Strona 1 z 4

i slumped on the jut of the cliff

: śr kwie 22, 2026 12:37 pm
autor: zaylee miller
061.

Wszystko zaczęło się od detalu, który długo wydawał się nic nieznaczący. Przy jednej z sekcji, zupełnie pod koniec, kiedy większość rzeczy była już opisana i zamknięta, Zaylee zauważyła coś przy dłoni Tyrone'a Powella cienką warstwa zaschniętego brudu przy paznokciach. To nie była zwykła, ciemna ziemia, jaką widuje się w parkach. Kiedy zaczęła to czyścić i zbierać próbkę, zauważyła, że nie rozciera się tak łatwo i zostawia lekko chropowatą strukturę. Z natłoku obowiązków musiała to odłożyć na później, ale to wciąż nie dawało jej spokoju. W końcu później wróciło, a ona jeszcze raz porównała próbki. Wapń i sól. Dopiero jak zestawiła kilka raportów obok siebie, zaczęło to mieć jakiś większy sens.
W parkach ziemia była ciemniejsza, bardziej miękka i zmieszana z roślinnością. To, co znalazła najpierw pod paznokciami Powella, a później jeszcze na ubraniu Zatanny Hammond, było suche i drobne, jakby przetarte między palcami skały.
I wtedy przyszło to skojarzenie. Najpierw niepewne, ale potem coraz bardziej prawdopodobne. Brzegi jeziora. Dzikie tereny, gdzie grunt się osuwa, a ziemia miesza się z kruszącym podłożem. Klify? Być może. To nie był głupi trop. Musiały to sprawdzić. Późnym wieczorem wpadła do gabinetu Swanson i rzuciła jej dokumenty z analizami na biurko. Przekopała stare raporty środowiskowe, zdjęcia z okolic jeziora, porównała strukturę. Im więcej patrzyła, tym bardziej wszystko się zgadzało.
A potem Evina dorzuciła swój kawałek układanki. Monitoring. Parkingi przy parkach były kiepsko objęte kamerami, ale coś się powtarzało. Jeden samochód, który został uchwycony tylko fragmentami. Zawsze na uboczu, zawsze na krótko. I zawsze wyjeżdżał w tę samą stronę. W stronę jeziora Ontario.
I właśnie dlatego teraz tam jechały. Samochód lekko podskoczył na nierówności, kiedy zjechały z głównej drogi. Szuter zachrzęścił pod oponami, a w radiu coś cicho szumiało, ale żadna z nich nie zwracała na to uwagi. Po lewej stronie zaczęła się pojawiać woda, ciągnąca się aż po linię nieba. Miller przesunęła wzrokiem po brzegu. Szukała już nie widoku, tylko szczegółów. Nachylenia terenu. Koloru ziemi. Tego charakterystycznego, jasnego tonu, który widziała pod mikroskopem.
To musiał być jeden z klifów blisko drogi — odezwała się i przeniosła spojrzenie na Swanson. — Nie ciągnąłby ich nigdzie daleko, żeby potem podrzucić ciała do centrum — stwierdziła po tym, jak narzeczona zatrzymała samochód i obie wysiadły na zewnątrz o ruszyły na wzniesienie.
Wiatr poruszał ich kurtkami. Zaylee spojrzała w stronę linii drzew, które kończyły się kilkanaście metrów dalej. Dalej był już tylko spadek i woda. I wtedy zauważyła dwie sylwetki - w jednej z nich rozpoznała Brennę Langford, a tuż przy jej boku, jak zawsze, wiernie stał operator kamery.
To jest, kurwa, jakaś kpina — mruknęła Miller, ale nie zwolniła kroku. Nie lubiła, kiedy ktoś wchodził im w przestrzeń roboczą, ale jeszcze bardziej nie lubiła, kiedy ten ktoś robił to z wyprzedzeniem, jakby wiedział, gdzie będą. — Ty ją widzisz? — spojrzała na Swanson i niewiele brakowało, żeby przetarła oczy dłońmi w obawie, że ze zmęczenia sprawą i przygotowaniami do ślubu, zaczęła mieć już jakieś pierdolone omamy.

