Strona 1 z 1

rich people problems

: sob kwie 18, 2026 9:47 am
autor: Cherry Marshall
♥ʙʀᴏᴛʜᴇʀ♥, 𖨆𖨆, My cute sister 💕

Świat pojebało.
Inaczej nie dałoby się tego określić. Wszystkie problemy rodzinie Marshall wydawały się zrzucać na głowę, miażdżyć ich sposób standardowego funkcjonowania, a Charity nie zdawała sobie jeszcze sprawę o wszystkim.
Musiała powiedzieć rodzinie o przeszczepie.
Kurna, wszyscy wiedzieli, że Christopher, ich ojciec, potrzebował wątroby. Trójka rodzeństwa miała idealną zgodność. W końcu byli z nim spokrewnieni. Przez całą sprawę wyszła pierwsza tajemnica rodziny. Cora nie była córką Christophera. Dalej była ich siostrą. Jak na czwórkę rodzeństwa sprawa wydawała być wręcz kuriozalna. Firma, przeszczep, Cora i może jeszcze frytki do tego? Gdyby tylko Cherry je jadła, pewnie znajdowałyby się na stole.
Dla rodzeństwa zamówiła przygotowała kuchnię japońską, sporo różnych kawałków sushi. W końcu musieli mieć czas, by normalnie ze sobą porozmawiać. Przetrawić wszelkie informacje wypływające na światło dzienne i stworzyć wspólną linię frontu. Na stole stała Yaiza, butelka białego wina wprost z Lanzarote. Marshall mogła ostatni raz zakosztować alkoholu przed operacją, odciąć się oraz spróbować odrobiny normalności. Tylko czy się dało? Wszyscy dookoła widzieli, co się działo, w jaki sposób zaczynała funkcjonować Charity. Gasiła jeden pożar za drugim, chociaż jeszcze nie porozmawiała z matką, która wydawała się unikać całego rodzeństwa. Wyjechała na wakacje życia, byle nie musieć patrzeć mężowi prosto w twarz.
Każdy z rodzeństwa siedział przy stole, a cisza wydawała się zapełnić całe pomieszczenie wręcz nieznośnie. O czym mieliby rozmawiać? Tych spraw było tak wiele. Mogłaby rozpocząć od prostszego tematu. W końcu przekonała się do Ethana, zwłaszcza od ostatnich głośnych wiadomości. Tylko czy chciała informować braci o tym, z kim tak właściwie spała? Nie. Czy pytanie się Cory oto, jak się czuje było odpowiednie? Nie. Była najstarsza i musiała zachować się odpowiedzialnie, a przynajmniej przerwać ciszę panującą w całym pomieszczeniu.
To może powiedźcie, co u Was? — rzuciła finalnie Cherry, nie chcąc od razu podejmować trudnych tematów. Na nie przyjdzie czas, ale zaraz zdała sobie sprawę z jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy — Cora będziesz pracowała w firmie na pewno do mojego powrotu i Ethan usiądzie z Tobą, by przedyskutować sprawę twojego wynagrodzenia — takie rozmowy dla niej było normalne. Próbowała ukryć trudniejsze pod płaszczykiem normalności, zanim oświadczy całemu rodzeństwu, do czego ojciec ją zmuszał.

