Strona 1 z 1
Pretty when you say my name like that
: śr kwie 29, 2026 7:23 pm
autor: River Cross
Była zaskoczona, jak szybko Ruelle się do niej odezwała. Była pewna, że weźmie ją na przeczekanie albo po prostu zapomni o niej na kilka tygodni, a tu proszę. Nie dość, że upomniała się o jej uwagę, to jeszcze zaprosiła ją na randkę! Randka to zdecydowanie górnolotne słowo jak na ich spotkania, ale River nie miała ochoty szukać innego, które lepiej by się wpasowywało. Chyba nie znała aż tak wielu nieprzyzwoitych słów. Kto by się zresztą przejmował semantyką?
Bar miał być bezpiecznym, neutralnym terenem. Myślała, czy nie powinna po prostu zaprosić jej do siebie, ale to byłby zbyt desperacki ruch. Na takie sobie przecież nie pozwoli. A zresztą, miały przecież się spotkać i omówić dotychczasowe szkice. Nie było mowy o żadnych kolejnych. Może gdyby Prescott przestała się tak wzbraniać rękami i nogami i po prostu przyznała wprost, czego chce, to byłoby inaczej. A tak? Niech się cieszy, że dostała chociaż tyle.
Tym razem to ona zjawiła się na miejscu pierwsza. Zsunęła z ramion skórzaną kurtkę i odwiesiła ją na wieszak w pobliżu loży. Czekając przy barze na drinka strzepnęła z rękawa koszulki z Deftones jakiś bliżej nieokreślony pyłek. A może tylko jej się wydawało, że coś na niej było? Mniejsza z tym. Usiadła z alkoholem na wolnej kanapie i wyjęła z torby swój szkicownik. Miała jeszcze trochę czasu, nawet zakładając, że Ruelle nie planowała się spóźnić. Mogła spokojnie zająć się własną rozgrywką. Bez większego zaangażowania i zrozumienia słuchała sączącej się z głośników gitarowej muzyki i kontynuowała pracę nad jednym ze szkiców, na którym znajdowała się jej modelka. To był świeży pomysł, zaczęła go dopiero po tej krótkiej zadziwiająco długiej wymianie wiadomości. Kto by pomyślał, że dziewczyna będzie potrafiła ją zainspirować nawet na odległość? To pewnie dzięki temu, jak dobrą była artystką. Przecież wszystko nie mogło być zasługą muzy. To ona dzierżyła w palcach ołówek.
Podniosła głowę znad zeszytu, gdy dźwięki muzyki zostały zakłócone przez hałas ulicy wpuszczony przez otwarte drzwi. Odstawiła na stolik pustą już szklankę po drinku. Mogła zamówić nieco więcej, była jeszcze zdecydowanie zbyt trzeźwa na to, co ją pewnie dzisiaj czekało. Cierpliwie czekała, aż Prescott do niej podejdzie, przez cały czas uważnie i bez skrępowania śledząc ją wzrokiem. Kiedy dziewczyna zatrzymała się przy stoliku, zamknęła notes.
— Jednak mnie nie wystawiłaś — przywitała się, niespecjalnie zaskoczona tym faktem. W końcu to był jej pomysł, jak mogłaby z niego zrezygnować? Podniosła się z miejsca, chowając szkicownik do torby. Zrobiła krok w stronę Prescott, nachyliła się do niej i musnęła jej usta w ledwie wyczuwalnym pocałunku.
— Czego się napijesz, moja randko? — Wyprostowała się, wciąż nie odrywając od niej oczu. Skoro już wybrała tak drogi lokal, to mogła ją przynajmniej rozpieścić kilkoma darmowymi porcjami. Tak się przecież robi na randkach.
Ruelle I. Prescott
Pretty when you say my name like that
: śr kwie 29, 2026 8:50 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Miała się do niej nie odzywać. Nie widziała powodów do tego, aby to robić, ale w końcu dała się pokonać swojej własnej ciekawości. Chciała wiedzieć czy faktycznie dokończyła ten szkic, który porzuciła tamtej nocy, gdy zdecydowała jednak dołączyć do niej w łóżku.
To River była tą, która cały czas żartowała o tym, że Prescott powinna ją wyciągnąć na randkę. Postanowiła chociaż ten raz wyłożyć na stół uno reverse card i samej zastosować ten wybieg. Była ciekawa tego, co takiego mogłaby zaplanować Cross. Uwielbiała się z nią droczyć.