Evina J. Swanson

i slumped on the jut of the cliff

: śr kwie 22, 2026 4:00 pm
autor: Evina J. Swanson
Ta sprawa była wyjątkowo niewdzięczna i spędzała im sen z powiek. Evina straciła już rachubę ilu członków rodziny, przyjaciół czy nauczycieli powiązanych z ofiarami przesłuchała. Nic nie wskazywało na to, żeby te dzieci miały paść ofiarą zabójcy. Nikt nie kręcił się wokół nich. Ich bliscy nie mieli wrogów, którzy mogliby chcieć się na nich odegrać w podobny sposób... Wydawało się też, że poza rasą i wiekiem nic ich nie łączyło. Poza tym oraz faktem, że często spędzały czas wolny na świeżym powietrzu w parkach niedaleko domów czy szkół...
Analiza nagrań z kamer również zajęła nieco czasu. Zarówno ze względu na ogrom materiału jak i fakt, że był on także poddawany analizie porównawczej. Starali się odnaleźć jakiś wspólny mianownik. Auto, które przewijało się w każdym możliwym przypadku... W końcu udało im się namierzyć jedno z nich. Na ich nieszczęście tablice rejestracyjne były nieczytelne, a sam model jak i kolor auta należały do dosyć popularnych. Oznaczało to, że gdyby chcieli pójść tym śladem to musieliby zbadać tysiące pojazdów z Toronto... Przy czym część nie należała do pojazdów prywatnych, co dodatkowo utrudniało sprawę.
Rewelacja, z którą przyszła do jej biura Zaylee była prawdziwie rewolucyjna. Mogły w końcu przysiąść nad mapami okolicy i zacząć analizować krok po kroku skąd potencjalnie mogłyby się wziąć ślady gleby, które koronerka odnalazła na ubraniach oraz pod paznokciami ofiar. Dodatkowy widok na mapie z satelity jedynie pomagał im się upewnić w tym jak dane miejsce wyglądało i czy spełniało ich wymogi.
W końcu ograniczyły swój wybór do kilku najbardziej prawdopodobnych w ich mniemaniu opcji. Mogłyby rzecz jasna to zgłosić komuś konkretnemu, ale najwyżej będą się martwiły tym dużo później. Najważniejsze było dla niej to, aby znalazły się w potencjalnym miejscu, gdzie mógł działać ich zabójca. Czy było to rozważne? Nie do końca. No, ale najwyżej poinformują o tym jeszcze Sloana podczas jazdy do ich punktu docelowego.
Trasa wyjątkowo im się dłużyła, a radio wyjątkowo włączone na jednej z lokalnych stacji wydawało z siebie nieco podejrzane dźwięki, ale nie bardzo się tym przejmowały. Przede wszystkim skupiały się na tym, że przed nimi znajdował się pierwszy solidniejszy ślad. Przynajmniej w teorii, bo mogło się okazać, że ich przypuszczania były jednak błędne.
W końcu jednak po zjechaniu z głównej drogi i przejechaniu w kierunku jeziora mogły zatrzymać auto w miejscu, które wydawało się do tego niemal idealne. Miały dogodny widok na taflę jeziora, która była lekko marszczona przez pędzący wiatr. Część brzegu pokrywało sitowie, ale w przerzedzeniu między roślinnością widać było mokrą i ciemną ziemię. Gdzieś też w pewnej oddali widziała wychodzący w stronę środka wody pomost, przy którym chyba majaczył jakiś kształt. Przybudówka?
- Potrzebowałby też schronienia... Nie sądzę, aby nawet na takim pustkowiu to wszystko robił na otwartym terenie - dodała do wcześniejszej uwagi Zaylee.
Celowałaby w to, że w pobliżu znajdowała się jakaś chatka lub cokolwiek podobnego, gdzie sprawca zaciągał dzieciaki. Przy okazji mogły się one właśnie ubrudzić zauważoną przez Miller glebą. Tam pewnie chował swoje makabryczne narzędzia, którymi okaleczał swoje ofiary.
Wsadziła dłonie do kieszeni kurtki i miała już ruszyć w kierunku brzegu, ale wtedy podobnie jak koronerka zwróciła uwagę na dwie postacie, które musiały przybyć na miejsce jeszcze przed nimi. Kurwa mać. Naprawdę nie miała na to wszystko ochoty ani sił, aby użerać się z cholerną Langford. Zwłaszcza, że ta również spojrzała w ich kierunku. Najpewniej zaraz podbiegnie do nich o komentarz.
- Kręcicie materiał o morsowaniu? Nie minął już na to szał? - rzuciła sarkastycznie, starając się zignorować zainteresowanie jakim obdarzała ich reporterka ze swoim operatorem.
Musiała wybadać czemu właściwie się tutaj zjawili... Niemożliwe było bowiem, żeby usłyszeli o tym miejscu od jakiegokolwiek informatora. Nikt nie wiedział, gdzie dokładnie Miller i Swanson zamierzały się udać. O co więc mogło chodzić?

