Strona 1 z 2

You don't realize what your presence can do

: czw kwie 23, 2026 3:43 pm
autor: Adeline Covington
004

+ outfit


Od jakiegoś czasu, świadomie lub mniej, Ade unikała pewnych miejsc związanych z przeszłością. Nie wracała na farmę, nie zaglądała w swoje ulubione miejsca, jakby obawiała się, że zetknięcie się z rozdziałem, który według niej został zamknięty, przyniesie jej wyłącznie więcej bólu, którego trzymała w sobie już wystarczająco dużo. W zasadzie rudowłosa miała rację, bo wystarczyła jedna wizyta w sklepie na West Endzie, a przeszłość zapukała do jej drzwi - jeszcze wtedy w przenośni, ale zaraz miała zrobić to już dosłownie.
Z tym, że ta konkretna, napotkana przypadkiem, przeszłość nie wywołała w niej emocji, których najbardziej się obawiała. Była tą częścią życia, która kojarzyła jej się wyłącznie z czymś dobrym. Namiastkę tego poczuła między sklepowymi półkami, gdy w błękitnym spojrzeniu Maxa dostrzegła bezbrzeżny spokój, a w jego głosie na próżno było szukać wyrzutów i oceniania, których mogłaby spodziewać się po tym, jak nagle się od niego odcięła.
Zaskoczył ją. Nie tylko swoim nieoczekiwanym towarzystwem, ale też łagodnym usposobieniem i podejściem, jakby oswajał ze sobą wystraszonego jelonka, wiedząc, że niewygodne pytania stałyby się wystarczającym powodem do jej szybkiego odwrotu i ponownego zakopania się w tej części miasta, do której rzadko zaglądał. Podczas jednej krótkiej rozmowy dał jej przedziwne poczucie bezpieczeństwa, którego nieustannie miała niedosyt. Dlatego też na propozycję spotkania nie była w stanie mu odmówić.
Ale znała też siebie. Wiedziała, że jeśli to ona miałaby się odezwać pierwsza, siedząc sama w pustym mieszkaniu, mogłaby stracić całą swoją odwagę. Podanie mu swojego numeru uważała za jedyne słuszne wyjście. Chłonęła każde jego słowo i gest, toteż jej uwadze nie umknął przelotny dotyk w trakcie podawania telefonu oraz jego zapewnienie, że dopilnuje, by tym razem nie zniknęła. Mimo lekkości jego tonu, znała ciężar ich znaczenia.
Bezwiednie stukała palcami o blat kuchenny. Próbowała przekonać się w myślach, że wszystko będzie dobrze, ale nie potrafiła pozbyć się z myśli obaw, które mąciły jej w głowie, przyprawiając o nieznaczną nerwowość. Zerknęła na przygotowany okrągły stół, na którym leżały talerzyki i ciasto pod kloszem. W takich warunkach, we własnym mieszkaniu, bez osób postronnych, nie było już mowy o tym, by uciekła przed pytaniami, które prędzej czy później miały paść.
Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Wyprostowała się i odetchnęła cicho, by po kilku sekundach wyjść na korytarz. Wraz z naciśnięciem klamki przybrała na twarz delikatny uśmiech, którym miała zamiar oszukać samą siebie, że nic takiego się nie działo. To było najzwyklejsze w świecie spotkanie po latach. Tylko za nic nie potrafiła ukryć przyspieszonego bicia swego serca. Gdy zobaczyła w drzwiach blondyna, jej spojrzenie momentalnie stało się znacznie cieplejsze.
Dotarłeś - przyznała cicho, a kąciki jej ust uniosły się odrobinę bardziej do góry. Wiedziała, że kiedy coś obiecywał to zawsze dotrzymywał słowa, więc nie miała wątpliwości, że pojawi się w jej drzwiach, niemniej nie do końca dowierzała temu, że działo się to naprawdę. Po dwóch latach bez jakiegokolwiek kontaktu… - Zapraszam. Rozgość się - mówiąc to, zdobywając się na swobodę w głosie, cofnęła się w głąb mieszkania i ruchem dłoni wskazała miejsce do pozostawienia kurtki, po czym skierowała swoje kroki do kuchni. - Obyło się bez korków na mieście? - zapytała, spoglądając przez okno na miasto częściowo zasnute mgłą. Nie bez powodu ponury widok za oknem postanowiła choć trochę rozjaśnić za pomocą włożenia na siebie kanarkowego sweterka i wstążki w tym samym kolorze wplecionej w rude włosy.

Max Korhonen

You don't realize what your presence can do

: czw kwie 23, 2026 8:35 pm
autor: Max Korhonen
Max nie spodziewał się, że jedno przypadkowe spotkanie będzie w stanie tak skutecznie rozproszyć jego myśli, a jednak. Poprzedniego wieczoru, zamiast skupić się na czymkolwiek konkretnym, raz za razem wracał do obrazu rudowłosej między sklepowymi półkami. Do jej głosu, spojrzenia, drobnych gestów, które pamiętał aż za dobrze. Wspomnienia pojawiały się jedno po drugim; przejażdżki, rozmowy ciągnące się do późna, śmiech niesiony gdzieś między drzewami i szumem fal. I to ciepło; znajome, osiadłe gdzieś głęboko, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Zauważył jednak coś jeszcze. Nie było już tak intensywne jak kiedyś, nie uderzało nagle, nie wytrącało go z równowagi. Było spokojniejsze, bardziej osadzone — jak coś, co nie zniknęło, a po prostu… zmieniło swoją formę. Dojrzało, przestało ciążyć, a zaczęło być czymś, do czego można było wracać bez obawy, że wymknie się spod kontroli - z tą myślą zasnął.
Następnego dnia, po raz pierwszy od dawna, skończył pracę wcześniej, niż planował. Nie szukał do tego specjalnego powodu — po prostu chciał. Wziął szybki prysznic, zmywając z siebie zapach farby i pyłu, który zdążył już na dobre wsiąknąć w jego codzienność. Ubrał się prosto, ale schludniej niż zwykle — biały t-shirt, koszula narzucona na wierzch, jeansy. Nawet spróbował ogarnąć włosy, choć po kilku próbach i tak ułożyły się po swojemu, jak zawsze, co przyjął z naturalnym spokojem, bo już dawno zdążył przywyknąć.
Gdy stary pickup Korhenon’a wjechał w dzielnicę Adeline, jego charakterystyczny, zbyt głośny silnik jak zwykle zwrócił na siebie uwagę — kilka spojrzeń, jedno uchylone okno, ktoś odwracający głowę. Nie zwrócił na to większej uwagi, przyzwyczajony do tego, że jego obecność rzadko bywała niezauważona. Zgasił silnik i przez chwilę siedział jeszcze w ciszy, dopiero wtedy czując to lekkie napięcie. Nie było silne, raczej subtelne, ale wystarczające, by zwrócić uwagę mężczyzny..
Kiedy stanął pod jej drzwiami i zapukał, odruchowo odliczając sekundy: jedna, druga, trzecia, zanim do jego uszu dobiegł charakterystyczny szczęk klamki, a drzwi się otworzyły. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby to irytujące napięcie opadło niemal całkowicie. Znajome rysy, teraz otulone rudymi włosami, cieplejsze spojrzenie i coś jeszcze, co sprawiało, że poczuł się na miejscu. Kącik ust blondyna uniósł się nieznacznie. — Mówiłem, że będę — odpowiedział spokojnie na jej słowa, jakby to było oczywiste. Jego spojrzenie na moment zatrzymało się na niej odrobinę dłużej — na swetrze, na wstążce wplecionej we włosy — drobnych detalach, które z jakiegoś powodu zapisywały się w jego pamięci szybciej, niż powinny.
Wszedł do środka, ściągając kurtkę i zostawiając ją tam, gdzie wskazała, po czym ruszył za nią do kuchni. — Jak zwykle — rzucił lekko w odpowiedzi na pytanie o korki. — Nic, czego nie da się przeżyć - skwitowała, dopiero wtedy unosząc lekko dłoń, w której trzymał butelkę jej ulubionego białego trunku — Przyniosłem coś na wszelki wypadek — dodał, podając jej wino. — Mam nadzieję, że w tej kwestii też nic się nie zmieniło - uśmiechnął się szerzej. W następnych sekundach przyglądał jej się w ciszy, jakby zestawiając ten obraz z tym, który nosił w głowie przez ostatnie dwa lata — i choć różnice były widoczne, jedno pozostawało niezmienne. To uczucie, że… dobrze było tu być.