Nie zamierzała się zbytnio stroić. Jeszcze czego. Zwłaszcza, że była po niezwykle ciężkim dniu na uczelni. Wciąż było zbyt zimno, żeby pozwoliła sobie na ubranie krótszej spódniczki. W związku z tym miała na sobie obcisłe czarne jeansy i t-shirt z Misfits, na który narzuciła skórzaną kurtkę.
Bar wydawał się idealnym miejscem. Neutralnym, niezbyt zobowiązującym. To nie był wspólny posiłek albo jakiś bardziej wyszukany wypad. Pewnie odrobinę się napiją i rozejdą... O ile tylko Ruelle nie postanowi znowu wypić odrobinę za dużo. Wtedy mogła stać się nieco zbyt... Dotykalska.
Starała się być na czas. Mogła mieć jedynie lekkie opóźnienie. Niemniej chyba nie miało to żadnego znaczenia. Na pewno nie dla River, która z tego, co Rue zdołała zauważyć, dalej siedziała ze swoim szkicownikiem. Jej uwadze nie umknęło również to, że zdecydowała się na tę samą koszulkę, którą wcześniej proponowała tanatopraktorce. Teraz lekko żałowała tego, że jednak nie zostawiła na niej swojego zapachu.
Zauważyła bez problemu ten szkicownik wepchnięty do torby, ale na razie się o niego nie dopytywała. W końcu jeszcze nawet się nie przywitała. Nie spodziewała się jednak tego, że River postanowi ją przywitać krótkim i zdecydowanie zbyt delikatnym pocałunkiem.
Nie podobało jej się to. Był zbyt zwyczajny. Te, które dotychczas ze sobą dzieliły były albo drażniące i kuszące lub też przesycone pożądaniem. Nigdy nie były: takie. Nie pasowały one do nich.
- Jak mogłabym cię wystawić? - odpowiedziała, siadając w wybranej przez dziewczynę loży i zaraz też rzuciła na miejsce obok siebie swoją kurtkę. - Nie przesadzasz z tym tytułowaniem? I może być coś z rumem.
Nie miała zbyt wygórowanych wymagań. W tym momencie napiłaby się po prostu czegokolwiek, a ciekawiło ją też, co takiego w ogóle Cross mogłaby jej zaoferować.
River Cross
Pretty when you say my name like that
: śr kwie 29, 2026 9:24 pm
autor: River Cross
Nie miała w planach pilnować jej co do minuty. Równie dobrze mogłaby się spóźnić nawet godzinę. Przecież miała własne zajęcie, czas upłynąłby jej bardzo szybko. To wcale nie było tak, że wyczekiwała jej z niecierpliwością rosnącą wprost proporcjonalnie do minut zbliżających ich do umówionej godziny. No dobrze, może odrobinkę. Taką ledwie zauważalną troszkę. Na szczęście nie wystawiła jej nerwów na próbę. Jeszcze. Na pewno zrobi to tego wieczoru wielokrotnie. Wystarała się przecież już w trakcie wymiany wiadomości. Ze też musiała być taka pyskata nawet przez ekran telefonu. Niereformowalna kobieta.
— Coś z rumem — powtórzyła, skinąwszy głową. Nie było to skomplikowane zamówienie. Zgarnęła pustą szklankę i ruszyła w stronę baru, zostawiając ją na moment samą. Zamówiła dla każdej z nich podwójne daiquiri, nie próbując nawet zgrywać wielkiej znawczyni drinków. Domyślała się, że nie ma co tutaj dyskutować na ich temat z barmanką, na pewno spróbowałaby jej wcisnąć jakiś najdroższy szajs. Obserwowała kobietę przy pracy, notując w głowie jej imię. Jeżeli Prescott postanowi jednak dzisiaj zgrywać świętoszkę, barmanka będzie całkiem niezłym substytutem. Ale to później. Przestała pożerać kobietę wzrokiem i wróciła do kobiety, z którą przecież się tutaj umówiła.
