Strona 1 z 2

getting warning signs that you still ignore

: pt kwie 24, 2026 12:58 pm
autor: teddy darling
045.
Wyszła z kontrolnej wizyty w szpitalu z szerokim uśmiechem i bez temblaka, a to samo w sobie było już małym zwycięstwem. Ramię wciąż trochę ciągnęło przy niektórych ruchach i było nieco zesztywniała, ale lekarz uprzedził, że na razie jeszcze tak będzie i że to całkiem normalne na tym etapie rekonwalescencji. Najważniejsze było to, że wszystko goiło się prawidłowo, a kontrolne badania wyszły dobrze. Nawet lepiej, niż się spodziewano. Teraz najważniejsza była cierpliwość i rozsądne obciążanie, ale ogólnie wszystko szło w dobrą stronę. Generalnie Teddy otrzymała od doktora Caldwella zielone światło na powrót do pracy. Może nie od razu na pełnych obrotach, jednak nie widział przeciwwskazań, żeby musiała siedzieć w domu dużej niż było to konieczne. Pozostawała jeszcze jedna kwestia - zgoda kapitana. Howie Whitman słynął z tego, że potrafił być surowy i nieustępliwy, zwłaszcza jeśli chodziło o zdrowie i bezpieczeństwo jego ludzi. Nie podejmował pochopnych decyzji i rzadko dawał się przekonać samymi słowami. Niestety był też odporny na większość standardowych argumentów. Na szczęście Teddy, oprócz dokumentacji medycznej, miała jeszcze ten swój urok osobisty. I chociaż kapitan był trudnym przeciwnikiem, nie takich już przekonywała!
Kiedy tylko razem z April wyszły z budynku i ruszyły w kierunku parku, Darling natychmiast pokazała ukochanej wszystkie wyniki, łącznie z opisem kontrolnego prześwietlenia. Zgodnie stwierdziły, że skoro szpital znajduje się w centrum, to nie muszą brać samochodu. Wprawdzie było pochmurnie, ale ciepło, a spacer dobrze im zrobi. Musiały się trochę wyrwać z domu i dotlenić. Oczywiście Teddy mogła udać się do lekarza sama, ale był to idealny pretekst, żeby odciągnąć Finch od komputera.
Badania wyszły dobrze, sama zobacz — zachęciła ją skinieniem głowy, żeby rzuciła okiem na to, co zanotował doktor Caldwell. — Powiedział, ze to normalne, że na razie będę czuła jeszcze dyskomfort, ale w sumie spodziewałam się tego. Jak po wybuchu w banku straciłam na chwilę słuch, to szumy powracały jeszcze miesiącami. A i ta rana na przedramieniu goiła się długo. No wiesz, ta po odłamku szkła — paplała jak najęta, totalnie wniebowzięta, że nie musi już użerać się z tym cholernym temblakiem. I podjarana, że najprawdopodobniej niedługo wróci do służby. Może jeszcze w tym tygodniu? Nie, lepiej wstrzymać się przez weekend i zacząć od nowego tygodnia. Jeszcze wcisną jej zmianę na sobotę i niedzielę, a przecież mogła ten czas spędzić w towarzystwie narzeczonej!
Chcesz kawę? — wskazała głową na małą budkę przy ogrodzeniu, w której można było kupić na wynos napoje i coś słodkiego. — Rurkę z kremem? Lody? — obsypała ją propozycjami. To było dobre popołudnie i aż się prosiło, żeby je jakoś uczcić. Kawa i ciastko wydawały się idealnym zwieńczeniem zakończonego etapu leczenia. W końcu lekarz zalecił Teddy ostrożność i unikanie przeciążenia, ale nie wspominał nic o odmawianiu sobie drobnych przyjemności. Miała zwichnięty bark, a nie problemy z cukrem!
O, mają też drożdżówki z malinami — zauważyła na rozpisce, gdy podeszły już nieco bliżej. — I brownie. Eklerki też wyglądają fajnie — wskazała podbródkiem na przeszkloną ladę, za którymi znajdowały się te wszystkie fantastyczne smakołyki.

