Strona 1 z 1

Pitch Side Support

: pt maja 01, 2026 2:21 pm
autor: Billie Brackenborough
Nadszedł dzień, na który cała drużyna Varsity Blues czekała od początku semestru. W rankingu prowadziły zaledwie jednym punktem, więc to ostatnie starcie z Queen's Gaels miało zdecydować o tym, kto zakończy sezon na samym szczycie. Presja była ogromna, bo każda pomyłka mogła kosztować je utratę pierwszego miejsca. Dla Brackenborough ten wieczór był ważny również z innego powodu. Zaprosiła na mecz Ophelię - kobietę, która pokazała jej, że są na tym świecie dobrzy ludzie. Niestety od dnia napaści nie miały okazji się widzieć. Mimo to, Billie często wracała myślami do tamtego spotkania. Polubiła kobietę i czuła do niej autentyczną wdzięczność za bezinteresowną pomoc w chwili, gdy najbardziej jej potrzebowała. Choć rzadko otwierała się przed ludźmi, naprawdę miała nadzieję, że Ophelia skorzysta z zaproszenia i pojawi się na trybunach.
Sam mecz od pierwszej minuty daleki był od widowiskowego, technicznego futbolu. Była to raczej twarda, fizyczna walka o każdy metr boiska. Sędzia raz po raz musiał przerywać grę, sypały się żółte kartki, a faule ze strony obu drużyn stawały się coraz bardziej agresywne. Na boisku działo się dużo, a chaos i napięcie nie pozwalały żadnej ze stron przejąć pełnej kontroli. Billie wielokrotnie lądowała na murawie, zaciskając zęby po kolejnych starciach z obrończyniami przeciwnej drużyny. Przełom nastąpił dopiero w siedemdziesiątej ósmej minucie. Po szybkim przejęciu piłki w środku pola, Billie otrzymała podanie, które pozwoliło jej urwać się defensywie. Nie miała czasu na zastanowienie, szczerze powiedziawszy nawet nie spojrzała w kierunku bramki. Uderzyła mocno, tuż przy słupku, nie dając bramkarce żadnych szans. Piłka zatrzepotała w siatce, a stadion eksplodował. Ten jeden gol, będący efektem ciężkiej pracy zadecydował o końcowym wyniku i mistrzostwie.
Kiedy wybrzmiał ostatni gwizdek, ledwo łapiąc oddech, skierowała wzrok w stronę trybun. Wśród tłumu kibiców zaczęła szukać znajomej twarzy, chcąc sprawdzić, czy kobieta faktycznie skorzystała z zaproszenia. Już miała zrezygnować, kiedy wśród obecnych dostrzegła jasną czuprynę i spojrzenie skierowane prosto na nią. Billie pomachała w stronę trybun, uśmiechając się przy tym szeroko. Kilkoma gestami zasugerowała, by Ophelia na nią poczekała. Przez kolejne kilkanaście minut celebrowała sukces z koleżankami z drużyny. Pozwoliła nawet zrobić sobie kilka grupowych zdjęć z pucharem, wyraźnie zadowolona z wygranej. Jednak po wszystkim, zamiast wybrać się z resztą zespołu na wspólne świętowanie przy pizzy, szybko wymknęła się do szatni. Zabrała stamtąd nową torbę, na którą wydała wszystkie oszczędności i nawet się nie przebierając, udała się prosto na trybuny. Ku jej ogromnemu zadowoleniu, Ophelia wciąż na nią czekała.
- Nie byłam pewna czy przyjdziesz - powiedziała na przywitanie, odgarniając z czoła mokre od potu włosy. - I jak... myślisz, że byłabyś w stanie przekonać się do piłki nożnej? - obdarowała kobietę uśmiechem, zajmując miejsce tuż obok niej.

