More Than a Party
: wt kwie 21, 2026 11:52 am
Erza B. Fernandes
Jules miał dzisiaj wyjątkowo nudny dzień, pomimo tego, że zaplanował sobie sporo aktywności. Nieważne czego by nie zrobił, stale czuł się nienasycony. Kiedy więc wrócił z wieczornego spaceru ze swoim psem, przystanął przy blacie w kuchni i z westchnieniem wyciągnął z kieszeni telefon. Leniwie przesuwał palcem po jego ekranie, jednocześnie wodząc wzrokiem po nazwach zapisanych kontaktów. Finalnie zatrzymał się przy jednym z kobiecych imion które akurat tego wieczoru przykuło jego uwagę. Julie. Nie znał jej jakoś szczególnie dobrze, ale nie był w stanie stwierdzić czy to ona mało o sobie mówiła, czy to on nie słuchał jej z wystarczającym zaangażowaniem. Była ładna i wesoła, ale brakowało jej jakiejś głębszej substancji, nie był w stanie przywołać nic ciekawego na jej temat. Pomimo wszystko, postanowił, że do niej zadzwoni. Skrzywił się nieznacznie gdy do jego uszu dotarł piskliwy głos bijący z jego telefonu. Nie pamiętał żeby brzmiała tak nieprzyjemnie, no ale cóż, niegrzecznie byłoby ją teraz zbyć. Nie miał jednak ochoty na ciągnięcie niepotrzebnej konwersacji przez telefon, szybko ujawnił swoje karty. Zaprosił ją do klubu, a po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi rozłączył się i odłożył urządzenie na blat. Zanim ruszył do łazienki, schylił się nad Foxy i pogłaskał ją za uszami. Zaczął się powoli szykować, zaczynając od pielęgnacji skóry i ułożenia włosów. Kiedy był już zadowolony z efektu, Jules skierował się w stronę garderoby. Był do przodu z materiałem do książki, więc mógł sobie pozwolić na bezcelowe spotkanie towarzyskie. Nie planował poświęcić jednak na nie zbyt dużo czasu, albowiem nie wynajął żadnej opiekunki do psa. Nie lubił zostawiać swojej suczki samej na zbyt długo. Bezceremonialnie naciągnął na swoje długie, szczupłe nogi skórzane spodnie i zapiął pasek. Zdecydował się, że tors okryje półprzezroczystą czarną, markową koszulką. Cały strój dopełnił zegarkiem i kilkoma złotymi naszyjnikami. Zanim jednak opuścił garderobę, użył swoich sygnaturowych perfum i starannie złożył ubrania które przed chwilą z siebie zdjął. Nie lubił sprzątać, ale nieporządek źle działał na jego stan psychiczny. Po nałożeniu butów, sięgnął jeszcze tylko po marynarkę, telefon i portfel. Kluczyki od auta zostawił, miał zamiar się napić więc zdecydował się na zamówienie taksówki. Po dotarciu na miejsce, stanął przy wejściu i zapalił papierosa. Znudzonym wzrokiem wodził po przechodniach, nikt nie wydawał się szczególnie interesujący. Na chwilę zerknął na telefon, a gdy tylko podniósł spojrzenie, jego oczy zatrzymały się na burzy rudych włosów która przemknęła zaraz przed jego twarzą. Pozwolił sobie na podążenie wzrokiem za jej właścicielką. Wydawała się nieco przybita, ale pomimo wszystko pewnie stąpała w kierunku wejścia do klubu. Kąciki ust Jules’a mimowolnie się uniosły. Zgasił papierosa i wszedł do środka kilka minut po nieznajomej. Rozejrzał się po wnętrzu lokalu, po czym spokojnym krokiem skierował się w stronę pustego krzesła.
-Mogę się dosiąść?- zapytał opierając się o oparcie mebla. Jego ciemne oczy spotkały się ze spojrzeniem kobiety którą niedawno uznał za możliwie ciekawszą, niż ta z którą zaplanował spotkanie. Nieznajoma była sama, siedziała przy barze. Nie widział więc przeciwwskazań przed tym, aby się do niej dołączyć.