You don't realize what your presence can do

: pt kwie 24, 2026 2:23 pm
autor: Adeline Covington
Zderzenie z przeszłością również i na rudowłosej wywarło wpływ, którego nie dało się zbagatelizować. W drodze do domu i po przekroczeniu jego progu nadal pozostawała nieco oszołomiona spotkaniem, a jej myśli nieoczekiwanie odpływały do wspomnień, które zdawała się zagrzebać w pamięci już dawno temu.
Im dłużej skupiała się na tamtych beztroskich chwilach, tym bardziej ożywały w jej głowie wraz z towarzyszącymi jej wtedy emocjami, których nigdy nie zdefiniowała na głos. Pamiętała, że wywoływały w niej sprzeczności, delikatnie mącąc jej umysł niczym lampka jej ulubionego białego wina. Niemniej uwielbiała tę bańkę, którą wokół siebie stworzyli i która była dla niej doskonałą formą ucieczki. I bez wątpienia tęskniła za powrotem do tamtych czasów, ale zdawała sobie sprawę, że upływ czasu i życiowe doświadczenie zrobiły swoje - to już nie będzie wyglądało tak samo. Zwłaszcza, gdy Max pozna prawdę.
Gdyby nie spotkanie z nim, prawdopodobnie cały dzień spędziłaby przy laptopie, starając się wyłapać jeszcze jakieś niuanse, które mogłaby poprawić, by doszlifować swój projekt. Tymczasem mężczyzna skutecznie odwiódł ją od ciągłego myślenia o pracy. Po całym wczorajszym popołudniu spędzonym w kuchni miała szansę trochę oswoić się z rozmową, która ich czekała, ale to i tak nie zmniejszyło jej obaw przed tym, że zacznie ją postrzegać inaczej. I że tym razem to on ucieknie, bo przecież dla niej samej było to dużo, a co dopiero dla innych.
Pospiesznie odpędziła od siebie te myśli w chwili usłyszenia pukania do drzwi. Ujrzawszy go, w znacznie schludniejszym wydaniu, z tym samym, bystrym spojrzeniem i niesforną czupryną blond włosów, z miejsca poczuła się lepiej. Sama jego obecność wpływała na nią kojąco.
Pamiętam, że mówiłeś - przytaknęła głosem w pełni świadomym tego, jak wczoraj deklarował oczekiwanie na złożenie jej wizyty. Spora część niej, ta, która nie słuchała złowrogich podszeptów, również liczyła na to spotkanie, i to bardziej, niż potrafiła przed sobą przyznać.
Na widok trzymanej przez niego butelki z białym winem przekrzywiła nieco głowę na bok, a kąciki jej ust uniosły się pod wpływem szerszego uśmiechu. — Coś, co przypadkiem idealnie pasuje do ciasta klementynkowego - zauważyła z rozbawieniem, odbierając od niego butelkę. Na jego następne słowa skinęła głową. — Moja słabość do jedzenia i wina chyba nigdy nie ulegnie zmianie - dodała ze śmiechem, zanim jej spojrzenie powędrowało na trzymany w dłoniach przedmiot. Już z daleka dostrzegła znajomą etykietę, której teraz mogła przyjrzeć się uważniej, żeby się co do niej upewnić. Tak, to tego typu butelka, którą wybierała na naprawdę duże okazje, gdyż kosztowała małą fortunę. Dlatego momentalnie zaskoczona uniosła brwi wysoko ku górze. — Max… skąd masz to wino? - zapytała ostrożnie, podnosząc na niego swoje zielone tęczówki z nieukrywaną ciekawością. - Mam nadzieję, że nie okradłeś po drodze jakiegoś sklepu? - rzuciła jeszcze żartobliwie, ale nadal będąc pod wrażeniem tego osobliwego prezentu. Oczywiście, że nie posądzała go o nic złego, raczej liczyła na historię typu: znalazłem ją w piwnicy albo otrzymałem od znajomego. — Wiesz, że nie musiałeś się wykosztowywać? - upewniła się jeszcze, przygryzając wargę z wahaniem, spoglądając to na niego, to na wino z rosnącym zakłopotaniem. To był naprawdę duży gest, na który zdecydowanie nie zasługiwała. Czy powinna je otwierać?