Ophelia Attwood

Pitch Side Support

: ndz maja 03, 2026 11:29 am
autor: Ophelia Attwood
Nie mogła zapomnieć rzecz jasna o tym, że jednego dnia obiecała pewnej młodej dziewczynie, że zjawi się na jej meczu piłki nożnej. Po części dlatego, że faktycznie była ciekawa jej umiejętności, a po części dlatego, że z pewnością nie mogłaby bez dobrego powodu odmówić komuś, kto w zasadzie był nowy w mieście i pewnie poza dziewczynami z drużyny raczej nie miał wielu osób, które mogłyby stanąć na trybunach i okazać swoje wsparcie.
Nie miała kompletnie pojęcia o tym jaki to był mecz, jaka była stawka ani nie orientowała się w tym kto właściwie grał przeciwko sobie. Nie wiedziała zupełnie nic poza faktem, że w jednej z drużyn znajdowała się Billie i to właśnie jej miała kibicować. Nie sądziła, aby potrzebowała wiedzieć cokolwiek więcej. Jeśli przypadkiem usiadła w sektorze przeznaczonym dla fanów przeciwnego zespołu to najwyżej ją rozszarpią. Chociaż czy ktoś był gotów iść na noże w imię jakiejś drużyny uniwersyteckiej? Śmiała wątpić, ale wszystko mogło się stać.
Zadbała o to, aby jej terminarz był pusty i mogła zjawić się zgodnie z obietnicą na trybunach. Kolejnym zadaniem jakie się przed nią znajdowało było wyśledzenie postaci Brackenborough, z której nie zamierzała spuszczać oka. W końcu to dla niej przyszła, a nie dla jakiejkolwiek innej dziewczyny, która znajdowała się na boisku.
Nie musiała być szczególną ekspertką, aby wiedzieć, że gra miała niezwykle ostry i agresywny charakter. Starała się obserwować rozgrywkę i wyciągnąć z niej nieco więcej na temat samego sportu niż jej dotychczasowe raczej podstawowe informacje. Tylko, że na boisku panował zdecydowanie zbyt duży chaos, aby mogła faktycznie wyciągnąć jakieś większe wnioski.
Starała się dopingować Billie za każdym razem, gdy ta tylko miała przy nodze piłkę, ale niestety zbyt często kończyło się to dla niej tym, że zaraz leżała na murawie po zdecydowanie nieprzepisowym zagraniu ze strony obrony.
W końcu jednak udało im pod koniec drugiej połowy. Ophelia poczuła jak ogarnia ją niewytłumaczalna duma z powodu tego, że to właśnie Brackenborough udało się strzelić decydującego gola, który okazał się być jedynym w ciągu tego całego spotkania. Uderzenie było na tyle silne i wymierzone po tak ostrym kątem, że bramkarka nie miała w ogóle szans na to, aby ochronić wnętrze bramki przed tym strzałem. Jaka szkoda.
Mecz został zakończony. Drużyny miały już zejść do szatni, ale wtedy dostrzegła jak Billie posyła w jej kierunku rozbawione spojrzenie i nakazuje gestem, aby została na miejscu. Nie miała nic przeciwko temu. W momencie, gdy większość kibiców zeszła już z trybun, Attwood przez jakiś czas siedziała na swoim krześle, przeglądając kilka rzeczy na telefonie. Musiała sprawdzić maile, odpisać na parę wiadomości i w zasadzie wtedy dostrzegła, że młoda piłkarka już się do niej zbliża.
- Obiecałam ci, że przyjdę, prawda? - odparła, bo może i Billie nie zdawała sobie z tego sprawy, ale Ophelia zawsze dotrzymywała słowa lub też robiła wszystko, aby się wywiązać z obietnic i przepraszała, gdy okazywało się to jednak zbyt trudne. - Może nie do piłki jako takiej, ale na pewno do tego, że jesteś dobra.
To stwierdzenie i delikatny uśmiech jakim blondynka ją obdarzyła musiały jej na ten moment wystarczyć. Nie sądziła, aby siedzenie przez przeszło półtorej godziny w miejscu i patrzenie na to jak ponad dwudziestka ludzi walczy o piłkę, aby przepchnąć ją na odpowiednią stronę boiska będzie jej ulubioną rozrywką, ale miało to swoje chwalebne momenty.
- Gratulacje z okazji zwycięstwa... I widowiskowej bramki. To naprawdę było coś - powiedziała, bo chociaż nie znała się na tym sporcie to mimo wszystko zdobycie punktu wywarło na niej pewne wrażenie.
Billie na pewno zasłużyła na najwyższe pochwały i pewnie została bohaterką dla koleżanek z drużyny, bo w końcu wykorzystała idealnie nadarzającą się okazję, aby zapewnić ich zespołowi prowadzenie.
- Nie świętujesz z resztą? - zapytała, wskazując głową w kierunku przejścia, które prowadziło do szatni.
Dziewczyna w końcu usiadła tuż obok niej i nie wyglądało na to, że zamierzała się gdzieś ruszyć, a przecież powinna świętować zwycięstwo razem z resztą zespołu. To był ich wspólny, i z tego, co zauważyła Ophelia, również niesamowicie ogromny sukces. Szkoda, gdyby Brackenborough to ominęło.

