putting the guard down for a minute
: czw kwie 30, 2026 12:19 pm
Za czasów studenckich!
Nigdy nie miała czasu, czy to w ogóle było czymś nowym? Z zajęć na zajęcia, z treningu na trening, biegała po tym kampusie jak kot z pęcherzem. Jedyne za co była wdzięczna losowi to to, że dopiero miała zacząć praktyki w szpitalu, dodając kolejną cegiełkę do jej zabieganego życia. Stres był jej najlepszym przyjacielem, motywacją, budował determinację i mentalną siłę.. Tak sobie lubiła mówić. Serio chciała tak myśleć! Życie z wieczną gardą uniesioną wysoko, z defensywnym murem pieczołowicie zbudowanym wokół tych najbardziej wrażliwych, miękkich części jej serca i w gruncie rzeczy całkiem niskiego mniemania o sobie. Była łgarzem. Serio. Po prostu bardzo dobrym kłamcą i kłamała, dopóki nie osiągnęła celu. Wcale nie była taka mądra, na jaką lubiła pozować, okay? To po prostu masa nauki i samozaparcia. Nie była też naturalnie silna czy wytrzymała, to po raz kolejny samozaparcie i pieniążki, które mogły kupić kolejne suplementy i godziny z prywatnym trenerem; obsesyjnie wyliczane kalorie, białka, tłuszcze, cała reszta dietetycznego gówna, które odbijały jej się czkawką i powoli zaczynała mieć całkiem zakrzywione pojęcie tego, jak jej własne ciało powinno wyglądać. To nie było zdrowe. Wiedziała o tym i.. Miała to absolutnie w dupie, tak długo, jak trzymała się na nogach mimo zakwasów i zmęczenia, jak długo mogła się wciąż uczyć i koniec końców zbliżała się do celu. W jej słowniku nie było takiej opcji, żeby się z czegoś wycofać czy poddać.. Nie. Nope. Będzie tym cholernym chirurgiem w mundurze, chociaż miałaby się zesrać.
Siłownia w ramach uczelnianej wersji wychowania fizycznego wydawała się świetną opcją, żeby mieć wymówkę do częstszych siłowych treningów. Teoretycznie. W praktyce te kilka godzin spędzonych w średniej wielkości salce ze sprzętem często bywały chosem bez organizacji, w której w większości faceci popisywali się przed sobą ile to nie potrafią wycisnąć. Urocze. Byłoby urocze, gdyby przy tym dali jej święty spokój i pozwolili robić swoje, zamiast bawić się w personalnych trenerów.
"Ooooh, patrz, słodka, męczy się z podniesieniem 40kg!"
"Wypiąć się bardziej musisz dziecino, inaczej kręgosłup ci siądzie i co wtedy?"
"Bo jak chcesz spottera, to wiesz.."
"Za bardzo masz spięte ramiona, rozmasować ci?"
Goryle. Absolutne pół-mózgie goryle, przejęte testosteronem, bo podnieśli ciężarek czy dwa. Musiała się przyzwyczaić.. I chcąc nie chcąc musiała też tym głupim przytykom przyznać rację. Ciężko było ściągnąć łopatki z nerwowo spiętymi ramionami i.. Może rzeczywiście powinna dać sobie trochę spokój i wrzucić na luz?
- Hey? Mark? Pomożesz mi z tym? - jedyny normalny w tej całej bandzie, nawet jeśli był przyszłym krawaciarzem z którym pewnie nie będzie miała wiele wspólnego.. Ale mimo wszystko lubiła go. Na tyle, żeby nie robić mu siary przed resztą alfa-zjebów, którzy wybrali z ich rocznika również siłownię i nie przylepiała się do jego boku. Nie potrzebował łatki miękkiej pały czy jakkolwiek tam inaczej się chłopcy nazywali wzajemnie, jeśli któryś przejawiał oznaki posiadania więcej niż jednej szarej komórki w starciu z płcią przeciwną, ale.. Dobra, była zbyt bezlitosna względem facetów, ale często miała ich dość. Panien też miała dość. Wszystkich miała dość. Zmęczona, przebodźcowana i zbyt sztywna, żeby nawet wyskoczyć z kimś na piwo. Może powinna. - Jak nie jesteś zajęty to znaczy. - ludzie się już wylewali, zmierzając do szatni, ale wcale jej się nie spieszyło.. Hey, może jej kolega miał inne plany? Może leciał na inne zajęcia, albo któraś z panien chciała go wyrwać gdzieś na chwilę? Totalnie fair, to też był jeden z powodów, dla których trzymała się od niego względnie z daleka na siłowni. Może nie chciało mu się pomagać z jej głupim pasem w talii, który w teorii miał pomóc angażować odpowiednie mięśnie w martwym ciągu.. Tym samym, który właśnie postanowił się zaciąć i nijak nie chciał się rozpiąć. Jej dłonie były przemęczone, palce drżały, ramiona nie chciały się słuchać.. To w sumie nie była wina pasa.
