Out of sight till the pipes cried for help
: pt kwie 17, 2026 2:46 pm
002
Out of sight till the pipes cried for help
Dzień wolny to dla ambitnej pracoholiczki miał być luksus. Albo kara? Od rana kręciła się po mieszkaniu w powyciąganym dresie, z włosami związanymi byle jak i niby odpoczywała, ale jednocześnie nastawiała pranie, przecierała blaty, odpisywała na dwa zaległe maile z uczelni. To chyba był to ten rodzaj relaksu, który rozumieli ludzie tylko z tego samego sortu, czyli nieumiejący siedzieć spokojnie.
Około osiemnastej weszła do kuchni z postanowieniem przygotowania sobie przekąski godnej wieczoru spędzanego samotnie i absolutnie bez wyrzutów sumienia. Miała ochotę w zasadzie na wszystko, więc ostatecznie w planach były nachosy, dip jogurtowy, warzywa pokrojone tak, żeby wyglądały zdrowo – żeby mogła uspokoić swoje sumienie, popcorn… No i tosty. Kochała tosty. Wyciągnęła z lodówki warzywa i podwinęła rękawy, aby umyć je pod bieżącą wodą w zlewie. Odkręciła kran i już po pierwszej sekundzie usłyszała dźwięk, który jej się nie spodobał. Podejrzane bulgotanie, gdzieś tam głęboko, pod zlewem, a sama bateria nie wypluła nawet najskromniejszego strumienia.
— Oj no weź… — mruknęła żałośnie pod nosem.
Bardzo metodycznie, jak na samodzielną blondynkę przystało, zaczęła odkręcać i zakręcać kurek, jak gdyby to miało jakkolwiek coś zmienić. Ostatecznie coś zabulgotało złowieszczo, a woda, zamiast wylać się z baterii, popłynęła po podłodze, wylewając się z szafki. Zakręciła kran natychmiast, ale to było już niestety spóźnione mniej więcej o trzy sekundy. Po po kuchni zaczął rozchodzić się aromat kanalizacji…. Aromat. Dobrze powiedziane.
Westchnęła przeciągle, już nieco spanikowana, bo to akurat był niemały problem, przykucnęła i otworzyła szafkę, a nastepnie popatrzyła w rury tak, jakby sam kontakt wzrokowy miał je jakkolwiek naprawić. Ale nie naprawił. Z uszczerbionego zaworu wciąż lała się woda.
A potem rozległ się dzwonek do jej drzwi.
Na początku nie zareagowała, bo tez nikogo się nie spodziewała – a jak typowy dorosły człowiek, w takich momentach zwykle udawała, że nikogo nie ma w domu. Dzwonek zabrzmiał ponownie. Trzeci dopiero ją przełamał i przypomniał jej, że można zawsze cichcem sprawdzić przez wizjer kto to.
Ruszyła do przedpokoju, po drodze wycierając dłonie w ścierkę i poprawiając włosy, samej w zasadzie nie wiedząc po co, a potem zakradła się pod drzwi, aby bardzo sniki zbliżyć się do wizjera i przytknąć do niego oko. Zajęło jej to chwilę, zanim rozpoznała, kto stał po drugiej stronie.
I dopiero gdy ogarnęła, że był to Jason, uświadomiła także sobie, że jednak spodziewała się kogoś, bo znajomy miał jej oddać adapter USB. Choć szczerze mówiąc – gdy mu go dawała, myślała, że zrobi to po prostu przy okazji – w końcu nie był jej jakoś szczególnie potrzebny – a nie, że facet zrobi specjalny kurs do jej mieszkania.
Otworzyła drzwi.
— Hej — zaczęła, starając się nie brzmieć jak spanikowana łania. Nawet uśmiechnęła się, choć trochę zbyt nerwowo. Spojrzała na niego, potem gdzieś za siebie, w stronę kuchni, skąd doleciało kolejne, złowrogie bulgotnięcie, które przypominało jej, że to raczej sprawa nie cierpiąca zwłoki. — Masz adapter! Myślałam, że dasz mi go jakoś przy okazji czy coś… — Znów tutaj dołożyła ten niezręczny, sztuczny uśmiech, z serii ‘to słaby moment’. Chociaż dopiero po chwili ją tchnęło. — Ej, Jason. A tak czystoteoretycznie… Kompletnie od czapy pytanie… Umiałbyś naprawić rozwalony zawór?
W końcu nie miała nic do stracenia; jedyne czym ryzykowała, to odpowiedź ‘nie’, ale przecież w filmach faceci musieli znać się na takich rzeczach, nie? Więc skoro było tak w filmach to i na pewno w realiach. Tak, zdecydowanie tak było
Jason Choi