Strona 1 z 1

Tell it to my heart

: ndz kwie 26, 2026 10:09 pm
autor: Salazar Martinez
outfit


Salazar często zastanawiał się czy to w ogóle prawdopodobne, żeby być ze sobą tak długo i wciąż być w tym związku szczęśliwym i zakochanym z taką samą intensywnością, jak cztery dekady wcześniej. Na zdrowy rozsądek wydawało mu się, że to nieprawdopodobne - w końcu minęło czterdzieści lat (mniej więcej) odkąd się ze sobą związali i nie licząc tej przerwy wymuszonej przez managerów byli praktycznie nierozłączni. Już samo to, że jego ukochany przeprowadził się do Toronto za nim, dosłownie w ciągu kilku chwil zaczynając szukać pracy w nowym mieście, ogarniając poprawki w CV i umawiając się na rozmowy rekrutacyjne jeszcze na pokładzie samolotu. Sal nie musiał go o nic prosić - tego samego dnia, którego Salazar przybył do Toronto, w godzinach nocnych, Sergio dołączył do niego w hotelu.
Wiedział, że Martinez jest mężczyzną jego życia i był tego pewien jak niczego na świecie - gdyby nie był pewien, to nie wychodziłby za niego za mąż. Był też chyba najbardziej cierpliwym facetem na świecie, najbardziej wspierającym i chyba jedynym człowiekiem na ziemi (no dobra, poza bratem, Alvaro i nielicznymi osobami), który miał realny wpływ na zachowanie Sala - bo jego opinia i to, jak Sergio go postrzegał naprawdę się dla Sala liczyły.
Raczej nie odwiedzał ukochanego w pracy, w każdym razie nie robił tego zbyt często, ale tego dnia chciał zobaczyć się z mężem wcześniej, niż dopiero wtedy, gdy ten wróci do domu, przyszedł więc do przychodni, w godzinach późnopopołudniowych, z nadzieją, że ukochany niedługo przyjmie ostatniego pacjenta, a potem wspólnie wrócą do domu. Usiadł sobie grzecznie w poczekalni, zgarniając jakąś gazetkę ze stolika - coś o tym, żeby szukać pomocy, gdy robi się w twoim życiu źle i żeby nie zamykać się w sobie i w swoich czterech ścianach - i zaczął ją przeglądać, zakładając nogę na nogę. Poluzował jedynie szalik pod szyją, bo jednak w przychodni było trochę cieplej, niż na zewnątrz i podnosił wzrok wyłącznie wtedy, gdy po poczekalni zaczynała krzątać się jakaś nowa osoba.

Sergio Martinez

Tell it to my heart

: ndz kwie 26, 2026 10:50 pm
autor: Sergio Martinez
Sergio nie spodziewał się odwiedzin męża. Owszem - zdarzało się to już kiedyś, zwykle niespodziewanie i zawsze było mu bardzo miło; jego dzień nagle robił się znacznie jaśniejszy i lżejszy, gdy widział Salazara w poczekalni. Tak było też i tym razem: starszy Martinez wypuścił pacjenta z gabinetu i jeszcze przez jakiś czas siedział w środku, uzupełniając kartę: zawsze robił to po wyjściu pacjenta, nie chcąc rozpraszać go robieniem notatek podczas spotkania. Żeby jednak nie stracić wszystkiego, co zostało powiedziane na sesji, później zapisywał skrzętnie wszystko w karcie po wyjściu danego człowieka i dopiero gdy już notatki były gotowe, wyłaniał się z gabinetu, by poprosić kolejną osobę. Tak było i tym razem: dopiero po około dziesięciu minutach drzwi otworzyły się ponownie i tym razem Sal mógł ujrzeć w nich twarz swojego męża, a nie jakiegoś obcego człowieka. Sergio rozejrzał się po poczekalni, szukając kolejnej zapisanej na dzisiaj osoby, ale nie dostrzegł jej; zobaczył za to twarz swojego męża. Uniósł brwi, a jego twarz się rozjaśniła.
- ¿Señor Martínez? - zapytał z szerokim uśmiechem, prostując się, jakby zwracał się do pacjenta - Cóż, czekam jeszcze na innego pacjenta, ale zdaje się, że nie przyszedł - uniósł rękę, by zerknąć na zegarek - więc jeśli nie pojawi się w ciągu pięciu minut, to myślę, że będę mógł pana zaprosić wcześniej w moje skromne progi.
Recepcjonistka powiodła nieco zaskoczonym spojrzeniem od jednego z mężów do drugiego, nie do końca wiedząc, co się dzieje. Poruszyła brwiami, ale po chwili uśmiechnęła się, jakby nagle zrozumiała, o co chodzi i wbiła spojrzenie znowu w ekran swojego komputera. Sergio nie był jeszcze z nikim na tyle blisko w pracy, żeby opowiadać o swoim życiu prywatnym, ale przez lata spędzone z Salazarem mocno ograniczył się jego lęk przed okazywaniem sobie uczuć publicznie i przed pokazywaniem światu, że ma męża.
Podszedł do Salazara i usiadł obok niego na kanapie, również zakładając nogę na nogę.
- Co pan tam takiego ciekawego czyta, panie Martinez? - zapytał, wciąż z szerokim uśmiechem, czując, że cały ciężar dzisiejszego dnia staje się jedynie wspomnieniem. Niezmiennie się niesamowicie cieszył, widząc męża zanim wrócił do domu: czy to gdy spotykali się przypadkiem po drodze, czy to kiedy ten przychodził po niego do pracy.