Billie Brackenborough

Pitch Side Support

: pn maja 04, 2026 7:39 pm
autor: Billie Brackenborough
To prawda, Ophelia obiecała, że się pojawi, ale Billie nauczyła się nie brać obietnic za pewnik. Ostatnie lata nauczyły ją, że łatwo się rozczarować, a zawód stał się dla niej czymś naturalnym, niemal wpisanym w codzienność. W efekcie przestała ufać ludziom na słowo, w zamian wyrabiając w sobie mechanizm obronny, który nie pozwalał jej na ekscytację czymkolwiek, dopóki nie stało się to faktem. Oczywiście nie mówiła o tym na głos, nie chciała, by ktokolwiek z jej otoczenia miał jakiekolwiek pojęcie o życiu, które prowadziła przed przeprowadzką do Kanady. W głębi duszy wiedziała, że nie miała się czego wstydzić, w końcu nie odpowiadała za postępowanie ojca. Niestety w pewnym sensie wierzyła w każde jego słowo, a tym samym brała na siebie winę za śmierć matki. To właśnie dlatego nigdy nie zdecydowała się szukać pomocy, uznając nienawiść ojca za zasłużoną karę. Świadomość, że ktoś niemal zupełnie obcy dotrzymał danego jej słowa, przepełniała jej serce radością. Jeszcze tego nie wiedziała, ale byłaby w stanine się do tego przyzwyczaić.
- Wezmę to za komplement - obdarowała blondynkę uśmiechem, wdzięczna za to, że ta nie zdecydowała się opuścić budynku na długo przed zakończeniem pierwszej połowy. Sama nie była w stanie zrozumieć, jak futbol mógł wydać się komuś nużący. Dla niej to nie była tylko gra czy bieganie za skórzaną piłką. Nie mieściło jej się w głowie, że można było patrzeć na to co działo się na boisku, i nie odczuwać tych wszystkich emocji, które nią samą niemal rozrywały od środka. A jednak fakt, że Ophelia została mimo braku pasji do sportu, znaczył dla niej niemal tak wiele, jak uznanie jakiegoś eksperta.
- Dziękuję. Było naprawdę ciężko, Queen's Gaels ma masę wybitnych piłkarek - powiedziała, świadoma tego, że przeciwna drużyna zawiesiła poprzeczkę niezwykle wysoko. Choć ostatecznie to ona świętowała zwycięstwo, w głębi duszy czuła ogromny respekt do rywalek. Wiedziała, że każda z nich zostawiła na murawie tyle samo serca i potu, co ona. Ich agresywna, nieustępliwa gra nie była przejawem złośliwości, a czystej sportowej ambicji, którą Billie potrafiła docenić. Prawdziwe zwycięstwo smakowało tak dobrze właśnie dlatego, że przeciwnik był godny i ani przez moment nie odpuścił walki. - No, ale to chyba sama mogłaś zauważyć - dodała z szerokim uśmiechem, który nieco zbladł wraz z pytanie Ophelii. - Nie przepadam za tłumami i głośnym świętowaniem - przyznała i szczerze powiedziawszy zdecydowanie bardziej ceniła sobie towarzystwo kobiety, która pomogła jej wtedy, gdy potrzebowała tego najbardziej. - Budka z fast foodem powinna być jeszcze otwarta... możemy się przejść, jeśli masz ochotę świętować przy hamburgerze i puszce coli - gestem ręki wskazała w odpowiednim kierunku, niemal pewna, że posiada wystarczająco pieniędzy, by zapłacić za nią i za siebie.
Mimo to nie podniosła się z miejsca, pozwalając Ophelii podjąć decyzję. Sama chętnie by coś przekąsiła, aczkolwiek nie była zdesperowana i mogła poczekać z tym, aż wróci do domu.
- Jak ci minął czas od naszego ostatniego spotkania? - zainteresowała się, nie chcąc jedynie paplać o tym co dla niej było ważne. Wprawdzie wciąż uczyła się kontaktów międzyludzkich i czasami przyłapywała na tym, że jedynym tematem jej rozmów był ukochany sport, który jak już dawno zdążyła zauważyć - nie każdego interesował.