zaylee miller

i slumped on the jut of the cliff

: czw kwie 23, 2026 2:54 pm
autor: zaylee miller
Nie pierwszy raz działały bez wiedzy przełożonych. I zapewne nie był to ich ostatni raz. Balansowały na granicy ryzyka, ryzykując nie tylko utratę pracy, ale każde kolejne wejście w tę samą grę mogło kosztować je zdrowie, a czasem i życie. Wcześniejsze sprawy, przy których przyszło im działać wspólnie, niczego ich w zasadzie nie nauczyły. Powtarzały te same schematy i podejmowały te same decyzje. A przecież powinny być znacznie rozsądniejsze, skoro miały wkrótce zostać pełnoprawną rodziną dla dziesięcioletniego chłopca.
Klify były na tyle oddalone od miasta, że sprawca bez problemu mógł zabijać, bez konieczności korzystania z jakichkolwiek pomieszczeń. Wystarczyło wciągnąć ofiarę w pobliskie zarośla albo pod skarpę. Ludzie kręcili się tutaj sporadycznie, a nocą właściwie wcale. Ale fakt, że przy pomoście znajdowało się coś na wzór przybudówki, z pewnością działało na jego korzyść. Będę musiały dokładnie przyjrzeć się wnętrzu. Nawet, jeśli było zamknięte na cztery spusty.
Na razie miały jednak inny problem. A tym problemem była pieprzona dziennikarka, która jakimś jebanym cudem pojawiła się na miejscu przed nimi. To nie było normalne. Nie miało prawa się wydarzyć w ten sposób. Musiała dostać jakiś cynk. Tylko skąd? I dlaczego tak szybko? Może faktycznie w policji działał jakiś kapuś? Skoro żadna z nich nie informowała osób trzecich, dokąd zamierzają się udać, nie było opcji, żeby wyszło to na światło dzienne.
Brenna Langford, o dziwo, nie rzuciła się w ich kierunku i nie zasypała na starcie setką pytań, jak to miała w zwyczaju. Zaylee przyjrzała się uważnie jej twarzy - po spotkaniu z pięścią, nie pozostał nawet najmniejszy ślad. Spodziewała się jednak, że wkrótce dziennikarka i tak zacznie to wypominać. Tak się jednak nie stało.
Detektyw Swanson — zwróciła się do Eviny, rzucając w jej stronę krótkie spojrzenie, parskając pod nosem na przytyk o morsowaniu. — Doktor Miller — dodała Langford i przeniosła pogardliwy wzrok na koronerkę. — Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, że tutaj się pojawicie — przyznała z nieukrywanym zdziwieniem w głosie.
Zaylee uniosła wysoko brwi, wyraźnie nieprzekonana. Coś jej tutaj nie pasowało.
Naprawdę? — odpowiedziała chłodno. — Bo coś mi się wydaje, że wasza stacja telewizyjna doskonale o tym wiedziała. Skoro pojawiła się pani dokładnie w tym samym miejscu, trudno uwierzyć w przypadek — odpowiedziała z lekką złośliwością. Dziennikarka zdążyła już solidnie napsuć im krwi swoimi wcześniejszymi sensacjami, a teraz jej obecność była ostatnim, czego potrzebowały.
Langford zacisnęła usta, ale nie skomentowała. Miller za to rozejrzała się po miejscu, które mogło być kluczowe. To tutaj, jak podejrzewały, sprawca mógł porzucać ciała, zanim transportował zwłoki nieletnich do parków w centrum miasta, próbując zmylić śledczych i rozproszyć tropy.
Dostałam taki anonim — poinformowała Langford, wyciągając z kieszeni płaszcza zmięty kawałek papieru. Tekst nie był napisany odręcznie, a wydrukowany. — Dlatego zjawiliśmy się na miejscu najszybciej, jak tylko było to możliwe — wyciągnęła notatkę w kierunku Swanson, żeby ta mogła przyjrzeć się zawartości. Zaylee stanęła obok, zerkając jej przez ramię.

