Strona 1 z 1

Por favor, no me mates hoy.

: sob kwie 25, 2026 12:23 pm
autor: Gabriela R. Blais
3.
outfit


Gdyby ktoś jej wcześniej powiedział, że wielkie powroty nie przynosiły glorii i chwały, to pierdoliłaby cały ten cyrk i wymazała z mapy świata Toronto. Nie do końca pamiętała pierwszą reakcję Madoxa na swój widok, ale może to i lepiej, bo przynajmniej ominęła ją tą żenująca gra słów, gdy każdy wypytywał ją po co wróciła. Tak jakby jej czyny kiedykolwiek miały spójną logikę i cel. Wróciła i na chuj było drążyć ten temat. Gorszym problemem okazała się próba odzyskania swoich rzeczy, które były Bóg wie gdzie. Brak pracy. Spanie na kanapie u kuzyna i masa wolnego czasu, która groziła kryzysem egzystencjonalnym. Kto by pomyślał, że dorosłe wersje jej dawnych przyjaciół będą takie zajęte, żyjąc swoim poukładanym życiem. Nawet Madox wydawał się ogarnięty i o ile już wcześniej obiło jej się o uszy, że był właścicielem klubu, to nie spodziewała się tego.
Za jakie grzechy Madox był jej kuzynem, a nie jakimś bogatym sugar daddy z zgryźliwą żoną wariatką?
- Mówiłam ci już dzisiaj, że masz absolutnie fatalny gust? - skrzywiła się, gdy upiła kolejny łyk jego drinka, który wypalał kubki smakowe. - Cofam to. Masz tragiczny gust. Kto tu w ogóle robi te drinki, stażysta po kursie „jak nie zabić człowieka alkoholem”? - zapytała rozglądając się po klubie z miną samozwańczej królowej audytu. - Maaaadoooox, uśmiechnij się ciut, bo odstraszasz ode mnie darmowe alko. A to jedyne stabilne relacje, które mam. - szturchnęła mężczyznę w bok zapewne wystawiając jego cierpliwość tego dnia, łażąc za nim niczym bezpański pies przez cały dzień.
- Zatrudnij mnie. - wypaliła nagle i przytuliła się do jego boku zapewne psując mu tym gestem renomę groźnego Macho. - Nie przerywaj mi. Mam argumenty. - powiedziała głośniej upewniając się, że przez głośną muzykę dalej słucha jej gorzkich żali. - Po pierwsze: Jestem ładna.- zatrzepotała rzęsami i parsknęła śmiechem odchylając swoja głowę ciut do tyłu, żeby lepiej widzieć wyraz jego twarzy. - Po drugie: Jestem wkurzająca i nie dam ci spokoju. A po trzecie: potrzebujesz mnie bardziej niż ja tej pracy. To wręcz interwencja. - powiedziała z tą niezachwianą pewnością siebie, która wcale ale to wcale nie sugerowała jak bardzo była w Dupie.
- No? Śmiało powiedz „dziękuję, Gabi, że uratujesz mój biznes”. Nie wstydź się. - upiła kolejny łyk już na amen przywłaszczając sobie alkohol Madoxa. - A tak serio... Stęskniłam się za wami wiesz? Tylko nie mów nikomu, że ci to powiedziałam. Spadnie mi reputacja zimnej suki. - posłała łobuzerski uśmiech w jego stronę i zaczęła się kiwać w rytm muzyki.

Madox A. Noriega

Por favor, no me mates hoy.

: ndz kwie 26, 2026 10:53 pm
autor: Madox A. Noriega
043.
He ran a nightclub.
She walked in like she owned it.


