecież w ogóle jej tamtego dnia ze sobą nie wzięłam — prychnęła rozbawiona tym kretyńskim, studenckim wspomnieniem. Tym razem będą grzeczne i trzeźwe! Finch prowadziła, a Darling wciąż przyjmowała leki, których lepiej było nie mieszać z żadnymi używkami. Totalne nudziary.
— Ale dzisiaj też będzie super! Nażresz się, to szybciej się zagoi. Wiesz jakie super randki nam przygotuję, jak będziesz wreszcie w pełni sprawna? Oszalejesz dla mnie. Zwariujesz do reszty — zapewniła, święcie przekonana o własnej racji. Wiedziała przecież, że wystarczy, że się uśmiechnie, a Teddy już wystrzeli w kosmos! Na sprawdzenie tej teorii obróciła głowę w jej stronę i posłała jej jeden z tych uroczych uśmiechów, którymi najłatwiej było załatwiać sprawy. Cholera wie po co, skoro Darling i tak ciągle zgadzała się na każdy jej głupi pomysł. Skręciła w nieubitą drogę, zwalniając nieco, by nie doprowadzić auta partnerki do ruiny swoim zamiłowaniem do przydeptywania pedału gazu do samej podłogi. Stąd na miejsce było już niedaleko.

Nawet, kiedy stoję sama w Osace, To Ty mnie znajdziesz

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: śr kwie 15, 2026 11:08 pm
autor: teddy darling
044.
Po wyjściu ze szpitala, w którym spędziła prawie cały tydzień, starała się nie sprawiać problemów i stosować się do zaleceń lekarzy. Ale to było proste tylko w założeniach, bo w praktyce Teddy nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu. Miała oszczędzać bark, ale ciągle zapominała o tym przeklętym temblaku, który bardziej zawadzał niż w czymkolwiek pomagał. Przydawał się dopiero wtedy, kiedy drętwiała jej ręka albo ból stawał się nieznośny. I Teddy łapała się na tym, że też robiła się nieznośna od tego siedzenia w domu i potem było jej głupio, że April musiała to znosić.
April natomiast okazywała się ogromnym zrozumieniem. Dbała o nią i pilnowała, żeby Darling niczego nie brakowało. Tym sposobem nie brakowało jej niczego, poza pracą. Ale o tym na razie nie było mowy, przynajmniej przez najbliższy miesiąc. Na szczęście prześwietlenie nie wykazało żadnych drastycznych uszkodzeń barku, który pomimo wcześniejszych prognoz, był po prostu zwichnięty. Okazało się za to, że Teddy miała złamane dwa żebra, ale te miały zrosnąć się samoistnie, bez żadnej lekarskiej ingerencji. Nie dało się ich przecież wsadzić w gips. Ogólnie była obolała i posiniaczona, jednak nie dawała niczego po sobie poznać, bo przede wszystkim była dzielna!
Potrzebowała wyjść z domu, dlatego ogarnęła ją ekscytacja, kiedy ukochana, korzystając z uroku przepięknej, słonecznej pogody, zaplanowała dla nich wycieczkę na jezioro. Kiedyś przywozili je w te okolice rodzice Teddy. Z czasem zaczęły jeździć tam same i to właśnie tam Darling zabrała April po raz pierwszy, zaraz po tym, jak zdała prawo jazdy.
Nie wracała do wydarzeń z magazynu i robiła wszystko, żeby odwrócić od wypadku myśli partnerki. Zagadywała ją, rozbawiała i całowała do utraty tchu. To był najlepszy sposób, żeby ją rozproszyć. Miała też sprawną drugą rękę, której nie wahała się używać. Wiedziała jednak, że to tak nie działało i że Finch nie uodporni się na takie sytuacje z dnia na dzień. Ale Teddy mogła sprawić, żeby to stało się nieco łatwiejsze.
Pamiętam! — zaśmiała się na to wspomnienie, które z upływem czasu wcale nie wyblakło. — Znalazła wtedy taką dużą gałąź i uparcie twierdziłam, że to twoja gitara. A potem ubzdurałam sobie, że jak jej nie znajdziemy, to wystrugam ci nową. I to właśnie z tej gałęzi — pokiwała aprobatą głową dla tego wspaniałego pomysłu. Gdyby się zawzięła, faktycznie stworzyłaby dla niej nowy instrument i to własnymi dłońmi!
Spojrzała na April z rozbawieniem i małą pobłażliwością. Czy ona w ogóle się słyszała? Już dawno straciła dla niej głowę i nie dało się oszaleć bardziej. A może się dało? W końcu Teddy każdego dnia kochała ją coraz mocniej, to może z tym wariowaniem było podobnie?
O nie, nie, nie! — zastrzegła natychmiast, odpinając pas. Były już prawie na miejscu, a Darling darzyła swoją dziewczyną pełnym zaufaniem. Wierzyła w to, że ta nie rozpieprzy ich na pierwszym, przydrożnym drzewie. No i dawała jej prowadzić Toyotę, a przecież nie znosiła, kiedy ktokolwiek inny siadał za kółkiem jej samochodu. Nie wspominając już o motocyklu. — To ja zorganizuję nam fantastyczne randki. Poczekaj jeszcze tydzień, niech tylko pozwolą zdjąć mi to ustrojstwo — uniosła rękę na temblaku, krzywiąc się przy tym ostentacyjnie. Nie dlatego, ze bolało, ale dlatego, że był niewygodny i ciągle ją uwierał. — Minie jeszcze trochę czasu, zanim wrócę do służby, więc będę miała mnóstwo wolnego, żeby zaplanować coś naprawdę ekstra — oznajmiła z tajemniczym uśmiechem. Miała już kilka niecnych planów, do których wcale nie potrzebowała pełnej mobilności.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że siedząc na miejscu pasażera, nie mogła trzymać April za kolano. Bez sensu. Ale z drugiej strony lepiej, że miała ograniczone ruchy lewostronne, bo inaczej byłaby totalnie ułomna.
Zatrzymaj tutaj. Dalej już podejdziemy — zadecydowała i kiedy tylko ukochana zgasiła silnik, wyskoczyła z samochodu i otworzyła bagażnik, oczywiście łapiąc się za najcięższe rzeczy. — Nawet nie próbuj — zastrzegła od razu, mając świadomość, że Finch za moment zacznie protestować. — Poradzę sobie, widzisz? Nie jestem aż tak niedołężna — dodała wesoło i zaciskając palce na na koszu piknikowym. Nie po to chodziła na siłownię, żeby teraz nie mieć pary w łapie!

