History repeats itself
: pt kwie 24, 2026 4:15 pm
Zniknął. Słuch po nim zaginął, a jej na pamiątkę zostały tylko ubrania, których z każdą spędzoną u niej nocą przybywało, szczoteczka do zębów i… Murphy. Tak. Przyszedł do niej z psem, zjedli razem kolację, obejrzeli jakiś film, który okazał się mniej fascynujący niż ich usta. Rano śniadanie, wspólny spacer z psami i potem wyszedł, mówiąc, że musi coś załatwić i wróci później. Jako później przyjęła po prostu popołudnie. Potem wieczór, następny ranek… aż w końcu musiała pogodzić się z myślą, że jego powrót należało ulokować po prostu w bliżej nieokreślonej przyszłości. I choć martwiła się, do tego stopnia, że obdzwaniała szpitale, aby dowiedzieć się czy może nie przywieźli nikogo o rysopisie Dantego i sprawdzała wszelakie strony internetowe, na których ludzie publikowali wizerunki osób, które zostały znalezione, ale nie były w stanie powiedzieć kim były i gdzie mieszkały. Pewnie łatwiej byłoby do niego po prostu zadzwonić. A sprawę już w ogóle by ułatwiało, gdyby odbierał ten telefon i gdyby pilnował, żeby był włączony. Równie dobrze mogłaby zgłosić jego zaginięcie i naprawdę resztkami silnej woli się powstrzymywała. Wiedziała, że nie byłby zadowolony, gdyby rozmawiała na jego temat z Dougiem… tylko dlaczego ją to w ogóle obchodziło? Bez słowa ją zostawił!
Znowu…
I to chyba bolało najbardziej. Że historia zatoczyła koło, że znów poszedł w cholerę, a jej nie zabrał ze sobą. Ale tym razem nie miała czasu na użalanie się nad sobą. Musiała przecież pracować, studiować, zająć się psami, bo nie zamierzała nigdzie oddawać tego uroczego szczeniaka, który zaczynał już reagować na komendę przywołania, nie wspominając o "łapa", "siad" czy "leżeć". Obiecała Dantemu, że go odpowiednio wyszkoli i choć on nie pokładał w tym żadnych nadziei to wyglądało na to, że miała jakiś wrodzony talent. Szkoda, że takiego jednego nie nauczyła komendy „SMS” albo "odbierz ten pieprzony telefon".
Olive nie miała problemu z zostawaniem samej w domu przez dłuższy czas, ale Murphy ze względu na swoje szczenięce ADHD zdecydowanie nie nadawał się do takich rozwiązań. Dlatego odpowiedzialna Elsa zrobiła psiakom kącik w swoim salonie. Odgrodziła dla nich przestrzeń specjalnymi barierkami, rozłożyła na podłodze matę, nawrzucała tam zabawek, kocyków, a także miski z dostępem do wody i gdy przychodziła pora na smaczki to także specjalną matę z wypukleniami między które chowała chrupki dzięki czemu szczeniak, bo to wszystko było z myślą o nim, musiał się trochę namęczyć i zmęczyć zanim wszystko opędzlował. Murphy na szczęście nie dokonał większych zniszczeń ani w salonie, ani u niej w domu. Sam sobie krzywdy nie zrobil, pomijając jedną wizytę u weterynarza, kiedy to musieli wyciągnąć mu kleszcze, ponieważ podczas spaceru wytarzał się w jakichś krzakach i przyniósł do domu nieproszonych lokatorów. Ale dostał smaczki, nową obróżkę i leki przeciwzapalne na powstałe ranki, więc i tak wydawał się być zadowolony, a już na pewno uznał, że było warto, bo zaraz po wyjściu z kliniki chciał znów wleźć w jakieś paprotki.
Elsa naprawdę starała się jak mogła, aby zająć się psem pod nieobecność jego pana, jednocześnie nie mogąc przestać myśleć o Dante i zamartwiając się, co się stało, że znów przepadł jak kamień w wodę. Akurat chciała wstawić na swoje sociale zdjęcie koloryzacji, którą wykonała na włosach klientki, kiedy pokazała jej się inna fotografia — na koncie jednego z klubów, które obserwowała widniało zdjęcie z zeszłonocnej imprezy. Przedstawiało Dantego nachylonego nad śliczną blondynką, oboje uśmiechnięci, z drineczkiem w ręce… myślała, że serce jej zaraz wyskoczy z piersi. To ona się zamartwiała, że coś się stało, że stała mu się krzywda, że znów wyjechał, a on… on był kilka kilometrów dalej z jakąś francą…?!
Przez myśl jej przeszło, że powinna tego wieczoru odwiedzić owy klub i może by jej się poszczęściło i zastałaby jaśnie pana królewicza, ale odezwała się w jej głowie ta rozsądna Elsa, która stwierdziła, że musi się uczyć przed zbliżającymi się zaliczeniami i zerowymi terminami egzaminów. Dlatego odrzuciła pomysł wypadu na imprezę, zapięła psy na smycze i długim spacerem wrócili do domu.