Max Korhonen

You don't realize what your presence can do

: pt kwie 24, 2026 7:00 pm
autor: Max Korhonen
Gdyby nie spotkanie z Adeline, Max także najpewniej skupiłby się na pracy, biorąc kolejne zlecenie, zupełnie niepotrzebne, tylko po to, żeby zająć czymś głowę i nie zostawiać sobie przestrzeni na myśli, które potrafiły być bardziej męczące niż fizyczna praca. Uciekanie w pracę było dla Maxa czymś więcej niż tylko sposobem na wypełnienie dnia. Dawało mu poczucie kontroli nad tym, co robi, co naprawia, co może doprowadzić do końca według własnych zasad. W świecie, w którym wiele rzeczy wymykało się spod kontroli, to właśnie praca była czymś stałym, przewidywalnym, bezpiecznym. Jednocześnie skutecznie odciągała Korhonen’a od emocji, z którymi nie zawsze potrafił sobie poradzić, bo łatwiej było skupić się na czymś konkretnym, namacalnym — na śrubach, kablach, usterkach — niż na tym, co działo się gdzieś głębiej, gdzie nie dało się niczego „naprawić” w tak prosty sposób.
Na szczęście los postanowił trochę namieszać w życiu obojga, a on stał teraz tutaj. Oparty lekko o framugę kuchni, obserwując Adeline w tej krótkiej chwili — sposób, w jaki jej spojrzenie zmiękło, gdy rozpoznała butelkę, jak uśmiech pojawił się na jej ustach trochę szybciej, niż pewnie by chciała. I przez moment nic nie powiedział. Jakby samo to było wystarczające. Dopiero gdy padło pytanie, uniósł lekko brew, a cień rozbawienia przemknął przez jego twarz. — Spokojnie — rzucił, kręcąc lekko głową. — Jeszcze nie zszedłem na taką ścieżkę. - oznajmił, a uśmiech na twarzy Maxa powiększył się. Ciekawe jak zareagowałby wtedy jego ojciec - wzór wszelkich cnót?
— A uwierzysz, że sam ją wybrałem? — zapytał półżartem, przyglądając się jej reakcji. -Pomyślałem, że skoro już przychodzę, to nie będę brał pierwszej lepszej z półki. - dodał, w tonie głosie blondyna nie było przechwałek — raczej lekka swoboda kogoś, dla kogo taki gest nie stanowił problemu, ale też nie był rzucony bezmyślnie. Dopiero na jej kolejne słowa spojrzał na nią uważniej. — Wiem, ale chciałem — odpowiedział spokojnie tonem szczerym, bo była to decyzja, nad którą nie musiał się zastanawiać. Jego spojrzenie na moment zatrzymało się na postaci młodej kobiety dłużej, jakby próbował sprawdzić, czy zacznie to rozkładać na czynniki pierwsze. - Poza tym — dodał już lżej, wracając do wcześniejszego tonu — uznałem, że skoro i tak zamykasz się w kuchni na pół dnia, to wypadało podnieść poziom całego przedsięwzięcia. - minimalny uśmiech znów pojawił się na ustach Maxa.
Przesunął się o krok dalej w głąb kuchni, zerkając przelotnie na przygotowany stół, talerzyki, ciasto pod kloszem. — Widzę, że potraktowałaś to poważnie — zauważył spokojnie, ale bez cienia kpiny, raczej z uznaniem. Potem znów spojrzał na nią. — Więc? — skinął lekko głową w stronę butelki. — Otwieramy, czy mam ją odstawić na „jeszcze większą okazję”?


Adeline Covington

You don't realize what your presence can do

: sob kwie 25, 2026 12:25 am
autor: Adeline Covington
Właściwie nie oczekiwała od niego żadnych gestów czy prezentów, a już na pewno nie tak wartościowych. Dlatego tym bardziej zaskoczył jej tą butelką wcale nie taniego wina. Pozytywnie, czego nie potrafiła ukryć.
I dobrze, bo rola złoczyńcy do Ciebie nie pasuje - stwierdziła z pogodnym uśmiechem, a w tonie jej głosu słychać było przekonanie. Jej krótkie spojrzenie na blondyna tylko potwierdzało, że mimo lżejszego tonu wypowiedzi nie żartowała, a jedynie wyraziła tylko swoją skromną opinię.
Na jego odpowiedź na chwilę przygryzła dolną wargę, zastanawiając się w myślach, co tak naprawdę skłoniło go do wydania na prezent dla niej takich pieniędzy. Czyżby aż tak dobrze powodziło mu się jako złotej rączce?
To znaczy, że masz bardzo dobry gust. I gest - przyznała finalnie, unosząc przy tym oba kąciki ust, nie chcąc w tym momencie wypaść na zbyt dociekliwą. Niemniej ten hojny podarunek wydał jej się bardzo… frapujący. Następne jego stwierdzenie, że chciał się wykosztować, a właściwie idąca za nim szczerość i uważne spojrzenie, jakim ją obdarzył, nieco zbiły ją z tropu, powodując minimalne ściągnięcie brwi i rozlewające się po niej ciepło. W jej głowie znów pojawiło się to jedno natarczywe pytanie: czemu? Po tym, jak zachowała się wobec niego nie fair, on wciąż był dla niej tak miły, jakiego go zapamiętała. W tym samym momencie zdała sobie też sprawę, że w rzeczywistości to ona powinna zyskać miano złoczyńcy. Gdy tylko sobie to uświadomiła, opuściła swoje zielone tęczówki na wino w obawie, by blondyn przypadkiem nie rozszyfrował jej myśli. Był dla niej stanowczo zbyt wyrozumiały. I najgorsze było to, że choć względem tego powinna czuć wyłącznie wyrzuty sumienia, to jednocześnie jakoś niezrozumiale ją to ujmowało. Westchnęła, sama siebie nie rozumiejąc, i pokręciła głową, a kąciki jej ust uniosły się do góry. Cała ta analiza trwała raptem kilka sekund, zanim odparła, zdobywając się na nieco cieplejszy ton:
Skoro tak, to z takim argumentem nie mogę się sprzeczać. - Jej spojrzenie, którym znów na chwilę obdarzyła Maxa, było łagodne, jakby zaakceptowała tę odpowiedź, zupełnie wbrew własnemu rozsądkowi. Kiedy jednak wspomniał o jej zamykaniu się w kuchni, uniosła wyżej brew. - Ach, tak? Czyli to próba wkupienia się w łaski cukiernika? - odparła, a jej mimowolnie usta rozszerzyły się pod wpływem trochę zawadiackiego uśmiechu.
Słysząc jego uwagę, powiodła wzrokiem za nim, na stół i wzruszyła delikatnie ramieniem.
Ja też dotrzymuję obietnic - stwierdziła jakby nigdy nic. Nie rozmyśliła się, nie odwołała spotkania w ostatniej chwili. Czekała na niego. - Poza tym obiecałeś pomóc, więc nie myśl, że się wymigasz - przez jej twarz przebiegł nieco zadziorny uśmiech, gdy przypomniała sobie jego wczorajsze słowa. Na pytanie odnośnie butelki zerknęła przelotnie na wino, a wróciwszy spojrzeniem na Maxa, uśmiechnęła się szerzej i pokręciła głową.
Dzisiejsza okazja jest warta takiego świętowania - przyznała bez cienia wahania, zatrzymując na nim wzrok odrobinę dłużej, bo bez względu na to, co miało przynieść to spotkanie, naprawdę uważała je za ważne. Odłożyła butelkę na blat i sięgnęła do szuflady po korkociąg. - Czyń honory - podała mu otwieracz z uśmiechem, po czym odwróciła się, żeby wyciągnąć z szafki dwie lampki do wina, które po chwili znalazły się na blacie obok Maxa. Gdy te zostały napełnione, uniosła swoje szkło. - No dobrze, w takim razie… za spotkanie? - zapytała łagodnym tonem, z delikatnym uśmiechem na ustach spoglądając w jego niebieskie oczy.