a dla niej bym popłynął tam pod prąd

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 8:33 am
autor: April Finch
Chętnie sama wzięłaby miesiąc wolnego tylko po to, by zajmować się Teddy. Ale to nie wchodziło w grę. Ledwie wygrzebała się z kosmicznych problemów, jakie miała w pracy. Nie mogła przecież teraz wpaść w następne, bo wtedy już na bank ją zwolnią. A tego psychicznie nie zniosłaby żadna z nich. Mimo wszystko bardzo się starała, by mieć dla ukochanej dużo czasu. Trudno wyobrazić sobie, kiedy znowu będą miały tyle swobody i czasu na to całe patrzenie sobie w oczy i inne rozpraszające je aktywności. Finch też nie mogła się doczekać, aż temblak zniknie. Była pewna, że pierwszego dnia jej partnerka nadwyręży sobie bark i będzie potem cierpieć, ale nie było opcji, żeby utrzymać ją w ryzach. Trudno! Ważne, że zrobi się weselsza, bo odzyska mobilność. No i będzie miała wreszcie dwie ręce, żeby zajmować się ciałem April.
Westchnęła błogo do wspomnienia z młodzieńczych lat. Ależ były durnowate! Nie, żeby teraz były jakieś mega mądre, ale chyba przestawały być w tym wszystkim młode. To nic. Ważne, że razem. No i April na zawsze pozostanie tą młodszą, a to najważniejsze. Zawsze kręciły ją starsze kobiety. Króciutki romans z taką starszą od niej o kilkanaście lat wspomina bardzo ciepło. Gorąco wręcz. Okazuje się jednak, że wystarczy nawet miesiąc, żeby kompletnie zawładnąć jej głową, sercem i innymi spragnionymi częściami ciała.
— Chyba jakoś możemy się tym czasem podzielić, wiesz? A co takiego planujesz? Daj mi chociaż jakąś podpowiedź. — Uśmiechnęła się do niej słodko, tym razem z pełną premedytacją, bo przecież chciała wysępić od niej jakieś szczątki informacji. Domyślała się, że nie dostanie szczegółowego planu wydarzeń, bo jak Teddy sobie coś uwali w głowie, to koniec. Ale teraz zrobiła się naprawdę piekielnie ciekawa. Może wreszcie zabierze ją na przejażdżkę motocyklem? Ale to z kolei byłoby dość durne. Ledwo zdjęłaby temblak i od razu wpakowałaby się w sytuację wypadkogenną? Ach, okej. To totalnie brzmiało jak coś, co Darling zrobi.
Zaparkowała niechlujnie, bo kto by się tym przejmował w takim miejscu jak to? Tutaj mandatu im nie wlepią, nikt też nie powinien urwać lusterka. Jakoś to będzie. Wyszła z samochodu, wzdychając głośno i ostentacyjnie. Oczywiście, że strażaczka rzuciła się do bagaży jak jakaś pokopana. Przemówienie jej do rozsądku naprawdę przekraczało kompetencje April.
— Nigdy nie powiedziałam, że jesteś niedołężna, to po pierwsze. A po drugie, to okropne, że nawet kontuzjowana nie dajesz mi się wykazać. Cała jesteś straszna i okropna — podsumowała, zatrzymując się tuż przed nią. Zacisnęła palce na jej koszulce, zmuszając ją, by się do niej nachyliła i pozwoliła skraść sobie kilka słodkich pocałunków. Kusiło ją trochę, żeby wyrwać koszyk i zacząć uciekać, ale ostatecznie zrezygnowała z tego planu. Ostatecznie wyjęła z bagażnika koc, zamknęła samochód i ruszyła w stronę miejsca, gdzie mogłyby się wygodnie rozsiąść.
Okolica była naprawdę urokliwa. Świat wreszcie wracał do życia, wokół zrobiło się zielono. Trzeba było jeszcze chwilę poczekać, aż wszystko zakwitnie i słońce zacznie porządnie prażyć, ale to nic. Wszystko było lepsze niż gołe, smutne drzewa. Mogły iść po miękkiej trawie i rozkoszować się śpiewem ptaków w nieskończoność. Cisza i spokój. Okej, takie rzeczy przy April raczej nie występowały. Szła dziarskim, szybkim krokiem, prawie podskakując z tej całej ekscytacji. Wyprzedziła nieco Teddy i zaczęła iść tyłem, wpatrując się w partnerkę.
— Patrz, zrobiło się już naprawdę cudownie! Uwielbiam wiosnę. A kwiecień? Kwiecień jest fenomenalny. Powiedz, Teddy, lubisz kwiecień? — Wyszczerzyła się, dumna ze swojego żartu jak cholera jasna. Męczyła ją tym dowcipem od piętnastu lat, a i tak wydawał jej się najśmieszniejszy na całym bożym świecie.