Madox właściwie nie drążył tematu, nie oceniał, prowadził nocny klub, w którym bawił się półświatek... To co miał jej powiedzieć? Ale zabalowałaś. Kiedy on czasami balował tutaj przez tydzień bez przerwy. A znał takich ludzi, którzy wpadali w cug i na miesiąc.
Chociaż jej zeszło zdecydowanie dłużej. Ale akurat Noriega pewnie rozumiał ją najlepiej. A kiedy zapytała czy może się u niego przekimać, tylko cofnął się przepuszczając jej w drzwiach. Nawet sprawdził czy oddychała zanim wyszedł do roboty. Taki był z niego dobry kuzyn.
Nie spodziewał się Gabi w klubie, więc kiedy w tej kusej sukience stanęła przy barze, to w pierwszej chwili... bezczelnie ją obczaił, gdy wchodził za ladę ze skrzynką rumu, a zaraz zarzuciła tą swoją rudą grzywą i do Madoxa dotarło, że to jego kuzynka. Tak, czy siak zaproponował jej drinka, no i nawet lepiej się złożyło, że oni po rodzinie, bo przecież Noriega miał narzeczoną, a tutaj w klubie to wszyscy lubili sobie poplotkować o dupeczkach szefa. Chociaż... Gaby też jeszcze chyba nikt nie skojarzył z jego rodziną, więc kiedy stali sobie tak przy barze, nad jednym drinkiem, mogło to wyglądać podejrzanie.
- Mówiłaś, rano, jak zakładałem tą koszulę... - przesunął palcami po swojej kolorowej koszuli. Była pstrokata, ale Madox nie bez przyczyny takie nosił, po prostu im bardziej kolorowa, tym mniej widać... krew.
A ta niestety w Emptiness pojawiała się na porządku dziennym.
Spuścił ciemne tęczówki na swojego drinka, po którego jego kuzynka sięgała bez skrępowania.
- Śmiało... częstuj się - mruknął wywracając oczami. A na jej kolejne słowa się skrzywił, bo Madox dbał o to, żeby akurat drinki mieli tutaj dobre. Ale rzeczywiście dzisiaj na barze stała jakaś nowa barmanka, Noriega powiódł za nią spojrzeniem, a zaraz znowu zawiesił je na Gabi - pokaż mi to - teraz to on sięgał po jej? Swoją, szklankę, żeby wypić z niej łyk - ale kurwa syf - stwierdził i rzeczywiście się skrzywił. Ale kiedy Gaba powiedziała mu to, żeby się uśmiechnął, to... a skrzywił się jeszcze bardziej - ech... mówisz jakbyś płaciła za te drinki, po prostu powiedz, że chcesz sobie wyrwać jakiegoś jelenia, który na koniec jeszcze zabierze cię na kebsa, bo ja nie zamierzam - chociaż za drinki nie kazał im płacić. Ani Gabi, ani Riczowi, Rosie, albo Williamowi. A Pilar to już mogła wchodzić tutaj, jak do siebie.
Kiedy Gabi się do niego przytuliła, to obejrzało się na nich kilka osób, bo może kiedyś to było całkiem normalne, że Madox sobie wyrywał w klubie co rusz nowe laski, ale teraz... Kiedy on się prowadzał ze Stewart? Żeby tylko nikt jej nie doniósł.
- Oszalałaś? Na jakim stanowisku? Testerki? Kogoś, kto spija resztki? Czy łazi za mną i truje mi dupę? - oczywiście, że jej przerwał, ale zaraz słuchał jej argumentów pochylając się w jej kierunku. W zasadzie Gabi była ładna, tego akurat nie mógł jej odmówić. Ale na następne słowa parsknął śmiechem - a mówili... Nie, bycie wkurwiającym nie jest genetyczne, a zobacz - pokazał jej czubek języka, bo oboje chyba byli wkurwiający. Oparł łokieć na ladzie przyglądając jej się z boku - Gaba ale poważnie, co ty byś chciała tutaj robić? - może z mopem by mogła latać? Chociaż Madox jakoś tego nie widział. Nie widział też już wcale swojego drinka, kiedy podsunęła sobie jego szklankę. Znowu strzelił oczami, kiedy kazała mu sobie dziękować, nawet miał jej powiedzieć, że biznes ma się dobrze, ale tym razem ugryzł się w język. A na jej wyznanie, że się stęskniła, to nawet się uśmiechnął.
- Ja tez za tobą tęskniłem pícaro - nicponiu, bo trzeba przyznać, że Gaba była... specyficzna, tak jak sam Madox zresztą. Może dlatego tak dobrze się dogadywali? - a przed kim teraz zgrywasz zimną sukę? - musiał zapytać, bo faceci Gabi też zmieniali się jak w kalejdoskopie. Jak laski Madoxa, przed Pilar.
Przywołał do siebie barmankę, żeby zrobiła mu jeszcze drinka. A najlepiej to dwa, bo Gaba też już kończyła swojego - albo ty mi zrób, co Gabs? Jak wyjdzie ci lepszy niż jej, to masz tutaj robotę - zaproponował jej, nawet wskazał jej bar, za którym mogła stanąć, chociaż w tej sukience... I tych butach, chyba lepiej wyglądała po drugiej stronie. Bardziej na miejscu.

Gabriela R. Blais

Por favor, no me mates hoy.