lubię, że uśmiech znów masz, gdy mijasz cudzego psa

getting warning signs that you still ignore

: pt kwie 24, 2026 1:38 pm
autor: April Finch
33
Strasznie martwiła się tym dniem. Nie przespała większości nocy. Próbowała zająć się pracą, ale każdy kolejny mejl, który pisała, wychodził jej coraz gorzej. W końcu stwierdziła, że musi odpuścić i po prostu zająć się scrollowaniem jakiś bzdur albo czymś takim i jakoś doturlać się do poranka. Nie miała pojęcia, czego spodziewać się po wizycie kontrolnej. Wszystko wskazywało na to, że będzie dobrze. Teddy prawie na pewno wyjdzie ze szpitala bez temblaka ze zgodą na powrót do pracy. To była dobra i zła wiadomość.
Bardzo chciała, żeby wszystko było dobrze. Życzyła przecież narzeczonej jak najlepiej. Powinna być w pełni zdrowa i gotowa do boju. Najlepiej, żeby nic jej nigdy nie bolało i w ogóle żeby zawsze było jej perfekcyjnie. Z drugiej strony – to oznaczało natychmiastowy powrót do służby. Przez moment miała nawet taką myśl, że może jednak powinno coś pójść nie tak? Może powinno okazać się, że nie odzyska pełnej mobilności, co skreśliłoby jej szansę na pracy w straży? Te myśli były jednak obrzydliwe, nie chciała ich do siebie dopuszczać, czuła się po nich brudna i paskudna. Nie była w stanie wyobrazić sobie rozwiązania, w którym jest w pełni spokojna, a jej narzeczona w pełni szczęśliwa. Nie miała też wątpliwości, że szczęście Teddy jest dla niej ważniejsze niż siwe włosy albo wrzody, których się niedługo nabawi.
Przejrzała badania, które wcisnęła jej Teddy. Niewiele z tego wszystkiego rozumiała, bo wiedza od oglądania medycznych seriali naprawdę nie rośnie zbyt szybko. Wszystko brzmiało po prostu... w porządku. Ekscytacja jej partnerki jasno dawała do zrozumienia, że jest nawet lepiej niż dobrze. Roznosiła ją energia i pewnie gdyby tylko mogła, zaczęłaby chodzić na rękach, żeby tylko wszystkim pokazać, że jest już w pełni sprawna. Ale to pewnie byłoby dość niewygodne na parkowych ścieżkach.
Wysłuchiwała opowieści o tych wszystkich okropnych wypadkach, które Teddy do tej pory zaliczyła i czuła, jak robi jej się słabo. Entuzjazm, z jakim partnerka o nich mówiła, nie pomagał. No, może odrobinkę. Dzięki temu April nie musiała mówić za wiele, wystarczyło kiwać głową i pomrukiwać czasem jakieś potwierdzenia. Film katastroficzny, który rozgrywał się właśnie w jej głowie, był zbyt absorbujący, by była w stanie zaangażować się w jakąś rozmowę na poziomie.
— Wystarczy kawa — zdecydowała, podchodząc od razu do kasy. Wiedziała, że nie ma opcji, żeby przełknęła rurkę, lody, drożdżówkę, brownie, eklerka ani w ogóle nic. Dobrze będzie, jeśli zaraz nie zwróci tej kawy do kosza na śmieci.
— Ale ty zaszalej. No wiesz, jak dzieciom po wycięciu migdałków się mówi, że będą mogły zjeść największe lody na świecie... to na pewno dotyczy wszelkich schorzeń i wszystkich wizyt w szpitalu. — Machnęła ręką, wskazując na menu, z którego Teddy powinna wziąć sobie co najmniej wszystko. Nie musiała się przecież martwić o kalorie. Zaraz wróci do regularnych treningów i na służbę, na której przecież ciągle się rusza i spala wszystko, co wcześniej w siebie wepchnęła. No i jeśli znowu skończy w szpitalu przygnieciona jakąś ścianą, to też schudnie, bo na szpitalnym żarciu to trudno przecież przytyć. A może jakiś pręt przebije jej ciało i zniszczy żołądek, przez co już nigdy w życiu nie będzie w stanie jeść inaczej niż przez kroplówkę? April nawet nie była pewna, czy takie rzeczy w ogóle były możliwe, ale coś jej podpowiadało, że dokładnie to spotka jej wybrankę w przeciągu najbliższych dwóch tygodni.

Chciałbym też w księżyca blasku Stawiać z tobą babki z piasku

getting warning signs that you still ignore

: pt kwie 24, 2026 2:41 pm
autor: teddy darling
Na początku nawet nie zarejestrowała, że coś może być nie tak. Przez moment przemknęło jej przez myśl, że April po prostu nie ma dziś najlepszego dnia, ale szybko znalazła dla tego mnóstwo usprawiedliwień. Może to przez natłok pracy? Może nie dospała i wstała lewą nogą? Albo to zwykłe zmęczenie, które czasem po prostu się zdarza. W grę wchodziła też pogoda, w końcu zapowiadali deszcz. Teddy już teraz czuła, że przy spadkach ciśnienia potrafi ciągnąć ją w barku bardziej niż zwykle. Nigdy wcześniej nie miała żadnych poważniejszych urazów, więc dopiero teraz odkrywała, że takie rzeczy naprawdę mogą działać jak prywatna prognoza pogody w ciele. Może nawet zostanie lokalną synoptyczką, która nie patrzy w chmury, tylko w swoje stawy? Na razie jednak zrzuciła to wszystko na zwykły zbieg okoliczności. Bo przecież łatwiej było uwierzyć, że to tylko gorszy dzień, niż doszukiwać się nie wiadomo czego. Tym bardziej, że to był wspaniały dzień i Darling zwyczajnie nie chciała dopuścić do siebie myśli, że ukochana nie podziela jej entuzjazmu.
Miała wiele powodów, żeby jak najszybciej wrócić do pracy. Jednym z nich było odkładanie pieniędzy na wesele. Skoro zamierzały zorganizować je same, bez finansowego wsparcia z zewnątrz, musiały zacząć oszczędzać już teraz. Zebranie odpowiedniej kwoty zajmie im trochę czasu, ale właśnie dlatego Teddy nie mogła pozwolić sobie na bezczynność. Nie miała zamiaru siedzieć i czekać, aż pieniądze same magicznie się pojawią albo spadną z nieba. Jeśli naprawdę chciały dopiąć wszystko po swojemu, musiała wrócić do normalnego rytmu pracy i konsekwentnie robić swoje.
Na pewno tylko kawa? — zerknęła jeszcze na Finch, gdyby ta przypadkiem zmieniła zdanie. Ale nie zmieniła, dlatego wzięła dwie latte i rurkę z kremem. Oczywiście Darling miała ochotę wcisnąć w siebie wszystkie te łakocie, ale nie mogła się tak obżerać. Chciała wrócić do pracy w dobrej formie. W ogóle może powinna jeszcze dziś wieczorem skoczyć na siłownię? Nie, to byłoby durne. Pewnie przeforsowałaby się i coś sobie naciągnęła. Lepiej poczekać jeszcze dzień czy dwa.
Uważasz, że słodycze mają jakąś niesamowitą moc uzdrawiania? Taka z ciebie znachorka? A może po prostuchcesz mnie utuczyć, jak ta zła wiedźma, która mieszkała pośrodku lasu w domku z piernika? — zapytała z udawaną podejrzliwością, podając jej kubek z kawą.
Zapłaciła telefonem i zgarnęła swoje latte i rurkę. Jak wspaniale mieć znowu do dyspozycji obie ręce! Najchętniej wzięłaby narzeczoną w ramiona i przeniosła ją przez cały park. A potem wzdłuż ulicy, aż dotarłyby pod sam blok. Tylko April chyba niespecjalnie byłaby zadowolona z jej brawury i zaraz kazałaby jej się przestać wydurniać.
Jak wrócimy, to muszę zadzwonić do Whitmana — oznajmiła, przechodząc ze ścieżki rowerowej na tę dla spacerowiczów. — Pewnie będzie chciał, żeby wysłała mu potwierdzenie, czy naprawdę mogę wrócić już do pracy. Straszny z niego niedowiarek. Umówię się z nim na poniedziałek, to będzie mógł sobie mnie obejrzeć w pełnej krasie — w tym miejscu Teddy wykonała obrót, żeby pokazać, jak będzie się prezentować przełożonemu. A potem wgryzła się w rurkę. — O matko, jakie to dobre. Chcesz? — podstawiła Finch słodkość pod sam nos. Powinna spróbować, bo potem będzie żałować!