I znowu noce są krótsze I co raz więcej dnia, A nasze ciała są chudsze, A w nich jest więcej nas

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 11:52 am
autor: teddy darling
Nie oczekiwała, że nagle cały świat zacznie kręcić się wokół niej. Bez przesady, aż tak źle z nią jeszcze nie było! Zwłaszcza nie oczekiwała tego od April, która miała własną pracę, obowiązki i całkiem realną potrzebę niedopuszczenia, żeby zaległości znów nie urosły do rozmiarów katastrofy. Teddy naprawdę to rozumiała. Była przecież kobietą samodzielną, niezależną i – przynajmniej w teorii – całkiem ogarniętą. No dobrze, aktualnie może trochę mniej ogarniętą niż zwykle. Teraz była nieco dysfunkcyjna, ale to tylko stan przejściowy! Już nieraz znajdowała się w podobnych sytuacjach i radziła sobie całkiem nieźle. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej? Poza tym, bądźmy szczerzy, miała całkiem niezły system wsparcia. Jej partnerka już się o to postarała. I chociaż Teddy absolutnie nie potrzebowała niańczenia, to jednak obecność kogoś, kto pilnował, żeby jadła, odpoczywała i nie podejmowała głupich decyzji była całkiem przydatna.
Milczała jak zaklęta. Nie zamierzała puścić pary odnośnie swoich planów na randki. To miała być niespodzianka, a jaki jest sens niespodzianek, kiedy zdradza się je przy pierwszej lepszej okazji? Gdzie element zaskoczenia? Już Darling dobrze znała metody Finch i to jej wiercenie dziury w brzuchu.
Jestem jedynaczką, nie lubię się dzielić— oznajmiła, co akurat nie było prawdą, bo z April podzieliłaby się wszystkim, nawet ostatnią kostką czekolady. I nikt nie mógł jej zarzucić, że była samolubna. — A podpowiedź jest taka, że nie będziesz się nudzić — dodała, a to z kolei było trochę durne, bo Finch nie nudziła się z nią aż tak często. Chyba? A jeśli tak, to nieźle się z tym maskowała!
Umówmy się, gdyby ukochana wyrwała jej koszyk i zaczęła uciekać, Teddy dogoniłaby ją bardzo szybko. Miała kontuzjowany bark, a nie nogi. Ale dla takich słodkich pocałunków mogła być straszna i okropna. Mruknęła cicho pod wpływem kolejnego muśnięcia ust, a później ściągnęła brwi, kiedy okazało się, że to koniec. Za to również potrafiła dostrzec urok tej okolicy. Naprawdę trzeba by było mieć serce z kamienia albo wyjątkowo zły humor, żeby tego nie zauważyć. Było coraz bardziej zielono, świeżo i jasno! Nawet jeśli słońce ociągało się jeszcze z pełnym zaangażowaniem, to i tak było cholernie przyjemnie. I o niebo lepiej niż w tym okresie przejściowym między zimą a wiosną. Co to właściwie było? Dobrze, że spędziły dwa tygodnie na Hawajach, bo inaczej na pewno nabawiłyby się depresji!
Kątem oka obserwowała, jak April najpierw ją wyprzedza, a potem – oczywiście – zaczyna iść tyłem, wpatrując się w nią z tym swoim charakterystycznym błyskiem w oczach.
Wiesz, że istnieje coś takiego jak patrzenie przed siebie? — rzuciła zaczepnie, a na żart, który Finch powtarzała od lat, parsknęła pod nosem i pokręciła głową. Zaraz jednak uśmiechnęła się i podbiegła bliżej. W pierwszym odruchu chciała uwiesić się na niej i przyciągnąć do siebie, ale nie miała ani jednej dyspozycyjnej ręki. Wszystko do dupy z tym barkiem! — Kiedyś nawet lubiłam kwiecień — zaczęła, niby obojętnie. — Ale teraz to nawet trochę kocham. Tak ociupinkę — zaznaczyła, a skoro nie miała wolnych rąk, to szturchnęła ją biodrem.
Ścieżka zaczęła się lekko zwężać, prowadząc je między wysokimi drzewami w kierunku jeziora. Nic się tutaj nie zmieniło. Tylko droga była bardziej wydeptana.
Serio, kiedyś się wywrócisz — rzuciła w końcu, bardziej ostrzegawczo niż z wyrzutem, kiedy April wciąż uparcie szła tyłem, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Kilka kroków dalej drzewa się przerzedziły, a ścieżka wyprowadziła je prosto nad jezioro.
Oczywiście nie były całkiem same, ale trudno było oczekiwać, żeby miały to miejsce na wyłączność, zwłaszcza przy takiej pogodzie. Jezioro najwyraźniej było jednym z tych oczywistych pomysłów, które przychodzą do głowy wszystkim jednocześnie. Trochę dalej, przy jednym z drewnianych pomostów, siedziało dwóch wędkarzy, a wzdłuż brzegu kręcili się spacerowicze z dłońmi w kieszeniach i wzrokiem błądzącym gdzieś między wodą a niebem. Inni byli w trybie aktywnego wypoczynku, a psy na smyczy ciągnęły ich w nie do końca uzgodnionych kierunkach. Były jeszcze dzieciaki biegające z patykami, które w ich wyobraźni były właśnie mieczami, magicznymi różdżkami albo czymkolwiek, co akurat pasowało do fabuły chwili.
Tutaj będzie dobrze? — Teddy, z racji braku wolnych rąk, wskazała głową na zielony kawałek, terenu, gdzie mogły rozłożyć koc. Z dala od ścieżki i dość blisko, ale niezbyt blisko wody. Trudno o lepszą miejscówkę!