Ale to co zobaczyła pod swoimi drzwiami… no tego widoku nie było w jej dzisiejszym bingo. Dante Lavessaur we własnej osobie. Może gdyby nie widziała wcześniej tamtego zdjęcia z klubu to by się ucieszyła na jego widok i rzuciła w ramiona, ale w takim wypadku…
— Dzień dobry. Przepraszam, ale nie mam czasu, aby porozmawiać o Bogu. Fotowoltaikę juz mam, a nowych garnków nie potrzebuję, bo i tak nie umiałabym ich używać. — Podeszła bliżej i wyminęła go, aby otworzyć drzwi kluczem, a psy w tym czasie grzecznie usiadły obok jej nogi. Murphy zrobił to trochę niezdarnie, ale ewidentnie się starał! Zaraz po tym popchnęła drzwi i puściła obie smycze, aby zwierzaki mogły pobiec do swoich misek z wodą. — Jak wchodzisz to wchodź. Tylko drzwi zamknij za sobą — odburknęła jeszcze, samej wchodząc do środka i po ściągnięciu butów i schowaniu ich do szafki — wolała jednak nie kusić Murphy’ego i jego dziwnych upodobań do jej sandałków — udała się do kuchni i wstawiła wodę na kawę.
Dante Levasseur
Znowu…
I to chyba bolało najbardziej. Że historia zatoczyła koło, że znów poszedł w cholerę, a jej nie zabrał ze sobą. Ale tym razem nie miała czasu na użalanie się nad sobą. Musiała przecież pracować, studiować, zająć się psami, bo nie zamierzała nigdzie oddawać tego uroczego szczeniaka, który zaczynał już reagować na komendę przywołania, nie wspominając o "łapa", "siad" czy "leżeć". Obiecała Dantemu, że go odpowiednio wyszkoli i choć on nie pokładał w tym żadnych nadziei to wyglądało na to, że miała jakiś wrodzony talent. Szkoda, że takiego jednego nie nauczyła komendy „SMS” albo "odbierz ten pieprzony telefon".
Olive nie miała problemu z zostawaniem samej w domu przez dłuższy czas, ale Murphy ze względu na swoje szczenięce ADHD zdecydowanie nie nadawał się do takich rozwiązań. Dlatego odpowiedzialna Elsa zrobiła psiakom kącik w swoim salonie. Odgrodziła dla nich przestrzeń specjalnymi barierkami, rozłożyła na podłodze matę, nawrzucała tam zabawek, kocyków, a także miski z dostępem do wody i gdy przychodziła pora na smaczki to także specjalną matę z wypukleniami między które chowała chrupki dzięki czemu szczeniak, bo to wszystko było z myślą o nim, musiał się trochę namęczyć i zmęczyć zanim wszystko opędzlował. Murphy na szczęście nie dokonał większych zniszczeń ani w salonie, ani u niej w domu. Sam sobie krzywdy nie zrobil, pomijając jedną wizytę u weterynarza, kiedy to musieli wyciągnąć mu kleszcze, ponieważ podczas spaceru wytarzał się w jakichś krzakach i przyniósł do domu nieproszonych lokatorów. Ale dostał smaczki, nową obróżkę i leki przeciwzapalne na powstałe ranki, więc i tak wydawał się być zadowolony, a już na pewno uznał, że było warto, bo zaraz po wyjściu z kliniki chciał znów wleźć w jakieś paprotki.
Elsa naprawdę starała się jak mogła, aby zająć się psem pod nieobecność jego pana, jednocześnie nie mogąc przestać myśleć o Dante i zamartwiając się, co się stało, że znów przepadł jak kamień w wodę. Akurat chciała wstawić na swoje sociale zdjęcie koloryzacji, którą wykonała na włosach klientki, kiedy pokazała jej się inna fotografia — na koncie jednego z klubów, które obserwowała widniało zdjęcie z zeszłonocnej imprezy. Przedstawiało Dantego nachylonego nad śliczną blondynką, oboje uśmiechnięci, z drineczkiem w ręce… myślała, że serce jej zaraz wyskoczy z piersi. To ona się zamartwiała, że coś się stało, że stała mu się krzywda, że znów wyjechał, a on… on był kilka kilometrów dalej z jakąś francą…?!
Przez myśl jej przeszło, że powinna tego wieczoru odwiedzić owy klub i może by jej się poszczęściło i zastałaby jaśnie pana królewicza, ale odezwała się w jej głowie ta rozsądna Elsa, która stwierdziła, że musi się uczyć przed zbliżającymi się zaliczeniami i zerowymi terminami egzaminów. Dlatego odrzuciła pomysł wypadu na imprezę, zapięła psy na smycze i długim spacerem wrócili do domu.
Ale to co zobaczyła pod swoimi drzwiami… no tego widoku nie było w jej dzisiejszym bingo. Dante Lavessaur we własnej osobie. Może gdyby nie widziała wcześniej tamtego zdjęcia z klubu to by się ucieszyła na jego widok i rzuciła w ramiona, ale w takim wypadku…
— Dzień dobry. Przepraszam, ale nie mam czasu, aby porozmawiać o Bogu. Fotowoltaikę juz mam, a nowych garnków nie potrzebuję, bo i tak nie umiałabym ich używać. — Podeszła bliżej i wyminęła go, aby otworzyć drzwi kluczem, a psy w tym czasie grzecznie usiadły obok jej nogi. Murphy zrobił to trochę niezdarnie, ale ewidentnie się starał! Zaraz po tym popchnęła drzwi i puściła obie smycze, aby zwierzaki mogły pobiec do swoich misek z wodą. — Jak wchodzisz to wchodź. Tylko drzwi zamknij za sobą — odburknęła jeszcze, samej wchodząc do środka i po ściągnięciu butów i schowaniu ich do szafki — wolała jednak nie kusić Murphy’ego i jego dziwnych upodobań do jej sandałków — udała się do kuchni i wstawiła wodę na kawę.
Dante Levasseur