Max Korhonen

You don't realize what your presence can do

: sob kwie 25, 2026 10:26 am
autor: Max Korhonen
Zaskoczenie Adeline okazało się dla Maxa prezentem samym w sobie, znacznie cenniejszym niż jakakolwiek reakcja, której mógł się spodziewać. W gruncie rzeczy nigdy nie przywiązywał większej wagi do pieniędzy, zwłaszcza gdy chodziło o osoby mu bliskie, a Adeline, bez cienia wątpliwości, do tego grona należała. Uśmiechnął się lekko, obserwując zachodzące na jej twarzy zmiany, po czym uniósł brew z odrobiną przekory. — Ale przyznaj… — zaczął, przeciągając słowa z rozbawieniem — że przystojny byłby ze mnie zbir - z ust blondyna wybrzmiało coś niemal jak flirt, co ktoś z boku mógłby odebrać całkiem inaczej, lecz w jego tonie pobrzmiewała raczej znajoma nuta — zaczepna, lekka, należąca do kogoś, kto znał ją od dawna i pozwalał sobie na takie drobne prowokacje bez większego znaczenia.
Uwadze Maxa nie umknęła ta krótka chwila zawahania, która przemknęła przez jasne tęczówki Adeline. Zarejestrował ją niemal odruchowo, choć w tym momencie trudno było mu jednoznacznie stwierdzić, co ją wywołało; czy była to kwestia wina, czy może coś znacznie głębszego, do czego wciąż nie miał dostępu. Nie przypuszczał nawet, że dziewczyna może w pewien sposób sama siebie katować, zderzając jego niezmienne, spokojne podejście z własnym nagłym zniknięciem. W jego świecie wyglądało to prościej. Owszem, Max bywał pamiętliwy — potrafił też być złośliwy, a nawet wredny, jeśli ktoś rzeczywiście zaszedł mu za skórę. Ale w przypadku Adeline nigdy nie pojawił się ani żal, ani cień pretensji. Znał ją wtedy na tyle dobrze, by mieć pewność, że nie zniknęła bez powodu i może właśnie dlatego ciekawość nie dawała mu spokoju. Zastanawiał się, co tak naprawdę się wydarzyło? Co było tym powodem? Myśli wracały do tego uparcie, a ich natężenie tylko wzrosło, gdy zauważył brak pierścionka na palcu — detal drobny, a jednocześnie znaczący aż nazbyt. Pytania cisnęły mu się na usta, niemal fizycznie, jakby mrowiły tuż pod skórą, domagając się wypowiedzenia. Mimo to milczał. Zamiast tego, z typową dla siebie cierpliwością, pozwalając chwili trwać, czekając, aż to ona zdecyduje się coś odsłonić.
Max uniósł lekko kącik ust, odwzajemniając spojrzenie, choć w jego oczach wciąż czaiła się ta sama, cicha uważność. — Może — przyznał bez większego oporu, przekrzywiając nieznacznie głowę. — Ale jeśli już, to chyba kiepsko to rozgrywam, skoro zaczynam od wina zamiast od czegoś słodkiego. - na moment zatrzymał wzrok na postaci rudowłosej, jakby próbował wyczytać coś więcej z tej zawadiackiej nuty, która pojawiła się w jej głosie. — Chociaż może po prostu liczę na to, że cukiernik sam zdecyduje, czy warto mnie dopuścić do łask. — dodał po chwili.
Max przyjął od niej korkociąg bez słowa, a jego palce na moment musnęły jej dłoń — krótko, niemal przypadkiem, ale wystarczająco, by to zauważył. — Nie śmiałbym — mruknął pod nosem z cieniem rozbawienia, zajmując się otwarciem butelki. — Zwłaszcza że brzmisz, jakbyś była gotowa mnie z tej obietnicy rozliczyć. - przyznał z udawanym przestrachem, okraszonym śmiechem. Korek w końcu ustąpił z cichym trzaskiem, wtedy też Max nalał wina do obu kieliszków, skupiony na tej prostej czynności odrobinę dłużej, niż było to konieczne. Jakby dawał sobie te kilka sekund na uporządkowanie myśli. Dopiero gdy Adeline uniosła swój kieliszek, spojrzał na nią znowu — tym razem już bez uciekania gdzieś na bok. — Za spotkanie — powtórzył, unosząc szkło. Ich kieliszki stuknęły o siebie lekko, a on nie odsunął swojego od razu. Zatrzymał spojrzenie na jej twarzy, jakby chciał coś jeszcze dodać — coś, co już niemal miał na końcu języka. — I za to, że jednak… — zawahał się na ułamek sekundy, ale nie cofnął — że nie kazałaś mi długo czekać drugi raz. - oznajmił bez wyrzutu, w tonie głosu kryła się raczej miękkość oraz szczerość podszyte tą samą ciekawością, której wciąż nie wypowiedział na głos.
Gdy Adeline zajęła się krojeniem ciasta, Korhonen odsunął się od blatu i pozwolił sobie na krótkie rozejrzenie się po mieszkaniu. Jego uwagę niemal od razu przykuła niewielka biblioteczka — niepozorna, ale wyraźnie zadbana. — Mogę? — rzucił w jej stronę, już robiąc krok bliżej, a gdy nie zaprotestowała, sięgnął po jedną z książek z niemal namacalną ostrożnością. Przesuwał palcami po grzbietach kolejnych pozycji, jakby każda z nich była czymś więcej niż tylko zbiorem stron. Zatrzymywał się na chwilę przy niektórych tytułach, ledwo zauważalnie się uśmiechając, aż w końcu natrafił na coś znajomego. Uniósł brew i parsknął cicho pod nosem, wyciągając egzemplarz. — No proszę… — mruknął bardziej do siebie, po czym odwrócił się w stronę rudowłosej i uniósł książkę tak, by widziała okładkę. Na jego ustach pojawił się lekki, trudny do rozszyfrowania uśmiech. — Czytałaś? — zapytał spokojnie, ale w jego spojrzeniu pojawiło się coś bardziej uważnego niż przed chwilą.