mam piękną wizję, luz przy tobie, proszę podejdź

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 12:26 pm
autor: April Finch
Westchnęła teatralnie, słysząc, jak próbuje wykręcić się od podania jej jakichś konkretów. Nie spodziewała się niczego innego, ale i tak musiała troszkę pomarudzić. Podpowiedź była naprawdę beznadziejna. Mogła oznaczać dosłownie wszystko. Nie było przecież opcji, żeby miała być znużona w jej towarzystwie.
— Ojciec zawsze mi powtarzał, że inteligentni ludzie się nie nudzą. Jestem jakąś pieprzoną geniuszką, bo nie nudziłam się nigdy w życiu. Do dupy ta twoja podpowiedź, daj mi jakąś inną — zażądała. Brakowało tylko, żeby tupnęła nogą. Ale była przecież dorosłą, poważną kobietą i nie mogła się tak zachowywać. Nieważne, jak bardzo ją kusiło. To pewnie nie skruszyłoby twardego i upartego serca Teddy.
Machnęła ręką lekceważąco, w ogóle nie przejmując się tym, że powinna obserwować drogę, po której szła, a nie wpatrywać się w strażaczkę. Nic jej przecież nie będzie. A na pewno nic tak kretyńskiego, jak Teddy. April miała doświadczenie w chodzeniu w każdy sposób, tylko nie taki, jaki Bozia przykazała. Nie było się o co martwić. No i dodatkowo była dzisiaj na płaskim, więc równie dobrze mogła zacząć robić gwiazdy, a i tak wyszłaby z tego cało.
Zmarszczyła brwi, słysząc, jak Darling opowiada o swoich uczuciach względem kwietnia. Powinna się ucieszyć albo zacałować ją za to wszystko na śmierć, ale nie da jej tej satysfakcji. Co ona sobie myślała z tą ociupinką? Takie głupoty wkręcać, no naprawdę. W tym związku ewidentnie tylko Finch była tą poważną i dorosłą, bo ta druga ciągle miała jakieś fiubździu w głowie. Dźgnęła ją palcem w kontuzjowane ramię. Na szczęście niezbyt mocno. Od momentu założenia temblaka zdążyła już przetestować tysiące sposobów na dotykanie jej w taki sposób, by nie narobić jej więcej krzywd. To miało być tylko ostrzeżenie. Miała poczuć ukłucie, którego ból przejdzie równie szybko, jak się pojawił. Może to ją czegoś nauczy.
Widok jeziora wywołał na jej twarzy szeroki uśmiech. W ogóle nie przejmowała się nielicznymi, którzy wpadli na ten sam pomysł, co one. Zdziwiłaby się, gdyby nie było tu nikogo. To mogłoby zwiastować, że rozpylono wokół jakieś toksyczne wyziewy, a informacja na ich temat musiała jej umknąć w szumie medialnym. Na szczęście wszyscy wokół oddychali pełną piersią, a po tafli jeziora nie pływały martwe ryby. Będzie dobrze.
— Perfekcyjnie. — Nie przyjrzała się specjalnie miejscu wybranemu przez Teddy, ufając, że na pewno podjęła bardzo mądrą decyzję. Szkoda czasu, by ją kwestionować. Rozłożyła koc na trawie, wygładziła go, żeby prezentował się jak najlepiej. Ułożyła z brzegu koszyk odstawiony przez Teddy i klapnęła wygodnie, wzdychając przy tym błogo.
— Patrz, nawet się nie rozwaliło! — Wyjęła dwa pudełka i otworzyła jedno z nich. Całość wyglądała naprawdę uroczo. Od jakiegoś czasu złapała niesamowitą fazę na przygotowanie perfekcyjnych zestawów bento. Wreszcie przestała tylko scrollować TikToki na ten temat i wzięła się rano do roboty. Spakowała im nieco pokrojonych warzyw z tofu w sosie oraz onigiri, które ewidentnie przygotowała sama, bo były zbyt dalekie od perfekcji, żeby podejrzewać je o zdobienie sklepowych półek. Każdej trafił się jeden, który próbowała ozdobić glonami i sezamem tak, by przypominały pandę. Cóż, przypominały... coś. Dodatkowo do bento trafiły ciastka z kawałkami czekolady, które na pewno były kupne. Ale na pewno też dobre! Starannie ułożyła obok każdego z pudełek pałeczki oraz butelkę z lemoniadą. Wyglądało na to, że jest z siebie piekielnie zadowolona.
— To podobno samo zdrowie. Jedz i zachwalaj — poleciła, wskazując gestem na porcję, którą jej przygotowała.

