z cyklu co ja tu robię
: wt kwie 28, 2026 4:43 pm
1.
Nie potrzebował w teorii zmieniać nic w swoim życiu. Już i tak było nad wyraz beznadziejne, zmieszane i skrzywione pod wpływem tempa upływającego czasu oraz jego własnych chorych decyzji. Miał jednak dość tego syfu, tym co się trudnił i faktem, że dostał po dupie. Życie nocne w Toronto udawało mu się do czasu aż sam dostał gonga. Dostał lekcję życia a pasmo więzienia było tuż za rogiem, dlatego też w teorii musiał się ogarnąć, zacząć szukać normalnej pracy i.. chociaż spróbować naprawić to poprane życie. Nie żeby był fanem wczesnego wstawania, ale jednak - skoro miał dzisiaj zaczynać i dostać szansę, pasowało się poświęcić. Poranki to była jego zmora, znacznie bardziej lubił nocne życie, a potem odsypianie za dnia. Chociaż sam nie ćpał i nie pił jak Ci którym ów towar dostarczał, tak po prostu często zostawał aby wczuć klimat imprezy, może i coś komuś ukraść dla pieniędzy. Colton już taki był, wykolejony i nauczony tego jak łatwo zarobić i się nie narobić. Ten chłopak, który marzył i chciał zostać kimś, utknął gdzieś w nim na dobre, bez perspektywy powrotu zza świata. Stał się kimś na kogo nie mógł patrzeć w lustrze, kimś kto był tą gorszą wersją jego samego. Niestety. Zostawiając życie w Ottawie, to tutaj miało majaczyć się jako szansa dla niego, coś dobrego i nowego. Tymczasem o to był znów na dnie swego istnienia, kołatany myślami w stylu - "po co ja właściwie żyje".
Dzisiejszego dnia miał zajrzeć do kawiarni, do miejsca w którym bywał kilka razy aby uzupełnić kofeinę i uciekać dalej w życie. Zazwyczaj nie przejmował się tymi ulotkami, które mieli ale jednego dnia zgarnął tą jedną z gorącym hasłem o poszukiwaniu pracownika. W zasadzie nie umiał nic w swoim życiu oprócz złodziejstwa i grania na nerwach, miałby więc sprawdzić się tutaj? Nie widział jakoś tego, ale gdy zadzwonił już na podany numer, umówił się z właścicielem iż wpadnie w tygodniu, ktoś go tam przyuczy i pokaże co z czym się wiąże. Jemu to odpowiadało, to miała być próba i bez z góry określonego planu test dla niego samego. A nóż się uda albo po prostu po godzinie pieprznie fartuchem i wróci do domu. Proste. Nie oczekiwał po tym miejscu cudów, od tak obsługa osób i sprzedaż słodkości, pieczywa, kawy z wzorkami. To miało być takie trudne? Chyba nie.
Lewis jednak był leniwy i był nieco nierozgarnięty, głównie przez swoje problemy oraz to co miał na głowie. Wciąż rozpamiętywał moment w którym go złapali i kazali donosić, policjanci czy też nie - był w ciemnej dupie. Sam nie wiedział co gorsze, a jego dalsza kariera dilera była aktualnie mocno napięta. Potrzebował grosza aby przeżyć, a jeśli miał to dalej czynić w Toronto, to wypadało się ogarnąć. Umył się i ubrał w swoje szerokie gangsterskie portki, a potem po prostu udał się na miejsce, z tym swoistym luzem i wyjebką. Sam nie widział siebie tutaj, parzącego kawę - więc w sumie na początku myślał o tym aby zrobić jak najgorsze wrażenie, a potem spadać stąd.
- Hejka! Nie wiem czy to do Ciebie miałem się zgłosić na dzień próbny. Kawka i herbatka, gadka i szmatka. No nie? - zarzucił swoim luźnym tekstem w stronę dziewczyny, która stała akurat za ladą. Dostrzegł plakietkę z jej imieniem i skojarzył fakty gdy szef o niej wspominał. To ona miała się nim zająć i sprawdzić czy się w ogóle nadaje.