Usiadła obok Prescott, wręczając jej drinka. Stuknęła szklanką o jej szkło i upiła od razu kilka łyków. Przez tę krótką chwilę obserwowała ją z bliska, badając wzrokiem każdy odkryty fragment skóry. Było ich niestety dużo mniej niż tego chciała. To, że zawsze wyglądała dobrze, to osobna zaleta. Nie wystroiła się specjalnie dla niej i to nie ulegało wątpliwościom. Cross na pewno to sobie zapamięta.
— Mam cię nie tytułować randką? Próbowałam być czarująca, zanim zacznę nazywać cię moją suką. — Uśmiechnęła się dość niewinnie, jak na słowa, którymi ją obdarowała. Zwrot wcześniej zaproponowany przez Prescott podobał jej się bardziej, ale zaczynanie z wysokiego C było przecież głupotą. Napięcie powinno urosnąć z czasem, a jak miałyby się piąć wzwyż, jeśli zaczną już na samym szczycie?
— Ale chyba wolisz mnie w tej bezczelnej wersji, co? — dodała, przesuwając paznokciem po skórze na jej szyi, gdzie zauważyła delikatny ślad po jednej z malinek. W tym miejscu musiało ich być po prostu sporo, skoro się tak dzielnie uchował. Uśmiechnęła się triumfalnie, zadowolona z kolejnego ze swoich dzieł. Dobrze, że nie groziło jej popadnięcie w samouwielbienie. Taplała się w nim przecież od wielu lat.
—Albo w takiej, która cię rozpieszcza? — Przekrzywiła nieznacznie głowę, zastanawiając się, która opcja była najbliższa prawdy. Pewnie wszystkie! Musiała ją uwielbiać w każdej możliwej formie. Nic dziwnego.
Ruelle I. Prescott
Pretty when you say my name like that
: śr kwie 29, 2026 10:23 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Były naprawdę siebie warte pod każdym względem. Musiały zawsze się drażnić i bawić w przeciąganie mentalnej liny w czasie dyskusji. Przerzucały się ciętymi uwagami, wykonywały fikołki logiczne, a wszystko po to, aby zawsze postawić na swoim. Ich wyczyny były naprawdę godne podziwu.
- Dokładnie. Dasz radę - uśmiechnęła się jeszcze do niej z lekkim rozbawieniem, bo naprawdę nie były to żadne wygórowane wymagania.
Rozsiadła się wygodnie i obserwowała to jak River wędruje do baru, aby zakupić dla nich pierwszą kolejkę drinków. Nie miała pojęcia w ilu się zamkną. Ani tego czy Cross postanowi powziąć się swojej wcześniejszej taktyki i będzie starała się narzucić jej tempo. Prescott wydawało jej się, że rysowniczka miała mocniejszą głowę, ale prawda była taka, że poprzednim razem zdążyła się sama już całkiem nieźle wstawić nim w ogóle River pojawiła się w zasięgu wzroku.
Nawet z tej odległości dostrzegła spojrzenie jakim jej towarzyszka obdarzała barmankę. Nie była zazdrosna. Nie miała o co. Uznała tylko, że naprawdę świadczyło to w pewien sposób o Cross skoro zaprosiła ją na randkę, która mogła się skończyć naprawdę różnie znając ich relację i wciąż porywała się na to, aby bezczelnie obczajać stojącą za barem dziewczynę.
Przyjęła zaoferowanego drinka, uznając wybór za jeden z tych bardziej typowych i uznawanych za bezpieczne. Zero szaleństw. Niemniej z pewnością doceniała i nie marnowała zbyt wiele czasu, aby upić pierwszy łyk, podłapując uważne spojrzenie Cross. Również jej się przyglądała. Musiała przyznać, że było w niej coś, co sprawiało, że naprawdę lubiła czuć na sobie jej wzrok. Sprawiał, że czuła się widziana jak nigdy dotąd. Może dlatego, że swoim spojrzeniem River rozbierała ją na przynajmniej kilka różnych sposobów.
- Czarująca? Dla mnie? Nie podejrzewałabym cię o coś podobnego - odpowiedziała, uśmiechając się z rozbawieniem. - Wolisz teraz bawić się w pozory?
Rysowniczka dała jej już odczuć to, co o niej myślała. Była jej muzą, jej natchnieniem i inspiracją, ale także jej suką. Z pewnością chętnie zacisnęłaby na jej szyi obrożę i udowodniła to jak bardzo mogło do niej pasować to określenie.