Szorty, topy, a nie bluzy. Czas nam płynie a nie dłuży. Dużo śmiej się to Ci służy

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 2:09 pm
autor: teddy darling
Za to ojciec Teddy mówił jej, że jak się nudzi, to żeby zdjęła ubrania i ich pilnowała. Taka była zasadnicza różnica między panem Finchem - szanowanym prawnikiem, a panem Darlingiem - prostym mechanikiem. Dlatego o ile inteligentna April nigdy nie się nie nudziła, Teddy zdejmowała ubrania. I sobie, i jej. To też był jakiś sposób na zabicie czasu!
Teraz to na pewno nic ci nie powiem! — obruszyła się przez to dźgnięcie w ramię. — Ten palec to sobie wsadź... już ty dobrze wiesz gdzie — uśmiechnęła się łobuzersko, ale pomysłami na randki i tak nie chciała się z nią podzielić. Jeszcze Finch ją wyprzedzi i co wtedy? Zawsze zdążała przed nią ze wszystkim, jeśli nie ze związkiem, to z zaręczynami. Może te ostatnie nie były oficjalne, ale i tak zdążyła już poprosić ją o rękę co najmniej pięć razy i najwyraźniej nie zamierzała na tym poprzestać.
Chyba nie wystarczało, że Teddy kochała April jak stąd do księżyca i z powrotem, a kwiecień od zawsze był jej ulubionym miesiącem w roku. Przynajmniej odkąd poznała Finch, czyli od jakichś piętnastu lat. Czy to nie było oczywiste? Oczywiście, że było. Równie oczywiste jak to, że jej partnerka wciąż potrzebowała zapewnień, jakby nigdy nie mogła się nimi nasycić. Darling naprawdę kiedyś zwariuje. Nie tylko dla niej, co wydarzyło się dawno, ale i przez nią. Dobrze, że była po zęby uzbrojona w cierpliwość i mogła wytrzymać tak długo. Na przykład całe życie!
Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w jezioro. Właściwie zapatrzyła się na chłopaków w kajaku. Nie konkretnie na samych gości, ale właśnie na ten kajak. I nagle ogarnęła ją ogromna ochota, żeby też tak popływać. Wiadomo, że akurat teraz, kiedy nie miała pełnego zasięgu ruchu i nie powinna się nadwyrężać. Westchnęła pod nosem i opadła na koc. Szybko jednak rozpromieniła się, kiedy dostrzegła na pudełko z jedzeniem. I od razu rozpoznała w onigiri pandę, która chyba spadła z drzewa bambusowego i mocno się potłukła, jednocześnie nie tracąc swojego uroku.
Sama to przygotowałaś? — popatrzyła na ukochaną z nieukrywanym podziwem. — I chciało ci się? — dorzuciła z ciekawością, przesunęła wzrok po jedzeniu, jakby próbowała ocenić nie tylko smak, ale i cały włożony w to wysiłek.
Bo przecież April równie dobrze mogła wszystko po prostu wymieszać w pośpiechu i Teddy i tak zjadłaby to z takim samym entuzjazmem. Aż by jej się uszy trzęsły! Mimo wszystko podziwiała jej zaangażowanie, bo ona też dla Finch zawsze starała się bardziej i chciała, żeby wszystko wyglądało idealnie. Bo dla siebie można zrobić wiele rzeczy, ale dla kogoś chciałoby się robić te najpiękniejsze!
Ujęła pałeczki między palce i zaczęła kosztować wszystkiego po trochu z osobna, a potem razem, łącząc składniki. Na początku nic nie powiedziała, po prostu jadła, a kiedy zauważyła, że partnerka przygląda się jej i wyczekuje pochwał, Teddy przechyliła głowę na bok i zmrużyła oczy.
No nie wiem — powiedziała, ale to niczego nie wyjaśniało. — Takie jakieś... — urwała, trzymając ją jeszcze trochę w niepewności. — Zajebiste! — dokończyła i automatycznie uchyliła się, żeby nie dostać po głowie. Nie od dziś ani nawet nie wczoraj wiadomo, jak bardzo April lubiła ją tłuc. — Przepyszne, naprawdę. Wiem, co zrobimy na starość, jak już wyniesiemy się do tego domku w górach. Otworzymy tam małą knajpkę dla okolicznych mieszkańców, a w sezonie będą wpadać do nas przyjezdni. I wszyscy będą nami urzeczeni — podzieliła się z nią planem, który nie mógł się nie udać. Obie potrafiły świetnie gotować i lubiły to robić. W dodatku Darling piekła obłędne ciasta. Nieważne, że później kuchnia wyglądała jak pobojowisko, ale podobno to świadczyło o zaangażowaniu!