możemy spadać nawet razem, to zawsze lepsze niż osobno

getting warning signs that you still ignore

: pt kwie 24, 2026 6:26 pm
autor: April Finch
Kwestia pieniędzy w tym momencie nie obchodziła jej aż tak bardzo. Właściwie nigdy specjalnie się tym nie przejmowała, ale to raczej kwestia bycia uprzywilejowaną. Nigdy jej przecież grosza nie brakowało, a i we własnej pracy zarabiała bardzo dobrze. Oczywiście wesele to inny kaliber. Nie miła jeszcze głowy, żeby siąść do kosztorysu, ale niejednokrotnie rozmawiała ze znajomymi, którzy już byli po ślubach i wiedziała, że tanio zdecydowanie nie będzie. Ale też nie chciała popadać w jakieś skrajności. To jednak tylko większy rodzaj melanżu, nie trzeba w to wkładać tyle pieniędzy, co w budowę nowego domu – a i na takich ślubach była.
Wzięła od niej kawę i ruszyła w kierunku, który narzuciła. Niespecjalnie zastanawiała się nawet, czy to właściwa trasa, ale to akurat nie było dziwne. To Teddy robiła zawsze za przewodniczkę, a ona potrafiła się zgubić na własnej ulicy. Dobrze, że na co dzień była taką rozproszoną dziwaczką, to tych jej nerwów i smutków nie było aż tak widać! Ale i tak nie wątpiła, że jej partnerka widzi, że coś jest nie w porządku. Zdawała sobie sprawę, że wreszcie musi przestać odkładać te emocje na później, ale strasznie się jej to nie podobało.
— Jak cię utuczę, to może wreszcie będzie święty spokój. — Spojrzała wymownie na parę, która właśnie obok nich przebiegła. Dziewczyna o mało się nie potknęła, próbując zlustrować Darling od góry do dołu. Za to facet w ogóle się nie obrócił! Może to miało coś wspólnego z tęczową opaską zegarka, który miał na nadgarstku – kto wie! Za grubą Teddy by się aż tak nie oglądano. Na pewno nadal zdobywałaby mnóstwo atencji, bo to przecież kwestia uroku osobistego, ale może chociaż spadłoby to do jakiegoś akceptowalnego poziomu.
— Zaczniesz robić przed nim pompki na tej ręce, żeby udowodnić, że wróciłaś do siebie? — rzuciła żartobliwie, chociaż jej ton nie był zbyt radosny. Nie próbowała być jednak celowo niemiła! Po prostu była wypompowana, przez co zabrzmiało to może nie aż tak neutralnie, jakby mogło.
— Nie, dzięki. Nie utuczę cię podjadając. — Pokręciła głową, by jeszcze mocniej podkreślić, że nie miała ochoty na słodycze i Teddy mogła zostawić wszystko dla siebie. Po takiej dawce cukru na bank by ją zemdliło i straciłaby wszystkie kolory. Upiła za to kawy. To jej mogło jakoś tam pomóc. Była przecież niewyspana. Wypiła już jedną filiżankę rano, ale może to był dzień, w którym należało potraktować się co najmniej potrójną dawką? Jak się nakręci od kofeiny, to zaraz wszystko będzie lepiej! A przynajmniej nie będzie wyglądała na taką wypraną z... bycia sobą.
— A zlecili ci coś dodatkowego? Jakieś specjalne ćwiczenia w domu, maści, witaminy? — dopytała, przyglądając się jej z uwagą. Miała nadzieję, że jej partnerka nie będzie próbowała wykręcić się z żadnych pomysłów lekarza. Facet chyba jednak znał się na rzeczy. Finch była dla niego z początku ostra, ale z biegiem kolejnych dni zdążyła się do niego przekonać.
— Tantra? — dodała szybko, żeby nie brzmieć na taką skończoną nudziarę. Tego to jej narzeczona na pewno nie próbowałaby omijać! April obawiała się jednak, że mogło się to nie znaleźć w oficjalnych zaleceniach. Nie zajmowała się nią przecież Carina DeLuca.