- Jest jeszcze jedna wersja, o której zapominasz - mruknęła, odchylając mimowolnie głowę, aby pozwolić jej swobodnie eksplorować palcami skórę jej szyi.
Chociaż się starała to nie sposób było zakryć wszystkie ze śladów, które pozostawiła sobie River. Musiała jakiś przeoczyć przez zwykłą nieuwagę. Było ich naprawdę sporo. Część znajdowała się w stanie niemal nietkniętym ukryta pod materiałem ubrania.
- Ta wersja, która trzyma mnie kurczowo i zatraca się we własnych jękach... Tę lubię najbardziej - odpowiedziała, poprawiając się na kanapie i przesuwając nieco bliżej w kierunku rysowniczki.
Na tyle blisko, że musnęła kolanem jej udo, ale nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Najważniejsze, że powietrze między nimi znowu stało się jakieś trochę... żywsze?
River Cross
Pretty when you say my name like that
: czw kwie 30, 2026 10:16 am
autor: River Cross
Bar był idealną opcją na takie spotkanie. Po pierwsze, zawsze była w stanie znaleźć tu dla siebie zastępstwo, jeżeli Ruelle faktycznie w końcu ją oleje i pójdzie w swoją stronę. Barmanka była bezpieczną opcją, bo raczej stąd za szybko nie ucieknie. Wyglądała dobrze, uśmiechała się do Cross – czego chcieć więcej? Oczywiście nie miało to nic wspólnego z celowym wzbudzaniem zazdrości w Prescott. Nie spodziewała się, że byłaby to w ogóle w stanie zrobić w ten sposób. Na pewno nie w tak subtelny. Mogła z pewnością zdecydować się na jakąś spelunę, która sprawiałaby wrażenie mniej zobowiązującej. Coś ją jednak podkusiło, by pokazać, że ma gest. Mogła stawiać jej drinki cały wieczór, choćby wymagało to ogołocenia konta. Czuła po prostu, że dzisiaj Prescott nie pasuje jej do speluny. Tutaj zresztą nikt im nie będzie przeszkadzał. Wciąż były w tłumie, ale dzięki loży i względnie kulturalnemu towarzystwu były ukryte przed niepotrzebnymi zetknięciami z kimś, kto mógłby zaburzyć ich rytm. Na przykład z barmanką.
— Nigdy mnie nie kręciło wchodzenie w role. — Pokręciła głową przecząco, żeby podkreślić, że o żadnych pozorach nie ma nawet mowy. Ostatnie, co przyszłoby River do głowy, to bycie kimś innym, a nie sobą. Nic lepszego ją w życiu nie spotkało niż ona sama, po co miałaby z tego dla kogokolwiek rezygnować? Okropny pomysł.
Odwróciła się na kanapie w jej stronę. Jedną nogę zgięła w kolanie i podciągnęła, opierając o miękkie obicie, by móc usiąść bokiem. Ramię położyła na oparciu, pozwalając dłoni opaść tuż obok ramienia Ruelle, na włos od dotyku. Drugą rękę położyła na jej kolanie i pociągnęła stanowczo, pozbywając się ostatniego skrawka przestrzeni między nimi.
— Niedobrze. To też moja ulubiona wersja ciebie. Nie dostaniemy przecież obu na raz. — Wywróciła oczami rozbawiona, że nawet w takiej kwestii nie są w stanie po prostu się zgodzić i obrać wspólnej wersji. Chociaż właściwie w pewien sposób bardzo się tutaj ze sobą zgadzały. To nawet gorzej. Zgadzały się, a mimo tego nie będą w stanie dojść do porozumienia. Cross miała wrażenie, że nawet gdyby się postarały, to by im te sprzeczności tak perfekcyjnie nie wychodziły.
— To o której wersji myślałaś na tych wielce nudnych zajęciach? — zapytała, sięgając wolną ręką do swojej szklanki. Wcześniej postawiła szkło na stoliku blisko Prescott, przez co sięgając po alkohol musiała znacznie nachylić się w jej stronę. Znowu jednak zabrakło kilku milimetrów, by ich ciała porządnie się ze sobą zetknęły. Nietrudno było się domyślić, że każdy z tych drobiazgów był bezczelnie zaplanowany i wykalkulowany. Spojrzała nad nią znad swojego daiquiri, bardzo ciekawa odpowiedzi. W pięknych okolicznościach randki powinna pewnie zapytać, co Prescott w ogóle studiuje, bo nie miała pojęcia, ale jakoś nie wpadło jej to do głowy.