jesteś receptą na moje bóle, takie życie, to ja rozumiem

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 2:40 pm
autor: April Finch
To był jakiś skrajny absurd, że April bez przerwy obrywało się za to, że jest niewyżyta i wszystko sprowadza do jednego! Teddy była jakąś pieprzoną mistrzynią gaslightingu. Przenosiła na nią wszystkie swoje delula, ot co. Jak nie o rozbieraniu, to o wkładaniu palca różne dziwne miejsca. I jak tu z taką poprowadzić jakąś inteligentną dysputę? Nic dziwnego, że przestała jej cytować wiersze. Uznała, że zna za mało rymowanek o ruchaniu, żeby naprawdę strażaczkę zauroczyć.
Nie zwracała żadnej uwagi na kajak. Póki się nie wywalą, to nie ma co obserwować. One to się nie powinny brać razem za sporty, bo jak już to robiły, to zawsze któraś kończyła potłuczona. Dobrze, że tym razem jedna zaczynała kontuzjowana już na starcie, to przynajmniej nie zaszkodzą sobie bardziej. Kajakiem pewnie też dostałaby w jakiś dziwny sposób w łeb. Samo podtopienie się to przecież straszna nuda, stać je na dużo większe tragedie.
— Oczywiście, że sama! Nie widać? No właśnie niestety widać... ale jeszcze kilka razy i na bank będzie nie do odróżnienia od takiego sklepowego i to z samego Tokio. Ale wiesz, z takiej małej, rodzinnej knajpy wciśniętej gdzieś w boczną uliczkę z daleka od Shibuyi. — Westchnęła rozmarzona na samą myśl o takim jedzeniu. Od razu przyszła jej ochota nażreć się w takiej knajpce jak ta należąca do rodzin głównego bohatera Shokugeki no Soma. Zdecydowanie powinny wybrać się razem do Japonii! Najlepiej zaraz. Albo chociaż poczekać aż Teddy zdejmie z siebie te okropne ograniczenia i wtedy rzucić się do zwiedzania.
Obserwowała uważnie, spodziewając się dokładnie takich reakcji jak w Shokugeki no Soma. Wygląda na to, że dzisiaj stały bardzo daleko od anime. Jej dziewczyna sprawiała wrażenie kompletnie niewzruszonej, a jak już łaskawie zauważyła, że oczekuje się po niej jakiegoś komentarza, to oczywiście zaczęła pajacować. April wycelowała w nią wojowniczo pałeczką, gotowa do porządnej szermierki, ale jej przeciwniczka odsunęła się z pola bitwy, zanim jeszcze doszło do jakiejkolwiek agresji. Wywróciła tylko oczami. Teddy zdecydowanie przesadzała z tym strachem przed przemocą.
— Dwie białaski otworzą w kanadyjskich górach knajpę z japońskim żarciem i brownie? Nie widzę, co miałoby się w tym nie udać — zażartowała i sięgnęła wreszcie po swoją porcję. Musiała sprawdzić, czy Teddy nie robiła jej w konia. Na pewno była gotowa udawać dla sprawienia jej przyjemności. Na szczęcie tym razem nie wchodziło w grę żadne kręcenie. Wyszło naprawdę nieźle. Pokiwała głową z uznaniem dla samej siebie. Taka gotująca partnerka to prawdziwy skarb.
— Ale z tobą na stare lata mogę robić absolutnie wszystko. Ale wiesz, co musimy załatwić, żeby do tego doszło? — Uśmiechnęła się tajemniczo, jakby planowała coś wyjątkowo podstępnego i skomplikowanego. Oczywiście nic z tych rzeczy. Przysunęła się bliżej strażaczki, przełknęła porcję ryżu i nachyliła się w jej stronę.
— Musisz zostać moją żoną — wyjaśniła. Otworzyła usta i nabrała powietrza, jakby planowała dodać coś jeszcze. Tym razem jednak w ogóle nie zapytała, czy Darling za nią wyjdzie. Cmoknęła ją tylko w policzek i wróciła do jedzenia jak gdyby nigdy nic. Nie może się jej w dupie poprzewracać od tego ciągłego proszenia ją o rękę.

Kochając i się złoszcząc znosisz to cierpliwie. Ja też cię bardzo kocham, tylko trochę autystycznie

