Who Killed Captain Alex: Uganda's First Action Movie (English Subtitles & Video Joker) - Wakaliwood
: czw kwie 16, 2026 3:14 pm
Komisariat o tej porze dnia żył własnym, nerwowym rytmem - napieprzanie w klawiatury, urywane rozmowy przez radio, ktoś gdzieś trzaskał szafką. Scott nie zwracał na to większej uwagi, bo choć pojawił się na miejscu pierwszy raz od kilku tygodni, w dalszym ciągu był do tego przyzwyczajony. Szedł korytarzem pewnym krokiem, aż w pewnym momencie coś przykuło jego uwagę - podniesione głosy zza uchylonych drzwi jednego z pomieszczeń.
Nie wszedł od razu. Zamiast tego zatrzymał się tuż przy framudze, opierając się o nią ramieniem. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, przyjmując pozornie swobodną, niemal znudzoną postawę i słuchał. Głos June rozpoznał od razu: ostry, ale kontrolowany na tyle, na ile pozwalała sytuacja. Drugi należał do jednego z tych typów, którzy zbyt długo uchodzili za sprytnych,. Scott nie poruszył się ani o centymetr, gdy rozmowa zaczęła przybierać coraz bardziej osobisty ton.
Gdy padła sugestia, rzucona z tą charakterystyczną, obrzydliwą pewnością siebie, że June załatwiła sobie awans łóżkiem, do któremu wskoczyła Scottowi, brunetowi przez ułamek sekundy drgnęła powieka. Szybko pomyślał o tym, że mógłby go teraz zniszczyć. Wystarczyło jedno zdanie, jeden podpisany papier i gościa nie uratowałby nawet sam Frank Drebin. Trzeba było przywołać chujka do porządku i przypomnieć mu, że nawet jeśli ma plecy, to Letexier ma plecy większe.
Nic jednak nie zrobił. Nie dlatego, że nie chciał. Wręcz przeciwnie. Zacisnął lekko szczękę, jednak jego postura pozostała niewzruszona. Eskalacja niczego by tu nie poprawiła. Mogłaby jedynie dolać oliwy do ognia, stworzyć dokładnie taki bałagan, jakiego ktoś taki tylko by sobie życzył. Zastępca komendanta postanowił więc poczekać. Cierpliwie i bez słowa, aż tamten skończy swój nie mający żadnych postaw wysryw.
Dopiero wtedy, gdy mężczyzna odwrócił się, zapewne zadowolony z siebie, natknął się wzrokiem na Letexiera. Scott nawet się nie wyprostował. Wystarczyło, że uniósł lekko kącik ust w krótkim, niemal uprzejmym uśmiechu. W jego oczach nie było jednak ani grama rozbawienia, a tylko chłodna pewność siebie, którą wręcz bił po oczach.
Nagle cały impet tamtego gdzieś wyparował.
- Kontynuuj - rzucił spokojnie Scott, głosem cichym, ale na tyle stanowczym, że zabrzmiał jak rozkaz. - Masz na pewno coś jeszcze do powiedzenia - cisza, która zapadła po tych słowach była dość wymowna.
Brunet kątem oka zerknął w kierunku June, rzucając jej porozumiewawcze spojrzenie. Kto jak kto, ale Scott wiedział najlepiej, kim Harrison jest i że sama zapracowała na swój sukces. Jej statystyki oraz raporty Eviny mówiły same za siebie: June to dobra policjantka i żaden gonzo z plecami tego nie zmieni. A jak będzie chciał zmienić, to na drodze stoi jeszcze Scott, gotów zrobić z nim to, co Stachursky zrobił z Doskozzzą - rozjebać system.
June Harrison
Nie wszedł od razu. Zamiast tego zatrzymał się tuż przy framudze, opierając się o nią ramieniem. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, przyjmując pozornie swobodną, niemal znudzoną postawę i słuchał. Głos June rozpoznał od razu: ostry, ale kontrolowany na tyle, na ile pozwalała sytuacja. Drugi należał do jednego z tych typów, którzy zbyt długo uchodzili za sprytnych,. Scott nie poruszył się ani o centymetr, gdy rozmowa zaczęła przybierać coraz bardziej osobisty ton.
Gdy padła sugestia, rzucona z tą charakterystyczną, obrzydliwą pewnością siebie, że June załatwiła sobie awans łóżkiem, do któremu wskoczyła Scottowi, brunetowi przez ułamek sekundy drgnęła powieka. Szybko pomyślał o tym, że mógłby go teraz zniszczyć. Wystarczyło jedno zdanie, jeden podpisany papier i gościa nie uratowałby nawet sam Frank Drebin. Trzeba było przywołać chujka do porządku i przypomnieć mu, że nawet jeśli ma plecy, to Letexier ma plecy większe.
Nic jednak nie zrobił. Nie dlatego, że nie chciał. Wręcz przeciwnie. Zacisnął lekko szczękę, jednak jego postura pozostała niewzruszona. Eskalacja niczego by tu nie poprawiła. Mogłaby jedynie dolać oliwy do ognia, stworzyć dokładnie taki bałagan, jakiego ktoś taki tylko by sobie życzył. Zastępca komendanta postanowił więc poczekać. Cierpliwie i bez słowa, aż tamten skończy swój nie mający żadnych postaw wysryw.
Dopiero wtedy, gdy mężczyzna odwrócił się, zapewne zadowolony z siebie, natknął się wzrokiem na Letexiera. Scott nawet się nie wyprostował. Wystarczyło, że uniósł lekko kącik ust w krótkim, niemal uprzejmym uśmiechu. W jego oczach nie było jednak ani grama rozbawienia, a tylko chłodna pewność siebie, którą wręcz bił po oczach.
Nagle cały impet tamtego gdzieś wyparował.
- Kontynuuj - rzucił spokojnie Scott, głosem cichym, ale na tyle stanowczym, że zabrzmiał jak rozkaz. - Masz na pewno coś jeszcze do powiedzenia - cisza, która zapadła po tych słowach była dość wymowna.
Brunet kątem oka zerknął w kierunku June, rzucając jej porozumiewawcze spojrzenie. Kto jak kto, ale Scott wiedział najlepiej, kim Harrison jest i że sama zapracowała na swój sukces. Jej statystyki oraz raporty Eviny mówiły same za siebie: June to dobra policjantka i żaden gonzo z plecami tego nie zmieni. A jak będzie chciał zmienić, to na drodze stoi jeszcze Scott, gotów zrobić z nim to, co Stachursky zrobił z Doskozzzą - rozjebać system.
June Harrison