extreme makeover - table edition
: czw kwie 30, 2026 10:57 pm
002. | outfit
Ostatnio praca przygniatała ją jakby bardziej. Ale z drugiej strony - coraz więcej pacjentów zaczyna iść do przodu i tak naprawdę wszystko kierowało się na dobre tory. Ba! Nawet szanowny Pan Hunter Wright wykazywał się znaczną poprawą, co również przekazała do góry, która chciała znać przebieg spotkań.
Ci z góry zresztą interesowali się nim bardziej niż mogła przypuszczać. Minęły dosłownie dwa spotkania od tego ich pamiętnego widzenia, gdzie doszło do jakby przełamania lodów pomiędzy nimi, a jednak chcieli wiedzieć co się z nim dzieje i jak to wszystko wygląda. Czy długo to będzie trwało… A co miała powiedzieć, jak nie przyznać zgodnie z prawdą, iż potrzebują jeszcze tego czasu naprawdę kawałek? Ta sytuacja wymagała pracy - jednej jak i drugiej strony, chociaż początkowo odnosiła wrażenie, iż to ona więcej się tu poświęcała, na co nie miała zamiaru narzekać. Dawno nie miała takiego wyzwania, choć okropnie to brzmi, skoro to jest człowiek z krwi i kości, a ona zapałała do jego osoby pewną formą sympatii - zapewne znacznie bardziej przekraczającą to, co powinna uchować w relacji pomiędzy terapeutą a pacjentem.
Nieważne. Póki co zajmowała się tymi, którymi miała się dziś zająć. A dzisiaj akurat miała mieć miejsce wizyta domowa - rzadko kiedy je uskutecznia, lecz czasami sytuacja wymagała zmiany reguł. Podjechała pod wyznaczony adres, gdzie przeprowadziła niezbyt długą oraz również bezowocną pogawędkę z człowiekiem, który ponownie przechodził załamanie nerwowe, nie chcąc brać odpowiednich leków oraz przestrzegać zasad jakie wspólnie ustalili, z obawy przed społeczeństwem. Nie widząc możliwości do przekonania, a także słysząc otwarte nie chcę z Panią dziś rozmawiać, mogła jedynie poinformować rodzinę ów człowieka, aby go mieli na oku, po czym ustaliła iż przyjdzie za tydzień, aby sprawdzić jak się sprawy mają.
Po opuszczeniu domu, wyszła na zewnątrz i zaczęła oddychać dosyć ciężko. Przymknęła oczy, wyciągnęła szyję i po prostu napawała się ów chwilą, póki nagle nie dotarł do jej uszu znajomy głos. Początkowo ściągnęła brwi do siebie, nie będąc pewna czy się tylko przesłyszała, a mózg postanowił zrobić niezbyt śmiesznego psikusa, lecz po uchyleniu jednej z powiek dostrzegła nieopodal Huntera, do jakiego pomachała.
Ucięli pogawędkę, w trakcie której otrzymała propozycję poobserwowania jak będzie odnawiał ów stolik, który właśnie pakuje do samochodu - faktycznie, potrzebował albo renowacji albo… trafienia na śmietnik, widząc jak prezentował się w tej chwili. Niestety przygnieciona obowiązkami musiała podziękować oraz odmówić, życząc miłej zabawy i udanej pracy, na co usłyszała na odchodne mogę poczekać z nim na Ciebie.
Zrobiło jej się dziwnie, na co speszona uciekła spojrzeniem z lekkim uśmiechem na twarzy, przez co też prędko się pożegnała i wsiadła do samochodu, wracając do swojego gabinetu - gdzie zaraz miało się rozpocząć kolejne spotkanie.
Tydzień później
Dziś było spotkanie z Hunterem, nie wiedząc jak powinna się zachować. Siedziała przy biurku i manipulowała ołówkiem, stukając nim o blat mebla, póki nie usłyszała dzwonka do drzwi zwiastującego przybycie kogoś. Zupełnie jak w zegarku, był to właśnie Pan Wright, z jakim odbyła miłą rozmowę, a w trakcie której dowiedziała się pomniejszych, ale jednak istotnych rzeczy - choć ciągle nic związanego z jego rodzicami, nie chcąc jeszcze na tą sferę życia naciskać. Jakby nie sądząc, żeby tutaj był problem, skoro z nimi ma dobry kontakt, jeśli mowa o siostrze i mamie.
Wtedy znów zagaił o odnawianiu stolika, na co się uśmiechnęła. — Nie wiem, czy powinnam… — skwitowała w krótkim, urwanym w sumie zdaniu, dając do zrozumienia że nie wypada jej wpadać z takimi wizytami do swoich podopiecznych, lecz ten był o dziwo nieustępliwy. Przekazał kartkę z zapisanym adresem zamieszkania, po czym poinformował, że byłby wdzięczny za wcześniejsze powiadomienie, że ma zamiar się pojawić. Podziękowała, znów się przy tym pesząc, a po jego wyjściu siedziała zdecydowanie zbyt długo wlepiając tęczówki w skrawek kartki, na której znajdowały się dane mieszkalne zapisane niebieskim długopisem.