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 4:46 pm
autor: teddy darling
Może to i lepiej, że April przestała cytować wiersze, bo to przecież był jej sprawdzony sposób na wyrwanie każdej laski, a Teddy zdecydowanie nie była każdą. Może dlatego nie działały na nią takie sztuczki? Za dużo się nasłuchała o jej sztuczkach, żeby potem się na nie nabierać. No i czy Darling wyglądała na jakąś uczoną? Oczywiście, że bardziej przyswoiłaby wierszyki o pieprzeniu. Albo jakiś rap, gdzie ciągle wspomina się o seksie. Nie ma co jej mydlić oczu jakimś Szekspirem, tutaj wystarczył Sekspir!
Szczerze mówiąc, gdyby ukochana wcisnęła jej kit, że kupiła zestawy bento w sklepie albo jakiejś knajpce, Teddy łyknęłaby to jak (wiadomo!) gęś kluski. Całość prezentowała się naprawdę dobrze, a że panda miała porażenie mózgowe, to już drobny szczegół. Darling prawie tego nie zauważyła!
Już nie widać różnicy — zapewniła, bo kto aż tak przyglądał się jedzeniu? I to jeszcze z bliska? Żarcie było po to, żeby je pochłaniać, a nie żeby na nie patrzeć i podziwiać. Teddy nigdy nie rozumiała, dlaczego niektórzy, zamiast delektować się jedzeniem, najpierw musieli podzielić się zdjęciem z połową świata. — Ale na pewno nabierzesz wprawy i będziesz mi robić takie do pracy — pokiwała głowy, bardzo dumna ze swojego pomysłu. Wtedy przynajmniej będzie mieć pełnowartościowy posiłek, a nie kilka kanapek, które sama zwykle robiła sobie w biegu. Co z tego, że Darling tak dobrze gotowała, jak zwykle nie miała na to czasu? W jej zawodzie ta umiejętność była zupełnie nieprzydatna!
Chyba chwilę potrwa, zanim znowu udadzą się w jakąś podróż. I to nie przez jej bark, ale dlatego, że po powrocie April znów zakopie się w zaległościach w pracy i zacznie świrować. Takie urlopy powinny planować z dużym wyprzedzeniem, żeby później uniknąć powtórki z rozrywki. Najlepiej niech darują sobie wspólne uprawianie sportów i podróże, wtedy całkiem zminimalizują serię niepowodzeń.
To wcale nie musi być japońska knajpa — zastrzegła natychmiast, bo może lepiej trzymać się tego, w czym były dobre? Teddy, na przykład, przygotowywała wybitne makarony. Borownie może zostać, ale takie z chili, którym zachwycała się cała jednostka i mieszkający obok sąsiedzi. — Ale może. Dla ciebie nauczę się robić najlepszy sashimi, okonomiyaki i donburi — oznajmiła z dumą. Znała jeszcze kilka innych, trudnych słów, ale głupio tak się przechwalać.
Uśmiechnęła się w oczekiwaniu na kolejne oświadczyny, ale nic takiego się nie wydarzyło. Finch po prostu cmoknęła ją w policzek i... i w sumie to by było na tyle. Darling popatrzyła na ukochaną tak, jakby zobaczyła ją pierwszy raz w życiu. Jak widać, już jej się w dupie poprzewracało, więc lepiej to przerwać, zanim zabrnie za daleko i strażaczka zacznie oczekiwać oświadczyn trzy razy dziennie.
Muszę? — uniosła jedną brew i wymierzyła w April pałeczką. — Od kiedy, żeby robić ze sobą wszystko, trzeba brać ślub? Nie można po prostu żyć na kocią łapę? Strasznie masz wysokie wymagania— uśmiechnęła się prowokacyjnie. Oczywiście wcale nie mówiła poważnie, ale nie mogła powstrzymać od przed małą złośliwością. To pewnie dlatego, że Finch tym razem nie poprosiła jej o rękę. A powinna!
Sięgnęła po butelkę z lemoniadą, chociaż to już ją przerosło. Trudno okręca się nakrętkę jedną ręką, ale przecież Teddy dalej musiała udowadniać wszem i wobec swoją niezależność, i tym razem poradziła sobie przy pomocy zębów. To był jakiś sposób. Nawet zaczynała myśleć, że mogłaby funkcjonować bez ręki, jeśli faktycznie byłaby taka konieczność. Na przykład, gdyby straciła ją w starciu z żarłaczem białym. Albo tygrysim. Albo tępogłowym. W sumie, sądząc po nazwie, z tym ostatnim miałaby najbardziej wyrównane szanse.

oczywiście, że jesteśmy kochankami. gwiazdami, wiatrem, słońcem, ziemią, kometami

When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 8:46 pm
autor: April Finch
Wywróciła tylko oczami, gdy Teddy próbowała jej wcisnąć kit, że nie zauważyła żadnej różnicy. Głupoty gadała, ale to przecież nic nowego. April zdążyła się do tego przez te lata przyzwyczaić. Kochała ją mimo wszystko.
— To w sumie nie jest głupie, mogłabym też brać własne jedzenie do biura. Ale z drugiej strony lunche z Emmą byłby utrudnione. — Obróciła tofu pałeczkami kilka razy, zastanawiając się, co robić. Wychodzenie na przerwę w środku dnia było najprostszą opcją. Pracowały w centrum, miały wokół mnóstwo knajp, w których dało się szybko zjeść. Wydawała na to sporo pieniędzy, ale nigdy nie było jej szkoda. W dni, w których miała lepszy humor, z przyjemnością płaciła też za Emmę. Jakby brała własne obiady, to musiałaby to jakoś przeorganizować. Z drugiej strony, czy ona miała faktycznie tyle energii i czasu, żeby rano lub wieczorem przygotować coś dla dwóch osób? Nie bez powodu od lat wybierała jedzenie na mieście.
Wizja wspólnej restauracji była naprawdę urocza. Doceniała, że Darling była gotowa się tak starać. No i na bank była psychicznie gotowa na robienie tego wszystkiego w wersji wegetariańskiej, a to również należy pochwalić. Finch nie w głowie był powrót do jedzenia mięsa i miała nadzieję, że nie wróci do niego nigdy. Wychodzi na to, że Teddy to – jak zawsze – totalny słodziak. Nie była w stanie się nad nią nie rozczulać jak nad słodkim kocięciem. Zachwycona tym jej wariactwem przycisnęła palcem czubek jej nosa, licząc, że z uszu wylecą jej serpentyny. Nic z tego. No nic, następnym razem.
Uniosła wysoko brwi, wpatrując się w Teddy z niedowierzaniem. Aż miała ochotę się uszczypnąć, bo to przecież musiał być sens. Wpatrywała się w nią tak, jakby oświadczyła, że April jest niezabawną nudziarą. The cheek, the nerve, the audacatiy, the gall and the gumption. Szczyt wszystkiego, moi państwo. Machnęła ręką, jakby chciała wymazać materializującą się między nimi scenę. Dymek ze wspomnieniem nie zostanie zapisany, nie ma opcji.
— Nie powiedziałaś tego — bitch miała ochotę dodać, ale się powstrzymała. Po prostu oświadczyła jej, co się wydarzyło. Jeszcze słowo i zrobi jej większą jazdę niż najbardziej gejowscy geje w największych reality show razem wziętych. Oczywiście, że April była na co dzień miłym słodziakiem, ale jak się odpali, to nie ma zmiłuj. Ściąga kolczyki i idzie się napierdalać, a na środku klubu pojawia się tylko taki obłoczek, jak w The Sims 2. Oczywiście po jego zniknięciu to Finch stoi dumna nad ofiarą, opierając ręce na biodrach, a ofiara (czyli w tym przypadku Teddy) rozmasowuje sobie obite dupsko. Ale przecież jej wielokrotna narzeczona była już poobijana, nie będzie znęcać się nad nią jeszcze bardziej.
Była naprawdę bardzo łaskawa. Spojrzała na nią ponownie znad swojego bento, tym razem unosząc tylko jedną brew. Biedna, nie wiedziała, że robiła dokładnie taką samą minę, jak jej mama, gdy w milczeniu próbowała wywrzeć na niej odpowiedź, gdy wyczuwała, że April coś kręci. Nie miała w zwyczaju krzyczeć, tylko wpatrywać się w nią z obojętnym wyczekiwaniem, święcie przekonana, że w ten sposób stłamsi ją psychicznie i uzyska odpowiedź. Typiara powinna pracować na policji a nie na sali sądowej.