Kiedyś kupię nóż i powyrzynam wszystkich wkoło, Zostawię tylko dwoje

getting warning signs that you still ignore

: pt kwie 24, 2026 8:08 pm
autor: teddy darling
Pozostawała całkowicie nieświadoma tego, że ktoś się za nią ogląda. Zresztą dlaczego miałaby zwracać uwagę na takie rzeczy? Była na spacerze ze swoją dziewczyną. Nie, chwila. Ze swoją narzeczoną. To jedno słowo wciąż brzmiało dla niej trochę nowo, ale jednocześnie niesamowicie dobrze. A jeśli ludzie się na nią gapili, trudno. Nie miała na to żadnego wpływu. Mogli sobie patrzeć, ale Teddy pozostawała poza ich zasięgiem.
Co? — spojrzała na nią z wyraźnym zdezorientowaniem. — Chciałabyś, żebym nie mogła zwlec się z kanapy i żebym była na twojej głowie dwadzieścia cztery na siedem? Szybko miałabyś mnie dość — stwierdziła sceptycznie, upijając łyk kawy.
Oczami wyobraźni już widziała ten scenariusz. Poruszałaby się z ledwością i nawet nie byłaby w stanie się schylić, żeby zawiązać butów. O spacerach mogłaby zapomnieć, bo po kilku krokach musiałaby siadać, łapiąc oddech, a cała ta wycieczka kończyłaby się na najbliższej ławce. A potem jeszcze powrót do domu, który urastałby do rangi poważnej wyprawy. Niech April od razu wynajmie dźwig. I kupi plandekę na ciężarówkę, bo przecież w coś tą pulchną Teddy trzeba byłoby opatulić.
Nie zastanawiała się jeszcze, w jaki sposób udowodni kapitanowi, że była zdolna do służby. Powinna wymyślić jakieś sensowne argumenty. Pompki na jednej ręce wcale nie były takim kiepskim pomysłem. Albo może chociaż podciąganie się na drążku? Ewentualnie podnoszenie hantli?
Właściwie liczę na to, że te papiery mu wystarczą — powiedziała, poklepując torbę na ramieniu, w której trzymała teczkę z dokumentacją medyczną. — Ma tam wszystko czarno na białym. Nie może przecież podważyć opinii lekarza, prawda? Skoro doktor Caldwell stwierdził, że mogę wracać do pracy, to chyba wie, co robi — dodała, kiwając głową z wyraźnym przekonaniem.
Gdyby były jakiekolwiek wątpliwości, nikt nie dopuściłby jej do powrotu do służby. To nie była decyzja, którą podejmuje się ot tak. Lekarze wiedzieli, co robią i mieli doświadczenie, żeby to ocenić. Wystarczyło spojrzeć na panią Darling, która była jak chodząca encyklopedia. Ona zawsze była pewna swoich decyzji i konkretna w tym, co mówiła.
Wzruszyła ramionami, dojadając swoją rurkę z kremem. Nie będzie przecież wciskać ukochanej słodyczy na siłę. Już bez tego była wystarczająco słodziutka! Zresztą, nie miała pojęcia, co właśnie straciła. Ta rurka to był jakiś obłęd!
Mam się rozciągać i rozluźniać ramię ciepłymi prysznicami — odparła, wracając myślami do zaleceń lekarza. — Mówił też, żeby tejpować bark, bo stabilizują stawy i poprawiają krążenie. Chyba mam jakieś w domu. A witaminy i suplementy przyjmuję na co dzień — powiedziała, cały czas nakręcona jak mały samochodzik. Kiedy jednak mijał je jakiś młody chłopak z papierosem, zmarszczyła nos. Teddy szczerze nienawidziła tego zapachu. Jak dobrze, że żadna z nich nie paliła, bo wtedy miałyby poważny konflikt.
A wiesz, że wspominał o masażach? — uniosła figlarnie jedną brew. — Nie wiem, czy o tantryczny, ale to wcale nie jest wykluczone. No i teraz na topie jest stretching w łóżku. Wtedy dotlenia się ciało, wydłuża kręgosłup, otwierają biodra i klatka piersiowa. Musisz mi z tym pomóc. Bez ciebie sobie nie poradzę — westchnęła ciężko i wsunęła dłoń do tylnej kieszeni jeansów April. Wcale nie bajerowała! Naprawdę ostatnio oglądała takie filmiki na youtubie. Może nieco to odbiegało od jej wyobrażenia stretchingu, ale wszystko działo się bez wychodzenia z łóżka.

wytężam ciągle wzrok, by cię nie przegapić, bo chcę porobić z tobą coś, nim się skończy dzień