Evina J. Swanson

i slumped on the jut of the cliff

: czw kwie 23, 2026 5:24 pm
autor: Evina J. Swanson
Popadały w znane sobie schematy. Praca na własną rękę wydawała im się często lepsza niż upraszanie kogoś o pozwolenie, co mogłoby jedynie zmarnować ich czas lub informowanie kogoś kto potencjalnie byłby w stanie zagrozić ich operacji poprzez wysypanie wieści na temat ich poczynań. Na to z pewnością nie mogły sobie pozwolić. Z drugiej strony obiecywały sobie, że będą ostrożniejsze i przestaną tak ryzykować ze względu na Sama. Chociaż teraz sprawa dotyczyła jego rówieśników... To było co innego.
Jego plan był niezwykle czasochłonny: odcinanie kończyn i wyrywanie zębów jeden po drugim w ostrożnej manierze jednak zabierało sporo czasu, a nie sądziła, aby ktokolwiek chciał robić to na otwartej przestrzeni. Raczej w miejscu, gdzie miałby narzędzia pod ręką i mógłby się upewnić, że żadne z dzieci nie będzie próbowało uciec. Chatka niedaleko pomostu wydawała się zatem idealnym punktem do popełniania zbrodni z daleka od świata.
Żadna z nich nie spodziewałaby się tego, że zobaczą na miejscu akurat Brennę Langford. Swanson bardziej obstawiałaby, że mogą się natknąć bardziej na mordercę we własnej osobie, a wątpiła w to, aby dziennikarka sama kreowała sobie jak ogromną sensację. Nie wydawała się zdolna do tego, aby czynić podobne okropieństwa, ale z ludźmi nigdy nie było wiadomo.
Fakt, że nie zasypała ich na dzień dobry pytaniami był zdecydowanie niecodzienny, a nawet może nieco niepokojący. Evina wiedziała od początku, że coś jest na rzeczy i zdecydowanie jej się to nie podobało. Miała tylko nadzieję, że reporterka nie będzie miała oporów przed odpowiedzeniem na pewne pytania.
- Postanowiłyśmy pojechać na wycieczkę nad jezioro - rzuciła, wciąż nie rezygnując z sarkazmu, który był dla niej niemal standardową reakcją.
Sama nie była przekonana czy Brenna oczekiwała je tutaj znaleźć czy może liczyła na to, że się miną i dzięki temu uniknie na tę chwilę konfrontacji, żeby później móc je zaskoczyć swoją wiedzą podczas kolejnego spotkania. To na pewno była jeszcze jakaś opcja.
Zmarszczyła brwi, słysząc o anonimie po czym ściągnęła niżej rękaw kurtki, aby złapać przez niego podaną jej kartkę. Zapewne i tak niepotrzebnie, bo domyślała się, że poza odciskami Langford nie znajdzie tam innych po czym zaczęła czytać tekst.
Mogłaby to uznać za list od fana... Chociaż bardziej może pasowałoby określenie, że ktoś mający się za idola pisał wiadomość dla swojego potencjalnego wielbiciela. Przynajmniej takie wrażenie odniosła Swanson, gdy czytała słowa, w których osoba podająca się za mordercę zdawała się naprawdę połechtana faktem, że otrzymywała tak wiele uwagi od Langford i chciała się zrewanżować pokazując jej coś związane z czynionym przez nią dziełem.
- Kiedy i w jaki sposób to dostarczono? - zapytała rzeczowo.
Interesowały ja fakty. Morderca, o ile nim faktycznie był, wykonał niezwykle ryzykowny ruch i być może dzięki temu zyskają szansę, aby dowiedzieć się o nim czegoś więcej, a być może nawet go zidentyfikować i schwytać.

zaylee miller

i slumped on the jut of the cliff

: pt kwie 24, 2026 12:02 am
autor: zaylee miller
Nie przyszło jej przez myśl, że Langford mogłaby mieć cokolwiek wspólnego ze mordercą. A już tym bardziej, że sama mogłaby nim być. A może powinna? Na świecie nie brakowało popaprańców. Zaylee byłaby w kurwę zaskoczona, gdyby nagle okazało się, że to dziennikarka i operator kamery stali za śmiercią trójki dzieci. To byłoby dopiero pojebane.
Chwila spokoju pomiędzy śledztwem a ślubem? — Brenna uśmiechnęła się półgębkiem. Czy wieści o tym, że wkrótce miały się pobrać rozniosły się już po całym Toronto? Świetnie. Może powinny zgadać się z jej kamerzystą, to zaoszczędzą na tym, którego wynajęły?
Coś w tym stylu — zbyła ją krótko Zaylee. Nie była durna, nie zamierzała zwierzać się Langford z tego, co udało im się ustalić. Zaraz świergoliłby o tym wszystkie media w kraju,
Pomimo podejrzeń, że kobieta mogła dostać jakiś cynk, wyglądała na równie zaskoczoną, co one. Nie próbowała jednak wymigiwać się od odpowiedzi i od razu wyjaśniła, co tutaj robiła. Oczywiście ani Miller, ani Swanson nie uwierzyłyby, gdyby zaczęła się zarzekać, że pojawiła się nad jeziorem całkiem przypadkiem. Ale Langford nawet nie próbowała wciskać im takiego kitu. Właściwie natychmiast pokazała im wydruk.
Dzisiaj rano. Na mojego służbowego maila. Nasi informatycy wszystko sprawdzili — zastrzegła natychmiast, zanim którakolwiek z nich zdążyła dopytać. — Nie ma klasycznego IP nadawcy. Wiadomości da się jej przypisać do konkretnego urządzenia ani sieci. Sprawdzili serwery. Nic nie wskazuje na włamanie ani przekierowanie — doprecyzowała, wskazując podbródkiem na kartkę, którą Swanson trzymała w dłoni.
Serdeczne gratulacje. Wygląda na to, że masz adoratora — rzuciła złośliwie Zaylee, darując sobie te wszystkie zwroty grzecznościowe. Stojący obok niej mężczyzna wyglądał tak, jakby właśnie chciał włączyć nagrywanie, ale Miller błyskawicznie powstrzymała go wymownym gestem ręki. — Nawet, kurwa, nie próbuj, bo ci rozpierdolę ten aparacik — ostrzegła lojalnie. Naprawdę mało mu było po tym, jak Swanson prawie zniszczyła sprzęt? Gość niczego się nie nauczył. — I co? Dostałaś maila i postanowiłaś tutaj przyjechać, bez zgłaszania tego na policję? Do reszty postradałaś zmysły? — prychnęła z nieukrywanym niedowierzaniem.
Brenna nie wyglądała na specjalnie przejętą faktem, że to mogła być pułapka. Ani tym, że mogła zaszkodzić sprawie. Znowu. Już wystarczyło, że siała ferment i zwróciła na siebie uwagę seryjnego mordercy. Jak można być tak skończoną kretynką?
Napisał, że chciał mi coś pokazać. Myślicie, że przegapiłabym taką możliwość? — warknęła wyraźnie poirytowana.
Zaylee wywróciła oczami tak mocno, że prawie zobaczyła własny mózg. Jej palce mimowolnie zacisnęły się w pięść. Och, chętnie poczęstowałaby ją znowu prawym sierpowym. Nawet kosztem poharatanych knykci.
Trzymaj mnie, bo przecież zaraz coś jej zrobię — mruknęła do Eviny i nachyliła się do narzeczonej tak, żeby tylko ona mogła ją usłyszeć. — Myślisz, że mówi prawdę? Co takiego mógł chcieć jej pokazać? — zapytała przyciszonym tonem, przestępując z nogi na nogę. Chodziło o wspomnianą przybudówkę? Czy możliwe, że w środku znajdowało się coś, co morderca chciał, żeby Langford nagłośniła?