Ruelle I. Prescott
Pretty when you say my name like that
: czw kwie 30, 2026 11:21 am
autor: Ruelle I. Prescott
Z pewnością znalazłoby się jeszcze kilka opcji, gdzie mogłyby się umówić, ale bar był opcją, która najszybciej przychodziła do głowy i stanowiła bezpieczną opcję. Prescott nie zamierzała narzekać. Wyciągnie od niej kilka drinków, zabawią się i każda będzie mogła pójść w swoją stronę... albo i nie. Zauważyła, że przy River często sprawy nie kończyły się tak jak mogła to sobie planować lub wyobrażać. Dlatego nie starała się teraz myśleć o niczym konkretnym i po prostu dawała się porwać temu, co się działo.
- Zadziwiające. Odniosłabym wrażenie, że jest zupełnie inaczej - odpowiedziała, uśmiechając się zadziornie. - W łóżku dosyć szybko weszłaś w dominującą rolę.
Właśnie tak to widziała: jako rolę. Sama również przywdziała odpowiednią, aby odwołać się do preferencji Cross i nie kryło się za tym nic więcej. Może mogłaby to robić częściej skoro rysowniczka zapewniała jej tak cudowne przeżycia, ale bała się, że tym samym za bardzo uderzyłaby jej do głowy.
Wydała z siebie cichy i krótki odgłos zaskoczenia, gdy tylko River odwróciła się w jej stronę i szarpnęła ją w swoją stronę. Przez moment nawet zastanawiała się czy nie powinna skorzystać z okazji i władować się jej na kolana. Na pewno byłaby to o wiele wygodniejsza pozycja, ale postanowiła zaczekać z tym przynajmniej do momentu, aż Cross w końcu pokaże jej swoje rysunki.
- Wygląda na to, że mamy w takim razie problem - stwierdziła krótko i sama obróciła się nieco bardziej w jej stronę.
Nawet jeśli się ze sobą w czymś ze sobą zgadzały to wciąż stały w opozycji do siebie, co było totalnym absurdem. Podobnie zresztą jak cała ta relacja, w którą się wplątały. Naprawdę trudno jej było pojąć dlaczego pod względem fizycznym tak bardzo je do siebie ciągnęło.
Była świadoma każdego jej ruchu. Tego, że były idealnie wykalkulowane i wycelowane w nią tak, aby doprowadzić ją do szału. Nie była jednak zdecydowanie tak łatwa jak Cross mogłaby przypuszczać.
- Myślałam przede wszystkim o twoich szkicach - odpowiedziała, sięgając praktycznie po omacku po swojego drinka. - Zastanawiałam się czy skończyłaś te rysunki, które chciałaś i czy nie rozpraszałaś się zbytnio, myśląc o tym co robiłyśmy.
Upiła łyk swojego daiquiri i przechyliła odrobinę głowę, aby spojrzeć na nią pod zupełnie innym kątem. Mogła teraz przysunąć się odrobinę bliżej, ale nie chciała naruszać przestrzeni między nimi bardziej niż było to faktycznie potrzebne.
River Cross
Pretty when you say my name like that
: czw kwie 30, 2026 12:11 pm
autor: River Cross
Uniosła brew, patrząc na nią z niedowierzaniem. Nie miała pewności, czy dziewczyna sobie z niej żartuje, czy może próbuje specjalnie ją zirytować. To drugie było dużo bardziej prawdopodobne, przecież robiła to bez przerwy
— No tak, bo poza nim jestem potulna jak baranek — prychnęła niezadowolona z takiej oceny. Nie widziała tego w kategoriach żadnej roli. Była tak bardzo sobą, jak to tylko możliwe. No dobrze, może nieco przekoloryzowaną, ale to wyłącznie ze względu na próby zachowywania jakichkolwiek konwenansów w codziennym życiu. I tak ignorowała sporo z nich, a przy Prescott pewnie nawet większość. Pewnie nie powinna zachowywać się na drugiej randce tak, jak teraz, ale przecież nie miała zamiaru przestawać.