Bonnie Miller
Nie potrzebował w teorii zmieniać nic w swoim życiu. Już i tak było nad wyraz beznadziejne, zmieszane i skrzywione pod wpływem tempa upływającego czasu oraz jego własnych chorych decyzji. Miał jednak dość tego syfu, tym co się trudnił i faktem, że dostał po dupie. Życie nocne w Toronto udawało mu się do czasu aż sam dostał gonga. Dostał lekcję życia a pasmo więzienia było tuż za rogiem, dlatego też w teorii musiał się ogarnąć, zacząć szukać normalnej pracy i.. chociaż spróbować naprawić to poprane życie. Nie żeby był fanem wczesnego wstawania, ale jednak - skoro miał dzisiaj zaczynać i dostać szansę, pasowało się poświęcić. Poranki to była jego zmora, znacznie bardziej lubił nocne życie, a potem odsypianie za dnia. Chociaż sam nie ćpał i nie pił jak Ci którym ów towar dostarczał, tak po prostu często zostawał aby wczuć klimat imprezy, może i coś komuś ukraść dla pieniędzy. Colton już taki był, wykolejony i nauczony tego jak łatwo zarobić i się nie narobić. Ten chłopak, który marzył i chciał zostać kimś, utknął gdzieś w nim na dobre, bez perspektywy powrotu zza świata. Stał się kimś na kogo nie mógł patrzeć w lustrze, kimś kto był tą gorszą wersją jego samego. Niestety. Zostawiając życie w Ottawie, to tutaj miało majaczyć się jako szansa dla niego, coś dobrego i nowego. Tymczasem o to był znów na dnie swego istnienia, kołatany myślami w stylu - "po co ja właściwie żyje".
Dzisiejszego dnia miał zajrzeć do kawiarni, do miejsca w którym bywał kilka razy aby uzupełnić kofeinę i uciekać dalej w życie. Zazwyczaj nie przejmował się tymi ulotkami, które mieli ale jednego dnia zgarnął tą jedną z gorącym hasłem o poszukiwaniu pracownika. W zasadzie nie umiał nic w swoim życiu oprócz złodziejstwa i grania na nerwach, miałby więc sprawdzić się tutaj? Nie widział jakoś tego, ale gdy zadzwonił już na podany numer, umówił się z właścicielem iż wpadnie w tygodniu, ktoś go tam przyuczy i pokaże co z czym się wiąże. Jemu to odpowiadało, to miała być próba i bez z góry określonego planu test dla niego samego. A nóż się uda albo po prostu po godzinie pieprznie fartuchem i wróci do domu. Proste. Nie oczekiwał po tym miejscu cudów, od tak obsługa osób i sprzedaż słodkości, pieczywa, kawy z wzorkami. To miało być takie trudne? Chyba nie.
Lewis jednak był leniwy i był nieco nierozgarnięty, głównie przez swoje problemy oraz to co miał na głowie. Wciąż rozpamiętywał moment w którym go złapali i kazali donosić, policjanci czy też nie - był w ciemnej dupie. Sam nie wiedział co gorsze, a jego dalsza kariera dilera była aktualnie mocno napięta. Potrzebował grosza aby przeżyć, a jeśli miał to dalej czynić w Toronto, to wypadało się ogarnąć. Umył się i ubrał w swoje szerokie gangsterskie portki, a potem po prostu udał się na miejsce, z tym swoistym luzem i wyjebką. Sam nie widział siebie tutaj, parzącego kawę - więc w sumie na początku myślał o tym aby zrobić jak najgorsze wrażenie, a potem spadać stąd.
- Hejka! Nie wiem czy to do Ciebie miałem się zgłosić na dzień próbny. Kawka i herbatka, gadka i szmatka. No nie? - zarzucił swoim luźnym tekstem w stronę dziewczyny, która stała akurat za ladą. Dostrzegł plakietkę z jej imieniem i skojarzył fakty gdy szef o niej wspominał. To ona miała się nim zająć i sprawdzić czy się w ogóle nadaje.
Bonnie Miller