Evina J. Swanson

i slumped on the jut of the cliff

: pt kwie 24, 2026 9:26 am
autor: Evina J. Swanson
I absurdalniejsze teorie czasem okazywały się prawdziwe. Dziennikarka, która wraz z kamerzystą postanowiła stworzyć sobie materiał i wybić się na relacjonowaniu całej afery wydawała się być czymś w co Swanson byłaby w stanie uwierzyć. Zwłaszcza, że pojawiała się podejrzanie wcześnie na miejscu odnalezienia zwłok. To jednak zrzuciłaby na karb przecieków w policji czy dyspozytorni. Ostatnia afera pokazała, że mieli z tym problem.
Spięła się wyraźnie na wzmiankę o ślubie i stała się nagle o wiele bardziej uważna jakby nagle zobaczyła w Langford zagrożenie. Nie podobało jej się to, że grzebała w ich życiu prywatnym. Spodziewała się po niej tego, że mogłaby wykorzystać i upublicznić ten fakt. Być może po to, aby wykorzystać go jako argument w dyskusji o ich rzekomej niekompetencji. Tak łatwo było w końcu pokazać, że policja nie złapała do tej pory mordercy dzieci, bo główna śledcza i koronerka były bardziej zajęte romansowaniem oraz przygotowaniami do swojego ślubu.
Nie zamierzała wdawać się w dyskusję z reporterką ani niczego komentować. Nawet w sarkastyczny lub uszczypliwy sposób. W końcu Brenna była kimś kto potrafił każde jedno słowo wykorzystać na swoją korzyść i obrócić je przeciw jego autorowi.
- Czyli rozumiem, że widziało to więcej osób, ale nikt nie pokwapił się o powiadomienie służb pomimo przypuszczeń, że może to być korespondencja pochodząca od poszukiwanego przestępcy? - zapytała, aby potwierdzić jej słowa. - Nie muszę chyba mówić, że nasi informatycy będą to musieli dokładniej sprawdzić.
Nie znała się na podobnych sprawach, ale wiedziała, że ich informatycy się specjalizowali w pozyskiwaniu podobnych informacji. Jeśli ktoś mógł wyczytać coś więcej z anonimowego maila to na pewno byli to oni. Swanson z kolei, uzyskawszy pewność, że trzymana przez nią kartka została najpewniej wydrukowana przez samą dziennikarkę, zwyczajnie złożyła ją na cztery i wsunęła w tylną kieszeń jeansów.
Nie próbowała nawet rzucać żadnych komentarzy nacechowanych złośliwością. Skupiała się na tym, co było istotne, aby nie marnować czasu ani energii na przepychanki z mediami. Rzuciła tylko jeszcze ostrzegawcze spojrzenie narzeczonej, gdy tylko ta zwróciła się ostro w stronę operatora kamery. Na pewno nie było im potrzebne kolejne uszodzenie sprzętu. Evina widziała już jak mężczyzna odsunął się profilaktycznie o dwa kroki w tył, aby nie ryzykować konfrontacją. Chyba nauczył się, że nie warto było stawać zbyt blisko nich.
- Dziękujemy serdecznie za informację. Teraz mogą się państwo udać na komendę w celu złożenia zeznań, a my zajmiemy się tą sprawą - oświadczyła oficjalnie, starając się trzymać oficjalnego tonu.
Była pewna tego, że Zaylee może nie wytrzymać zbyt dużego natłoku gadaniny Langford. W tym przypadku detektywka zdecydowanie musiała być tą rozsądniejszą.
- Niezależnie od tego, co autor wiadomości chciał pani pokazać: nie posiadają państwo doświadczenia w poruszaniu się po potencjalnych miejscach przestępstw. Mogą państwo zakłócić przebieg śledztwa oraz zagrozić mu. Ponadto przebywanie w tej lokacji może stanowić dla państwa niebezpieczeństwo - powiedziała jakby klepała wyuczoną formułkę.
Przynajmniej dzięki temu nie dopuszczała do głosu większych emocji. Nie wierzyła specjalnie w to, że ich przekona, ale musiała przynajmniej spróbować.
Na pytanie koronerki postarała się nie udzielić werbalnej odpowiedzi. Nie chciała by Brenna ją jakimś cudem wychwyciła, bo stała nadzwyczaj blisko. Miała kilka opcji. Może miejsce, w którym dokonywał okaleczeń? Może jakiś ołtarzyk i miejsce, gdzie zostawiłby jakąś wiadomość czy sygnał dla świata, informujący lepiej o tym co robił lub dlaczego postępował w ten sposób. Opcji było wiele, a żadna jej się nie podobała choć wiązała się z potencjalnymi informacjami.