rich people problems

: pn kwie 20, 2026 2:01 am
autor: Cora Marshall
Tyle co się działo w życiu Cory w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, to chyba przez całe życie tyle atrakcji nie przeżyła. Zazwyczaj do wszystkiego podchodziła z lekkością, bez strachu i obaw. Jednak coś w niej zaczęło pękać. Może to przez Gavina, w którym prawdopodobnie się zakochała, a który się okazał jeszcze bardziej niedojrzały niż ona sama, chociaż był uznanym producentem filmowym, a do tego między nimi była znaczna różnica wieku. A może to kwestią Prince’a, z którym nie mogła się dogadać, kłócąc się cały czas z krótką przerwą na zawieszenie broni, która się zakończyła jeszcze gorzej, bo wzmogła jej brak własnej wartości. A może to Daniel, który próbował ją zgwałcić wyrażając przy tym brak jakiegokolwiek szacunku wobec niej. Tym zachowaniem wzbudził w niej jedynie strach i niechęć przed mężczyznami, a także zostawił trwały ślad w jej psychice. Te wszystkie elementy były jak pojedyncza kula śnieżna, która połączyła się w jedną całość i turlając się pomału się powiększała i powiększała.
Na całe szczęście miała rodzinę, a raczej tą jej część, która pomimo braków więzów krwi jej się nie wyrzekła. Chociaż z drugiej strony blondynka była w takim stanie w tym momencie, że nie byłaby zaskoczona, gdyby jednak to zrobili . Niestety. Kochała ich całym sercem, było dla niej wszystkim, ale to jak ostatnio potraktował ją ICH ojciec mocno się na niej odbiło.
- Mieszkam teraz u Maddie po tym jak ojc… Znaczy Christopher wykopał mnie z mieszkania- rzuciła gryząc się w język w odpowiednim momencie. Jeszcze zdarza jej się z rozpędu nazwać go jej ojcem, chociaż nim nie jest. To było cholernie trudne. Jednak gorsze było odebrać telefon od człowieka, dla którego było się gotowym oddać wątrobę, który wychowywał Cię przez prawie trzydzieści lat i usłyszeć, że ma przestać mówić do niego tato, bo nim nie jest. Resztkami sił się nie rozpłakała w tamtym momencie. Wybuchła dopiero po rozłączeniu się. - Luz, to weź mu tam szepnij słówko, żeby dał mi podwyżkę na ostatnie miesiące mojej pracy tam- dodała łapiąc pałeczkami kolejny kawałek sushi. Spodziewała się , że prędzej czy później będzie musiała odejść z Northand Power, ale to chociaż zarobi sobie jak najwięcej przez te miesiące, by mieć za co żyć. A już nawet teraz zaczęła oszczędzać, więc gdy zajadała się jak szalona surową rybą, w końcu podniosła wzrok na rodzeństwo i zerknęła na nich wszystkich przelotem - cała trójka o ciemnych, wyrazistych oczach. Różni, a jednak tacy sami. Kochała ich całym sercem i cieszyła się niezmiennie , że Cassian wrócił do Toronto. W końcu byli w komplecie. Przynajmniej na razie. - Ej, jak coś zostanie, to będę mogła wziąć na wynos?- spytała wskazując na stół uginający się od ilości jedzenia. Odkąd nagle musiała płacić za tak wiele rzeczy, to zaczęła zwracać uwagę na wszechobecny konsumpcjonizm i też zaczęła szukać możliwości oszczędzania. Zamieszkanie u Lennox to był strzał w dziesiątkę!



ten szalony <3
ten sztywny <3
ta spięta <3

rich people problems

: pn kwie 20, 2026 10:55 pm
autor: Charlie Marshall
Dużo się działo ostatnio...

Przede wszystkim chciał odmówić spotkania z rodzeństwem, bo miał za dużo na głowie przed wyjazdem. Próbował domknąć sprawy w firmie, być bardziej wyrozumiały w stosunku do Blair i przygotować grunt przed operacją Cherry, skoro nie udało mu się przenieść daty podpisania kontraktu na Teneryfie na inny termin. Był niepocieszony, że jego wyjazd pokrywał się z terminem operacji siostry bliźniaczki, przez co nie mógł zarządzać firmą pod jej nieobecność i... wyglądało na to, że chwilowe dowodzenie w razie pożaru przejmie Ethan, jednak Charlie miał nadzieję, że do żadnego pożaru nie dojdzie. Sprawa Cory również nie pomagała mu ogarnąć tego całego bałaganu, dlatego - chcąc nie chcąc - po prostu odciął się od tego wszystkiego emocjonalnie, tak jak to miał w zwyczaju, gdy potrzebował skupienia, a nie szalejących uczuć. No i właśnie dlatego zabranie Ivy na Teneryfę wydawało mu się jednocześnie złotym i beznadziejnym pomysłem. Złotym, ponieważ... mogła zapewnić mu odskocznię od codziennych trosk i problemów. A dlaczego beznadziejnym? Cóż, na własne życzenie komplikował sobie swoje życie jeszcze bardziej. Wiedział, że zjebał, ale nie czuł skruchy. Ani trochę.

A teraz to nieszczęsne sushi. Jadł w milczeniu, słuchając słów sióstr, skoro już zdecydował się tutaj przyjść. Formalności. Zmiana zamieszkania Cory. Prośba o jedzenie na wynos. Słuchał wszystkiego uważnie, nie komentując ani słowa. Jedynie na ostatnią uwagę Cory odłożył pałeczki na bok, bo przecież mógł zjeść w domu, tak? Zwłaszcza, że nieraz siostrze proponował pomoc finansową, ale była uparta jak osioł i za każdym razem odmawiała. Jednak miała w sobie coś z Marshalla - wolała poprosić o resztki na wynos niż o zapełnienie lodówki lub inną jałmużnę. Swoją drogą, nie wyobrażał sobie siebie w takiej sytuacji, niestety. Nawet gdyby został wydziedziczony przez ojca, miał dużo własnych oszczędności i aktywów. Cora miała jedynie fundusz powierniczy, który został zamknięty przez Christophera w dniu, w którym dowiedział się, że nie była jego rodowitą córką. Westchnął ciężko i upił łyk wina, po czym wlepił wzrok w okno. Powinien się pakować i spędzić miły wieczór z Blair. Albo z Ivy. Albo z obiema. Co? O czym on myślał w ogóle? Zrobił minę, po czym przeniósł wzrok na swój talerz. Zjadł dwa kawałki sushi. Z łososiem. Były dobre. Czy właśnie wyglądał, jakby mordował swój talerz wzrokiem? Miał nadzieję, że nie? Cholera jasna... Trochę mu się nudziło. Nie miał ochoty na poważne rozmowy. Spojrzał z nadzieją na Caspiana.