getting warning signs that you still ignore

: pt kwie 24, 2026 8:37 pm
autor: April Finch
Machnęła ręką, nie próbując nawet wdawać się dalej w tę dyskusję o utuczeniu jej. Przecież nigdy i tak tego nie dojdzie. Musiałaby ją przypiąć łańcuchami do kaloryfera, żeby przestała się ruszać i spalać kalorie w zastraszającym tempie. Kajdanki jeszcze mogły wchodzić w grę, ale takie akcje to było dla niej za dużo! Mogłaby ją ewentualnie zamknąć w złotej klatce, ale Teddy pewnie zaczęłaby po niej biegać albo podciągać się za jakieś pręty z dachu. Może powinna ją po prostu wysłać na jakąś diagnozę ADHD?
Kiwnęła głową potwierdzająco. Caldwell na pewno znał się bardziej niż one dwie i Whitman razem wzięci. Nie była w stanie z tym dyskutować, po prostu nie miała argumentów. Przecież nie przegada kogoś mądrzejszego od siebie. A może jednak facet zrobił jej na złość? Teddy spokojnie mogłaby posiedzieć na zwolnieniu jeszcze z tydzień, ale chłop jest pamiętliwy i chciał dopiec Finch, która wcześniej poszarpała go za fartuch. Na pewno tak było! Postanowiła jednak zachować tę teorię konspiracyjną dla siebie.
Wysłuchała uważnie wszystkich zaleceń, starając się wszystkie zapamiętać. Wszystko brzmiało dość prosto. Nie będzie miała raczej powodów, żeby unikać robienia tego wszystkiego. Żadna z tych rzeczy nie wydawała się też jakaś bolesna, więc Teddy w ogóle straci szansę na jakiekolwiek wymówki. No i jeszcze była kwestia tych masaży i stretchingu. Finch nie była pewna, czy jej narzeczona właśnie to zmyśliła i robiła sobie z niej jaja, czy faktycznie istniało coś takiego. Jeżeli to był żart, to nic nie szkodzi, bardzo chętnie mogłaby z nią coś takiego opracować.
— A mam przed tym zakładać kusy kostium pielęgniarki? — Uśmiechnęła się do niej, wyraźnie zachęcona tym pomysłem. A może to przez tę rękę na tyłku? Pewnie przez wszystko na raz. Na moment zrobiło jej się nawet lżej. To nie tylko kwestia tego, że rozmowa zeszła na seks, choć to oczywiście zawsze działało na nią bardzo dobrze. Sama obecność Teddy podnosiła ją na duchu. Smucenie się, kiedy ona była taka radosna, naprawdę było trudne. Powinna jej chyba zepsuć humor, żeby mogła się dobijać w świętym spokoju!
Skupiła wzrok na jakimś dziecku, które rzucało piłkę psu, który przynosił ją co chwila z tak samo wielkim entuzjazmem. Wyglądali naprawdę uroczo. Miała nadzieję, że takie widoki za kilka lat staną się ich codziennością. Nadal była jednak szansa, że Teddy po prostu tego nie dożyje na własne życzenie. Westchnęła i zatrzymała się na środku alejki, nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić.
— Możemy pogadać? — zaczęła, wpatrując się intensywnie w ścieżkę, jakby ona miała dla niej odpowiedzi. Niestety milczała. Nawet nie była żółta, nie dawała żadnej nadziei. Zmarszczyła nos i spojrzała na Darling. Dopiero wtedy do niej dotarło, że zaczęła wyjątkowo niezręcznie. Otrzeźwiła ja zmartwiona mina jej ukochanej.
— Nie, nie, w sensie nic złego! Miedzy nami wszystko super, obiecuję — zapewniła szybko i dla potwierdzenia własnych słów dała jej słodkiego całusa. Miała ochotę się wycofać, ale to byłoby strasznie durne. Teraz to już za późno. Milczała przez moment, wyłamując palce jednej dłoni, co często robiła w stresowych sytuacjach.
— W sumie sama nie wiem, co chcę powiedzieć. Myślałam, żeby cię poprosić, żebyś była ostrożniejsza, ale też nie chcę przecież, żebyś wycofywała się z pomocy, jeśli czujesz, że możesz jej udzielić, bo przecież zawsze chcesz dobrze, tylko że to dobrze często potem kończy się tym, że spada ci coś na głowę, ale właściwie to nie stało ci się nic wielkiego, ale mogłoby, ale teraz nie stało, ale jak się stanie to... — skakała od zdania do zdania, mówiąc coraz szybciej. Jęknęła wreszcie niezadowolona i przeczesała włosy, unosząc twarz ku słońcu. W ten sposób na pewno się nie dogadają. Wszystkie przemowy, jakie układała sobie w głowie na ten moment, gdzieś wyparowały.

Wszystkie wzloty każdy dół Dzielę z Tobą pół na pół.

