Strona 1 z 1

An unexpected unpredictability

: pt kwie 17, 2026 10:54 pm
autor: Cordelia LeBlanc
001. An unexpected unpredictability | Outfit
Obudziłam się gwałtownie. Nie zdążyłam jeszcze zrozumieć, czy krzyk, który wciąż dudnił mi w uszach, należał do mnie, czy do niego. Przez krótką chwilę leżałam nieruchomo. Wpatrywałam się w ciemny sufit sypialni i próbowałam w między czasie uspokoić oddech. Serce biło mi zbyt szybko i nieprzyjemnie ciężko. Miałam wrażenie, że próbowało mi przypomnieć o czymś, o czym od dawna nie miałam zamiaru pamiętać.
Schody. Tak, one zawsze wracały. Nie sam moment, ponieważ moja pamięć była znacznie bardziej wyrafinowana. Nigdy nie podsuwała mi tego, co było oczywiste. Zamiast tego zostawiała szczegóły. Jednym razem był to dźwięk uderzającego o marmur obcasa. Innym z kolei metaliczny połysk włóczni, która mieniła się w świetle lamp. Następnie zaczynało się krótkie załamanie oddechu, a na koniec zostawała cisza. To właśnie ta cisza była w tym wszystkim najgorsza.
We śnie stałam dokładnie tam, gdzie byłam tamtego dnia. Spoglądałam ze szczytu schodów, wyprostowana i spokojna, w tej samej białej koszuli, której już dawno się pozbyłam. Patrzyłam w dół, ale tym razem to nie on leżał na podłodze. Byłam to ja i zawsze w tym momencie się budziłam. Westchnęłam cicho i sięgnęłam po szklankę wody stojącą na nocnym stoliku. Woda była już letnia, co uznałam za osobistą obrazę ze strony wszechświata. Mimo wszystko ją wypiłam, bo dyscyplina jest ważniejsza niż komfort.
Za oknem już świtało. Sąsiedztwo dopiero budziło się do życia, a blade światło rozlewało się na idealnie przeciętych żywopłotach, które otaczały ogrody mojej rezydencji. Lubiłam ten widok. Porządek i symetria sprawiały, że czułam się komfortowo. Miałam wtedy pewność, że wszystko znajduje się na właściwym miejscu. Niestety ludzie rzadko kiedy mieli tę zaletę. Wstałam z łóżka i zarzuciłam na swoje ramiona jedwabny szlafrok. Następnie skierowałam się w stronę łazienki. Lustro przywitało mnie twarzą kobiety, która spała zbyt krótko, ale wciąż wyglądała tak, jakby świat miał obowiązek traktować ją z należytym szacunkiem.
Poranki zaczynałam od swoich małych rytuałów, które moim zdaniem należało celebrować. Na początek była dokładna, nieprzyzwoicie droga i absurdalnie skuteczna pielęgnacja. Kobiety często pytają się o sekret dobrego wyglądu. Zawsze mam ochotę odpowiedzieć, że pieniądze i brak tolerancji dla bylejakości są podstawą. Jednakże społeczeństwo żyje w przekonaniu, że jest to woda z cytryna i wewnętrzny spokój. Swoją drogą ja nie znoszę cytryny.
Po pielęgnacji przychodził czas na garderobę. Otworzyłam drzwi garderoby z satysfakcją godną kapłanki, która właśnie przekraczała bramy świątyni. Rzędy perfekcyjnie uporządkowanych ubrań działały na mnie kojąco. Czerń była bezpieczna, biel wymagała pewności siebie, a granat był dla ludzi, którzy chcieli wyglądać na kompetentnych bez konieczności faktycznego bycia wykwalifikowanym. Wybrałam wyrazistą stylizację w stylu barokowego glamour marki Versace. Moim zdaniem elegancja powinna sprawiać, że inni automatycznie prostują plecy na nasz widok.
Kiedy zeszłam do jadalni, to kawa już na mnie czekała. Oczywiście gdyby nie czekała, to ktoś musiałby bardzo szybko przemyśleć swoje życiowe wybory. Usiadłam przy stole i uniosłam filiżankę. Pierwszy łyk był niemal idealny, chociaż odrobinę za gorzki. Na stole leżał poranny przegląd dokumentów ze szpitala. Raport finansowy, dwa podpisy i jedna decyzja kadrowa, którą należało podjąć jeszcze przed południem. Następnie przyszedł czas na wiadomości z urzędu. Dostałam przypomnienie o spotkaniu dotyczącym budżetu oraz telefon od jednego z radnych, który nagle przypomniał sobie, że bardzo zależy mu na moim poparciu. Ludzie przypominają sobie o takich rzeczach niezwykle szybko, czyli wtedy, gdy ich kariera zaczyna wisieć na włosku. Było to takie ujmujące i żałosne jednocześnie.
Mój dzień zapowiadał się przewidywalnie, a przewidywalność jest jedną z niewielu form luks, które naprawdę doceniam. Spojrzałam jeszcze raz przez okno i obserwowałam poranny ruch za bramą posiadłości. Wszystko było takie, jakie powinno być. A potem usłyszałam, że przyjechała Audrey. Odstawiłam filiżankę nieco wolniej niż było to konieczne. Moja córka nigdy nie pojawiała się bez powodu. A ja od dawna nauczyłam się, że dzieci, nawet własne, najczęściej przynoszą nie wizyty, lecz konsekwencje.