Salazar Martinez

Tell it to my heart

: ndz kwie 26, 2026 11:29 pm
autor: Salazar Martinez
Sal faktycznie podniósł wzrok po raz kolejny, gdy otworzyły się drzwi gabinetu Sergio i uśmiechnął się wesoło, widząc w progu swojego ukochanego. Gdy ten rozejrzał się i również go dostrzegł, a jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech, Salazar znów poczuł się jak zakochany szczeniak. Lubił robić ukochanemu niespodzianki, dlatego też zwykle nie uprzedzał go o swoich wizytach, tylko po prostu przyjeżdżał go odebrać, gdy akurat naszła go na to ochota. W nowym miejscu, w tej konkretnej przychodni, był jednak pierwszy raz, bo też przeprowadzili się stosunkowo niedawno i jakoś wcześniej nie było ku temu dobrej okazji, a Sal był też zobowiązany kontraktem z wydawnictwem i musiał dostarczyć im w miarę szybko kolejny rozdział nowej książki. Rozdział jednak został wysłany do wydawnictwa minionego dnia wieczorem, więc przestał nad nim wisieć ten metaforyczny topór, a Sal mógł sobie pozwolić na nieco więcej swobody i postanowił ją wykorzystać właśnie na odwiedziny w nowej pracy swojego ukochanego. Wszystko po to, żeby zobaczyć właśnie ten uśmiech, którym Sergio go obdarował, gdy tylko zdał sobie sprawę z obecności swojego męża w poczekalni.
- Dzień dobry, doktorze Martinez - odpowiedział wesoło, składając gazetę i odkładając ją na swoje uda. - Cóż, miałem właśnie taką cichą nadzieję, że jakiś pacjent dzisiaj nie przyjdzie i że będę mógł porwać pana wcześniej, powiedzmy, na jakiś spacer lub do restauracji? - błysnął zębami w pełnym szczęścia uśmiechu, a gdy tylko Sergio usiadł obok niego Sal cmoknął go krótko w policzek; nie chciał robić scen, więc uznał, że daruje recepcjonistce bardziej czułe powitania, zostawiając je na moment, gdy już zostaną sami.
- Nie wiem, czy coś ciekawego... nic, czego nie czytałbym już przynajmniej kilkadziesiąt razy, zwykle właśnie wtedy, gdy na pana czekam. Przychodnia może być inna, ale treści w tych książeczkach są zwykle takie same - parsknął krótko i przysunął się do niego nieco bliżej, opierając czoło o jego ramię i muskając je lekko nosem. - Jak tam dzisiaj? Jesteś bardzo zmęczony czy dasz się wyrwać gdzieś na miasto? - zapytał po chwili, już nieco poważniej, odnajdując jego dłoń i splatając ze sobą ich palce, po czym uniósł dłoń męża do swoich ust i musnął wargami kostki jego palców.