getting warning signs that you still ignore

: pt kwie 24, 2026 9:33 pm
autor: teddy darling
Nikt nie powinien się dziwić, że Teddy była w tak dobrym nastroju, a już na pewno nie jej ukochana. Wyszła z gabinetu lekarskiego z samymi dobrymi wiadomościami. Ręka była sprawna i to było najważniejsze. Z czasem nie pojawiły się żadne komplikacje, a lekarz był wyraźnie zadowolony z efektów. Darling sumiennie stosowała się do wszystkich zaleceń, więc nic dziwnego, że tak szybko doszła do siebie. To był więcej niż wystarczający powód do radości. A przecież nie jedyny. Miała przy sobie cudowną narzeczoną, a nad nimi świeciło kwietniowe słońce. Nawet jeśli co jakiś czas znikało za ciemnymi, kłębiastymi chmurami, które przeganiał wiatr, zupełnie jej to nie przeszkadzało. Wszystko było dokładnie tak, jak powinno.
A masz taki strój? — oczy zaświeciły jej się z ekscytacji. — Bo jak nie, to koniecznie musimy taki zamówić. Kto wie, może jeszcze się kiedyś przyda? — pokiwała głową, ale zaraz skrzywiła się lekko, bo dotarło do niej, jak to zabrzmiało.
Może nie powinna tak beztrosko podchodzić do całej sytuacji i z góry zakładać, że znowu nabawi się jakiegoś urazu? To miał być tylko niewinny żart i zdecydowanie nie mówiła tego na serio! Co nie zmieniało faktu, że wizja April w takim stroju była bardzo kusząca. Co z tego, że Teddy i tak oddawała się w jej ręce na co dzień. Odrobina profesjonalnej opieki w weekend brzmiała jak całkiem dobry plan. Poza tym zawsze mogła trochę poudawać obłożnie chorą, jeśli to miałoby pomóc w realizacji tego pomysłu.
Chciała już napomknąć, że zawsze może podkraść mamie jakiś stary kitel lekarski, żeby jeszcze bardziej podkręcić atmosferę, ale wtedy Finch nagle się zatrzymała. Sposób, w jaki zadała pytanie, sprawił, że Darling aż wstrzymała oddech. Serce podeszło jej do gardła i na moment kompletnie ją zamurowało. Dopiero gdy narzeczona szybko doprecyzowała, że nie chodzi o nie, napięcie odpuściło. Wypuściła powietrze, nawet nie zauważając, że na moment przytrzymała je w płucach. Jeszcze chwila i chyba by się udusiła. Już miała rzucić pretensjonalnym tonem, żeby przestała ją tak straszyć, ale słodki całus załatwił sprawę.
Och — wydusiła po chwili, kiedy April zaczęła tłumaczyć, o co właściwie chodziło. Martwiła się o nią, to było zrozumiałe. Na jej miejscu Teddy też pewnie umierałaby ze strachu. — Wiesz, że zawsze staram się uważać — zapewniła i sięgnęła po jej dłoń, chcąc uspokoić jej nerwowe ruchy palców. Kiedyś naprawdę je sobie połamie. — Czasem po prostu chęć pomocy jest silniejsza niż racjonalne myślenie — ucichła na moment, szukając właściwych słów. Chciała wyjaśnić to najlepiej, jak tylko potrafiła. — Jak jest pożar i w środku są ludzie, to nie zastanawiasz się nad tym, co może pójść źle. Nie zakładasz, że coś się wydarzy. Po prostu chcesz ich stamtąd wyciągnąć, bo jeśli tego nie zrobisz, to wtedy dopiero robi się naprawdę źle — westchnęła, na moment spuszczając wzrok. Przez głowę przeszły jej obrazy z akcji, które nie kończyły się dobrze. Takie, których nie dało się po prostu zostawić za sobą po służbie.
Chciała jej obiecać, że będzie ostrożniejsza. Ale czy nie robiła tego już wcześniej? Zawsze starała się uważać, na siebie i na chłopaków z jednostki. I zwykle to właśnie ona zachowywała najwięcej rozsądku w całej ekipie. Nie mogła jednak obiecać Finch, że nic takiego więcej się nie wydarzy. Nie miała takiej pewności. To byłoby rzucanie słów na wiatr.
April... — zaczęła, ale nie do końca wiedziała, co mogła jeszcze powiedzieć. — To jest moja praca — uśmiechnęła się łagodnie, chociaż zdawała sobie sprawę, że ukochana wie, jak wygląda jej zawód. A może do tej pory nie miała aż takiego wyobrażenia i nie przypuszczała, że Teddy mogą przytrafić jakieś okropieństwa? Nie, musiała wiedzieć. Już kilkakrotnie odwiedzała ją w szpitalu. To nie był zawód, który Darling wybrała wczoraj.

w twoją stronę mam sny i całą resztę

getting warning signs that you still ignore

: sob kwie 25, 2026 11:00 am
autor: April Finch
Strój pielęgniarki na pewno świetnie wpasowałby się w szafę April. Niczego takiego jeszcze nie miała, ale na spokojnie mogłaby go zamówić, jeżeli tylko Teddy uznałaby, że chce ją zobaczyć w takim wydaniu. Wtedy dopiero mogłyby się zachowywać jak w tych wszystkich serialach medycznych, bo przecież ich lwią część stanowi gżdżenie się po kątach, a nie medycyna. Na to akurat była gotowa i poradziłaby sobie z tym dużo lepiej niż z diagnozowaniem. W tym momencie jednak nie czuła się na siłach, by o tym fantazjować. Wizja tego, że strój mógłby się faktycznie przydać, żeby zadbać o rekonwalescencję Teddy, a nie tylko spełniać jej fantazję, była dość przytłaczająca.
Irytowało ją, że w takich sytuacjach jak ta plątał jej się język. Taka była na co dzień wygadana, a tu proszę. Nagle wszystko to wyparowywało i nie wiedziała, jak się zabrać za samą siebie. Darling mniej więcej ją zrozumiała. Wytłumaczyła się całkiem logicznie, April nie spodziewała się usłyszeć niczego innego. Sama to wszystko wydedukowała i wiedziała, że Teddy ma rację. Mimo tego to nie było takie proste. Przejście z tym wszystkim do porządku dziennego naprawdę zrobiło się bardzo trudne. Dużo trudniejsze niż się spodziewała. I to w tym wszystkim było najgorsze.
— Ja to wszystko wiem. To nie tak, że cię o coś oskarżam... Wiem, że tak trzeba, że inaczej się nie da. I jestem z ciebie naprawdę dumna, że robisz takie rzeczy — zapewniła, starając się mówić tym razem powoli i spokojnie. Nieco przesadzała teraz w drugą stronę, ale tak było chyba trochę lepiej. Potarła dłonią kark, próbując zebrać jeszcze więcej sensownych myśli. Ledwo zaczęła temat, a już miała dość. Nie miała pojęcia, co więcej powinna dodać, żeby wyjaśnić, o co jej konkretnie chodzi. Bo właściwie to o co jej chodzi?
— Wiesz, że zawsze mnie to wszystko stresowało. Ale teraz... — zawiesiła głos, gubiąc się w zdaniu, zanim się na dobre zaczęło. Nietrudno było domyślić się, czemu nagle zaczęła podchodzić do tego aż tak emocjonalnie. Zawsze bała się o Teddy, to w końcu jej najlepsza przyjaciółka i nawet rok temu wariowałaby ze strachu, gdyby doszło do jakiegoś poważnego wypadku. No właśnie. Do poważnego. W lżejszych przypadkach pewnie tylko by na nią nakrzyczała, że nie może zachowywać się jak wariatka i skupiłaby się na radości, że nic jej nie jest. Na ten moment bardzo trudno było jej tę radość wygrzebać z samego dna siebie.
— Ten wypadek mnie przytłoczył. Wiem, że to głupie i że nic ci się nie stało, ale kiedy Jett do mnie napisał, miałam wrażenie, że cały świat się zawiesił. No i potem, jak się okazało, że mogłaś tego uniknąć... Byłam na siebie strasznie zła, że założyłam od razu, że nie powinnaś tam do nich wchodzić — kontynuowała, odwracając wzrok gdzieś na bok. Powrót myślami do tamtego dnia nie był przyjemny. Emocje, które nią wtedy targały, wydawały się teraz bardzo świeże, jakby ktoś wrzucił ją do tego szpitala z powrotem. Serce waliło jej jak oszalałe.
— Dostałam w szpitalu lekkiej histerii i ja wiem, że to w ogóle nie jest wobec ciebie sprawiedliwe, ale... po prostu nie mam pomysłu, jak sobie z tym poradzić. A fakt, że mogłoby być z tobą gorzej to... — zawiesiła głos, bo w ogóle nie miała ochoty dokańczać tego zdania. I tak już zawierało za wiele obrzydliwych słów. Czuła jak w oczach zbierają się jej łzy, ale powstrzymywała się, żeby jednak się nie popłakać.
— Przepraszam. Po prostu pomyślałam, że powinnam ci to wszystko powiedzieć. Nie oczekuję od ciebie żadnych zmian po prostu... nie wiem — dokończyła. Przygryzła mocno dolną wargę, co miało uratować ją od kompletnego rozklejenia się.

