Ten w którym Jamie jedzie w podróż życia!
: wt kwie 21, 2026 1:16 pm
Wiatr poruszył liśćmi palmy, które z kolei przepuściły mordercze promienie słońca, pozwalając im paść na uchylone, drewniane żaluzje, ale nawet one nie zdołały ich zatrzymać. Dziewczyna, leżąca na łóżku, zaprotestowała jęknięciem, kiedy światło słoneczne padło na jej twarz, zmuszając powieki do zaciśnięcia ich bardziej. To z kolei wymusiło świadome przyjęcie bólu, który tętnił w głowie.
Yup... That's me... Pewnie się zastanawiacie, w jaki sposób się tutaj znalazłam.
Przez głowę Jamie przeleciała cała seria wspomnień, które sprawiły, że znalazła w sobie choć odrobinę energii i przewróciła się na drugi bok, nakrywając głowę poduszką. Budzące się kolejne zmysły przyniosły kolejne bodźce. Tym razem zapach perfum, męskich... które kojarzyła z poprzedniego wieczora.
Taniec, drink, kolejny taniec, kolejny drink. Kilku typków z klubu, z początku miło flirtujących, ale potem nieco zbyt natarczywych w swoich próbach podrywu. Kolejny drink, taniec z kimś innym. Rytmy latynoskie i karaibskie. Bioderka same kręcące się w rytm muzyki. Kolejny drink. Ten rum był naprawdę mocny! Przystojna twarz z niebieskimi oczami. Spocona twarz kogoś innego, kto próbował ją wyciągnąć z klubu.
- O nie! - zerwała się do siadu z przerażeniem na twarzy.
Prześcieradło zsunęło się z jej piersi, odsłaniając nagą sylwetkę dziewczyny.
- Nie, nie, nie! - jęknęła, szybko zaglądając pod pościel, ale tutaj odetchnęła z ulgą, przynajmniej chwilową.
Miała na sobie bieliznę.
Fala bólu i zawrót głowy posłały ją z powrotem na łóżko. Kolejne wspomnienie napłynęło przed jej oczy.
Ta przystojna twarz, zatrzymująca ich. Lekka szarpanina. Kilka groźnych słów. Ten drugi wracający ze złą miną do klubu.
Lepiej się stąd zbierajmy... Masz torebkę? Stanowcze, ale spokojne pytanie. Duża, miła w dotyku dłoń biorąca ją za rękę i stukot obcasów w rytm przyspieszonych kroków.
- Okej... Przynajmniej mam swojego rycerza. Tylko czemu nie mam na sobie sukienki?
I jak się tutaj znalazłam?
***
Kilka dni wcześniej. Lotnisko w Miami.
Niby zrobiła wszystko tak, jak powinna była zrobić. Zadbała o wygodne ubrania, wygłuszające słuchawki, naładowane czytniki i telefon, nawet specjalną poduszkę na kark. Ale i tak lot z Toronto do Miami był koszmarnie męczący. Jamie chyba jeszcze nigdy nie spędziła czterech godzin w bezruchu. W domu zawsze było coś do roboty. Do tego klasa ekonomiczna to jednak nie jest szczyt wygodny. A później dwie i pół godziny czekania na przesiadkę na Bahamy. A wszystko dlatego, że chciała zaoszczędzić na bezpośrednim locie. No, ale czego się spodziewać po kimś, kto pierwszy raz w życiu leciał samolotem i w ogóle jechał na wakacje. I to sam...
Poprawiła się na twardej ławce, próbując znaleźć wygodną pozycję, ale skończyło się na tym, że tylko pozwijała się bardziej w coś przypominającego ludzkiego precla. I westchnęła z niezadowoleniem, kończąc książkę, którą miała czytać przez cały wyjazd. Podniosła znudzone spojrzenie, nieco naburmuszonej buzi, na mężczyznę, który usiadł naprzeciwko niej, kilka metrów dalej.
Uśmiechał się, a to było zaskakujące. Podobał jej się jego zarost i ramiona. Niewymuszona elegancja w klimacie old money. Nawet nie zauważyła, że niegrzecznie się na niego gapi. Dopiero kiedy jej lustracja znalazła jego niebieskie oczy, cofnęła głowę w zaskoczeniu. Widział, że go obserwuje. Jej oczy zrobiły się wielkie, kiedy przygryzała obie wargi. Po czym uśmiechnęła się w najbardziej rozbrajający sposób, jaki można było sobie wyobrazić, i szybko wróciła do swojego czytnika. Szukanie kolejnej książki nagle stało się znacznie bardziej interesujące.