Adeline Covington

You don't realize what your presence can do

: sob kwie 25, 2026 4:10 pm
autor: Adeline Covington
Zaskoczenie Adeline zostało podyktowane świadomością, że mimo upływu dłuższego czasu nadal gdzieś tam w jego sercu pozostawała. Bo to kosztowne wino, co chwilę później wydźwięczało gdzieś pomiędzy jego słowami, było świadomą decyzją, stanowiącą niejako inwestycję w ich relację. Po chwili po raz kolejny miała poczuć się przy nim, jakby wszystko było na miejscu.
Sposób, w jaki wspomniał o przystojnym zbirze, sprawił, że momentalnie zaśmiała się cicho, a w jej oczach rozbłysły wesołe iskry. — Myślę, że przy okazji z powodzeniem skradłbyś niejedno kobiece serce - odparła lekko z szerokim uśmiechem zdobiącym jej twarz. Nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Nie mogła przecież zaprzeczyć czemuś, co było dla niej oczywiste. Miał w sobie urok, któremu ciężko było się oprzeć, i Ade coś o tym wiedziała. Przez kilka sekund w zastanowieniu przygryzła wargę, zanim przekrzywiła głowę na bok i dodała, pozorując poważny ton: - Ale jeśli jednak miałbyś zmienić ścieżkę to nie daj się złapać za kratki. Taki potencjał szkoda byłoby marnować. - Kąciki jej ust zadrżały pod wpływem rozbawienia, kiedy przelotnie spojrzała na Maxa. - Poza tym wolałabym nie musieć odwiedzać Cię w więzieniu - przyznała finalnie, wzruszając przy tym niewinnie ramieniem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę ze znaczenia swoich słów i faktu, że nawet, gdyby ta kuriozalna sytuacja miała kiedyś nastąpić, zrobiłaby to. Bo tęsknota za tą swobodą w jego towarzystwie, której znów zaczynała doświadczać choćby poprzez coś tak banalnego jak żarty, wywoływała w niej ciche pragnienie, by blondyn pozostał częścią jej życia. Z tą myślą zatrzymała na nim spojrzenie odrobinę dłużej, bo nie zamierzała się z niczego wycofywać. Ani więcej uciekać.
Zawadiacka nuta, jaką mężczyzna mógł usłyszeć w jej głosie, gdy wino uznała za próbę wkupienia się w jej łaski, wskazywała na przekonanie Clem, że przyniesienie jej ulubionego trunku uważała za naprawdę sprytne, wręcz przebiegłe posunięcie. Nie miała mu tego za złe, bo wierzyła w jego czyste intencje. I z pewnością miało ułatwić to, co nieuniknione. — Jesteś na dobrej drodze do tego - przyznała w odpowiedzi z delikatnym uśmiechem, niejako zapewniając go, że czas na dopuszczenie do łask miał niedługo nadejść. Wino było dobrym kompanem zwierzeń.
Jako gospodyni mogła sama zająć się otwarciem wina, ale podając korkociąg, pozwoliła mu się wykazać. Czym był dla niej ten nieznaczny dotyk dłoni? Stosunkowo naturalnym gestem, który niczego nie zmieniał. A jednak nie mogła go nie zanotować w myślach, tuż zanim równie naturalnie odwróciła się, by przynieść szkło.
A żebyś wiedział. Zawarliśmy układ - odparła z przekonaniem, siląc się na poważny ton. - Możesz też być pewien, że dostaniesz je jeszcze na wynos - dodała zaraz, aż z jej ust wyrwał się nieznaczny śmiech. Po chwili już unosiła szkło, a rozbawienie zastąpiło miejsca uważności, jaką obdarzała Maxa we własnym spojrzeniu. Nie przepadała za wznoszeniem toastów, nigdy nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów, które podkreśliłyby powagę okazji, niemniej to dzisiejsze aż prosiło się o oficjalny, delikatny stukot kieliszków. Bo czuła, że to popołudnie było wyjątkowe. Zanim odsunęła swoją lampkę, zauważyła to nieznaczne wahanie na jego twarzy, które instynktownie nakazało jej czekać.
I znów to zrobił. Znów swoją szczerością kruszył jej mur, docierając dokładnie tam, gdzie powinien, pod wpływem czego niepostrzeżenie odetchnęła. — Nie mogłabym zrobić tego ponownie - przyznała równie miękko, a kąciki jej ust nieznacznie drgnęły ku górze. Nie musiał wiele robić, a i tak zyskiwała coraz większą pewność, że należała mu się prawda. O ile odważy się wyznać całą.
Upiła łyk wina, pozostawiając po białym trunku przyjemny w ustach posmak, po czym swoją uwagę na chwilę przeniosła na ciasto. Na jego pytanie przytaknęła bez najmniejszych oporów, rzucając mu ukradkowe spojrzenia, kiedy przypatrywał się pozycjom książkowym na półce. Na jego pytanie podniosła wzrok, a widząc trzymaną w rękach książkę, przytaknęła z entuzjazmem. - To spore niedopowiedzenie. Jej nie da się tak po prostu przeczytać. Fabuła pochłania tak, że zapomina się o całym świecie. Spędziłam z nią niejeden weekend - wyznała z nieukrywanym sentymentem w głosie, w międzyczasie odkładając kawałki ciasta na talerzyki, by zaraz podążyć w stronę mężczyzny. Mimo naładowania napięciem i wywoływania w niej wielu odmiennych emocji, lubiła od czasu do czasu do tej książki wracać. - Najbardziej fascynujące jest to, że za każdym razem można w niej odnaleźć coś, co wcześniej gdzieś uwadze umykało - dodała szczerze, przystając przy nim i zerkając na okładkę trzymanego przez niego egzemplarza, po czym ściągnęła nieznacznie brwi. - A czemu pytasz? - zapytała swobodnie, podnosząc na niego zaciekawione spojrzenie, będąc zupełnie nieświadomą, jak ogromną wagę skrywało jego pozornie zwyczajne pytanie.

Max Korhonen

You don't realize what your presence can do

: ndz kwie 26, 2026 11:01 am
autor: Max Korhonen
W gruncie rzeczy, po tym jak zniknęła bez słowa i zostawiła go bez żadnych wyjaśnień, Max miałby pełne prawo chować urazę. Zwłaszcza że wtedy — choć żadne z nich nie mówiło tego wprost — podświadomie czuł, że znaczą dla siebie znacznie więcej, niż byli gotowi przyznać. I może właśnie dlatego początek nie był wcale tak obojętny, jak mógłby się teraz wydawać. Była w nim złość, był żal. Krótkie, niewygodne momenty, w których próbował sobie poukładać jej nagłe zniknięcie w coś, co miało sens, jednak czas zrobił swoje.
Nie w spektakularny sposób, nie z dnia na dzień — raczej powoli, niemal niezauważalnie starł ostre krawędzie tamtych emocji, zostawiając po nich coś znacznie spokojniejszego. Dzięki temu Max mógł w końcu spojrzeć na całą sytuację, a przede wszystkim na nich samych, z większym dystansem. Chłodniej. Bardziej analitycznie.
I mimo, że gdzieś po drodze coś wróciło, to nie w tej samej sile, nie tak nachalnie jak kiedyś — i już bez tego dziwnego, trudnego do nazwania magnetyzmu, który dawniej przyciągał go do niej niemal bezwiednie. Teraz było to cichsze, bardziej stonowane, ale wciąż obecne. I być może właśnie dlatego tym uważniej jej się przyglądał.