Zabiorę Cię właśnie tam, Gdzie szczęściu nic nie grozi

getting warning signs that you still ignore

: sob kwie 25, 2026 6:47 pm
autor: teddy darling
Podejrzewała, że prędzej czy później czeka je taka rozmowa. Nie przypuszczała jednak, że nadejdzie aż tak szybko. Od samego początku Teddy uczciwie uprzedzała, że życie u jej boku nie należy do łatwych. Wiele jej wcześniejszych związków kończyło się właśnie przez to. Na początku partnerki podziwiały jej odwagę i determinację, ale z czasem coraz trudniej było im zaakceptować realia tej pracy. Nocne wyjazdy na akcje, nieprzewidywalne grafiki, odwołane plany i nieustanne zmęczenie. I jeszcze ta niepewność, czy Darling w ogóle wróci do domu. Większość z nich w pewnym momencie uświadamiała sobie, że to po prostu dla nich za dużo i że nie potrafią dzielić życia z kimś, kto tak często musi wybierać między nimi a czyimś bezpieczeństwem. Teddy to rozumiała. I nigdy nie miała o to większego żalu.
Widziała, ile kosztuje April zebranie myśli. I wszystko, co mówiła, miało sens. Nie było w tym pretensji ani oskarżeń, tylko strach przed tym, że pewnego dnia coś może pójść nie tak. Bo przecież mogło. Za każdym razem, gdy Darling wyjeżdżała na akcję, istniało ryzyko, którego nie dało się w pełni przewidzieć. Na co dzień była ostrożna. Trzymała się procedur i nie wyrywała się przed szereg, a jeśli ktoś z zespołu próbował popisać się brawurą, potrafiła ostro go przywołać do porządku. Znała cienką granicę między odwagą a lekkomyślnością. Były jednak sytuacje, kiedy wszystko działo się zbyt szybko. Kiedy adrenalina przejmowała kontrolę, a decyzje trzeba było podejmować od razu. W momentach, kiedy chodziło o ludzkie życie, nie było miejsca na długie kalkulacje ani analizę konsekwencji. Instynkt i poczucie obowiązku pchały ją do działania, a wtedy rozsądek ustępował miejsca konieczności.
Wiem, że się o mnie martwisz — zaczęła równie spokojnie. Nie chciała, że ukochana pomyślała, że była na nią zła tylko dlatego, że podzieliła się swoimi obawami. — Ryzyko jest wpisane w mój zawód. Nie będę udawać, że jest inaczej, bo obie wiemy, że to nieprawda. Ale to nie jest tak, że rzucam się w ogień bezmyślnie — westchnęła cicho, próbując wychwycić spojrzenie narzeczonej.
Teddy zawsze starała się postępować słusznie. Przynajmniej tak jej się wydawało. Oczywiście zdarzały się też momenty, w których wahała się zbyt długo. Chwile, w których próbowała ocenić sytuację i znaleźć najlepsze wyjście. I czas uciekał. A w tej pracy czas potrafił być wszystkim. Czasem ta zwłoka kosztowała czyjeś życie. Potem przychodziły wyrzuty sumienia, no mogła przecież zareagować szybciej. I wtedy też docierała do niej, że wcale nie była taka nieustraszona. Była tylko człowiekiem, a nie żadną pieprzoną superbohaterką, jak czasem widzieli ją inni.
Niesienie pomocy, to część mnie. Tak samo prawdziwa jak to, co do ciebie czuję. I nie chcę cię okłamywać ani obiecywać rzeczy, których nie mogę dotrzymać. Nie mogę obiecać, że zawsze będzie bezpiecznie. Ale mogę obiecać, że będę robić wszystko, żeby do ciebie wracać — zacisnęła palce na jej dłoni i czule pogładziła jej wierzch kciukiem. Nie prosiła o to, żeby April przestała się bać. To było nierealne.
Słońce, które jeszcze przed momentem przebijało się przez niebo, zniknęło za chmurami, a wokół zrobiło się wyraźnie ciemniej. Wiatr poruszył gałęziami drzew, niosąc ze sobą zapowiedź zmiany. Pierwsze krople deszczu spadły niespodziewanie, rozbijając się o chodnik. Jedna trafiła Teddy w ramię, a druga spłynęła po jej dłoni. Uniosła głowę, pozwalając, żeby kilka innych spadło na jej twarz. W pewien sposób ten deszcz pasował do chwili.
Jeśli nie oczekujesz ode mnie żadnych zmian, to o co chodzi? — wróciła spojrzeniem do Finch, w ogóle nie przejmując się tym, że za moment rozpada się na dobre. — Powiedz mi, co mm zrobić, żebyś była chociaż trochę spokojniejsza? — puściła jej dłoń i ściągnęła z siebie bluzę, którą zarzuciła narzeczonej na plecy i naciągnęła jej na głowę kaptur.