Dwa dni później
Siedząc w domu, nie mogła się jakoś skupić na czymkolwiek. Jakby przepaliło jej zwoje czy coś w tym stylu. Wtedy znów spojrzała na kartkę, przygryzając wargę z niepewności jaką odczuwała. Niemniej - raz się żyje, a przecież to nie miało by zobowiązujące spotkanie, tak?!
P: Czy jakbym wpadła za jakąś godzinkę popatrzeć jak znęcasz się nad tym biednym meblem, to będzie okej?
Siedziała w skupieniu, sądząc że w sumie robi irracjonalną rzecz. Na dodatek nie jest aż tak wczesna godzina, aby zwalać się komuś w gościnę. Słowo - a raczej sms - jednak się rzekło, a nim zdołała przeanalizować czy nie powinna napisać przepraszającej wiadomości, dostała tą zwrotną.
H: Jasne, wpadaj. Adres już znasz.
Znała, miała go ciągle na tej samej karteczce. Szybko zerknęła do swojej szafki, nie sądząc że powinna zajeżdżać do sklepu - na który i tak nie starczy jej czasu, jeśli chce się szybko ogarnąć przed wyjściem. Poprawiła makijaż oraz fryzurę, zmieniła ubrania na świeże i nim się obejrzała, to tak naprawdę zaraz się skończy spóźnieniem - nawet jeśli nie mieli umownej pory na spotkanie. No ale ma być za godzinkę, więc wolała nie popełniać gafy, tym bardziej gdy to ona wyszła teraz z taką inicjatywą.
Zaparkowała pod odpowiednim domem, a z samochodu skierowała swe kroki prosto pod drzwi wejściowe, jakby z obawy, że dwie sekundy zawahania dałyby jej pretekst do wycofania się. Niemniej zapukała oraz zadzwoniła dzwonkiem, w drugiej dłoni trzymając butelkę wina z przewiązaną drobną, głęboko-niebieską wstążką na szyjce. Wtedy otworzyły się drzwi, a ona po drugiej stronie progu ujrzała Huntera, do jakiego od razu posłała uśmiech na powitanie. — Nie byłoby to eleganckie przyjść z piwem, więc postawiłam na inny trunek — obwieściła, jak tylko znalazła się w środku domostwa, po którym zaczęła rozglądać się z nieukrywaną ciekawością. — Bardzo ładnie — przyznała, powracając tęczówkami na niego. — Mam nadzieję, że naprawdę nie przeszkadzam.
Hunter Wright
Ostatnio praca przygniatała ją jakby bardziej. Ale z drugiej strony - coraz więcej pacjentów zaczyna iść do przodu i tak naprawdę wszystko kierowało się na dobre tory. Ba! Nawet szanowny Pan Hunter Wright wykazywał się znaczną poprawą, co również przekazała do góry, która chciała znać przebieg spotkań.
Ci z góry zresztą interesowali się nim bardziej niż mogła przypuszczać. Minęły dosłownie dwa spotkania od tego ich pamiętnego widzenia, gdzie doszło do jakby przełamania lodów pomiędzy nimi, a jednak chcieli wiedzieć co się z nim dzieje i jak to wszystko wygląda. Czy długo to będzie trwało… A co miała powiedzieć, jak nie przyznać zgodnie z prawdą, iż potrzebują jeszcze tego czasu naprawdę kawałek? Ta sytuacja wymagała pracy - jednej jak i drugiej strony, chociaż początkowo odnosiła wrażenie, iż to ona więcej się tu poświęcała, na co nie miała zamiaru narzekać. Dawno nie miała takiego wyzwania, choć okropnie to brzmi, skoro to jest człowiek z krwi i kości, a ona zapałała do jego osoby pewną formą sympatii - zapewne znacznie bardziej przekraczającą to, co powinna uchować w relacji pomiędzy terapeutą a pacjentem.
Nieważne. Póki co zajmowała się tymi, którymi miała się dziś zająć. A dzisiaj akurat miała mieć miejsce wizyta domowa - rzadko kiedy je uskutecznia, lecz czasami sytuacja wymagała zmiany reguł. Podjechała pod wyznaczony adres, gdzie przeprowadziła niezbyt długą oraz również bezowocną pogawędkę z człowiekiem, który ponownie przechodził załamanie nerwowe, nie chcąc brać odpowiednich leków oraz przestrzegać zasad jakie wspólnie ustalili, z obawy przed społeczeństwem. Nie widząc możliwości do przekonania, a także słysząc otwarte nie chcę z Panią dziś rozmawiać, mogła jedynie poinformować rodzinę ów człowieka, aby go mieli na oku, po czym ustaliła iż przyjdzie za tydzień, aby sprawdzić jak się sprawy mają.
Po opuszczeniu domu, wyszła na zewnątrz i zaczęła oddychać dosyć ciężko. Przymknęła oczy, wyciągnęła szyję i po prostu napawała się ów chwilą, póki nagle nie dotarł do jej uszu znajomy głos. Początkowo ściągnęła brwi do siebie, nie będąc pewna czy się tylko przesłyszała, a mózg postanowił zrobić niezbyt śmiesznego psikusa, lecz po uchyleniu jednej z powiek dostrzegła nieopodal Huntera, do jakiego pomachała.
Ucięli pogawędkę, w trakcie której otrzymała propozycję poobserwowania jak będzie odnawiał ów stolik, który właśnie pakuje do samochodu - faktycznie, potrzebował albo renowacji albo… trafienia na śmietnik, widząc jak prezentował się w tej chwili. Niestety przygnieciona obowiązkami musiała podziękować oraz odmówić, życząc miłej zabawy i udanej pracy, na co usłyszała na odchodne mogę poczekać z nim na Ciebie.
Zrobiło jej się dziwnie, na co speszona uciekła spojrzeniem z lekkim uśmiechem na twarzy, przez co też prędko się pożegnała i wsiadła do samochodu, wracając do swojego gabinetu - gdzie zaraz miało się rozpocząć kolejne spotkanie.
Tydzień później
Dziś było spotkanie z Hunterem, nie wiedząc jak powinna się zachować. Siedziała przy biurku i manipulowała ołówkiem, stukając nim o blat mebla, póki nie usłyszała dzwonka do drzwi zwiastującego przybycie kogoś. Zupełnie jak w zegarku, był to właśnie Pan Wright, z jakim odbyła miłą rozmowę, a w trakcie której dowiedziała się pomniejszych, ale jednak istotnych rzeczy - choć ciągle nic związanego z jego rodzicami, nie chcąc jeszcze na tą sferę życia naciskać. Jakby nie sądząc, żeby tutaj był problem, skoro z nimi ma dobry kontakt, jeśli mowa o siostrze i mamie.
Wtedy znów zagaił o odnawianiu stolika, na co się uśmiechnęła. — Nie wiem, czy powinnam… — skwitowała w krótkim, urwanym w sumie zdaniu, dając do zrozumienia że nie wypada jej wpadać z takimi wizytami do swoich podopiecznych, lecz ten był o dziwo nieustępliwy. Przekazał kartkę z zapisanym adresem zamieszkania, po czym poinformował, że byłby wdzięczny za wcześniejsze powiadomienie, że ma zamiar się pojawić. Podziękowała, znów się przy tym pesząc, a po jego wyjściu siedziała zdecydowanie zbyt długo wlepiając tęczówki w skrawek kartki, na której znajdowały się dane mieszkalne zapisane niebieskim długopisem.
Dwa dni później
Siedząc w domu, nie mogła się jakoś skupić na czymkolwiek. Jakby przepaliło jej zwoje czy coś w tym stylu. Wtedy znów spojrzała na kartkę, przygryzając wargę z niepewności jaką odczuwała. Niemniej - raz się żyje, a przecież to nie miało by zobowiązujące spotkanie, tak?!
P: Czy jakbym wpadła za jakąś godzinkę popatrzeć jak znęcasz się nad tym biednym meblem, to będzie okej?
Siedziała w skupieniu, sądząc że w sumie robi irracjonalną rzecz. Na dodatek nie jest aż tak wczesna godzina, aby zwalać się komuś w gościnę. Słowo - a raczej sms - jednak się rzekło, a nim zdołała przeanalizować czy nie powinna napisać przepraszającej wiadomości, dostała tą zwrotną.
H: Jasne, wpadaj. Adres już znasz.
Znała, miała go ciągle na tej samej karteczce. Szybko zerknęła do swojej szafki, nie sądząc że powinna zajeżdżać do sklepu - na który i tak nie starczy jej czasu, jeśli chce się szybko ogarnąć przed wyjściem. Poprawiła makijaż oraz fryzurę, zmieniła ubrania na świeże i nim się obejrzała, to tak naprawdę zaraz się skończy spóźnieniem - nawet jeśli nie mieli umownej pory na spotkanie. No ale ma być za godzinkę, więc wolała nie popełniać gafy, tym bardziej gdy to ona wyszła teraz z taką inicjatywą.
Zaparkowała pod odpowiednim domem, a z samochodu skierowała swe kroki prosto pod drzwi wejściowe, jakby z obawy, że dwie sekundy zawahania dałyby jej pretekst do wycofania się. Niemniej zapukała oraz zadzwoniła dzwonkiem, w drugiej dłoni trzymając butelkę wina z przewiązaną drobną, głęboko-niebieską wstążką na szyjce. Wtedy otworzyły się drzwi, a ona po drugiej stronie progu ujrzała Huntera, do jakiego od razu posłała uśmiech na powitanie. — Nie byłoby to eleganckie przyjść z piwem, więc postawiłam na inny trunek — obwieściła, jak tylko znalazła się w środku domostwa, po którym zaczęła rozglądać się z nieukrywaną ciekawością. — Bardzo ładnie — przyznała, powracając tęczówkami na niego. — Mam nadzieję, że naprawdę nie przeszkadzam.
Hunter Wright