Jules miał dzisiaj wyjątkowo nudny dzień, pomimo tego, że zaplanował sobie sporo aktywności. Nieważne czego by nie zrobił, stale czuł się nienasycony. Kiedy więc wrócił z wieczornego spaceru ze swoim psem, przystanął przy blacie w kuchni i z westchnieniem wyciągnął z kieszeni telefon. Leniwie przesuwał palcem po jego ekranie, jednocześnie wodząc wzrokiem po nazwach zapisanych kontaktów. Finalnie zatrzymał się przy jednym z kobiecych imion które akurat tego wieczoru przykuło jego uwagę. Julie. Nie znał jej jakoś szczególnie dobrze, ale nie był w stanie stwierdzić czy to ona mało o sobie mówiła, czy to on nie słuchał jej z wystarczającym zaangażowaniem. Była ładna i wesoła, ale brakowało jej jakiejś głębszej substancji, nie był w stanie przywołać nic ciekawego na jej temat. Pomimo wszystko, postanowił, że do niej zadzwoni. Skrzywił się nieznacznie gdy do jego uszu dotarł piskliwy głos bijący z jego telefonu. Nie pamiętał żeby brzmiała tak nieprzyjemnie, no ale cóż, niegrzecznie byłoby ją teraz zbyć. Nie miał jednak ochoty na ciągnięcie niepotrzebnej konwersacji przez telefon, szybko ujawnił swoje karty. Zaprosił ją do klubu, a po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi rozłączył się i odłożył urządzenie na blat. Zanim ruszył do łazienki, schylił się nad Foxy i pogłaskał ją za uszami. Zaczął się powoli szykować, zaczynając od pielęgnacji skóry i ułożenia włosów. Kiedy był już zadowolony z efektu, Jules skierował się w stronę garderoby. Był do przodu z materiałem do książki, więc mógł sobie pozwolić na bezcelowe spotkanie towarzyskie. Nie planował poświęcić jednak na nie zbyt dużo czasu, albowiem nie wynajął żadnej opiekunki do psa. Nie lubił zostawiać swojej suczki samej na zbyt długo. Bezceremonialnie naciągnął na swoje długie, szczupłe nogi skórzane spodnie i zapiął pasek. Zdecydował się, że tors okryje półprzezroczystą czarną, markową koszulką. Cały strój dopełnił zegarkiem i kilkoma złotymi naszyjnikami. Zanim jednak opuścił garderobę, użył swoich sygnaturowych perfum i starannie złożył ubrania które przed chwilą z siebie zdjął. Nie lubił sprzątać, ale nieporządek źle działał na jego stan psychiczny. Po nałożeniu butów, sięgnął jeszcze tylko po marynarkę, telefon i portfel. Kluczyki od auta zostawił, miał zamiar się napić więc zdecydował się na zamówienie taksówki. Po dotarciu na miejsce, stanął przy wejściu i zapalił papierosa. Znudzonym wzrokiem wodził po przechodniach, nikt nie wydawał się szczególnie interesujący. Na chwilę zerknął na telefon, a gdy tylko podniósł spojrzenie, jego oczy zatrzymały się na burzy rudych włosów która przemknęła zaraz przed jego twarzą. Pozwolił sobie na podążenie wzrokiem za jej właścicielką. Wydawała się nieco przybita, ale pomimo wszystko pewnie stąpała w kierunku wejścia do klubu. Kąciki ust Jules’a mimowolnie się uniosły. Zgasił papierosa i wszedł do środka kilka minut po nieznajomej. Rozejrzał się po wnętrzu lokalu, po czym spokojnym krokiem skierował się w stronę pustego krzesła.
-Mogę się dosiąść?- zapytał opierając się o oparcie mebla. Jego ciemne oczy spotkały się ze spojrzeniem kobiety którą niedawno uznał za możliwie ciekawszą, niż ta z którą zaplanował spotkanie. Nieznajoma była sama, siedziała przy barze. Nie widział więc przeciwwskazań przed tym, aby się do niej dołączyć.