— Myślałaś, że jakkolwiek mnie rozproszysz? Przecież rysowałam mając cię na wyciągnięcie ręki. Czemu myśli miałyby mi przeszkadzać? — Nie traciła rezonu ani pewności siebie. Nie istniało przecież zbyt wiele rzeczy, które mogłyby choć trochę odsunąć ją od rysowania. Z drugiej strony, Prescott oczywiście wpłynęła na to, co ostatnio tworzyła. Powinna pewnie zabrać się za coś, za co jej zapłacą, a jednak cały czas miała ochotę malować wyłącznie rzeczy kojarzące jej się z tanatopraktorką. Nie ukrywała tego przed nią, ale ujęła to w nieco innych słowach. Wygodniejszych. Nie mogła pozwolić wejść sobie na głowę, bo wtedy na pewno coś w szkicach by się popsuło. Skoro wynik eksperymentu będzie różny przez sam fakt, że się go obserwuje, to co dopiero ze sztuką! Jeżeli na nudną naukę drobiazgi potrafiły wpływać tak mocno, to rysunki były w niebezpieczeństwie.
Zdawała sobie sprawę, że Ruelle chce wreszcie zobaczyć samą siebie w rysunkowej wersji – ale znów – nie mogła dać sobie wejść tak łatwo na głowę. Dziewczyna ją ostrzegała, że tresura może trwać długo, ale Cross miała przecież mnóstwo czasu. W końcu nauczy ją mówić wprost, a z tego już prosta droga do proszenia. Wpatrywała się w jej oczy, znów poświęcając jej całą swoją uwagę. Odkładanie reszty świata na bok to była tylko formalność, a przy kimś takim jak Ruelle to robiło się dziecinnie proste. Pewnie gdyby nie lubiła aż tak być obserwowana, robiłaby to rzadziej. Ale tę kartę odsłoniła przecież bardzo szybko. Wzrok rysowniczki zsunął się na usta modelki i to one przez moment stanowiły najważniejszy obiekt we wszechświecie, jakby były jedyną potrzebą, jaką Cross kiedykolwiek czuła. Zasmakowanie ich byłoby jednak zbyt proste. Odwróciła w końcu wzrok i odłożyła szklankę na stolik. Sięgnęła po ołówek, który na nim leżał i schyliła się do torby.
— Ach, zupełnie zapomniałam — powiedziała, sięgając po szkicownik. Nie wyjęła go jednak, po prostu nieco go przesunęła. Wreszcie znalazła w torbie to, czego szukała. Wyprostowała się. W dłoniach nadal trzymała ołówek, na którego końcówce zawieszone były majtki Prescott, które ostatnio u niej zostawiła. Nie próbowała się nawet kryć z tym znaleziskiem, dzięki czemu każdy, kto akurat przechodził obok jej loży, zyskał doskonały widok na bieliznę. Kusiło ją przez moment, by rzucić okiem, czy barmanka wyłapała ten moment, ale zrezygnowała. Reakcja Rue była dla niej istotniejsza.
— To jest chyba twoje, prawda? — zapytała, marszczą brwi, jakby faktycznie nie była tego pewna. No tak, kobiety pewnie zostawiały u niej bieliznę w hurtowych ilościach, licząc, że dzięki temu jednak nie wyparują z pamięci River! A nie, moment, to tylko Ruelle.
Ruelle I. Prescott
Pretty when you say my name like that
: czw kwie 30, 2026 2:06 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Uśmiechnęła się kpiąco. Oczywiście, że nie. River nigdy nie była potulna. Jednak zadziwiało ją jak bardzo zależało jej na tym, aby podkręcić to wszystko u usilnie spróbować zwchować pewien wizerunek. Nie chciała pozwolić jej na przejęcie jakiejkolwiek inicjatywy przez długi czas. Prescott zastanawiała się czy bała się, że w ten sposób zagrozić jej pozycji. To z kolei znaczyłoby tyle, że nie była jej pewna. Może zatem Ruelle mogłaby to jakoś wykorzystać przeciwko niej?
- Nie jesteś. To fakt - przyznała na głos, kiwając lekko głową. - Wciąż jednak było w tym coś w rodzaju teatralności. Lubisz roleplay?
