darling, everyday feels like a Monday
: sob kwie 18, 2026 5:09 am
I got a lump stuck in my throat,
might be these cigarettes I smoke
Dziesięć dni.
Minęło dziesięć długich dni, odkąd zobaczył ją ostatnim razem. Odkąd złożył na jej ustach pocałunek, kosztując najsłodszego owocu, jaki miał możliwość zaznać. Dziesięć cholernie długich dni, odkąd zajrzał w jej brązowe oczy, wyliczył piegi na mostku jej drobnego nosa, chwycił ją za talię... odkąd poczuł ten nieznajomy ścisk w klatce piersiowej, poczucie pożądania, ale również potrzebę bycia przy kimś. b l i s k o. To było zdecydowanie za blisko. Za szybko. Czy była to intryga? Może po prostu nudziła go przewidywalność? Poczucie, że miał wszystko pod kontrolą, na tyle, na ile pozwalał komuś naginać scenariusz wypisany przez niego samego w głowie? A może to był fakt, że czytając rozpisany scenariusz ich znajomości, widział puste kartki?
i m p r o w i z a c j a
Coś, do czego nigdy wcześniej nie przywykł. Wszystko to, co odczuwał przy niej, było czymś nowym. Czymś niemal krępującym. Więc tak... dziesięć dni. Tyle zajęło mu, żeby do niej napisać. Musiał jakoś przetrawić fakt, że tak naprawdę tamtego wieczoru go zostawiła. Na górze budynku. Samego, z butelką wina i ledwie tkniętym jedzeniem. Uciekła. Ulotniła się z jego życia tak szybko, jak się w nim pojawiła. A on wtedy, stojąc tam jak jakiś idiota, poczuł nie tyle gniew... co rozczarowanie? Zawstydzenie? Kolejne uczucia, których tak bardzo starał się nie doświadczać. Pozostawiła po sobie pustkę, a on, stojąc tam samotnie, czuł tylko podmuch wiatru uderzający go w twarz, nikły zapach jej perfum unoszący się jeszcze w powietrzu, który zdążył przeniknąć na jego ubranie, kiedy była tak blisko niego, i ten delikatny smak jej nikotynowo-słodkiego pocałunku, który zostawiła na jego wargach.
Resztę dni spędził na rozmyślaniu, próbując przeanalizować, czym to właściwie było. Myślami wracał do zwyczajnego zaintrygowania... ale ciągle wracał do niej. Przechadzając się tego wieczoru po mieście, opierając się na drewnianej lasce, z kilkudniowym zarostem na twarzy, zerknął ku górze, a jego oczom ukazał się przepiękny księżyc.... I wtedy już wiedział. Musiał do niej napisać. Musiał zobaczyć, czy odpisze. W niepewności wysłał SMS-a, wahając się przez moment, jednak gdy kliknął ''wyślij'', szybko schował telefon do kieszeni płaszcza, wyciągnął paczkę papierosów, odpalił jednego, zaciągnął się dymem i wtedy poczuł wibrację. Prawie trzęsącą się dłonią szybko wyciągnął telefon, a rozświetlony ekran wywołał delikatny uśmiech na jego twarzy. Już wtedy nie miał najmniejszych wątpliwości, że musiał ją zobaczyć, dotknąć, porozmawiać z nią. Musiał dowiedzieć się, czy była to tylko chwilowa intryga, czy może te obce mu uczucia faktycznie wywoływała w nim ona, z jakiegoś nieznajomego powodu.
W przeciągu godziny był już u siebie w mieszkaniu. Wziął prysznic, ogolił się, wrzucił na siebie koszulę, zostawiając dwa guziki odpięte, zarzucił spodnie. Chciał wyglądać schludnie, ale nie tak, żeby było widać, że się starał. No bo nie mógł przecież tego po sobie pokazać, prawda? Usłyszał dźwięk domofonu, który za chwilę odebrał, a następnie jakieś kilka minut później jego mieszkanie wypełniło się delikatnym pukaniem w drzwi. Niemalże od razu je otworzył, a chwilę później jego smutny wzrok zatrzymał się na ślicznej Elenie. - Non ero sicuro che ti saresti presentato davvero, combinaguai. È un piacere rivederti. - uśmiechnął się delikatnie, lecz na jego sercu pojawił się niewidzialny supełek... a z każdym biciem serca... zaciskał się coraz bardziej. Miał cholerną nadzieję, że tym razem mu nie ucieknie.
picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖
ִֶָ་࿐
might be these cigarettes I smoke
Minęło dziesięć długich dni, odkąd zobaczył ją ostatnim razem. Odkąd złożył na jej ustach pocałunek, kosztując najsłodszego owocu, jaki miał możliwość zaznać. Dziesięć cholernie długich dni, odkąd zajrzał w jej brązowe oczy, wyliczył piegi na mostku jej drobnego nosa, chwycił ją za talię... odkąd poczuł ten nieznajomy ścisk w klatce piersiowej, poczucie pożądania, ale również potrzebę bycia przy kimś. b l i s k o. To było zdecydowanie za blisko. Za szybko. Czy była to intryga? Może po prostu nudziła go przewidywalność? Poczucie, że miał wszystko pod kontrolą, na tyle, na ile pozwalał komuś naginać scenariusz wypisany przez niego samego w głowie? A może to był fakt, że czytając rozpisany scenariusz ich znajomości, widział puste kartki?
Coś, do czego nigdy wcześniej nie przywykł. Wszystko to, co odczuwał przy niej, było czymś nowym. Czymś niemal krępującym. Więc tak... dziesięć dni. Tyle zajęło mu, żeby do niej napisać. Musiał jakoś przetrawić fakt, że tak naprawdę tamtego wieczoru go zostawiła. Na górze budynku. Samego, z butelką wina i ledwie tkniętym jedzeniem. Uciekła. Ulotniła się z jego życia tak szybko, jak się w nim pojawiła. A on wtedy, stojąc tam jak jakiś idiota, poczuł nie tyle gniew... co rozczarowanie? Zawstydzenie? Kolejne uczucia, których tak bardzo starał się nie doświadczać. Pozostawiła po sobie pustkę, a on, stojąc tam samotnie, czuł tylko podmuch wiatru uderzający go w twarz, nikły zapach jej perfum unoszący się jeszcze w powietrzu, który zdążył przeniknąć na jego ubranie, kiedy była tak blisko niego, i ten delikatny smak jej nikotynowo-słodkiego pocałunku, który zostawiła na jego wargach.
Resztę dni spędził na rozmyślaniu, próbując przeanalizować, czym to właściwie było. Myślami wracał do zwyczajnego zaintrygowania... ale ciągle wracał do niej. Przechadzając się tego wieczoru po mieście, opierając się na drewnianej lasce, z kilkudniowym zarostem na twarzy, zerknął ku górze, a jego oczom ukazał się przepiękny księżyc.... I wtedy już wiedział. Musiał do niej napisać. Musiał zobaczyć, czy odpisze. W niepewności wysłał SMS-a, wahając się przez moment, jednak gdy kliknął ''wyślij'', szybko schował telefon do kieszeni płaszcza, wyciągnął paczkę papierosów, odpalił jednego, zaciągnął się dymem i wtedy poczuł wibrację. Prawie trzęsącą się dłonią szybko wyciągnął telefon, a rozświetlony ekran wywołał delikatny uśmiech na jego twarzy. Już wtedy nie miał najmniejszych wątpliwości, że musiał ją zobaczyć, dotknąć, porozmawiać z nią. Musiał dowiedzieć się, czy była to tylko chwilowa intryga, czy może te obce mu uczucia faktycznie wywoływała w nim ona, z jakiegoś nieznajomego powodu.
W przeciągu godziny był już u siebie w mieszkaniu. Wziął prysznic, ogolił się, wrzucił na siebie koszulę, zostawiając dwa guziki odpięte, zarzucił spodnie. Chciał wyglądać schludnie, ale nie tak, żeby było widać, że się starał. No bo nie mógł przecież tego po sobie pokazać, prawda? Usłyszał dźwięk domofonu, który za chwilę odebrał, a następnie jakieś kilka minut później jego mieszkanie wypełniło się delikatnym pukaniem w drzwi. Niemalże od razu je otworzył, a chwilę później jego smutny wzrok zatrzymał się na ślicznej Elenie. - Non ero sicuro che ti saresti presentato davvero, combinaguai. È un piacere rivederti. - uśmiechnął się delikatnie, lecz na jego sercu pojawił się niewidzialny supełek... a z każdym biciem serca... zaciskał się coraz bardziej. Miał cholerną nadzieję, że tym razem mu nie ucieknie.
picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖
