Strona 1 z 1

01.

: śr kwie 29, 2026 8:25 pm
autor: Millie Blythe
Blondynka stała przed lustrem w swojej sypialni stanowczo zbyt długo niż by tego chciała, jakby chciała sprawdzić, czy wszystko do siebie pasuje. Krótka, dżinsowa spódniczka, która idealnie podkreślała jej talię i wydłużała nogi, a do tego biała koszula. Ale nie ta elegancka, którą mogła założyć na egzamin lub na kolację z rodziną, tylko delikatniejsza, która swobodnie układała jej się na jej drobnym ciele. Nie zapięła jej do końca, zamiast tego niedbale zawiązała ją w tali, a kilka górnych guzików zostawiła rozpiętych. Całość wyglądała zwyczajnie, ale Millie nie wyglądała w tym jak jedna z wielu dziewczyn, które można spotkać na ulicach Toronto, czy na kampusie. Przesunęła dłonią po ciężkim materiale dżinsu i dokładnie się przyjrzała odbiciu, poprawiając jeszcze włosy, które swobodnie opadały na plecy. Przed samym wyjściem spryskała się jeszcze swoimi ulubionymi perfumami, zostawiając za sobą woń wanilii i mimowolnie się uśmiechnęła. Sięgnęła po ramoneskę, którą rzuciła na łóżko, niewielką torebkę i butelkę wina.
Nie wiedziała czy dobrze robi, czy będą mieć oboje przez to później problemy, a może skończy się to czyimś złamanym sercem, Kompletnie się tym teraz nie przejmowała, jakby chciała zapomnieć o konsekwencjach, zasadach i tym co powinna zrobić, a czego nie. Niekiedy miała dosyć udawania tej pilnej uczennicy, idealnej córki, chciała zaszaleć, zrobić coś co zapamięta i nie przejmować się tym, jak to wszystko potoczy się dalej. A spotkanie z Shane'm było ryzykowne.. Flirt z wykładowcą był nieodpowiedni, a jednak nie potrafiła się temu oprzeć i przejść obojętnie obok całej, zaistniałej sytuacji. Z drugiej strony, mężczyzna gdyby nie chciał również nie napisałby do niej, kiedy zostawiła mu swój numer. Oboje w to brnęli zapominając chwilowo o życiu, które prowadzili na uczelni.
Wychodząc z domu, chłodne powietrze musnęło jej delikatne skórą. Od zawsze uwielbiała Toronto o tej porze, kiedy dzień powoli chylił się ku końcowi, a zaraz miał nastać wieczór. Każdy się gdzieś spieszył, mijał ją w pośpiechu, ale blondynka się nie spieszyła, jakby wiedziała, że ma jeszcze sporo czasu, chociaż była już kilka minut spóźniona. Ale tym razem się nie spieszyła.
W połowie drogi sprawdziła jeszcze w telefonie adres Shane'a, jakby chciała się upewnić, czy mężczyzna w trakcie nie napisał jej wiadomości, nie rozmyślił się, nie starał się być poukładany, odpowiedzialny i nie odwołał spotkanie. Nic takiego jednak na wyświetlaczu się nie pojawiło, a MIllie już po kilku minutach była przed budynkiem, w którym mieszkał wykładowca.
Cichutko westchnęła, przekraczając próg. Czuła dziwne napięcie, które w niej narastało, coś pomiędzy ekscytacją, że przekracza pewną granicę, której nie powinna, a obawą, że może tego później żałować. Teraz było jednak za późno, na zastanawianie się czy nie zawrócić, nie potrafiłaby zignorować całej tej sytuacji i napięcia, które pomiędzy nimi było podczas ostatniej rozmowy. Poprawiła torebkę i już po chwili znalazła się przed drzwiami mieszkania Shane'a. Odgarnęła kosmyk blond włosów za ucho i nacisnęła na dzwonek, oczekując aż osoba, z drugiej strony jej otworzy. Drzwi, nie otworzyły się tak szybko jakby tego chciała, a każda kolejna sekunda dłużyła się w nieskończoność. Dopiero, kiedy usłyszała jak się otwierają, a następnie zobaczyła mężczyznę stojącego w drzwiach. Zamiast się odezwać posłała w jego stronę delikatny uśmiech, zaciskając palce na butelce z winem, którą trzymała w swojej dłoni.

Shane Rogers

01.

