wrong timing, right feeling
: pt maja 01, 2026 11:49 am
045.
It was easier to pretend we were just friends
than admit we wanted more.
than admit we wanted more.
trigger warning
przekleństwa już się pojawiająTo było pamiętne lato...
Ciepłe, pełne tych śmiesznych uczuć, które przecież oni poznawali, łaskotania w brzuszku, kiedy trzymali się za rączkę. Było dużo śmiechu i opowieści o tym jak to będzie jak już dorosną, albo jak zeszłego roku Madox znalazł modliszkę, którą z Tio hodowali. A Pilar uratowała przed kotem dwie małe myszki. Dawali sobie buziaki i jedli lody na pół. Wklejali do albumu coraz to nowsze naklejki i czytali na drzewie komiksy ze Spidermanem.
Tylko, że kiedy mały, dziesięcioletni Madox zbliżał się coraz bardziej do Pilar, to... oddalał się od Ticiano.
Az w końcu któregoś dnia, jednego z ostatnich przed końcem wakacji, Ticiano wyrzucił z siebie co czuje.
- Nie powinieneś tak dużo czasu spędzać z Pilar... - rzucił kiedy wracali z targu do domu, odprowadzili ją już do ciotki i szli do Ticiano na obiad.
- Daj spokój Tio - Madox jak zwykle machnął na to ręką.
- Ona później będzie tego żałowała, złamiesz jej serce - Madox się zatrzymał i spojrzał na Ticiano.
- Ale ja ją kocham Tio - i może Madox miał dziesięć lat, co on wiedział o miłości, ale tylko przy niej czuł te śmieszne robaki w brzuszku i tylko z nią chciał spędzać czas.
- A co ty wiesz o kochaniu Madox, jak ciebie nikt nigdy nie kochał! - Noriega zawiesił to ciemne spojrzenie na swoim kumplu, a później go pchnął i uciekł.
Nie przyszedł na obiad. W ogóle nie pokazywał się u Ticiano kilka dni. Ale może jego kuzyn miał rację? Bo skoro nie kochała go ani mama, ani ojciec. Nikt. To co on mógł o tym wiedzieć?
Ostatniego dnia wakacji, kiedy słońce już schowało się za horyzontem, rzucał kamykami w okno Pilar, a kiedy do niego wyszła, kiedy usiedli pod parapetem na trawie, trochę patrząc w gwiazdy, i trochę opowiadając sobie co robili przez te dni, kiedy się nie widzieli, to Madox zebrał się w sobie, żeby powiedzieć jej coś ważnego. A mianowicie, że nie może być jej chłopakiem, bo on jej... chyba nie kocha.
Ale nie dlatego, że przestał czuć to łaskotanie, albo nie chciał z nią już spędzać czasu, bo chciał. Tylko po prostu... może Tio miał rację? Oczywiście, że jej tego nie wyjaśniał. Rzucając tylko to.
- I nie mogę być dłużej twoim chłopakiem Pilar, bo chyba cię nie kocham... - zostawiając ją pod oknem z dwoma nowymi naklejkami, które jej przyniósł. I nowym kamykiem z dziurą, do jej kolekcji, którą uzupełniali przez całe wakacje.
Z tym pamiętnym, gorącym latem skończyła się też ta ich pierwsza, szczeniacka miłość. Złamanymi serduszkami. A przecież obiecał jej, że jej go nigdy nie złamie...
Osiem lat później.
Madox siedział przy stoliku w kawiarni z jakąś brunetką. Pociągała przez słomkę truskawkowego szejka i wpatrywała się w niego wielkimi, zielonymi oczętami. A on też ciemne tęczówki zawieszone miał na jej twarzy.
- No i będzie Ticiano? Z Pilar? - zapytała dziewczyna, a Madox wzruszył ramionami.
- Pewnie tak - rzucił i zamieszał słomką w swoim szejku o smaku mango.
- I ty będziesz z Rosą? - zapytała znowu, a on znowu wzruszył ramionami.
- No raczej tak... - mruknął trochę beznamiętnie i pociągnął ze słomki.
- I ja znowu będę jak to piąte koło u wozu - jęknęła brunetka opierając dłonie na policzkach. Nadęła usta wzdychając ciężko. A Madox zaraz się do niej wyrwał, przesiadł obok niej na siedzenie i szturchnął ją łokciem, wbił w nią spojrzenie, uśmiechnął się, bo chciał ją pocieszyć.
- Nigdy nie jesteś jak piąte koło u wozu Marie... Jeśli chcesz, to odpulę dla ciebie Rosę - rzucił opierając rękę na oparciu ławki za jej plecami. Marie wywróciła wielkimi, błyszczącymi oczami.
- Rosa nie dałaby ci potem żyć Madox - powiedziała i dźgnęła go palcem w bok.
- I tak czasem kurwa nie daje... - rzucił i pokręcił głową, a Marie znowu sprzedała mu kuksańca, z ej na ustach. Noriega się uśmiechnął - wybacz - rzucił, bo zawsze zapominał o tym, że Marie chodziło do katolickiego liceum i siostrzyczki nie pozwalały jej przeklinać. Madox się starał tego przy niej nie robić. Opadł plecami na oparcie i zerknął na zegarek na nadgarstku, Tio się spóźniał...
- Marie, nie może cię zabraknąć, najpierw się trochę ponapier… Pobijemy... A potem będzie tajna impreza na plaży, musisz być - wbił w nią ciemne spojrzenie. A Marie pokręciła głową.
- Madox mówiłam ci, żebyś się nie bił, to niebezpieczne, że w ogóle Rosa ci pozwala - prychnęła pod nosem. A Noriega wywrócił ciemnymi ślepiami.
- Jej się to nawet podoba, mówi, że to ją kręci... - puścił do niej oczko, a Marie tymi swoimi znowu wywróciła.
- Kręci ją to, że obijają ci tą ładną buzię? - znowu prychnęła, a Madox się roześmiał, sięgnął palcami do jej policzka, muskając go opuszkami.
- Marie, ja nie mam ładnej buzi... - teraz on prychnął - ty masz... - przesunął palcami po jej gładkiej skórze. Z boku mogło to wyglądać tak, jakby Madoxa z Marie łączyło coś więcej. Ale wcale tak nie było, ona była dla niego jak siostra.
Ale kiedy wreszcie do ich stolika podszedł Tio ściskając za rękę Pilar, to popatrzył to na jedno, to na drugie, a Madox trochę się cofnął.
- No wreszcie - rzucił i podniósł się, żeby zbić piątkę z Ticiano. Marie też wyrwała się do Pilar, żeby przywitać ją buziakami. Madox rzucił jej tylko krótkie cześć. I kiedy usiedli z powrotem do stolika, a Noriega znowu oparł rękę za plecami Marie, to Tio zerknął najpierw na jedno, potem na drugie.
- Gdzie Rosa? - zapytał, a Madox tylko wywrócił oczami, ale zabrał rękę. Skrzyżował je na piersi.
- Nie wiem, nie pilnuję jej - rzucił... A może to już wtedy był błąd? Że on nigdy Rosy nie pilnował?
- Pilar masz już sukienkę na imprezę na plaży? Ja się jeszcze zastanawiam, ale Madox namawia mnie żebym szła - Marie zagadała Pilar wbijając w nią spojrzenie. A Madox zaraz sięgnął do Marie, objął ja ramieniem i ścisnął.
- Musisz iść, kto mi będzie naklejał plasterki, jak nie ty? - Marie pisnęła i odepchnęła go od siebie z głośnym Madox! na ustach.
Hola... Pilar ⋆.˚