: śr kwie 29, 2026 11:25 am
autor: Gabriela R. Blais
trigger warning
przekleństwa, kiepskie poczucie humoru
Prychnęła pod nosem niczym rozjuszona kotka, gdy sięgnął po szklankę i na własnym języku musiał się przekonać, że pili coś o posmaku płynu do szyb czy też innych detergentów. Może to niedomyta szklanka, a może faktycznie barmanka była nieudolna w swoim fachu, ale zamierzała to wykorzystać na własną korzyść. Hasta la vista blondyno. Zirytowało ją jednak to, że Madox jej nie wierzył. A co jak co, ale jeśli ktoś miał znać się na alkoholach, to skromnie zwróciłaby paluszek w swoją stronę. Sześć lat tułania się po świecie i zbieranie doświadczenia w wielu melinach w końcu zbierało swoje żniwo.
- Proszę cię, ja nie potrzebuję jelenia na kebsa. Ja jestem jeleniem. Sama sobie kupię i jeszcze będę żałować następnego dnia, bo przepierdolę na to ostatnie pieniądze. - teraz to ją niemal obraził. Tak tanio się nie sprzedawała. Miała bardziej wyrafinowane podniebienie niż mięso mieszane i sos czosnkowy. No chyba, że była na gastro. Wtedy to nawet za frytkę oddałaby, to co matka w genach jej przekazała bez mrugnięcia okiem.
Nie zważała na to, że robią scenę, a kilka osób nawet posyłało im zdziwione spojrzenia, gdy ona wtulała się w bok mężczyzny, a ten wyjątkowo nawet nie odepchnął jej. Tylko spróbowałby... W porównaniu do niego nie przejmowała się plotkami, bo gdyby nawet ktoś doniósł Pilar o rudej typiarze, która sobie na zbyt wiele pozwala, to była na tyle rozpoznawalną personą, że ta od razu powiązałaby fakty. A przecież żadne z nich nie bawiło się w Sweet Home Alabama. Fuj. Jakby Madox nie był brzydki, bo przecież mieli te same geny, ale fuj.
- Testerka, brzmi nawet jak awans. Trucie dupy już podchodzi pod stanowisko asystentki. Jeszcze trochę, a zaproponujesz mi współprace bez wkładu własnego. - wyszczerzyła ząbki w jego stronę i zaśmiała się krótko. To nic, że przez te czułości zostawiała na jego okropnej koszuli brokat, którym popsikała swoje włosy. Najwyżej Madox chociaż raz będzie świecił niczym gwiazda.
- Jeszcze musisz się wiele nauczyć. Masz predyspozycje, ale bardziej odstraszasz niż wkurwiasz. - również pokazała mu język, żeby utrzymać oczywiście ton rozmowy na tym samym poziomie. Spoważniała na sekundę i spojrzała na kuzyna przygryzając dolną wargę. - Rozkładać nogi i nie zarazić się jakimś syfem. Tańczyć, gdy sypią we mnie hajsem i nie rozwalić sobie wątroby od tych drinków. - zażartowała, ale oboje wiedzieli, że potrzebowała chwili namysłu. - Barmanka? Wiesz potrafię kręcić dobrze dupą, ale do striptizerki trochę mi brakuje. Na alkoholach jednak się znam. - gdyby zaproponował jej posadę sprzątaczki, to poległaby na pierwszym obrzyganej toalecie. NIE MA MOWY NA TO.
Uraczyła go nawet pięknym uśmiechem, gdy zwrócił się do niej pícaro… Uwielbiała jego akcent i mogłaby słuchać go wtedy godzinami, bo wychowując się w Toronto nawet przy naukach matki nigdy nie była w stanie osiągnąć takiego poziomu. Ta różnica między nimi była od razu odczuwalna. Tak jakby ktoś podrzucił hienę pomiędzy szczeniaki. Ona zdecydowanie mniej używała tych języcznych wstawek, no chyba, że się wkurwiła. Wtedy dostawała latino kopa i jechała z tematem.
- Przed wszystkimi. Tak jest prościej. Mniej człowiek się tłumaczy. - posłała mu wymowne spojrzenie, bo przecież kto jak kto, ale Madox to najlepiej rozumiał. Zmarszczyła uroczo nosek, gdy rzucił jej wzywanie i bez żadnego namysłu podciągnęła się do góry, żeby tyłkiem wylądować na blacie. Przerzuciła na drugą stronę nogi, nie przejmując się tym, że kto chciał to widział jej majtki, które wyjątkowo dziś założyła i szybko znalazła się po drugiej stronie baru ku niezadowoleniu blondyny. Zerknęła w zamyśleniu na półki, przesuwając palcami po etykietach. To była jej chwila. Może nie miała uratować miasta przed złoczyńcą, ale przynajmniej mogła się wykazać swoim alkoholizmem.
Wrzuciła lód do shaker'a z lekkim hukiem kontynuując swoje przedstawienie. Dolała trochę więcej ciemnego rumu niż było w przepisie, który kiedyś zapamiętała.
Trochę Campari.
Trochę soku ananasowego oraz z limonki...
Oraz, oczywiście syrop cukrowy...
Nawet podjebała blondynie kawałek ananasa dla dekoracji. - To jest ta część, gdzie udaję, że wiem, co robię. - pewna siebie złapała shaker i potrząsnęła nim, żeby wszystko ładnie się wymieszało. - I ta część, gdzie wszyscy się zastanawiają, czy to będzie zajebiste, czy cię otruje. - rzuciła mu spojrzenie spod rzęs, gdy nalewała drinka do szklanki i ozdobiła go tym podjebanym ananasem. Miała gdzieś na końcu języka jak ten drink się nazywał, ale postanowiła improwizować. - Proszę bardzo. „Madox special” - uśmiechnęła się krzywo. - Najpierw smakuje dobrze, potem podejmujesz złe decyzje, a na końcu zastanawiasz się, gdzie się wszystko spierdoliło. - oparła się o blat, krzyżując ręce na piersi obserwując go z rozbawieniem. - No, pij. Jak przeżyjesz, to znaczy, że mam robotę. Jak nie… - wzruszyła ramionami - To stracę miejsce na kanapie na rzecz wygodnej pryczy w więzieniu. Cuba Libre i whisky byłaby zbyt oczywista... Aguardiente też, a tu chociaż Pilar mi podziękuje. - taka magia ananasa.

Madox A. Noriega

Por favor, no me mates hoy.

