You don't realize what your presence can do
: czw kwie 23, 2026 3:43 pm
004
Od jakiegoś czasu, świadomie lub mniej, Ade unikała pewnych miejsc związanych z przeszłością. Nie wracała na farmę, nie zaglądała w swoje ulubione miejsca, jakby obawiała się, że zetknięcie się z rozdziałem, który według niej został zamknięty, przyniesie jej wyłącznie więcej bólu, którego trzymała w sobie już wystarczająco dużo. W zasadzie rudowłosa miała rację, bo wystarczyła jedna wizyta w sklepie na West Endzie, a przeszłość zapukała do jej drzwi - jeszcze wtedy w przenośni, ale zaraz miała zrobić to już dosłownie.
Z tym, że ta konkretna, napotkana przypadkiem, przeszłość nie wywołała w niej emocji, których najbardziej się obawiała. Była tą częścią życia, która kojarzyła jej się wyłącznie z czymś dobrym. Namiastkę tego poczuła między sklepowymi półkami, gdy w błękitnym spojrzeniu Maxa dostrzegła bezbrzeżny spokój, a w jego głosie na próżno było szukać wyrzutów i oceniania, których mogłaby spodziewać się po tym, jak nagle się od niego odcięła.
Zaskoczył ją. Nie tylko swoim nieoczekiwanym towarzystwem, ale też łagodnym usposobieniem i podejściem, jakby oswajał ze sobą wystraszonego jelonka, wiedząc, że niewygodne pytania stałyby się wystarczającym powodem do jej szybkiego odwrotu i ponownego zakopania się w tej części miasta, do której rzadko zaglądał. Podczas jednej krótkiej rozmowy dał jej przedziwne poczucie bezpieczeństwa, którego nieustannie miała niedosyt. Dlatego też na propozycję spotkania nie była w stanie mu odmówić.
Ale znała też siebie. Wiedziała, że jeśli to ona miałaby się odezwać pierwsza, siedząc sama w pustym mieszkaniu, mogłaby stracić całą swoją odwagę. Podanie mu swojego numeru uważała za jedyne słuszne wyjście. Chłonęła każde jego słowo i gest, toteż jej uwadze nie umknął przelotny dotyk w trakcie podawania telefonu oraz jego zapewnienie, że dopilnuje, by tym razem nie zniknęła. Mimo lekkości jego tonu, znała ciężar ich znaczenia.
Bezwiednie stukała palcami o blat kuchenny. Próbowała przekonać się w myślach, że wszystko będzie dobrze, ale nie potrafiła pozbyć się z myśli obaw, które mąciły jej w głowie, przyprawiając o nieznaczną nerwowość. Zerknęła na przygotowany okrągły stół, na którym leżały talerzyki i ciasto pod kloszem. W takich warunkach, we własnym mieszkaniu, bez osób postronnych, nie było już mowy o tym, by uciekła przed pytaniami, które prędzej czy później miały paść.
Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Wyprostowała się i odetchnęła cicho, by po kilku sekundach wyjść na korytarz. Wraz z naciśnięciem klamki przybrała na twarz delikatny uśmiech, którym miała zamiar oszukać samą siebie, że nic takiego się nie działo. To było najzwyklejsze w świecie spotkanie po latach. Tylko za nic nie potrafiła ukryć przyspieszonego bicia swego serca. Gdy zobaczyła w drzwiach blondyna, jej spojrzenie momentalnie stało się znacznie cieplejsze.
— Dotarłeś - przyznała cicho, a kąciki jej ust uniosły się odrobinę bardziej do góry. Wiedziała, że kiedy coś obiecywał to zawsze dotrzymywał słowa, więc nie miała wątpliwości, że pojawi się w jej drzwiach, niemniej nie do końca dowierzała temu, że działo się to naprawdę. Po dwóch latach bez jakiegokolwiek kontaktu… - Zapraszam. Rozgość się - mówiąc to, zdobywając się na swobodę w głosie, cofnęła się w głąb mieszkania i ruchem dłoni wskazała miejsce do pozostawienia kurtki, po czym skierowała swoje kroki do kuchni. - Obyło się bez korków na mieście? - zapytała, spoglądając przez okno na miasto częściowo zasnute mgłą. Nie bez powodu ponury widok za oknem postanowiła choć trochę rozjaśnić za pomocą włożenia na siebie kanarkowego sweterka i wstążki w tym samym kolorze wplecionej w rude włosy.
Max Korhonen