Sergio Martinez

Tell it to my heart

: ndz kwie 26, 2026 11:50 pm
autor: Sergio Martinez
Sergio też w takich chwilach czuł się jak zakochany szczeniak, a jego serce skakało radośnie i robiło fikołki w jego piersi za każdym razem, gdy widział męża przychodzącego po niego po pracy. Wielu zapewne wydałoby się to dziwne po tylu latach związku: znali się właściwie całe życie i przez niemal cały ten czas byli razem. Czterdzieści lat powinno - według wielu - wypalić już tę szczenięcą miłość i pozostawić rutynę, przywiązanie, przyzwyczajenie. W wielu małżeństwach tak się właśnie działo, ale nie u nich. Sergio wielokrotnie zastanawiał się nad tym, z czego to wynikało: albo to, że u nich to młodzieńcze szczęście z bycia razem nie zanikało, skoro u większości ludzi tak się właśnie działo; albo to, że właśnie u innych to wszystko blakło, a pozostawała tylko rutyna. Nie mógł dojść do żadnych wniosków, które uznałby za jednoznacznie prawidłowe, ale sądził, że główna przyczyna leżała w tym, że oni obaj wciąż o siebie nawzajem dbali i nie pozwalali, żeby ich związek stał się rutynowy. Mimo, że mogli mieć właściwie stuprocentową pewność, że już się nie rozejdą, że nic im się nie rozpadnie, to i tak chodzili na randki, przynosili sobie nawzajem kwiatki i prezenty, wciąż wyznawali sobie miłość, spędzali razem czas, choćby oglądając wspólnie filmy czy po prostu rozmawiając. Byli swoimi najlepszymi przyjaciółmi, chcieli robić wszystko razem i nadal cieszyli się z tego, że są w związku, jakby to była świeża sprawa. A przynajmniej Sergio co jakiś czas (przynajmniej raz w tygodniu) łapał się na tym, że patrzy na swojego męża "świeżym" okiem, po raz kolejny uświadamiając sobie, jak bardzo go kocha, jak bardzo ciągnie go do tego człowieka, jak bardzo on mu się podoba, jaki jest przystojny, inteligentny i jak mu dobrze w towarzystwie Salazara. Uświadamiał sobie raz za razem, jak bardzo się cieszy, że go poznał i że nie pozwolił nikomu ostatecznie zniszczyć ich relacji. Uderzała go świadomość, że po raz kolejny obudził się u jego boku albo że idzie spać wtulony w niego i jak wielkie to jest szczęście, jak bardzo chce, żeby to trwało i trwało. Nieraz miał wrażenie, jakby to była nowość - czuł się wtedy jak na samych początkach ich związku, kiedy jeszcze nie mieszkali razem i jedynie dane im było spędzić akurat noc razem.
Sergio sądził, że to na tym polegał sekret ich szczęścia i tego, że ich miłość się nie wypalała: po prostu na fakcie, że nie traktowali tego związku jako czegoś, co po prostu jest i w związku z tym nie trzeba o to dbać. Zresztą kiedy słuchał swoich pacjentów, którym rozpadały się małżeństwa - jedne po dziesięcioleciach, inne po kilku latach - to zwykle to właśnie było powodem: rutyna, brak dbałości o osobę partnerską i pewność, że to, co się ma, jest już dane na zawsze. Nuda w związku. To, że ludzie nie dobierali się w pary z najlepszymi przyjaciółmi (w granicach swojej orientacji, oczywiście), tylko przyjaciół całkowicie oddzielali od związków; za to w związki wchodzili po prostu z ludźmi, którzy mieli jakąś cechę, która ich pociągała - zwykle była to uroda lub pieniądze. Budowanie relacji na czymś tak nietrwałym i na niczym więcej, nie mogło mieć przyszłości.
Rozpromienił się jeszcze bardziej, gdy Sal oparł czoło o jego ramię i splótł z nim palce. Psycholog przytulił policzek do jego włosów i przymknął na chwilę oczy.
- Chętnie wybiorę się na randkę - odpowiedział, w środku skacząc kolejne kozły radości - Zaczekamy jeszcze chwilę na pacjenta, ale coś sądzę, że się nie pojawi. Ludzie często tak mają, że się umawiają na wizyty i nie przychodzą, nie odwołując ich wcześniej. Na szczęście muszą za nie z góry zapłacić, więc przynajmniej nie jesteśmy na tym stratni. A gdzie chciałbyś mnie zabrać?

Salazar Martinez