: wt maja 05, 2026 5:04 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox nikomu nie ufał, taka praca.
Bo przecież to, że on sobie po tym klubie chodzi jak król, to jest tylko część jego roboty, ta druga to loże VIP i typy spod ciemnej gwiazdy, albo psy przy barze, i nie chodzi tutaj o Sombrę, czy wytrzeszcze Ricza, tylko policję.
Uśmiechnął się na słowa Gabi, bo oni to jednak byli do siebie podobni, z tym przepierdalaniem ostatnich pieniędzy... Chociaż od jakiegoś czasu Madox nie narzekał. To znaczy... narzekał, ale dla zasady, a nie bo faktycznie brakowało mu kasy. Jak narzeczonej na prezent zaręczynowy kupił Jaguara.
- A później to już tylko daję ci klucz do mojego biura i odcinam sobie kupony grzejąc dupę gdzieś na jakiejś plaży w Meksyku, co? Nawet mi się to podoba - mogłoby tak być, gdyby Emptiness było zwykłym klubem. Bywało tak, jak menadżerką była Maddie, że Madox przecież sobie jeździł gdzieś z Pilar, ale teraz... Jak zwolnił Maddie, to ciężko było mu się wyrwać chociażby na jeden dzień, bo wiecznie się tutaj coś odpierdalało. Chociaż może to za sprawą tego, że coraz większej ilości osób nie podobały się jego zbyt bliskie relacje z psiarnią?
Tak, czy siak, nie było bezpiecznie, ochrony po klubie kręciło się jakby więcej. A przede wszystkim to zwracali uwagę na jakieś podejrzane gesty. Na te przytulasy może też powinni zwrócić? Zwłaszcza, że Madox zaraz otrzepywał koszulę z brokatu.
- O to chodzi, żeby się mnie tutaj bali - nawet podniósł spojrzenie na Gabi, chociaż ostatnio to odstraszanie szło mu trochę kiepsko. Chociaż... Siergieja już wyjebał za stawianie się - brakuje mi też jednego ochroniarza - oparł łokieć o ladę przyglądając się jej, ale jak zaczęła mu wymieniać te swoje ukryte talenty, to Madox aż uniósł jedną brew. Chyba powinien ją zatrudnić, bo jego tancerki to nogi co prawda umiały rozkładać przed klientelą, ale z tym syfem... Madox nie był pewny, bo różne plotki chodziły po Emptiness.
- Mam komplet barmanek - rzucił, chociaż ta nowa mu się tak średnio podobała, nawet zerknął w jej kierunku.
Skinął głową, kiedy Gaba oznajmiła, że przed wszystkimi gra zimną sukę, tylko że... przed nim nie do końca, nie?
Ale już postanowił tego nie komentować. Bo właściwie to ją rozumiał. Madox Noriega, który wiecznie grał... swoją postać. Przed wszystkimi właśnie. Oprócz Pilar.
Powiódł spojrzeniem za Gabą, kiedy przeskakiwała przez bar, ale oczywiście nie gapił jej się na majtki, akurat znowu próbował strzepać brokat z kolorowej koszuli, bez skutku.
- Dobrze ci idzie - rzucił na jej słowa, bo Madox, chociaż był właścicielem klubu, a nie barmanem, to przecież czasem stawał po drugiej stronie, nawet to lubił, mieszanie drinków, więc zawiesił ciemne tęczówki na dłoniach Gabi, kiedy oparła je na srebrnym shakerze - oby było zajebiste, bo jak to drugie to jeszcze nie spisałem testamentu i póki co wszystko dostanie William - parsknął, ale tak było, rozwód jeszcze niesfinalizowany, więc wszystko po nim dziedziczył jego... mąż. A on pewnie by wolał, żeby Pilar, może Gabie i Riczowi też by coś odpalił.
Spuścił spojrzenie na drinka, którego przed nim postawiła.
- Madox special to rum, rum, i rum, czysty, ale spróbuję tego - podniósł szklankę, ale zanim upił to jeszcze uniósł ją w jej kierunku - Salut! - no tak, wychylił prawie pół za jednym razem. Co prawda Noriega nie lubił słodkich drinków. Jego ulubiony to rzeczywiście był czysty medelliński rum, ale ten nie był zły. Mocny. A to też się chwaliło. Zacmokał nawet kilka razy.
- A ja jestem prosty chłop z Kolumbii, cuba libre to mój ulubiony - rzucił i nawet się uśmiechnął, ale zacisnął palce na szklance z drinkiem - ale ten nie jest zły - i wychylił go do końca, czyli chyba jednak smakowało - a czemu Pilar podziękuje? - wiedział i ją ciągnął za język? Czy nie wiedział i się głupio pytał? Ciężko stwierdzić, bo Madox to był czasami taki złośliwy.
Tak jak teraz na przykład, kiedy zawołał do siebie tą nową barmankę.
- Zwalniam cię, ona zajmuje twoje miejsce - rzucił z poważną miną wskazując podbródkiem Gabi, a dziewczyna aż zrobiła duże oczy, usta jej zadrżały, pobladła - możecie jeszcze o to walczyć w kisielu... - dodał już mniej poważnie, a dziewczyna zmarszczyła brwi - dobra żartuję, przynieś mi grafik baru - w końcu dodał, a barmanka obrzuciła go krzywym spojrzeniem. Może sama się jutro zwolni? Kto to wie?
Przyniosła mu jednak grafik z baru, a Madox ułożył go przed Gabi - to zaznaczone na czerwono to duża ilość gości, potrzeba wtedy więcej osób na barze, możesz się gdzieś wpisać, nie wiem... trzy zmiany w tygodniu na początek? - uniósł na nią ciemne spojrzenie. Dużo było tych dni zaznaczonych na czerwono, bo w Emptiness było zawsze dużo ludzi. Nawet teraz ktoś się kręcił i na parkiecie i przy barze, a była... czternasta?
A oni już z Gabą walili drinki, widać, że rodzina.
Pochylił się do niej nad ladą.
- Ale wiesz, że jakbyś potrzebowała hajsu, czy coś... to zawsze możesz do mnie przyjść - powiedział groźny Madox. A tak naprawdę to nie za bardzo. W tej kolorowej, brokatowej koszuli.

Gabriela R. Blais

Por favor, no me mates hoy.