Max parsknął cicho pod nosem na jej słowa, kręcąc lekko głową, pozwalając by rozbawienie przyszło do niego zupełnie naturalnie. — No przecież — odparł z lekkim uśmiechem — to właśnie na te serca bym najbardziej liczył. Najlepszy łup, jaki mógłby mi się trafić. - stwierdził, na moment zatrzymując na niej spojrzenie, trochę dłużej niż wcześniej, jakby chciał sprawdzić, czy dostrzeże w tym coś więcej niż tylko żart. W gruncie rzeczy był aż nazbyt świadomy tego, jak działa na ludzi, tudzież kobiety. Wiedział, że potrafi zrobić użytek z aparycji, jaką obdarzyła go natura — czasem zupełnie odruchowo, bez większego wysiłku. Nigdy jednak nie robił tego w sposób nachalny. To raczej spojrzenia, drobne gesty, ton głosu. Wystarczające, szczególnie w przypadku starszych pań, które z niewyjaśnioną determinacją próbowały zeswatać go ze swoimi wnuczkami. Za każdym razem wymykał się z tego z rozbawieniem, nie pozwalając, by ktokolwiek traktował go poważniej, niż sam na to pozwalał. I może właśnie dlatego tak trudno było mu wyjść poza ten schemat. Wychowanie, jakie wyniósł z domu, nauczyło go raczej kontroli niż otwartości, dystansu zamiast odsłaniania się. Prawdziwe relacje zawsze wydawały się przez to czymś bardziej skomplikowanym, wymagającym czegoś, czego nie potrafił tak po prostu dać. Albo na co nie do końca chciał sobie pozwolić. Dlatego tak ważna była dla niego relacja z Adeline - naturalna, niewymuszona, cierpliwa i bezinteresowna. Dzięki temu Maxowi było zwyczajnie łatwiej, bo rudowłosa nie miała wobec niego żadnych oczekiwań, a on nie czuł presji, by im sprostać.
Uniósł lekko brew, słysząc jej słowa, ale to nie sam żart przykuł jego uwagę — tylko to, co przyszło zaraz po nim. To jedno, pozornie rzucone mimochodem zdanie. Wolałabym nie musieć odwiedzać Cię w więzieniu. Zatrzymało się gdzieś pod jego skórą. Przez ułamek sekundy analizował je z tą swoją charakterystyczną dokładnością, rozkładając na części, szukając drugiego dna, którego być może wcale nie powinien szukać. Bo to przecież mogło nic nie znaczyć. Rzucone lekko, bez większego ciężaru. A jednak… nie brzmiało jak coś całkiem przypadkowego. Zauważył też to spojrzenie; dłuższe niż wcześniej, bardziej świadome, jakby rzucała mu coś na kształt wyzwania, sprawdzając czy się go podejmie. I coś w nim — wbrew tej całej wypracowanej przez lata ostrożności — drgnęło. Nie było w tym już dawnego, niekontrolowanego przyciągania. Tamten magnetyzm, który kiedyś potrafił go bez ostrzeżenia wciągnąć, przytłoczyć, odebrać dystans, teraz był przytłumiony. Ale nie zniknął całkowicie, zwyczajnie zmieniając tylko formę. Stał się spokojniejszy, bardziej świadomy… i przez to może nawet trudniejszy do zignorowania.
Blondyn przechylił lekko głowę, a kącik jego ust uniósł się w półuśmiechu. — Spokojnie — odpowiedział lekko — aż tak nierozsądny nie jestem. - stwierdził, robiąc krótką pauzę, a jego spojrzenie pozostało skupione na rudowłosej. — Poza tym… — dodał ciszej, z odrobinę bardziej miękkim tonem — trochę szkoda byłoby tracić takich odwiedzin. - uśmiech Maxa pogłębił się minimalnie, ale nie uciekł wzrokiem. Wręcz przeciwnie — jakby świadomie pozwalał tej chwili wybrzmieć między nimi.
W następnych sekundach mężczyzna pozwolił, aby wybrzmiała między nimi cisza, pozwalając spokojniej opaść słowom Adeline i znaleźć swoje miejsce. Nie mogłabym zrobić tego ponownie. Zatrzymał się na tym zdaniu odrobinę dłużej, niż powinien, było w nim coś… ostatecznego. Coś, co nie brzmiało jak rzucone lekko zapewnienie, tylko jak cicha obietnica, której wcale od niej nie oczekiwał, a mimo to ją przyjął - bez komentarza. Zamiast tego uniósł kieliszek i upił łyk wina, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o jego istnieniu. Przez ułamek sekundy jego twarz pozostała niewzruszona, ale zaraz potem lekko się skrzywił, marszcząc brwi. — Hm… — mruknął pod nosem, odsuwając od siebie szkło i przyglądając mu się z lekkim niedowierzaniem wymalowanym na twarzy — Szczerze? Myślałem, że za te pieniądze smakuje to trochę lepiej. - kącik ust blondyna drgnął, jakby sam nie był pewien, czy bardziej go to bawi, czy jednak rozczarowuje. Podniósł spojrzenie na Adeline, a w jego oczach znów pojawiło się coś lżejszego. — Nie masz przypadkiem piwa? — zapytał z nutą rozbawienia, opierając się lekko o blat. — Może jednak jestem mniej wyrafinowany, niż próbowałem udawać. - przyznał z typową dla siebie otwartością, z którą nie obnosił się przy wszystkich, jednak była ona wpisana w naturę blondyna. Po chwili jego wzrok na moment powędrował w stronę ciasta, jakby dopiero teraz w pełni uświadomił sobie jego istnienie, i uśmiechnął się pod nosem. — A to na wynos… — dodał z wyraźniejszym rozbawieniem — to akurat dobry układ. Tego się nie będę czepiał. Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba.[\b] - skomentował, zerkając na nią jeszcze raz, już bez wcześniejszej zaczepności w tonie.
Przez chwilę obracał książkę w dłoniach, kciukiem przesuwając po grzbiecie, jakby ważył decyzję, zanim w końcu uniósł lekko kącik ust. — Wiesz… — zaczął spokojnie, odkładając książkę na moment na blat, ale nie puszczając jej całkiem z rąk — mam wrażenie, że trochę za łatwo dostaję tu szczere opinie. A sam nic w zamian nie oddaję - oznajmił w odpowiedzi na pytanie Adaline. Przyjął jej recenzję spokojnie, aczkolwiek z lekkim uśmiechem, bo chociaż czytał wiele opinii, w tym także krytyków, nie był co do nich przekonany. Ba! Nawet po uzyskaniu miana bestsellera książka nadal wydawała się nie spełniać oczekiwań mężczyzny, dopiero teraz poczuł, że może jednak nie wypada tak źle. Zatrzymał na postaci Covington spojrzenie - tym razem już bez żartu w oczach, bardziej uważnie, niemal testująco. — Może zrobimy wymianę — dodał po chwili. — Sekret za sekret. Ty mi powiesz coś, czego normalnie nie mówisz każdemu, a ja… odwdzięczę się tym samym. - przywołał ze wspomnień ich starą „grę”, która zawsze umilała im wspólne wypady. Na ułamek sekundy zawiesił głos, jakby dopiero teraz przyszło mu do głowy, że może to zabrzmieć zbyt poważnie. Kącik jego ust drgnął więc od razu w stronę lżejszego tonu. — Albo przynajmniej spróbuję — dorzucił z cieniem rozbawienia. Sięgnął po kieliszek, obracając go w palcach. — Tylko uprzedzam… przy takich warunkach może się okazać, że będziemy potrzebować trochę więcej procentów do odwagi.

Adeline Covington

You don't realize what your presence can do

: pn kwie 27, 2026 10:52 pm
autor: Adeline Covington
Słysząc jego odpowiedź uniosła nieco brew do góry, po czym pokiwała z uznaniem głową, nie potrafiąc powstrzymać szerokiego uśmiechu, który wciąż rozświetlał jej twarz. Cokolwiek miał na myśli i do czegokolwiek zmierzał, wiedział, że za bardzo lubiła ich słowne gry, by potrafiła taką zignorować. - Tylko co Ty byś z takim łupem zrobił? - dopytała z nieukrywanym zaintrygowaniem, patrząc na niego z oczekiwaniem, a jej oczy rozbłysły pod wpływem nieco zadziornych iskier. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie musiał stawać się zbirem, by skradać czyjeś serca. Ale zdążyła go też poznać na tyle, żeby wiedzieć, że na żadne z nich się nie otworzył. A przynajmniej nie na tyle, żeby postąpić o krok dalej.
Przez całą ich znajomość bawili się słowami, poddając się swobodnej, żartobliwej atmosferze, jakby wcale nie zawierały w sobie ukrytego znaczenia, pozwalając im zawisnąć w powietrzu bez ich zgłębiania. Szanowali swoje granice, wytyczone własnymi przekonaniami w przypadku Maxa, i zobowiązaniami ze strony Adeline, a każdy drobny gest, nieznaczny dotyk dłoni i dłuższe spojrzenie traktowali jako naturalne zjawisko, wypierając z siebie myśl, by między tym wszystkim znalazło się miejsce na coś więcej. To było łatwiejsze, niż przyznanie się do czegoś, czego żadne z nich nie było gotowe nazwać.
Rudowłosa uniosła wyżej brwi. — Aż tak nierozsądny nie jesteś? - powtórzyła za nim ostrożnie, świadomie przeciągając każde słowo. - Dziwne, bo myślałam, że rozsądek zawsze gra u Ciebie pierwsze skrzypce - stwierdziła w zastanowieniu. Owszem, uwielbiali ze sobą żartować, ale mimo wszystko do tej pory w jej oczach zwykle był dość wycofany, ostrożny, rozsądny. Dlatego też dobór jego słów mimowolnie ją zaintrygował. Jednak coś w jego następnych słowach sprawiło, że na chwilę trochę złagodniała. — Tym bardziej twierdzę, że znam na nie lepsze okoliczności - wyznała równie cicho, dostosowując miękki ton do jego wypowiedzi, i poszerzyła nieco kąciki ust. Czuła, jak składana między słowami obietnica, nie mająca już nic wspólnego z więzieniem, była wiążąca, a jego błękitne spojrzenie zdawało się mówić jej, że na to właśnie liczył.
Jego skrzywienie i idące za nim słowa dotyczące smaku wina wywołały na twarzy Ade niewielkie rozbawienie. — Nie wszystko, co drogie oznacza, że jest lepsze. Czasem po prostu jego głównym celem jest nadanie sprawie głębszego znaczenia - przyznała na głos to, co przemknęło jej przez głowę chwilę wcześniej, kiedy wyznał, że koszt tego trunku nie grał dla niego roli. Max dawał jej odczuć, że ta butelka nie była zwykłym prezentem, symbolizowała coś więcej, co przemykało gdzieś między wierszami. Dlatego w chwili, gdy to stwierdzenie niepostrzeżenie wyrwało się z jej ust, na ułamek sekundy się zawahała, zanim odetchnęła, jakby nie było to nic takiego. - Na przykład zakup firmowych szpilek, torebki czy zegarka za pierwszą wypłatę. Dla innych to tylko przedmiot, ale dla ich posiadaczy, nawet mimo śladów znoszenia, jest symbolem czegoś, czego pozostali nie potrafią zrozumieć - wyjaśniła, wzruszając przy tym lekko ramieniem, celowo nadając wypowiedzi nieco lżejszy ton. Gdzieś w międzyczasie umknęła przy tym spojrzeniem, żeby zebrać myśli, które chwilowo odpłynęły jej w zupełnie innym kierunku. Wcale nie musiała pić alkoholu, żeby poczuć się przy Maxie aż nazbyt swobodnie. Ostatecznie ściągnęła brwi, znów podnosząc kąciki ust, kiedy przyszło jej coś do głowy. - W każdym razie swój pierwszy raz z tym winem możesz uznać za odhaczony. I niezmiernie cieszę się, że jestem częścią tego fascynującego doświadczenia - dodała, w końcu podnosząc na niego spojrzenie, nie potrafiąc powstrzymać swojego języka przed głupotami, jakie wygadywała. I szerokiego uśmiechu wstępującego na jej twarz zaraz potem, wskazującego na rozbawienie całą tą sytuacją. Na wspomnienie o piwie pokręciła głową. — Przynajmniej wiesz, jak sprawiać dobre wrażenie - westchnęła teatralnie, a kąciki jej ust mimowolnie uniosły się nieco wyżej. Wspomnienie o tym winie już na dobre zakorzeniło się gdzieś w jej umyśle. - Hmmm… chyba zostało tylko słodkie. Ale jeśli Cię to pocieszy, w razie czego mam jeszcze whisky - rzuciła mu wymowne spojrzenie, gdyż, jak dobrze przypuszczała, na jednym winie mogło się nie skończyć. Po chwili przeniosła za nim wzrok na ciasto. - Tylko w razie czego przypomnij mi się. Tym razem nie mam konia, żeby za Tobą pobiec - zastrzegła żartobliwie, podnosząc na mężczyznę wzrok, w którym jednak czaiło się coś nieco bardziej uważnego. W jego towarzystwie zbyt często wyłączała się z rzeczywistości, przez co nie raz zawracała konia, gdy już zdążyli się pożegnać. Zapominała o świecie nawet teraz, od momentu jego wejścia do mieszkania ani razu nie myśląc o pracy, która ostatnio stanowiła główną oś jej życia.
Na jego odpowiedź w kwestii książki ściągnęła nieco brwi, przyglądając mu się w zastanowieniu, nie bardzo wiedząc, do czego zmierzał. — Mówię tylko to, co myślę - przyznała, mimowolnie stając się coraz bardziej zaintrygowaną, co też by chciał oddać w zamian. Kiedy spojrzał na nią ponownie, by zaraz rzucić jej wyzwanie, rozchyliła nieco wargi, na chwilę zatrzymując na nim swoje zielone tęczówki. A więc kombinował, jak zmotywować ją do zwierzeń, których sama nie potrafiła podjąć. Przez chwilę analizowała wszystkie za i przeciw, bo znała siebie, nie o wszystkim potrafiła rozmawiać. — To dość niebezpieczny układ, bo sekret sekretowi nie jest równy - przyznała w końcu, unosząc przy tym brew. Na szczęście Max domyślił się, co mogło ją do tego przekonać. Przeniosła wzrok na kieliszek z winem, a jej kąciki ust nieznacznie uniosły się do góry. — Wobec tego musimy te procenty szybko nadrobić - stwierdziła z przekonaniem, na moment podnosząc wzrok z powrotem na Maxa, jakby się upewniała w tym, czy dobrze robi, po czym poszła po swój kieliszek, w drugiej dłoni przynosząc również butelkę. — To oznacza, że musisz wypić to niedobre wino - z jej ust znowu wydobyło się teatralne westchnięcie. - Ale skoro ja zaczęłam od szczerej opinii, to teraz Twoja kolej - dodała zaraz, ruchem brody wskazując na trzymany przez niego kieliszek i wpatrując się w niego z wyzwaniem w oczach.