A jeśli możesz, no to zostań. Czasem myślę, że to wszystko mi się śni.


When I be on some kid shit, go and take my shorty on a picnic

: czw kwie 16, 2026 11:06 pm
autor: teddy darling
Była tak zapatrzona w April, że podobało jej się wszystko, co robiła. A robiła wszystko najlepiej! Istniało spore prawdopodobieństwo, że gdyby zaserwowała jej liść sałaty z jakimś źdźbłem trawy, Teddy byłaby zachwycona. Zjadłaby wszystko ze smakiem i jeszcze poprosiła o dokładkę. I Finch nie miała prawa narzekać, bo jakby zaczęła kręcić nosem, to dopiero byłoby gadania!
Mhm, czyli lunche z Emmą są ważniejsze ode mnie? — zmrużyła oczy, patrząc na nią znad bento. — No dobrze, rozumiem. W takim razie nie fatyguj się, sama będę przyrządzać sobie posiłki — oznajmiła niewzruszenie. Nie to nie, łaski bez.
W przeciwieństwie do swojej partnerki, Teddy nie była taka rozrzutna. Nie stołowała się na mieście, no i musiała dbać o formę, więc ciągłe zamawianie jedzenia nie wchodziło w grę. Czasami skusiła się na pizzę z chłopakami, ale przecież nie mogła żywić się ciągle takim świństwem. Kiedyś zamawiała catering, ale zupełnie jej się to nie kalkulowało. Fajna oszczędność czasu, jednak spory wydatek dla portfela. Nie chciała słuchać o tym, że partnerka mogłaby ją wspomóc finansowo, to w ogóle nie wchodziło w grę i nie podlegało żadnej dyskusji. Nie miała jednak zamiaru zabraniać jej jedzenia na mieście, jeśli lubiła to robić.
O proszę, tutaj miały doskonały przykład tego, co się działo, kiedy Darling nie wychwalała swojej dziewczyny pod niebiosa. Powiedzieć, że nie widzi się różnicy między domowym a kupionym w knajpie bento, rodziło problem, ale kiedy wspomniało się o zbyt dużych wymaganiach... to też był problem. I weź tu takiej dogódź! Teddy uniosła ręce w obronnym geście, nie chcąc być powodem tych negatywnych wibracji. A wszystko za sprawką spojrzenia, które naciskało, żeby przyznała się do błędu.
Masz rację, nie powiedziałam — oznajmiła posłusznie. Dla świętego spokoju, wiadomo. Oczywiście, że wolała odpuścić, zamiast wdawać się w jakąś kłótnię. A już widziała, że April była gotowa i tylko czekała, żeby pójść z nią na noże. Ale Darling była sprytniejsza. Po prostu opuszczała gardę i wywieszała białą flagę, absolutnie nie dając się w to wciągnąć. — Twoje wymagania są zerowe. Właściwie nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle przyszło mi to do głowy. Wezmę z tobą ślub i może wtedy będziesz robić ze mną wszystko. Kto wie, może nawet czasami przygotujesz mi obiad na wynos? Naturalnie, jeśli zasłużę — pochyliła głowę, pokutując za swoje winy. Trochę się z nią droczyła, a trochę z premedytacją nakręcała. Nie mogła się powstrzymać, okej?
Spokojnie, w swojej głowie Teddy już kilka minut temu pogodziła się, że nie może równać się z lunchami z Emmą. Czego ona się spodziewała? Że byłaby w stanie konkurować z tym rytuałem. No durna!
No już dobrze, dobrze. Zobacz jakie ładne kaczki. Myślisz, że można im sypnąć trochę ryżu z onigiri? — wskazała głową na pływające przy brzegu ptaki. — Muszę to sprawdzić — powiedziała po chwili, wyciągając z kieszeni jeansów telefon i wyguglowała co trzeba. — No popatrz, można. Pod warunkiem, że ryż był gotowany na wodzie bez soli i żadnych przypraw. Soliłaś wodę, April? — zerknęła na ukochaną, kierując w jej stronę wyświetlacz telefonu. To miała być taktyczna zmiana tematu, ale boże, jak ona sobie w tym momencie grabiła, to głowa mała. I co więcej, Darling doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

łapie mnie alzheimer, spoglądając ukradkiem na pannę. w sensie na ciebie, mój mały diable