: wt maja 12, 2026 12:26 pm
autor: Gabriela R. Blais
Kłopoty były rodzinnym fatum, które nawiedzało ich co ileś lat - wierzyła w to, bo babcia kiedyś jej powiedziała, że pradziadek sprzedał duszę Diabłu, a ta historia była całkiem legitna. Problemy nawarstwiały się, a kiedy wszystko szlag jasny trafiał, to modliłeś się, żeby nie stanąć w polu rażenia. Unikała zazwyczaj wszystkich tych rodzinnych „interesów”, bo nie potrzebowała dodatkowego szczęścia w życiu. Sama wybitnie dobrze ładowała się w dziwne i pojebane akcje, a praca tutaj mogłaby być kolejną fatalną decyzją - czyli było idealnie. Madox w jej oczach nie był świętoszkiem, swoje za uszami miał, ale nie wnikała w szczegóły jego klubu, bo czym mniej wiedziała tym lepiej się bawiła. Mogła jednak mu pomóc na swój pokręcony sposób, bo czemu nie spierdolić sobie bardziej życia? Chociaż kto tu komu wyświadczał przysługę?
- Meksyk? Nie każ mi znowu powtarzać, że masz fatalny gust. No patrz znowu to powiedziałam. - widziała tą scenę jednak oczami wyobraźni- Madox rozwalony na leżaczku ze swoją miną wpierdolki, sączący drinka, gdy młode dupy specjalnie fundowały mu zajebiste widoki grając np. w siatkówkę. Udawałby, że miał wyjebane na cały świat, ale co pięć minut dzwoniłby z kolejnymi groźbami, a ona panoszyłaby się tutaj jak królowa. Pewnie wróciłby następnego dnia i ją zabił, ale i tak byłoby warto.
- A ja komplet bielizny. A i tak kupuje nowe. - zmrużyła oczy i posłała mu krótkie spojrzenie, żeby po chwili się rozejrzeć. Brakowało mu ochroniarzy? Nawet teraz Emptiness wyglądało bardziej jak pieprzona twierdza niż klub. Kobiety - szczególnie żony - może były straszne, ale żeby od razu wysyłać ją na front walki z uzależnieniami? Kiedy miała talent do ignorowania czerwonych flag, do czasu aż te nie zaczęły jej dosłownie bić po twarzy? To zdecydowanie nie mogło się udać.
Śmiała się cichutko pod nosem, gdy robiła drinka kuzynowi, bo przypominało jej to warzenie eliksiru pod okiem profesora Snape. Pogoda ducha od Madoxa aż biła po oczach, że wystarczyłoby na tą paskudną koszulę zarzucić pelerynę i voilà. - Skąd wiesz, że nie jesteśmy w konspiracji? Wyobraziłam sobie ten pogrzeb i teraz nie mogę przestać. - powiedziała, chociaż w tej chwili rozpamiętywała bardziej filmik z ich ślubu, który William zdążył jej pokazać niemal od razu po jej powrocie. - Pilar szuka zemsty, Ricz drze mordę gdzieś z tyłu i płacze, a William siedzi jak wdowa po mafiozie i zastanawia się, czy sprzedać twój samochód, czy jednak nim przypierdolić w drzewo dla lepszego efektu. - położyła teatralnie dłoń w okolicy swojego serca i zrobiła smutną minkę w geście opłakiwania jego żywota. - A w trakcie ceremonii pewnie rozwaliłbyś trumnę i kazał sobie polać. Co za ulga. - szturchnęła go palcem w bok i cicho się zaśmiała.
Obserwowała go uważnie, kiedy pił drinka. Nawet lekko uniosła brew, gdy wychylił prawie pół szklanki na raz. Psychopata. Normalny człowiek najpierw by powąchał. Może oblizał usta. Cokolwiek. A ten po prostu wlał to w siebie jak płyn do spryskiwaczy i jeszcze wyglądał, jakby oceniał rocznik. Była z niego w tej chwili taka dumna, bo od razu było widać, że byli po jednych pieniądzach.
Wydała okrzyk zwycięstwa, gdy jednak przyznał, że drink nie jest zły. Poczuła natymiast przypływ satysfakcji, głównie dlatego, że Madox wyglądał na faceta, który prędzej zdechnie niż przyzna komuś rację.
- Widzisz? - pochyliła się lekko w jego stronę. - Jeszcze trochę i zaczniesz mieć gust. - po jego pytaniu jednak zrobiła poważną minę i pokręciła zrezygnowana głową.
- Nie sądziłam, że będziemy o tym rozmawiać w takich okolicznościach, ale... Ananas wpływa na smak twojej spermy, a osobowością nie masz co szastać. Małe wspomaganie nie zaszkodzi, ale z doświadczenia wiem, że jej też możesz dziennie podsuwać ananaska. Zaufaj mi. Ratuje twój związek i tak myślę, że powinnam za to brać procent aż do waszego wesela. - puściła do niego oczko nie dając się zawstydzić. Nawet starała się bezskutecznie zachować powagę, gdy mężczyzna zwalniał tą lasuczitę blondynę i oparła biodro o ladę, gdy taksowała ją bezczelnie spojrzeniem - Nie wzięłam dziś akurat mojego stroju do walki, ale możemy iść w to na gołe klaty. Tylko weź załatw jakiś dobry smak tego kisielu co? - dupek pewnie wrzuciłby ją do truskawkowego, a ona niczym Jack zsunęłaby się do tej mazi i wyzionęła ducha, bo była uczulona. Kutas teraz czyhał na jej życie.
- Już mi dyktujesz warunki szefuńciu? - spojrzała jednak na grafik, który przed nią położył. Czerwonego było tam od zajebania. Przygryzła dolną wargę, przesuwając paznokciem po kilku zaznaczonych dniach. Trzy zmiany. Brzmiało to nawet... normalnie, prawie dorosło. Obrzydliwe uczucie. Wpisała się tu i tam, zrobiła nawet zdjęcie pamiątkowe grafiku telefonem, żeby później pochwalić się matce, że nawet ona była w stanie się ogarnąć.
- A zamierzasz mnie adoptować i finansować mnie w ramach kieszonkowego? Czy zamierzasz mi liczyć procent jak przystało na mafiozo? - prychnęła pod nosem i nalała im do szklanek tym razem Cuba Libre. Z niej też był prosty człowiek.
- Madox! Musisz mi pokazać swój gabinet. PROSZĘ. Muszę zrobić jedną rzecz! Nie bądź żydem. Dawaj no... Dziś nie pracuję, więc zabawmy się. Odmówisz mi? A później zabierz mnie do loży VIP! - zatrzepotała rzęsami i oddała miejsce przy barze blondynie, ale niechętnie. Niech suka zna swoje miejsce.

Madox A. Noriega

Por favor, no me mates hoy.

