Try everything
: śr kwie 15, 2026 11:06 pm
Jasmine, gdyby tylko ktoś ją o to zapytał, twierdziłaby zawzięcie, że przez skromną niedogodność jaką była praktycznie całkowita umiejętność mówienia wskutek bycia naocznym świadkiem wyjątkowo brutalnego morderstwa swojej matki i jej kochanka miała w zasadzie możliwość jedzenia bez groźby mówienia z pełnymi ustami. I dziękowała wszystkim znanym sobie bogom za szybki metabolizm i życie w ciągłym ruchu, bo inaczej już dawno osiągnęłaby kształt idealny do toczenia się.
Czasami spontanicznie wypadała do fazt fooda i polowała na niezbyt zdrowe jedzenie. Głównie wtedy, gdy była zapracowana lub zestresowana. Okazjonalnie też w chwilach zwiększonego zapotrzebowania na kalorie. Czyli w zasadzie bardzo często. Tym razem stojąc w kolejce za wycieczką szkolną będącą chaosem jej umysł przeszyła nagła myśl: a co gdyby wziąć jedzenie i przejść się do któregoś z przyjaciół? Była pewna, że niejaki Oliver wspominał coś o wolnym dniu.
Raz powziętej decyzji nie zamierzała zmieniać. Jak przystało na dorosłego człowieka po poważnych studiach i wykonującego poważny zawód zamówiła trzy happy meale (bo dwa na ich dwójkę to podejrzewała, że stanowczo za mało) z losowymi zabawkami. Jeszcze jej na tyle nie skrzywiło, żeby kłócić się z dzieciakami o figurki.
Uzbrojona w jedzenie była gotowa na spotkanie z przyjacielem.
Nawet nie minęło dużo czasu, gdy stanęła przed jego drzwiami i zapukała do nich. Zamachała torbą z jedzeniem, mając nadzieję że ruszała się na tyle szybko aby dotarło przynajmniej trochę ciepłe. Szczerze wątpiła, by ten cel został osiągnięty. Próbować jednak mogła. Z czystej grzeczności zapukała drugi raz, a potem uznała że w zasadzie wystarczy tych uprzejmości i po prostu nacisnęła klamkę i weszła do środka. Była nieco zaskoczona, że mężczyzna ich nie zamknął, no ale było to na jej korzyść. Nie zamierzała narzekać.
Ruszyła prosto przed siebie rozglądając się w poszukiwaniu gospodarza. Nie zachowywała się specjalnie cicho, wolała nie oberwać czymś ciężkim w razie pomylenia jej z włamywaczem.
Oliver Moon
Czasami spontanicznie wypadała do fazt fooda i polowała na niezbyt zdrowe jedzenie. Głównie wtedy, gdy była zapracowana lub zestresowana. Okazjonalnie też w chwilach zwiększonego zapotrzebowania na kalorie. Czyli w zasadzie bardzo często. Tym razem stojąc w kolejce za wycieczką szkolną będącą chaosem jej umysł przeszyła nagła myśl: a co gdyby wziąć jedzenie i przejść się do któregoś z przyjaciół? Była pewna, że niejaki Oliver wspominał coś o wolnym dniu.
Raz powziętej decyzji nie zamierzała zmieniać. Jak przystało na dorosłego człowieka po poważnych studiach i wykonującego poważny zawód zamówiła trzy happy meale (bo dwa na ich dwójkę to podejrzewała, że stanowczo za mało) z losowymi zabawkami. Jeszcze jej na tyle nie skrzywiło, żeby kłócić się z dzieciakami o figurki.
Uzbrojona w jedzenie była gotowa na spotkanie z przyjacielem.
Nawet nie minęło dużo czasu, gdy stanęła przed jego drzwiami i zapukała do nich. Zamachała torbą z jedzeniem, mając nadzieję że ruszała się na tyle szybko aby dotarło przynajmniej trochę ciepłe. Szczerze wątpiła, by ten cel został osiągnięty. Próbować jednak mogła. Z czystej grzeczności zapukała drugi raz, a potem uznała że w zasadzie wystarczy tych uprzejmości i po prostu nacisnęła klamkę i weszła do środka. Była nieco zaskoczona, że mężczyzna ich nie zamknął, no ale było to na jej korzyść. Nie zamierzała narzekać.
Ruszyła prosto przed siebie rozglądając się w poszukiwaniu gospodarza. Nie zachowywała się specjalnie cicho, wolała nie oberwać czymś ciężkim w razie pomylenia jej z włamywaczem.
Oliver Moon