na zawsze zostać razem, w milczeniu i bezwładnie

getting warning signs that you still ignore

: sob kwie 25, 2026 7:20 pm
autor: April Finch
Była zła, że przez jej nerwy teraz też Teddy będzie zdenerwowana. Wcale jej o to nie chodziło. Ale z drugiej strony zatajanie przed nią własnych emocji to też był okropny pomysł. Nie postępowały tak jako przyjaciółki, to czemu miałyby się tak zachowywać jako para? Rzadko jednak zdarzało się jej zwierzać z negatywnych uczuć, na które miała wpływ sama Darling. Raczej nie sprawiały sobie przykrości, a już na pewno nie celowo.
— Nawet nie wiem, jak miałabyś być ostrożniejsza — westchnęła. Nie miała dla niej żadnej rady. Nie miała przecież pojęcia, jak wykonywać jej pracę, nie będzie jej przecież pouczać. Gdyby to budowanie wizerunku miało sprawić Teddy jakieś krzywdy, to Finch byłaby pierwsza do wsparcia i na pewno wymyśliłaby masę rozwiązań, jak wrzucać dalej zdjęcia na Instagram, ale przy okazji nie dać się zabić. Ale jej ukochana poświęciła się dużo poważniejszej pracy. Nie dało się być na nią złą, że daje w niej z siebie wszystko. Finch byłaby w szoku, gdyby stało się inaczej. Szkoda tylko, że to wkładanie całego serca łączy się z tak dużym ryzykiem.
Pokiwała głową, wpatrując się w ich ręce. Obietnica brzmiała całkiem nieźle. Więcej przecież nie dało się zagwarantować, a April bardzo nie lubił obietnic bez pokrycia. Była wdzięczna, że dziewczyna nie wciska jej jakiegoś kitu i nie zgrywa bohaterki. To byłoby niesprawiedliwe. A tak, to w tej sytuacji niesprawiedliwa jest tylko Finch.
Prychnęła pod nosem, kiedy poczuła na skórze krople deszczu. No tylko jeszcze tego brakowało, jak w jakimś filmidle. Przez krótką chwilę zastanawiała się, jaki soundtrack podłożono by pod tę scenę. Miała nadzieję, że jakiś porządny. Bez zbędnego jęczenia, coś zdecydowanie bardziej melancholijnego niż rzewnego i rozdzierające serce. Teraz była jednak zbyt zestresowana, żeby wybrać ich prywatne Chasing Cars.
— Po prostu chciałam być z tobą szczera. Głupio mi było ukrywać przed tobą te nerwy i płacze — wyjaśniła, zaciskając palce na rękawach bluzy Teddy. Nie miała nawet zamiaru się z nią kłócić, że ona też nie powinna moknąć i teraz to się prosi o L4. Niech jej będzie, to przecież miało w tym momencie najmniejsze znaczenie na świecie.
Podniosła w końcu wzrok i spojrzała na swoją narzeczoną. Nie wiedziała, co ma jej odpowiedzieć. Od momentu, kiedy Teddy trafiła do szpitala, szukała uczciwych rozwiązań, które rozluźniłyby jej serce, a przy okazji nie skrzywdziły w żaden sposób jej partnerki. Na nic takiego jednak nie wpadła, wszystko wydawało się po prostu niewystarczające. Wcześniej by tak nie zakładała, ale jej ostatnia reakcja dość brutalnie jej uświadomiła, jaka z niej słaba pizda.
— Nic nie musisz robić, to ja się muszę ogarnąć. Po prostu... — zawiesiła drżący głos. Mimo bluzy zrobiło jej się strasznie zimno. Chłodny wiatr, który spędzał nad nie chmury raczej nie był przyczyną. Nie było przecież aż tak źle, a ona czuła się, jakby nagle wylądowała w środku mroźnej Narni. Zadrżała jej warga w ostatnich próbach powściągnięcia emocji, ale to niespecjalnie pomogło.
— Nie zostawiaj mnie przez to, Teddy — poprosiła cicho, czując, że po policzkach zaczynają jej płynąć łzy. A może to jednak krople deszczu, które zmywały z niej... dobra, kurwa, bez przesady. Nie mogło zrobić się aż tak cringowo. Serce waliło jej jak oszalałe i nawet nie rejestrowała, że deszcz zacinał coraz mocniej. Wizja utraty ukochanej w jakimś okropnym wypadku była przytłaczająca, ale przecież za żadne skarby by od niej nie odeszła. Ale strasznie bała się, że Darling może to widzieć inaczej.

W zuchwałej chwili pożądania Nadałam tobie takie imię, Że znajdę cię na końcu świata I już się z tobą nie rozminę