zaylee miller

i slumped on the jut of the cliff

: pt kwie 24, 2026 10:02 pm
autor: zaylee miller
Jej też ani trochę nie podobało się to, że dziennikarka miała dostęp do ich prywatnego życia. A jednak skądś musiała brać te informacje. Nigdy nie obnosiły się ze swoimi sprawami, a mimo to komisariat aż huczał od plotek od samego początku, odkąd zaczęły się spotykać. Równie szybko rozeszła się wieść o zaręczynach, choć starały się zachować to w miarę dyskretnie. Nie robiły z tego tajemnicy, ale też nie rozpowiadały wszystkiego na lewo i prawo. A teraz jeszcze ślub, o którym wiedziało tylko kilka osób. Może faktycznie Langford dostawała te informacje od kogoś z policji? To brzmiało całkiem prawdopodobnie. Tyle że to nie był moment, żeby się nad tym zastanawiać. Nie miały czasu na analizowanie, kto i co powiedział. Miały ważniejsze rzeczy do ogarnięcia.
Brenna nie wyglądała na jakoś szczególnie poruszoną tym, co powiedziała Swanson. Najwyraźniej uważała, że postąpiła słusznie, zjawiając się w miejscu, które wskazał potencjalny morderca. W przeciwieństwie do kamerzysty, który wyglądał tak, jakby został zaciągnięty tutaj siłą. W sumie Zaylee nie zdziwiłaby się, gdyby faktycznie tak było. Dziennikarka wyglądała na taką, która zrobiłaby wszystko, byle tylko osiągnąć swój cel. A tym celem było nakręcenie dobrego materiału, który będzie pożywką dla mas.
Miller od razu wyłapała to ostrzegawcze spojrzenie, na które znów wywróciła oczami. Nienawidziła być uciszana i uspokajana, kiedy wcale nie miała ochoty być cicha i spokojna. To działało na nią jak płachta na byka, a Evina tylko dolewała oliwy do ognia.
Nigdzie się stąd nie ruszam — odparła stanowczo Langford. — Byłam tutaj pierwsza. To są wskazówki dla mnie, a nie dla was — prychnęła pogardliwie. Chyba zaczynała żałować, że podzieliła się jakimikolwiek informacjami. Nie mogła również wiedzieć, że Miller i Swanson pojawią się na miejscu o tej samej porze, co ona i że same wpadły na trop.
Detektyw Swanson prowadzi to śledztwo — przypomniała Zaylee, gdyby dziennikarce wyleciało to nagle z głowy. — I jesteśmy tutaj służbowo. Dla dobra sprawy naprawdę powinniście stąd pójść — wysiliła się na spokojny ton, ale to nie przekonało Langford. Tak, jak nie przekonały je wszystkie formalne regułki, którymi poczęstowała je Evina. Najwyraźniej nie dało się zrobić tego polubownie. Może trzeba było od razu przejść do jakiegoś zastraszenia? Jebać procedury.
Chcę iść z wami — zarządziła dziennikarka, jak gdyby nigdy nic. — Jeśli nie mi nie pozwolicie, wszyscy dowiedzą się o mailu — oznajmiła i nie miała żadnych oporów, żeby dopuszczać się szantażu. Miller od początku wiedziała, że taką to trzeba krótko. Langford miała w piździe wszystkie nakazy, zakazy i pouczenia. I była wystarczająco zdeterminowana, żeby utrudnić im śledztwo.