: śr maja 20, 2026 2:53 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Akurat dla Madoxa Meksyk, albo Kolumbiia to były pierwsze kierunki, gdzie on mógł uderzać na wakacje, bo tam się najlepiej czuł, jak u siebie. Mógłby tam zamieszkać, w jakimś ładnym domku z basenem na przykład. Chociaż leżaczek, plaża i młode dupy grające w siatkówkę, to też całkiem dobry pomysł.
- A i tak najczęściej nie zakładasz - wtrącił tak odnośnie tej jej bielizny, bo akurat pewnie o tym jak Gaba była wyzwolona to w ich rodzinie mogliby napisać książkę. Zresztą Madox sam widział ile nocy ona faktycznie spędzała na tej kanapie, którą jej użyczył, a ile poza domem.
Gabi nigdy nie było w domu, ale w sumie kiedy ona wracała skacowana, a normalni ludzi pracowali, to przynajmniej wyprowadzała pieski, zawsze jakieś plusy są.
- A myślisz, że William by się z tobą podzielił? To jest chciwiec - oparł się o ladę, w sumie jakoś podobnie sobie wyobrażał ten pogrzeb, tylko... - a na scenie tańczą dwie striptizerki i jakiś gówniak, czyli mój chrześniak, recytuje wiersz, tak to sobie wyobrażam, zadbaj o te tancerki Gaba - nawet się do niej uśmiechnął i puścił oczko, a zaraz parsknął śmiechem - jak mnie nie spalicie to na bank tak będzie, bo ja nie umiem usiedzieć w miejscu - coś w tym było, że Madox nawet na tym barowym stołku, to się kręcił, jakby miał w dupie robaki. Ale to akurat u nich było chyba rodzinne, że oni wszyscy nie umieli usiedzieć na miejscu. Wiecznie coś.
Oczywistą oczywistością było to, że Madox walił drinka na hejnał, i tak postęp, że wypił pół, bo chociaż zdołał go posmakować. I zaraz wydał wyrok.
Niezły.
Wiadomo, że lepszy by był rum, albo cuba libre, ale jednak inni klienci Emptiness mieli nieco bardziej wysublimowane podniebienia niż Madox.
Słuchał Gabi, kiedy tak dyskutowali sobie o... ananasie i smaku spermy - mówisz? To kurwa zamawiam skrzynkę, a jak rzeczywiście zmienią się doznania, to może odpalę też tobie, żeby wiesz te wszystkie twoje chłopaki potem przyszły mi podziękować - pokazał jej czubek języka, bo musiał się trochę z nią podrażnić, powygłupiać. A potem jeszcze głupio się odzywać do nowej barmanki, typowy Madox. Chociaż na słowa Gaby parsknął śmiechem i zaraz zasłaniał się ręką - ja nie patrzę jak na gołe klaty, wystarczy, że Ricz łazi po domu z gołą dupą - chociaż na tą barmankę to może by spojrzał... Jednym okiem.
Zaraz już podsuwał Gabie grafik, nie wiedział czy to dobry pomysł, ale czy Madox kiedykolwiek przejmował się tym, że coś mogło nie być dobrym pomysłem? No nigdy.
- Ale przyjdziesz na te zmiany Gaba, czy w razie czego mam kogoś szukać? Daj mi znać wcześniej jak nie, okej? - bo Madox w nią wierzył... Ale za dobrze ją też znał - oczywiście, że na procent, a jak się nie wypłacisz to puszczam za tobą mojego psa, kurwa... Szkoda, że Sombra cię uwielbia - bo doberman Madoxa to był zdrajca, tak to taki poukładany, zawsze za swoim panem, ale gdy na horyzoncie pojawiała się jakaś ślicznotka, to on już był sprzedany. Pies na baby.
Podsunął sobie szklankę z cuba libre i zaraz upił dwa łyki, duże, bo Madox nie lubił się z drinkami pierdolić - mój gabinet? - zapytał i uniósł na nią spojrzenie znad szklanki - a po co? - no bo przecież jego gabinecik, to była jego świętość, z tym biurkiem robionym na specjalne zamówienie z Lapacho i szefowskim krzesłem. Chociaż kurwa...
- Dobra chodź, pokażę ci moje biurko - tym biurkiem to on się akurat uwielbiał chwalić, wydał na nie tyle hajsu, że nie ma się co dziwić...
Więc kiedy już stali w jego gabinecie, to Madox pochylił się nad drewnianym blatem z metalowymi obiciami, biurko było wielkie, ciężkie, z powodzeniem o ten metalowy rant można było rozwalić komuś łeb. Madox już próbował.
- To jest Lapacho - powiedział powoli sunąc wytatuowanymi palcami po drewnie - takie kolumbijskie drzewo, ściągali mi je tutaj z Kolumbii, tylko dotknij - no kurwa drewno, jak drewno, ale Madox się nim jarał jak nie wiadomo co. A zaraz usiadł jeszcze na swoim szefowskim krześle i się zakręcił - no i co? Zajebiste biuro, nie? - właściwie było trochę mroczne, skórzane ciężkie fotele, sejf i jakiś regał z książkami, pewnie o seryjnych mordercach, czy czymś takim. Madox odsunął się od biurka, a zaraz zarzucił na nie ciężkie buty. Na swoje biureczko z Lapacho, ale Lapacho miało to do siebie, że było twardym drewnem, więc... często to robił. Ale szklankę z drinkiem położył na podkładce z logo Emptiness, żeby nie było. Popatrzył na Gabę wyczekująco, no żeby pochwaliła to jego zajebiste biurko.

Gabriela R. Blais

Por favor, no me mates hoy.

