the day I met you
: czw kwie 16, 2026 2:40 am
trigger warning
bullying, suicidal thoughts Wpis do dziennika jak na młodego chłopca jakim wtedy był Finnegan Arden... był naprawdę drastyczny. Ostatnimi czasy był szykanowany przez grupkę chłopaków, którzy uważali się za twardzieli. Tych, którzy chodzili po ośrodku i głosili wszystkim, że co to nie oni, że oni nie potrzebują rodziny do szczęścia. Arden się z nimi nie zgadzał. Bynajmniej nie wtedy. Przecież każdy chciał mieć swój kąt na świecie, czuć się potrzebnym. On nie rozumiał ich wielkich przemówień o niezależności i sile, dlatego bardzo szybko stał się jednym z pierwszych do prześladowania.23 czerwca 2008
Kolejny dzień prześladowań, znęcania się i wyzwisk.
Nie daję sobie już rady.
Jestem nikomu niepotrzebny.
Dla wszystkich byłoby najlepiej, gdyby mnie tutaj po prostu nie było.
Wtedy nie był jeszcze wysoki - był raczej chudy, drobny i niedożywiony, bo od lat przerzucano go z jednego przemocowego domu zastępczego do drugiego. Domu, w którym dorośli najwyraźniej zapominali, że pieniądze otrzymywane z opieki społecznej miały iść na dziecko, którym rzekomo się zajmowali. Nie na alkohol, zachcianki czy na własne przyjemności.
Tego dnia siedział na zewnątrz budynku podczas wolnego czasu, ze wzrokiem wbitym w ziemię, kiedy za swoimi plecami usłyszał śmiech i szuranie butów.- Finn? Raczej Finito! - rzucił jeden z chłopaków, gruby, czerwony na twarzy i zadowolony z własnego żartu. Kilka sekund później Finn poczuł ostry ból przeszywający plecy. Nie zdążył nawet zrozumieć, że został kopnięty. Poleciał do przodu i upadł na klatkę piersiową, uderzając twarzą o chodnik. Szorstki beton rozdarł mu policzek. - Ugh... - wyrwało mu się z bólu. Spróbował podnieść się na rękach, ale zanim zdążył zrobić cokolwiek więcej, drugi chłopak postawił mu but na karku i docisnął go do ziemi. - A kto ci powiedział, że możesz wstawać, Arden? - parsknął śmiechem. Pozostali ustawili się wokół niego, tworząc krąg.- Proszę... ja nic nie zrobiłem - wydusił Finn ledwo słyszalnie, czując nacisk na szyi. - Właśnie. Ty nigdy nic nie robisz, Arden.- Śmiech wybuchł nad nim jeszcze głośniej. Głosy zaczęły mieszać się ze sobą tak intensywnie, aż nie potrafił już odróżnić jednego od drugiego. - O cholera, uważajcie!
Nie był w stanie unieść głowy. Nie był w stanie zobaczyć, co się tak właściwie działo. Wiedział tylko, że but na jego karku wciskał go coraz mocniej w chodnik. Coraz brutalniej. Powietrze zaczęło urywać się w jego gardle, a oczy rozszerzyły mu się gwałtownie, kiedy przed sobą, gdzieś tuż przy krawędzi rozmazanego pola widzenia, zobaczył dziewczynę. Stała tam. Albo przynajmniej tak mu się wydawało. Nie był pewien, czy była prawdziwa, czy jego umysł zaczął już wymyślać rzeczy przez to, że dopływ powietrza powoli się odcinał. Ale widział ją. Jej buty. Jej sylwetkę. Coś jasnego, coś obcego w tym całym hałasie i bólu. I przez jedną krótką, przerażoną sekundę Finn pomyślał, że może jednak ktoś mu pomoże.
is someone out there?