Audrey LeBlanc

An unexpected unpredictability

: czw kwie 30, 2026 11:31 pm
autor: Audrey LeBlanc
Mimo tego, że widzę matkę niemal codziennie, chcę z nią spędzić normalny dzień. Taki bez rozmowy o jej pracy, mojej pracy lub tego co się dzieje w tym mieście. Naprawdę potrzebuję rozmowy nawet o mące, bo nigdy nie wiadomo, jaką idealnie dać do ciasta. Jest ich tyle, że można naprawdę oszaleć i zgłupieć. Do takich spraw mam właśnie ją lub służbę, która dba tutaj o każdy szczegół w tym wielkim domu. Kiedyś uważałam go za domek dla lalek, każdy miał swoje miejsce i w nim siedział. Teraz jest miły wspomnieniem, który zachęca do powrotu. Zwłaszcza mój stary pokój, który dalej stoi i czeka. Pewnie gdzieś tam jeszcze, są upchane stare karteczki z notatką ze studiów.
Powitałam wszystkich, których minęłam. Niektóre panie pracują tutaj, jak ja jeszcze byłam w pieluchach. Także ich też traktuję jak rodzinę. Miło ich spotkać i pogadać o tym, co się u nich dzieje. Taka rozmowa, która odmienia nasze życia i dodaje ciekawe ciekawostki na potem. Chociaż potem cały ten zlepek informacji, może spowodować ból głowy. Na sam koniec rozmowy, jedynie obiecałam im, że przed powrotem do mieszkania, pożegnam się z nimi.
Postanowiłam jeszcze przy okazji odwiedzić swój stary pokój. Bardzo, ale to bardzo chciałam zabrać starą książkę, którą uwielbiałam jak byłam młodsza. Zajęło mi to dosłownie chwilę, ponieważ była w dość widocznym miejscu. Schowałam ją do swojej torby i postanowiłam w końcu powitać się z matką. Byłoby niegrzeczne, gdybym postanowiła ją dosłownie zignorować. Zresztą nie chcę dodatkowych narzekań na mnie i z tego powodu. Poprawiłam dodatkowo ubranie i zapukałam do drzwi.
— Witaj mamo! Mam nadzieję, że nie zepsułam twoich planów i nie zabieram twojego cennego czasu. Jednak chciałabym w końcu się dowiedzieć, co zaplanowałaś. A raczej, dlaczego wspomniałaś o zaaranżowanym ślubie — Na początku powiedziałam wszystko z dobrym humorem. Dalsze moje słowa nie były radosne. Było czuć w nich zirytowanie. Zirytowanie, ponieważ znów ma jakieś plany w moją osobę. Jakby nie wystarczyło jej, że pracuję w zawodzie co chciała. Nie chcę ślubu, nawet nie mam z kim się ożenić. Naprawdę nie chcę myśleć, że zaplanowała mi ślub z jakimś gburem. Sam chciałabym znaleźć tego, który będzie odpowiedni i zasłuży sobie na moją osobę. Jednak znam ją od urodzenia, mogę zakładać, że to ten najgorszy scenariusz w moim smutnym życiu. Jeśli tak, czy uda mi się postawić? Pewnie nie, ale będę się starać. Pragnę życia, które ja chcę. Nie takiego, które ktoś inny mi zaplanował.

Cordelia LeBlanc