: ndz maja 31, 2026 2:35 pm
autor: Gabriela R. Blais
Podobała jej się ta ich mała przepychanka słowna. Do teraz nie zdawała sobie sprawy jak wiele traciła w życiu będąc jedynaczką, ale dzisiejszego wieczora czy też dnia - bo jeden pieron wiedział, która była godzina, a nie sprawdzała - to zamierzała nadrobić przynajmniej te sześć lat braku kontaktu. Już otwierała swoje usta, żeby odpowiedzieć coś śmiesznego na temat śledzenia jej bieliźnianych dni, ale wspomniał o Williamie. Zakrztusiła się drinkiem, niemal o włos unikając własnego pogrzebu, którego jeszcze nie zdążyli zaplanować. Śmierć przez alkohol... Nie żeby narzekała, ale zdecydowanie wolałaby stracić ostatni oddech pomiędzy udami kurewsko drogiej striptizerki. Taki koniec byłby bardziej poetycki i całkiem znośny napis mógłby powstać na jej nagrobku.
- Jak będę wpierdalać tyle ananasa to przez sam zapach podzieli się ze mną. - rozciągnęła wargi w szerokim uśmiechu, ale dokładnie przyglądała się kuzynowi. Wiedział? Czy Madox wiedział, że coś kiedyś ją łączyło z jego kumplem? Ukrywali swój związek szczególnie przed Madim, traktując to niemal jak dobrą grę wstępną. Nie... On nie mógł wiedzieć. Gdyby wiedział, już dawno zrobiłby z tego jej osobiste piekło. - Myślisz, że te tancerki trafią na scenę jak się nimi zajmę? Możemy trochę się spóźnić. - poruszyła sugestywnie brwiami i porwała jeden kawałek ananasa, żeby wsadzić go sobie do ust. - Dobra, ale jakby coś się spierdoliło, to nie nawiedzaj mnie w łazience ok? A jak opanujesz tajemną wiedzę poruszania przedmiotami, to chwytaj za kamerę jak uda mi się kiedyś zaliczyć Shakirę. - akurat, to było mało prawdopodobne, ale lepiej mieć takie rzeczy ustalone, tak w razie co. Nigdy nie wiadomo jak bardzo melanż wciągnie.
- O ty! Zapewniam cię, że moje cycki tak nie dyndają jak to coś pomiędzy udami Ricza. Moje brzoskwinki są zajebiste. - złapała za koszulę pierwszego lepszego faceta, który był przy barze i nakłoniła go - po wstępnej inspekcji - żeby powiedział wszystkim, że cycki to miała pierwsza klasa. Madix mógł jedynie żałować w tym momencie, że była jego kuzynką, ale zapewne po ich wygłupach powstanie wiele różnych teorii na temat tego co ich łączyło. Jak będzie już cholernie jej źle po tych drinkach, to przynajmniej będzie mogła wymusić wymioty myśląc, że ktoś mógł uznać ich za kochanków. Obrzydliwe.
- Spokojna twoja rozczochrana. - zrobiła nawet mu pat pat po główce, żeby nieco go uspokoić. - Oczywiście, że mnie uwielbia. Nawet ty nie możesz mi się oprzeć. - odpowiedziała z tą pewnością siebie, którą wyssała z mlekiem matki. Co jak co, ale to też była cecha rodzinna zaraz tuż koło daru do wkurwiania.
Pisnęła zachwycona jego zgodą i pozostawiła blondynę za barem, żeby miała szansę się jeszcze wykazać zanim ona zacznie pracować i jej drinki przyćmią pracę innych. Jej prośba od samego początku mogła wydawać się podejrzana. Kto normalny chciałby iść do gabinetu kuzyna, który już na samym wstępie zaczął się spuszczać nad drewnem, z którego było wykonane biurko. Przyszła jednak tu z bardzo ważną misją. Nie dlatego, że na pewno planowała coś ukraść albo zniszczyć, ale...
Podeszła bliżej zachęcona jego słowotokiem. Dotknęła Lapacho. Pomacała. Postukała paznokciem. Nawet przyłożyła policzek. - Mhm. - kolejne stuknięcie. - Tak. - jeszcze jedno. - Drewno. - po czym odsunęła się i skinęła głową z miną eksperta. - Potwierdzam. Zajebiste drewno. Gratuluję drewna.
Nie wytrzymała nawet trzech sekund, zanim parsknęła śmiechem.
- Boże, jaki ty jesteś spierdolony. Dobra kurwa dawaj mi to krzesło. - powzięła wielką próbę zrzucenia Madoxa z jego skórzanego fotela, ale ten ani drgnął. - No daj mi na chwilę. Chcę coś spróbować. Przecież nie będę się bawić w Ciebie. Wtedy musiałabym zwolnić z dwie osoby. Dobra, trzy.- w końcu jej się udało dobrać do fotela i ulokowała się wygodnie, a na jej twarzy zagościła ta niemal dziecięca radość. Zakręciła się na krześle, śmiejąc się wniebogłosy, ale po chwili na jej twarzy zagościła powaga, gdy powoli odwróciła się w jego stronę.
- „Następnym razem cię złapię, Gadżet... następnym razem!” - zacytowała Dr. Claw, który był postacią kultowej kreskówki i nawet udawała, że dłońmi głaskała wyimaginowanego kota. Wiele ją to kosztowało, żeby zachować powagę, ale od razu oparła się o te fancy drewno łokciami i wbiła spojrzenie w kuzyna. - Zapodaj jakiś fajny tekst. Może coś z Ojca Chrzestnego? W sumie nigdy tego nie oglądałam. Ale zawsze chciałam usiąść za takim biurkiem i poudawać mafiozo. Cóż miałam raz zatarg z włoską mafią, ale wtedy nie wypadało o takie rzeczy prosić. - a ta władza nawet udawana uderzała do głowy. Mogłaby się do tego przyzwyczaić... Może jednak Madox powinien pojechać na te wakacje?


Madox A. Noriega

Por favor, no me mates hoy.