Mark Rosenhall
Nigdy nie miała czasu, czy to w ogóle było czymś nowym? Z zajęć na zajęcia, z treningu na trening, biegała po tym kampusie jak kot z pęcherzem. Jedyne za co była wdzięczna losowi to to, że dopiero miała zacząć praktyki w szpitalu, dodając kolejną cegiełkę do jej zabieganego życia. Stres był jej najlepszym przyjacielem, motywacją, budował determinację i mentalną siłę.. Tak sobie lubiła mówić. Serio chciała tak myśleć! Życie z wieczną gardą uniesioną wysoko, z defensywnym murem pieczołowicie zbudowanym wokół tych najbardziej wrażliwych, miękkich części jej serca i w gruncie rzeczy całkiem niskiego mniemania o sobie. Była łgarzem. Serio. Po prostu bardzo dobrym kłamcą i kłamała, dopóki nie osiągnęła celu. Wcale nie była taka mądra, na jaką lubiła pozować, okay? To po prostu masa nauki i samozaparcia. Nie była też naturalnie silna czy wytrzymała, to po raz kolejny samozaparcie i pieniążki, które mogły kupić kolejne suplementy i godziny z prywatnym trenerem; obsesyjnie wyliczane kalorie, białka, tłuszcze, cała reszta dietetycznego gówna, które odbijały jej się czkawką i powoli zaczynała mieć całkiem zakrzywione pojęcie tego, jak jej własne ciało powinno wyglądać. To nie było zdrowe. Wiedziała o tym i.. Miała to absolutnie w dupie, tak długo, jak trzymała się na nogach mimo zakwasów i zmęczenia, jak długo mogła się wciąż uczyć i koniec końców zbliżała się do celu. W jej słowniku nie było takiej opcji, żeby się z czegoś wycofać czy poddać.. Nie. Nope. Będzie tym cholernym chirurgiem w mundurze, chociaż miałaby się zesrać.
Siłownia w ramach uczelnianej wersji wychowania fizycznego wydawała się świetną opcją, żeby mieć wymówkę do częstszych siłowych treningów. Teoretycznie. W praktyce te kilka godzin spędzonych w średniej wielkości salce ze sprzętem często bywały chosem bez organizacji, w której w większości faceci popisywali się przed sobą ile to nie potrafią wycisnąć. Urocze. Byłoby urocze, gdyby przy tym dali jej święty spokój i pozwolili robić swoje, zamiast bawić się w personalnych trenerów.
"Ooooh, patrz, słodka, męczy się z podniesieniem 40kg!"
"Wypiąć się bardziej musisz dziecino, inaczej kręgosłup ci siądzie i co wtedy?"
"Bo jak chcesz spottera, to wiesz.."
"Za bardzo masz spięte ramiona, rozmasować ci?"
Goryle. Absolutne pół-mózgie goryle, przejęte testosteronem, bo podnieśli ciężarek czy dwa. Musiała się przyzwyczaić.. I chcąc nie chcąc musiała też tym głupim przytykom przyznać rację. Ciężko było ściągnąć łopatki z nerwowo spiętymi ramionami i.. Może rzeczywiście powinna dać sobie trochę spokój i wrzucić na luz?
- Hey? Mark? Pomożesz mi z tym? - jedyny normalny w tej całej bandzie, nawet jeśli był przyszłym krawaciarzem z którym pewnie nie będzie miała wiele wspólnego.. Ale mimo wszystko lubiła go. Na tyle, żeby nie robić mu siary przed resztą alfa-zjebów, którzy wybrali z ich rocznika również siłownię i nie przylepiała się do jego boku. Nie potrzebował łatki miękkiej pały czy jakkolwiek tam inaczej się chłopcy nazywali wzajemnie, jeśli któryś przejawiał oznaki posiadania więcej niż jednej szarej komórki w starciu z płcią przeciwną, ale.. Dobra, była zbyt bezlitosna względem facetów, ale często miała ich dość. Panien też miała dość. Wszystkich miała dość. Zmęczona, przebodźcowana i zbyt sztywna, żeby nawet wyskoczyć z kimś na piwo. Może powinna. - Jak nie jesteś zajęty to znaczy. - ludzie się już wylewali, zmierzając do szatni, ale wcale jej się nie spieszyło.. Hey, może jej kolega miał inne plany? Może leciał na inne zajęcia, albo któraś z panien chciała go wyrwać gdzieś na chwilę? Totalnie fair, to też był jeden z powodów, dla których trzymała się od niego względnie z daleka na siłowni. Może nie chciało mu się pomagać z jej głupim pasem w talii, który w teorii miał pomóc angażować odpowiednie mięśnie w martwym ciągu.. Tym samym, który właśnie postanowił się zaciąć i nijak nie chciał się rozpiąć. Jej dłonie były przemęczone, palce drżały, ramiona nie chciały się słuchać.. To w sumie nie była wina pasa.
Mark Rosenhall