Evina J. Swanson

i slumped on the jut of the cliff

: sob kwie 25, 2026 9:32 am
autor: Evina J. Swanson
Ich związek i przygotowania do ślubu były całkiem dobrze dostępną informacją na komendzie czy tego chciały czy nie. Siłą rzeczy jeśli tylko Langford miała tam swoją wtykę to musiała wiedzieć o podobnych sprawach. Nie sądziła, aby prześwietlenie ich profili społecznościowych dało, aż tak jednoznaczne wyniki. Chyba, że Brenna zrobiła również i to. Zawsze była możliwość, że pewne rzeczy wydedukowała lub dopowiedziała sobie na podstawie dostępnych informacji.
Znajdujący się za obiektywem kamery młody mężczyzna sprawiał wrażenie takiego, którego łatwo można było zastraszyć i zmusić go do wielu rzeczy. Chociażby nakręcenia materiału kosztem życia. Pewnie gdyby był sam to wycofałby się, ale przy reporterce nie miał w ogóle takiej opcji.
Nie potrzebowały więcej problemów. Jedno uderzenie w twarz i jedno zbicie kamery z pewnością byli w stanie znieść. Coś takiego po raz drugi? To już było zdecydowanie zbyt wiele. W dodatku nie miała ochoty na to, aby znowu być tą rozsądną. Nie w momencie, gdy miały do czynienia z kimś kto działał jej wyjątkowo mocno na nerwy.
- To nie podstawówka, że miałaby działać zasada pierwszeństwa - rzuciła ostro, nie zwracając uwagi na dziecinne argumenty dziennikarki. - Wiadomość może i była dla pani, ale to sprawa kryminalna. Jestem zobligowana ją przejąć i zbadać ewentualne poszlaki. Pani się tylko naraża i nie powinna tu przebywać jako cywil.
Miała naprawdę dosyć Brenny, która nie dość, że utrudniała im całe śledztwo i wcinała się tak, gdzie nie trzeba to jeszcze teraz miała czelność otwarcie im grozić, że będzie upubliczniać maile od sprawcy.
- Proszę bardzo. W kocu to twoja wiadomość - rzuciła w nerwach, chcąc w końcu się pozbyć dziennikarki. - Przypomnę tylko, że utrudnianie prac służb jest czynem, za który grozi odpowiedzialność karna.
Mogły obie utrudniać sobie życie i doprowadzać się wzajemnie do frustracji. Wszystko zależało od tego czy reporterka faktycznie będzie skłonna odpuścić i pozwolić, aby zadbały o złapanie zabójcy.

zaylee miller

i slumped on the jut of the cliff

: ndz kwie 26, 2026 4:39 pm
autor: zaylee miller
Zaylee, mimo że była dość aktywna w internecie, wszystkie swoje profile miała ustawione jako prywatne. Nie publikowała niczego przypadkowo i raczej pilnowała tego, co trafia do sieci. Miała świadomość, że jeśli ktoś naprawdę będzie chciał coś znaleźć, to pewnie i tak znajdzie, ale to nie znaczyło, że zamierzała ułatwiać dostęp do swojego życia. Ani ona, ani Evina nie pochodziły z żadnych wpływowych czy rozpoznawalnych rodzin, żeby musieć aż tak rygorystycznie chronić swoje życie prywatne. Nie miały też powodów, żeby jakoś szczególnie ukrywać swoją tożsamość. A jednak rzadko kiedy publikowały wspólne zdjęcia i nie oznaczały się nawzajem w postach. Tak samo traktowały kwestię wizerunku Sama. Jego twarz nie pojawiał się w sieci w ogóle. To była świadoma decyzja, której obie konsekwentnie się trzymały.
Spojrzała z pożałowaniem na Langford. Miller też była uparta, ale przynajmniej nie była aż tak głupia. Oczywiście nie posłuchałaby Swanson, niezależnie od tego, jakimi uraczyłaby ją argumentami, ale jakby nie patrzeć, również pracowała dla policji. W przeciwieństwie dla dziennikarki, która znów szukała sensacji. Dziennikarki, który patrzyła teraz na nie spod przymrużonych powiek, przyglądając im się podejrzliwie. W końcu nerwowo przestąpiła z nogi na nogę i wymieniła ze swoim kolegą krótkie spojrzenia.
Dobra — odezwała się w końcu. — Nie pójdziemy z wami dalej. Ale to nie oznacza, że się stąd ruszymy. To miejsce publiczne, a nie zabezpieczony teren. Gdyby było inaczej, roiłoby się tutaj of funkcjonariuszy. Coś mi się wydaje, że wasi przełożeni nie wiedzą, że tu jesteście — na jej twarzy pojawił się krzywy uśmiech. Nie powiedziała tego wprost, ale sens był jasny - jeśli zajdzie potrzeba, może to zgłosić wyżej.
Zaylee prychnęła pod nosem, wyraźnie poirytowana. Ostatnie, na co miała ochotę, to dyskusja z mediami, zwłaszcza teraz. Zacisnęła szczękę i na moment odwróciła wzrok, próbując się opanować. Wiedziała jednak, że Brenna Langford nie należy do osób, które łatwo odpuszczają. Jeśli się czegoś uczepiła, potrafiła ciągnąć temat, dopóki nie dostała tego, czego chciała.
Po prostu przyjrzyjmy się tej przybudówce — rzuciła w końcu do narzeczonej, ucinając temat. Nie czekając na odpowiedź, ruszyła w stronę drogi biegnącej przy zboczu. Ziemia pod butami była wilgotna, a wąska ścieżka prowadziła do pomostu.
Nachylenie terenu nie było bardzo duże, ale wystarczające, żeby łatwo się poślizgnąć, dlatego trzeba było uważać przy każdym kroku. W do dodatku w kilku miejscach ścieżka lekko się zwężała, zmuszając do zejścia jeden za drugim. Na razie nie było żadnych śladów, które sugerowałyby, że seryjny morderca faktycznie mógł kiedykolwiek przebywać w tej lokacji. Wszystko wyglądało zwyczajnie. Nawet wzdłuż brzegu spacerowała jakaś rodzina z dwójką małych dzieci i energicznym owczarkiem niemieckim.