Musiała się z nią podroczyć. Inaczej chyba by się udusiła. Obie jednak na swój sposób weszły w jakąś rolę podczas tamtego wieczoru. Być może w jakiś sposób wierną temu kim były, ale wciąż wyolbrzymioną i w jakiś sposób dostosowaną do tej drugiej. Razem tworzyły na pewno coś niezapomnianego i niezwykle zmysłowego. Trudno było się temu wyrwać.
- Na pewno poniosła mnie nieco wyobraźnia, gdy wyobrażałam sobie jak musisz oderwać się od rysunku, aby się dotknąć na myśl o tym, co wspólnie robiłyśmy... W końcu miałaś wcześniej wystarczająco dużo samozaparcia, by dołączyć do mnie w łóżku dopiero, gdy doszłam - stwierdziła z zadziornym uśmiechem. - Chociaż kto wie... Może bez mojego wzroku jest ci łatwiej się złamać.
Może właśnie na tym polegał ten dziwny fenomen. Nie była w stanie się przekonać o tym jaka była River, gdy na nią nie patrzyła. Na pewno była jakaś część rysowniczki, której nigdy nie widziała na własne oczy, a która mogłaby się okazać cholernie interesująca, gdyby tylko przestała prowadzić z nią tak skomplikowaną grę.
Nie miała w ogóle pojęcia na temat tego jak wielkie spustoszenie mogła poczynić w głowie Cross samą swoją obecnością. Może lepiej było, że tego nie wiedziała. Jeszcze za bardzo uderzyłoby jej do głowy. Chociaż może już pozwalała sobie na zdecydowanie zbyt wiele, gdy chodziło o Cross. Powinny pewnie jakoś ograniczyć kontakt ze sobą i nie pozwolić sobie na to, aby za bardzo się przyzwyczaiły do swojej obecności.
Dawały sobie zbyt dużo czasu i przestrzeni. Tresura w ogóle nie powinna mieć miejsca, bo oznaczała jedynie przywiązanie i zaangażowanie, a o czymś takim w ich przypadku nie powinno w ogóle być mowy. Nie znosiły się. Gryzły się ze sobą zarówno w sensie metaforycznym jak i dosłownym, bo wciąż ich skóra pamiętała uszczypnięcia zębów, które potrafiły przebić się przez nią niemal do krwi.
Z pewnym zainteresowaniem obserwowała uważnie kolejne ruchy River. Przesunęła językiem po dolnej wardze, zbierając resztki drinka, które na niej osiadły i śledziła jak uzbrojona w ołówek dłoń wsuwa się do torby. Wyciągnięcie szkicownika byłoby jednak zdecydowanie zbyt proste. Wiadome było, że River musi wymyślić coś innego.
Zaskoczył ją widok własnej bielizny, która w tej chwili była wystawiona na niemal publiczny widok. Starała się zachować kamienny wyraz twarzy. Mogła być jedynie szczęśliwa, że nieco ciemniejsza karnacja sprawiała, że jakikolwiek rumieniec na jej twarzy stawał się trudniej zauważalny. Zwłaszcza w półmroku jaki panował w barze.
Zauważyła jak przechodząca obok para zerka w ich kierunku znacząco. Wiedziała już, co przechodzi im przez myśl. Tak mało potrzebne było do tego, aby otrzymała w ich głowie łatkę dziwki. Nie zamierzała jednak pozwolić na to, aby coś takiego w jakikolwiek sposób na nią wpłynęło.
Chciała wyjść z tej całej konfrontacji z godnością, co zdecydowanie było trudne w momencie, gdy jej majtki zwisały z ołówka Cross i wyglądały na ewidentnie znoszone. Wyciągnęła jednak po nie rękę i bez mrugnięcia okiem chwyciła materiał, który potem wcisnęła w kieszeń swojej kurtki. Spokojne wykonanie tego manewru oraz nieprzerwany kontakt wzrokowy miały jedynie udowodnić, że nie wstydziła się absolutnie niczego.
- Czyli jednak zdecydowałaś się je zwrócić? - spytała tylko, postanawiając zająć się na chwilę swoim drinkiem. - Były dla ciebie źródłem inspiracji?
W tym momencie pożałowała tego, że jednak nie poświęciła tych kilku minut na to, aby jednak poszukać swojej zaginionej bielizny na podłodze rysowniczki. Przynajmniej nie pozwoliłaby jej na to, aby wycięła podobny numer w miejscu publicznym. Zdecydowanie jej nie doceniła.