Hugo Tremblay
Yup... That's me... Pewnie się zastanawiacie, w jaki sposób się tutaj znalazłam.
Przez głowę Jamie przeleciała cała seria wspomnień, które sprawiły, że znalazła w sobie choć odrobinę energii i przewróciła się na drugi bok, nakrywając głowę poduszką. Budzące się kolejne zmysły przyniosły kolejne bodźce. Tym razem zapach perfum, męskich... które kojarzyła z poprzedniego wieczora.
Taniec, drink, kolejny taniec, kolejny drink. Kilku typków z klubu, z początku miło flirtujących, ale potem nieco zbyt natarczywych w swoich próbach podrywu. Kolejny drink, taniec z kimś innym. Rytmy latynoskie i karaibskie. Bioderka same kręcące się w rytm muzyki. Kolejny drink. Ten rum był naprawdę mocny! Przystojna twarz z niebieskimi oczami. Spocona twarz kogoś innego, kto próbował ją wyciągnąć z klubu.
- O nie! - zerwała się do siadu z przerażeniem na twarzy.
Prześcieradło zsunęło się z jej piersi, odsłaniając nagą sylwetkę dziewczyny.
- Nie, nie, nie! - jęknęła, szybko zaglądając pod pościel, ale tutaj odetchnęła z ulgą, przynajmniej chwilową.
Miała na sobie bieliznę.
Fala bólu i zawrót głowy posłały ją z powrotem na łóżko. Kolejne wspomnienie napłynęło przed jej oczy.
Ta przystojna twarz, zatrzymująca ich. Lekka szarpanina. Kilka groźnych słów. Ten drugi wracający ze złą miną do klubu.
Lepiej się stąd zbierajmy... Masz torebkę? Stanowcze, ale spokojne pytanie. Duża, miła w dotyku dłoń biorąca ją za rękę i stukot obcasów w rytm przyspieszonych kroków.
- Okej... Przynajmniej mam swojego rycerza. Tylko czemu nie mam na sobie sukienki?
I jak się tutaj znalazłam?
Kilka dni wcześniej. Lotnisko w Miami.
Niby zrobiła wszystko tak, jak powinna była zrobić. Zadbała o wygodne ubrania, wygłuszające słuchawki, naładowane czytniki i telefon, nawet specjalną poduszkę na kark. Ale i tak lot z Toronto do Miami był koszmarnie męczący. Jamie chyba jeszcze nigdy nie spędziła czterech godzin w bezruchu. W domu zawsze było coś do roboty. Do tego klasa ekonomiczna to jednak nie jest szczyt wygodny. A później dwie i pół godziny czekania na przesiadkę na Bahamy. A wszystko dlatego, że chciała zaoszczędzić na bezpośrednim locie. No, ale czego się spodziewać po kimś, kto pierwszy raz w życiu leciał samolotem i w ogóle jechał na wakacje. I to sam...
Poprawiła się na twardej ławce, próbując znaleźć wygodną pozycję, ale skończyło się na tym, że tylko pozwijała się bardziej w coś przypominającego ludzkiego precla. I westchnęła z niezadowoleniem, kończąc książkę, którą miała czytać przez cały wyjazd. Podniosła znudzone spojrzenie, nieco naburmuszonej buzi, na mężczyznę, który usiadł naprzeciwko niej, kilka metrów dalej.
Uśmiechał się, a to było zaskakujące. Podobał jej się jego zarost i ramiona. Niewymuszona elegancja w klimacie old money. Nawet nie zauważyła, że niegrzecznie się na niego gapi. Dopiero kiedy jej lustracja znalazła jego niebieskie oczy, cofnęła głowę w zaskoczeniu. Widział, że go obserwuje. Jej oczy zrobiły się wielkie, kiedy przygryzała obie wargi. Po czym uśmiechnęła się w najbardziej rozbrajający sposób, jaki można było sobie wyobrazić, i szybko wróciła do swojego czytnika. Szukanie kolejnej książki nagle stało się znacznie bardziej interesujące.
Hugo Tremblay