Evina J. Swanson

i slumped on the jut of the cliff

: ndz kwie 26, 2026 11:43 pm
autor: Evina J. Swanson
W przeciwieństwie do narzeczonej, Evina prawie w ogóle nie korzystała z social mediów. Robiła to dosyć rzadko. Nie odnajdywała w tym przyjemności ani też nie miała na nie zbytniego czasu. Dodatkowo po sprawie z Blythe'em zapewne obie mogły uznać, że lepiej było uważać na to, co się publikuje, aby przypadkiem nie ułatwiać pewnym osobom dostępu do informacji, które mogliby wykorzystać w nieodpowiedni sposób. Nie chciały bowiem, aby ich dziecku lub drugiej połówce stała się krzywda z tego powodu.
Zapewne, gdyby nie upartość Miller i jej chęć brnięcia w teren to nie miałyby okazji do tego, aby ze sobą skończyć. Godziła się na to, bo wiedziała, że nie ma żadnej mocy, która odwiodłaby Zaylee od jej postanowienia w tej kwestii, ale również jej się to nie podobało. Zdecydowanie wolałaby, aby koronerka była bezpieczniejsza w zaciszu ich domu lub swoim prosektorium. No, ale mimo wszystko przynajmniej była jakoś zaangażowana w sprawę. Nie to, co zwyczajna dziennikarka będąca zwyczajnym cywilem.
- Dobre i to... A teraz mam nadzieję, że nie będą nam państwo przeszkadzać w rozpoznaniu - rzuciła oschle, nie zamierzając dalej dyskutować z kobietą.
Chyba obie z Miller zdawały sobie dokładnie sprawę z tego, że nie miało to właściwie żadnego sensu. Natrafiły na mur, przez który żadna z nich nie była w stanie się przebić. Taka już była nieprzyjemna prawda i im szybciej się z tym pogodzą tym lepiej dla nich.
Przytaknęła na słowa narzeczonej i razem z nią ruszyła w kierunku, gdzie znajdowała się przybudówka. Obejrzała się jeszcze przez ramię, aby zyskać pewność, że faktycznie Brenna i jej kamerzysta za nimi nie podążają i dopiero, gdy znalazły się poza zasięgiem ich słuchu spojrzała na koronerkę, decydując się odezwać ściszonym głosem.
- W porządku? Wiem jak bardzo cię wkurwia... - przyznała, bo sama pewnie znajdowałaby się jedynie o krok od uciszenia reporterki w mniej cywilizowany sposób.
Nie miały jednak czasu na to, aby wszczynać burdy. W końcu przyszły po to, aby zbadać sprawę mordercy dzieci w wieku szkolnym. Nie potrzebowały jakiś durnych medialnych dramatów, w które zamierzała je wciągnąć Brenna.
Powoli zbliżały się do tej cholernej przybudówki. Nie prezentowała się ona zbyt imponująco. Ot, zwyczajna mała chatka przy pomoście. Niewielka, dosyć zaniedbana. Obok niej znajdowała się zbutwiała już łódka, która miała za sobą lata świetności.
Swanson już zawczasu wyciągnęła broń z kabury i odbezpieczyła ją. Przezorny był zawsze ubezpieczony. Wolała być przygotowana na to, że w środku mógł się znajdować ktoś lub coś, co będzie stanowić dla nich zagrożenie.
Zbliżyła się do drzwi. Już tutaj czuła dochodzącą ze środka nieprzyjemną woń wilgoci i rozkładu. Zerknęła jeszcze na narzeczoną i gestem nakazała jej się odsunąć. Nie chciała, aby znajdowała się zbyt blisko wejścia na wypadek, gdyby jednak okazała się to pułapka. Co prawda nie wydawało jej się, aby coś się czaiło w środku na tyle na ile była w stanie zorientować się w sytuacji poprzez zajrzenie do środka przez zdecydowanie zbyt brudne okno, aby było w stanie ukazać coś poza nikłymi konturami wnętrza, ale wolała, aby koronerka mimo wszystko stanęła kilka metrów dalej. Dopiero wtedy mogła nacisnąć klamkę i naprzeć na drzwi, aby spróbować dostać się do środka.

zaylee miller