: pn maja 04, 2026 8:14 pm
autor: Shane Rogers
Nie powinien był ulegać i proponować spotkania, tym bardziej w zaciszu własnego mieszkania. A już na pewno nie powinien robić tego w momencie gdy dowiedział się, że jest studentką, jest znacznie młodsza i do tego uczęszcza na jego zajęcia, nawet jeśli to tylko dodatkowe. Wygrała jednak chęć poznania jej i być może coś więcej, ten dotyk i urok z ich ostatniego spotkania w barze, zatrzymał w pamięci i wspominał chwilami. Łapał się na tym, że to co robi to nie jest coś moralnego, ale z drugiej strony to był jego interes co robi po godzinach od pracy i z kim. W teorii nikt nie widział ich i nie było szans aby zostali przyłapani w czterech ścianach jego mieszkania - bezpieczna opcja, bez oglądania się za plecy. Rogers dał się więc wciągnąć w SMSowy flirt, a gdy to zaszło już tak daleko, propozycja spotkania przy wieczorku z poezją, dawała jakiś dreszczyk emocji. Niby miał jej pomóc zrozumieć lepiej literaturę, może i ją uraczyć swoimi wierszami, które pisał do szuflady, ale wieczór mógł potoczyć się różnie. Gdy wybierał wino czy nawet przebierał wśród koszul, to było nad wyraz mocno specjalne, był w tym gram emocji. To że się postarał i ładnie posprzątał, też chyba mówiło samo za siebie - randka? Chyba tak to można by odbierać, a niby nie katalogował tego w ten sposób.
Tak czy inaczej był ciekawy tego wieczoru, tego jaki będzie mieć przebieg i czy faktycznie była między nimi dalej ta chemia i ciekawość wzajemna. W zasadzie nie był ostatnio w formie na flirty ani też nie szukał ich sam z siebie. Życie nauczyło go cierpliwości, a on sam czekał na kobietę, które nie będzie mieć chyba już nigdy. Niestety to spowodowało, że czuł iż zardzewiał i wydawał się być nudnym. No bo czy Millie zainteresują durne wiersze, poezja czy ogólna historia literatury i te tematy? Wydawał się momentami spięty i poważnie rozważał aby uciąć to ich spotkanie i nie brnąć w to, a przynajmniej zatrzymać ten proces. Ale jak widać nie zrobił tego, nie potrafił sobie odmówić tego spotkania, sam na sam i w uciszy, z dala od upływającego czasu i dziwnych spojrzeń ludzi. Co mogło nie pójść?
Krążąc po mieszkaniu ustalał małe detale, poprawiał i sprawdzał czy wszystko jest jak należy, tak jakby mu zależało aby wszystko było perfekcyjne. Można by to odebrać, że się stara i chce aby to spotkanie wyszło ponad pewnej dozy oczekiwania. Czy to miało być pragnienie aby wydarzyło się znów coś więcej między nimi czy może po prostu chciał się dowiedzieć skąd w tej istocie pomysł o studiowaniu medycyny. Ale może wszystko razem? Shane wbrew wszystkiemu miał nudne życie, poświęcone pracy i twórczości, której się oddawał w czasie wolnym. Wypady do baru czy na miasto to były jedyne chwile wytchnienia i relaksu, których sobie używał.
Umówili się na konkretną godzinę, a on sam dał jej swój adres tak bez zająknięcia. Miał nadzieję, że nie spęka i się jednak pojawi. Jak nigdy sięgnął po coś lepszego z kuchni włoskiej, co prawda jedzenie było zamówione ale znacznie klasę wyżej od tego co jadał na szybko sam. Ostatnie szlify poświęcił na wybór koszuli i perfum, którymi się spryska - ostatecznie postawił na to co nigdy nie zawodzi, a więc czarna koszula i coś z domieszką zapachu piżma. Nie lubił przesadzać, ale chciał się prezentować z klasą i wciąż jakimś szykiem. Gdy więc usłyszał, że się pojawiła - wykonał jeszcze dziwny ruch przed lustrem, jakby dodawał sobie otuchy aby nie spieprzyć tego wieczoru. Ogarnij się, Shane.
- Hej, czyli jednak namyśliłaś się aby wpaść. - rzucił ale ugryzł się zaraz w język, słysząc jak debilnie te słowa brzmią. Denerwował się i chyba sam nie miał pojęcia dlaczego. Tak czy inaczej wpuścił ją czym prędzej do środka aby oszczędzić tych niezręczności. - Głodna? Zamówiłem włoski makaron i dotarł tuż przed Tobą, więc myślę, że możemy zabrać się za niego w pierwszej kolejności. Otworze wino. - odebrał od niej butelkę, skupiając się na tym aby musnąć jej dłoń czy ramie w geście otuchy czy zabrania stresu, który mogła w sobie mieć.


Millie Blythe