Cała nadzieja w młodszym bracie, yes.

Cherry
Cora
caspian

rich people problems

: czw kwie 30, 2026 4:46 am
autor: caspian marshall
Nie miał ochoty na rozmowy. Na żadne sushi-kolacyjki, żadne wznoszenie toastów za to, że jego starsza siostra dawała się pociąć dla człowieka, który swoją drogą - przynajmniej dla Caspiana - nie był żadnym zajebistym rodzicem. Nie rozumiał tego. Nie rozumiał, jak ona mogła tutaj siedzieć tak spokojnie i zadawać te pytania, jakby rozmawiali o pogodzie, albo nowym odcieniu farby do salonu. What in the actual fuck was going on right now? Czy on znajdował się w jakiejś chorej, parodialnej wersji Get Out, a to wszystko było jedną wielką, kuriozalną ingerencją mającą doprowadzić do tego, żeby ktoś przejął nad nim władzę? Cherry... mesjasz rodzeństwa. Charlie, który wyglądał właśnie jak kot srający na puszczy. Cora... siostra, ale nie siostra? I on. Ktoś, kto niecałe dziesięć dni temu prawie doprowadził do...Nie. Kurwa, nie chciał nawet o tym myśleć.

Spiął się cały, słuchając, jak Cora odpowiada na pytania Charity, a sam tylko siedział i próbował skupić się na tym, żeby te pierdolone pałeczki nie wyślizgiwały mu się z łap. Raz. Drugi. Trzeci. No cholera jasna, nie uda się. Zmarszczył nos, zerknął na Charliego, po czym przewrócił oczami i wypuścił z siebie głośne, teatralnie zmęczone westchnienie. Rzucił pałeczki na talerz, po czym nachylił się nad stołem i palcami chwycił futomaki z łososiem. Zamoczył je w sosie sojowym, kompletnie bez elegancji wsunął sobie do ust, a potem spojrzał na starszą siostrę, przeżuwając powoli. Przełknął, wytarł dłoń w chusteczkę i dopiero wtedy odezwał się nisko, - Czekaj... ojciec wypierdala i wydziedzicza Chmurkę - swoją drogą, mówił tak na Corę od zawsze, jeszcze kiedy byli mali, bo wiecznie chodziła z głową w chmurach - a ty dajesz się pokroić... do czego właściwie? Żeby udowodnić, że co? - pokiwał głową z niedowierzaniem, a na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech. - I tak już jesteś jego ulubienicą, Cherry, ale teraz to przebijasz samą siebie. - Może powiedział to za ostro. Może nawet za złośliwie. Może nie powinien. Ale nie potrafił znieść tego, że z dnia na dzień ich ojciec zaczął mówić o młodszej siostrze w tak obleśny sposób, jakby to była wina Cory, że ich matka zapomniała, na jakim penisie usiąść. Jakby cała jej egzystencja nagle stała się błędem technicznym, rodzinną pomyłką, czymś, co można było wykreślić z testamentu i udawać, że nigdy nie istniało. Wkurwiało go to niesamowicie i było cholernie niesprawiedliwe.

Spojrzał na nich wszystkich po kolei, po czym westchnął ciężko, chwycił laskę i podniósł się od stołu. Ruszył w stronę kuchennego blatu, kulejąc lekko, z grymasem człowieka, który prędzej połknie szkło, niż przyzna, że coś go boli. Oparł się plecami o blat, wsunął dłoń do środka marynarki i wyciągnął blanta. Zapalił go, zaciągnął się mocno, aż policzki zapadły mu się lekko, po czym wypuścił dym powoli, z zamkniętymi na moment oczami. - Nie dam rady wytrzymać tej konwersacji na trzeźwo, przepraszam - odkaszlnął i wysunął blanta w stronę rodzeństwa. - Anyone? - Wypowiedział to jak gdyby nigdy nic... Prawda była taka, że z każdym dniem było gorzej. Koszmary narastały. Obrazy wracały wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewał... I była jeszcze tamta noc. To, co się stało. To, czego nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie w stanie sobie wybaczyć...