: pt cze 05, 2026 12:13 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Oczywiście, że Madox nie wiedział, że jego kuzynka kręciła z jego najlepszym kumplem. Bo mógłby się wtedy delikatnie mówiąc, wkurwić. Ale też była opcja, że by się ucieszył i stwierdził, że kiedyś fajnie będzie mieć Patelka za szwagra.
- Dobrze zaopiekowane tancerki to podstawa - nie to, że Madox się jakoś wybitnie swoimi zajmował, on w ogóle wyznawał zasadę, że nie romansował z załogą Emptiness. A to, że kiedyś bezromansowo zaliczał tancerki, to już jest inna sprawa i stare dzieje. Zresztą Gaba zaraz wspomniała o tej Shakirze, a przecież Madox był jej fanem, więc musiał się odezwać - jak zaliczysz Shakirę przede mną, to się obrażę, ostatnio widziałem jej koncert na imprezie dla bogoli i było blisko - tak blisko, że wcale, ale Madox to też lubił sobie pogadać, zupełnie jak jego kuzynka. Nie wyrzekli by się siebie, za bardzo byli do siebie podobni, pod wieloma względami zresztą.
I kiedy Gabi kazała jakiemuś typowi sprawdzać jędrność swoich brzoskwinek to się skrzywił, ale nie dlatego, że był jej kuzynem i on nie mógł, tylko...
- Jeszcze raz kurwa dotkniesz mojej kuzynki, to ci łeb upierdolę - rzucił do gościa, żeby wiedział, że nie można sobie pozwalać, zwłaszcza w jego klubie.
To co Gaba robiła poza domem, to go tak średnio obchodziło, póki była zdrowa i nie przynosiła do domu syfu, czy brzucha, ale Emptiness to był porządny lokal (baaardzo), tutaj nie obmacywało się barmanek, przyszłych barmanek, czy barmanek poza zmianą, a tym bardziej to kuzynek szefa.
Nie był taki do końca przekonany, ale kiedy Gabi zrobiła mu pac pac po główce, tak jak on zawsze robił Patelowi, to się uśmiechnął. Krew z krwi, nie ma co.
Coś w tym było, że miał słabość do Gaby, bo oni oboje byli trochę takimi czarnymi owcami rodziny, pojebani i zawsze nad wyraz. Wyróżniali się. Może dlatego nie zastanawiał się za bardzo o co może jej chodzić, tylko zabrał ją do swojego biura, gdzie zaraz... chwalił się jej biurkiem z lapacho. Chyba tylko prawdziwy Kolumbijczyk by się tym zachwycił, że ma biurko z Lapacho, a Gaba to była podrabiana, ale i tak Madox się wyszczerzył, kiedy zaczęła to, że zajebiste drewno, nawet miał jej coś nawijać, może historię tego biurka, od nasionka, do dużego drzewa, przez tartak i warsztat, aż do jego klubu?
Ale kuzynka mu wtedy powiedziała, że jest spierdolony, a Madox aż wywrócił oczami.
- Czy nikt w Toronto się na tym nie zna? Drewno, jak drewno, tylko to nie jest zwykłe drewno... - już nawijał, jakby to co najmniej było jakieś święte drewno z zaczarowanego lasu, czy coś takiego, ale Gaba zaczęła go spychać z krzesła. Tego szefowskiego, tylko, że mogła się zapierać i zapierać, a on nawet się nie ruszył, obejrzał się jeszcze na nią przez ramię - co chcesz próbować na moim krześle? - spojrzał na nią jakoś podejrzliwie - tylko uważaj, bo ostatnio musiałem je oddawać do pralni - pokręcił głową, ale wstał, bo po Gabie to spodziewał się tylko, że coś mu rozwali, zawinie, albo ubrudzi. Niczego lepszego się nie spodziewał, chociaż kiedy zaczęła się kręcić w fotelu, to się nawet uśmiechnął i sam zaraz sobie usiadł na przeciwko zarzucając nonszalancko nogę na nogę - loca - rzucił tylko kręcąc głową, ale kiedy Gaba powiedziała, że nigdy nie oglądała Ojca Chrzestnego, to aż uniósł obie brwi - co kurwa? To nie wiesz co tracisz, do domu i odpal sobie na moim Netflixie, czy coś - znowu pokręcił głową, ale zaraz zrzucił nogę i wyprostował się w tym fotelu, bo zamierzał chyba dać jej ten cytat. Nawet się pochylił w jej kierunku, a jego ciemne oczy złapały jej spojrzenie - zemsta to potrawa, która najlepiej smakuje na zimno - dowalił, ale coś w tym było. Chociaż Madox aż taki mściwy to nie był, ale w klubie lepiej, żeby myśleli, że tak. W ogóle w półświatku, żeby tak myśleli. Noriega zupełnie inny był w czterech ścianach, albo przy ludziach, którym ufał, a inny w klubie, w podziemiu, ale to akurat najlepiej wiedziała Pilar, która oglądała go w obu wydaniach.
Dla Gaby zawsze był pobłażliwy, i teraz też tak popatrzył na nią znowu - jaki zatarg z włoską mafią? - zainteresował się, bo przecież, on też miał zatargi z makaroniarzami, a ostatnio wpierdolił Tony'emu, bo się brzydko zwrócił do Stewart i kazał mu przepraszać - ja się nie lubię za bardzo z makaroniarzami, więc jak coś to się na mnie nie powołuj do Włochów, albo do ruskich, ci to mnie kurwa nienawidzą - dał jej dobrą radę - ale do Latynosów jak najbardziej - bo z nimi akurat Madox trzymał dobrze. Chociaż liczył na to, że jednak Gabi nie będzie się bawiła w gangsterkę, chociaż z tymi jej pomysłami, to nigdy nic nie wiadomo.
Wstał od biurka i polał im już czysty rum, do ciężkich szklanek, ten sprowadzany z Medellin. Jak tak dalej pójdzie, to w następnej kolejce może będą walić już spirol?
Dał jej szklankę i sam wychylił swoją na raz, a potem znowu na nią spojrzał, tym wzrokiem zatroskanego, starszego brata - masz jakieś problemy? - zapytał, oby tylko nie pożałował tego pytania.

Gabriela R. Blais