River Cross
Pretty when you say my name like that
: czw kwie 30, 2026 3:14 pm
autor: River Cross
— Lubię, kiedy ludzie cosplayują moich bohaterów. — Wzruszyła ramionami, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Roleplay nigdy nie był jej mocną stroną, ale przecież nie będzie się jej teraz zwierzać z meandrów własnych zainteresowań. Najprostszym rozwiązaniem była kolejna, drobna popisówa. Pozostała w podobnej sferze tematycznej, ale wniosła się na piedestał. Taki skromny, nawet niepozłacany. Nie była oczywiście Stanem Lee, fani nie obskakiwali jej na każdym możliwym konwencie, robiąc wokół niej żywą scenografię jej komiksów, ale zdarzyły jej się takie pojedyncze sytuacje. I to faktycznie było cholernie miłe! I wyjątkowo seksowne, ale przecież wszystko, co łechtało ego River, takie dla niej było.
— Czyli wyobrażałaś sobie, jak się pieprzę myśląc o tobie? — dopytała, oczywiście wyłapując z jej słów to, co było dla niej najciekawsze. Uśmiechnęła się prowokująco, wyraźnie wyjątkowo zadowolona tą wizją.
— Bardzo byłam zawiedziona dochodząc bez twojej obecności? — dodała jeszcze, uprzedzając ewentualne spekulacje, które Prescott miała już pewnie na końcu języka. Chciała wytrącić jej z dłoni najprostszą linię obrony, sięgając po ten oręż samodzielnie. Normalnie jak Eminem w Ósmej mili! Taka była sprytna i bystra. Najbardziej z tego wszystkiego miała oczywiście ochotę posłuchać o konkretach z fantazji Ruelle. Wciąż pragnęła poznać sposób jej myślenia jak najdokładniej. Wielokrotnie ją już zaskoczyła, w większości przypadków bardzo pozytywnie. Na pewno skrywała jeszcze kilka tajemnic, które wywołają u rysowniczki przyjemne dreszcze.
Uważnie obserwowała reakcję swojej muzy na wyciągnięcie na światło dzienne barowe jej bielizny. To nic, że było tutaj ciemno i na pewno omijało ją wiele szczegółów. Doszukiwała się najdrobniejszych oznak zaskoczenia, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że ona również nadal potrafi ją zaskoczyć. Liczyła również na jakiekolwiek ślady pozytywnych reakcji. Próbowała ją nieco zawstydzić, ale na pewno nie chciała sprawić jej przykrości. Prescott nie sprawiała wrażenia kogoś, kto miałby się za taki drobny żart obrazić. Uśmiechnęła się szeroko, gdy dziewczyna sięgnęła po bieliznę i wcisnęła ją do kieszeni. Nie dała się zbić z tropu, to dobrze. Zachowała zimną krew, choć Cross mogłaby przysiąść, że dostrzegła nerwowe drgnięcie powieki, zanim jeszcze Rue sięgnęła po majtki. A może tylko sobie wmawiała? To nic, przecież co rusz sobie coś wmawiała!
— Nie były. Zakładasz, że przypisuję ubiorowi jakąkolwiek symbolikę? — Obróciła ołówek w palcach, przekrzywiając nieco głowę. To było ewidentne kłamstwo. No dobrze, za dużo powiedziane. Ewidentne odwracanie kota ogonem? Tak lepiej. Przecież nie założyła na siebie koszulki z Deftones przypadkiem. To chyba była subtelna próba zwrócenia na tę kwestię dodatkowej uwagi.
— Na pewno nie zakładasz, bo przecież wtedy byś się jednak dla mnie wystroiła — dodała, obkręcając ołówek raz jeszcze. Przesuwała przedmiot między palcami z wielką swobodą, mogłaby nim kręcić bączki i zawijasy jak rasowa iluzjonistka. W końcu nic tak perfekcyjnie nie leżało jej w dłoniach jak narzędzia do rysowania. Pomagały tu też lata nerwicy, przez którą nie była w stanie usiedzieć bez robienia czegoś z rękami. Ostatnio były zajęte głównie ciałem Rue.
Ruelle I. Prescott