mesjasz chmurka kot

rich people problems

: pt maja 01, 2026 10:53 am
autor: Cherry Marshall
caspian marshall Charlie Marshall Cora Marshall

Całe rodzeństwo wydawało się mieć grobowe nastroje. Czarne chmury pojawiły się nad rodziną Marshall i nie chciały od nich zniknąć. Cherry rzadko kiedy sprzeciwiała się ojcu. Sama argumentacja w sprawie pracy Cory wydawała się wystarczająca. Nienawidziła kłócić się z Christopherem. Jednocześnie obrzydzał jej wszystko dookoła, ale koniec końców... zawsze poszukiwała u niego poklasku. Nawet przy całej irracjonalnej sytuacji z Corą nie mogła udawać, że nie obchodziło ją jego zdanie. Nie mogła stracić firmy. Tylko ona jej została.
Nie mogłaś zamieszkać u mnie? — zaczęła Cherry, unosząc wzrok na siostrę — ktoś powinien mieć Cię na oku i ktoś musi zająć się Koko — nie znała za bardzo Maddie. Gdyby tak było, uznałaby ją za wariatkę, która próbowała ją pobić oraz obraziła jej ówczesnego narzeczonego. Cóż, po czasie przyznałaby jej rację. Tyle że i to nie było w tradycyjne do zachowania Marshalli. Praktycznie nigdy nie przyznawałaby się do błędu.
Nie rozmawiam z nim — skwitowała krótko, wkładając sobie do ust kilka kawałków sushi od razu do buzi. Pierdolony Ethan Hartley. Już jesteś moja. Na samo wspomnienie tych słów cała zesztywniała. Nikomu o tym nie mówiła. Wolała pozostawić tę kwestię w ciszy. Jak zareagowałoby jej rodzeństwo na wieść, że przespała się z dyrektorem finansowym? Mogła jedynie na ten temat spekulować.
Tak, ale... — to ale przestało być ważne. Kiedy wzrok Marshall padł na Charliego, próbującego dokonać morderstwa. Czy wszyscy obecni przy stole byli dzisiaj nie w humorze? Może powinni wyjechać? Odciąć się od wszystkiego, co działo się dookoła nich i finalnie... stracić zasięg. Pracownicy przecież mogli zająć się ich firmą.
A ty czemu mordujesz własny talerz? — spytała wprost, patrząc na własnego bliźniaka — przywiozłam go z Japonii, nie może być aż tak okropny — prawdziwe dzieło sztuki współczesnej. Najdroższe materiały. Uwielbiała mieć wszystko najlepsze. Widok na panoramę Toronto idealnie wpasowałby się z wnętrzem jej domu, gdyby tylko... mieli lepsze nastroje.
Już otwierała usta, by zrugać Caspiana za niekulturalne spożywanie sushi. Tyle że on zaczął pierwszy mówić.
Mówisz, jakbym miała wybór Caspian. — spuściła wzrok, by po paru sekundach parsknąć pod nosem — ulubienicą? — nie wierzyła w to słowo, było nieodpowiednie pod jakimkolwiek względem. Nie była. Ona walczyła o swoje, a to męscy potomkowie Christophera byli wychwalani... nawet za zrobienie gówna — dlatego każe mi wziąć ślub, żebym przejęła rodzinną firmą? — spytała wprost, przechylając głowę — byle nie chodziły plotki, że rozkraczam nogi, lub klęczę dla inwestorów? — irytowało ją to stwierdzenie. Ile razy je słyszała? Ślub, by ktoś mógł przejąć firmę, kiedy nad tobą będą władały hormony — weź się zastanów Caspian. Ile Ciebie nie było? Co ty właściwie wiesz? — spytała podirytowana, odkładając pałeczki. Nalała sobie kieliszka wina, by wypić go szybko na raz. Słowa brata przypominały jej wymachiwanie czerwoną flagą na byka. Każde kolejne bolało ją bardziej. Odprowadziła go wzrokiem do blatu kuchni.
Wiesz, że nie mogę. — mruknęła — już wino jest ryzykiem — ale i to miała, jak widać na załączonym obrazku totalnie w nosie — ojciec jest, jaki jest. — stwierdziła surowym tonem. Jasne, był bezczelną świnią, twardą skałą, a sama Cherry... była niesamowicie krucha emocjonalnie, tyle że nigdy tego nie pokazywała innym — ale nie chcę go mieć na sumieniu... — ale też nie chciała dać się dla niego pokroić. Gdyby nie ta jedna groźba, którą cały czas przed nią stosował, by działała wobec jego zasad. Nienawidziła tego całą sobą. Nabrała mocno powietrza do ust, czasami uważała, że łatwiej byłoby jej bez ojca.