Max Korhonen

You don't realize what your presence can do

: wt kwie 28, 2026 10:03 am
autor: Max Korhonen
Uśmiechnął się pod nosem na pytanie Clem, bo dokładnie takiej odpowiedzi się spodziewał. Uwielbiał ten ich sposób rozmowy, w którym balansowali na granicy żartu i czegoś bardziej znaczącego, gdzie każde z nich mogło się w każdej chwili wycofać, udając, że to tylko kolejna słowna potyczka. Zawsze tak robili - zostawiali sobie furtkę, której Max tym razem nie szukał.
Brak pierścionka na palcu rudowłosej nie był dla niego jedynie drobnym szczegółem, stanowił cichy, ale wyraźny sygnał. Niepostrzeżenie zmieniał zasady gry, do których oboje kiedyś tak uparcie się stosowali. I to właśnie on obudził w blondynie coś, czego wcześniej świadomie unikał. Potrzebę, by posunąć się odrobinę dalej, nadszarpując granicę, której jeszcze dwa lata temu trzymali się niemal kurczowo; z rozsądku, z konieczności, a może po prostu ze strachu przed konsekwencjami. Wiedzieli bowiem, że każdy gest i każde słowo może pociągnąć za sobą coś więcej, na co nie byli gotowi. Teraz jednak to więcej nie wydawało się już tak odległe. Ani tak niemożliwe, nawet jeśli uczucia się zmieniły.
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, zrobił krok w jej stronę, skracając dystans między nimi niemal niezauważalnie. Zatrzymał się tuż przy niej, zachowując spokój, dokładnie wiedząc gdzie wciąż jest granica, bo mimo potrzeby, aby sięgnąć po więcej, wciąż miał do Adeline ogromy szacunek. Ten nie pozwalał mu zrobić kolejnego, zbyt śmiałego kroku bez jej zgody. Przez ułamek sekundy nie zrobił nic, tylko patrząc, chcąc sprawdzić jej reakcję, a jednocześnie sprawiając, że powietrze między nimi zgęstniało. Czuł ciepły, słodki oddech rozlewający się na jego policzkach i ustach, które instynktownie oblizał koniuszkiem języka. Czy pozwoli mu zostać tak blisko? Pozwolił, aby ich spojrzenia się spotkały, po czym zamiast czegokolwiek więcej, uniósł dłoń i bardzo powoli sięgnął do jej twarzy, odsuwając niesforny kosmyk włosów za jej ucho. Jego palce musnęły przy tym jej skórę; delikatnie, niemal ostrożnie. Nie odsunął się od razu - Jeszcze nie wiem, coś bym wymyślił - odpowiadając w końcu na pytanie. Starał się brzmieć lekko, jednak jego głos zadrżał niemal niedostrzegalnie. Zabrał dłoń, z nienaturalną lekkością przechodząc do kolejnego podjętego przez nich tematu - tym samym cofając się dwa kroki w tył.

Rozsądek. Czym w zasadzie był? Zbiorem zasad, reguł i własnych przekonań, które człowiek uparcie wprowadzał w życie, próbując się dostosować. A może tylko wygodną wymówką, za którą chował się strach przed tym, co nieprzewidywalne, przed tym, co mogło zaboleć albo wymknąć się spod kontroli? - Trudno się z Tobą w tej kwestii nie zgodzić - odparł lakonicznie, nie zagłębiając się we własne rozważania dotyczące tej kwestii. W rzeczy samej - miała rację. Ojciec wychował go w taki sposób, w którym rozsądek nie był wyborem, lecz obowiązkiem. Każda decyzja miała mieć swoje uzasadnienie, każde odstępstwo swoją cenę. Emocje traktowano jak coś, co należało trzymać w ryzach, najlepiej głęboko pod powierzchnią. Nic więc dziwnego, że Max rzadko kiedy kierował się w życiu właśnie nimi, częściej analizując, dostosowywał się do danej sytuacji, a kiedy przestawał sobie radzić wówczas uciekał; czy to w pracę czy też literacką fikcję. Przez chwilę milczał, patrząc na Adeline jeszcze przez moment, jakby ważył w głowie wszystkie możliwe słowa, ostatecznie zrezygnował z nich całkowicie. Zamiast odpowiedzi, spotkała się z delikatnym skinieniem głowy, które mówiło więcej niż jakakolwiek wypowiedź. W niebieskich tęczówkach przez ułamek sekundy pojawiło się coś trudnego do uchwycenia; zgoda? rezygnacja? a może jedno i drugie naraz? Ponownie wrócił do tej samej, spokojnej maski, jaką zwykle nosił.
Przez dłuższy moment tylko słuchał, starając się nie przerywać jej, nawet wtedy gdy ton zaczynał wyraźnie brnąć w stronę żartu. W spojrzeniu Maxa pojawił się cień wyraźnego rozbawienia, choć w pierwszym odruchu nic nie powiedział, pozwalając jej dokończyć myśl. Miał wrażenie, że w tej plątaninie zdań i myśli, kryje się głębsze znaczenie, jednak Adeline nie zdradziła jakie. On sam postanowił nie dopytywać i dopiero, gdy wspomniała o whisky, uniósł brew. - Whisky brzmi już jak plan awaryjny, nie oferta — zauważył spokojnie, a kącik jego ust drgnął. Oparł się swobodniej, jakby na chwilę pozwolił sobie na więcej luzu niż zwykle. - A co do tego „fascynującego doświadczenia” — dodał po chwili, patrząc na nią uważniej — postaram się nie zawieść twoich oczekiwań. - obiecał.
Oczywistym było, iż Max szanował zdanie przyjaciół, było ono ważniejsze niż opinia krytyków, jednak będąc chorym perfekcjonistą wciąż uważał, że czegoś tym książkom brakuje. Właśnie z tego powodu nie przeczytał tomu, który ostatecznie stał się bestsellerem - bał się, że zaraz zacznie wszystko zmieniać. Ostatecznie odszedł od tematu książki, wychodząc, z rzeczywiście dość niebezpieczną propozycją, lecz wiedział, że tylko tak zdoła nakłonić przede wszystkim samego siebie do zwierzeń. W tym wszystkim nie chodziło tylko o Adeline. - Sekret za sekret, jego waga nie ma znaczenia - powiedział, zaraz podejmując się kolejnej wymianie zdań. — „Niedobre wino” — powtórzył z udawanym namysłem, spoglądając na kieliszek jak na osobiste wyzwanie. — Wchodzimy na teren obrazy uczuć, Clem - upił łyk, po czym skrzywił się minimalnie, bardziej teatralnie niż szczerze. — Dobrze. Przeżyję to w imię wyższego dobra. - zapewnił. Kolejny łyk. - Więc - zaczął urywając na dwie sekundy, wziął głębszy wdech - Gdy zniknęłaś przez kolejne pół roku nadal odwiedzałem nasze miejsce, w nadziei, że w końcu na ciebie trafię, bo tęskniłem, Clem - wyznał ostatecznie, czując, jak z jego ramion powoli opada napięcie, którego nawet nie był w pełni świadomy. Słowa brzmiały prosto, niemal zwyczajnie, a jednak ich wypowiedzenie kosztowało Maxa więcej, niż chciałby przyznać. Jakby z każdym z nich odsłaniał coś, co od dawna trzymał zamknięte pod skórą — emocje, których się bał, a które i tak wracały. [/b]



Adeline Covington