Ophelia Attwood

Pitch Side Support

: śr maja 06, 2026 12:43 am
autor: Ophelia Attwood
Zdecydowanie Billie nie poznała jej jeszcze na tyle, aby móc zyskać pewność, co do tego, że Ophelia nie rzucała słów na wiatr. Zawsze starała się być kimś na kim można było polegać, co pewnie było dosyć zaskakujące. W końcu większość ludzi raczej nie traktowała sobie aż tak poważnie składanych obietnic.
- Nie wiem na ile dobry ten komplement skoro nie znam się kompletnie na piłce. To tylko pewna... subiektywna opinia - powiedziała jeszcze z lekkim uśmiechem, bo zapewne zdanie kogoś takiego jak ona nie miało tak wielkiego znaczenia.
Najważniejsze było to, co mogła usłyszeć od koleżanek z boiska, trenera czy innych osób, które nie tylko posiadały wiedzę w temacie, ale i mogły mieć realny wpływ na rozwój kariery Brackenborough. Managerka była po prostu kimś kto mógł ją zwyczajnie dopingować z trybun.
- Domyślam się, że muszą być dobre. Inaczej wynik przedstawiałby się dla was nieco inaczej - rzuciła jeszcze, bo jeśli tylko przeciwna drużyna prezentowałaby sobą niski poziom to Billie zdobyłaby gola dużo wcześniej.
Attwood wierzyła w umiejętności dziewczyny. Przynajmniej po tym, co zobaczyła i była w stanie samodzielnie zaświadczyć. Mecz był zażarty i padło w nim sporo żółtych kartek. Cudem chyba tylko nikt nie został wyeliminowany z gry za sprawą czerwonej. Najwyraźniej jedno zdecydowane ostrzeżenie było wystarczające dla zawodniczek.
Widziałam, że się trochę męczyłyście, ale w końcu je przechytrzyłaś[/b] - przytaknęła, bo musiałaby naprawdę nie uważać w trakcie meczu, aby dojść do innych wniosków.
Obie zdecydowały się na szczerość. Przynajmniej stały po tej samej stronie i umiały docenić w jakiś sposób walory gry rywalek, które dały z siebie wszystko, ale nie powstrzymały drużyny z Billie w składzie przed zyskaniem przewagi.
- No cóż. To jest twój wielki dzień, więc powinnaś go spędzić jak chcesz - odparła, bo jeśli naprawdę spędzanie czasu po meczu w otoczeniu koleżanek z zespołu nie wydawało jej się odpowiednią formą świętowania to czemu miałyby nie spędzić tego wieczoru razem?
Propozycja wydała jej się naprawdę dobra choć była jednocześnie dosyć zwyczajna. Znowu: możliwe, że niektórzy właśnie lubili takie schematy, ale zawsze mogły postarać się uczynić ten dzień nieco bardziej wyjątkowym.
- Jak najbardziej mi odpowiada - skinęła głową, podnosząc się z zajmowanego miejsca. - Hamburger i cola czy jednak wolisz coś bardziej wystawnego? Ja stawiam.
Nie zamierzała słuchać jakiegokolwiek słowa sprzeciwu ze strony studentki. Należało jej się. Może i zdobyły puchar, ale jakaś dodatkowa nagroda nie zaszkodzi, a czemu nie miałby nim być akurat obiad postawiony jej przez Attwood? Była to niewątpliwie niepowtarzalna okazja.
Powoli zaczęła zmierzać ku zejściu z trybun, bo w końcu zanim gdziekolwiek się udadzą to musiały wpierw opuścić uniwersyteckie mury, w których rozgrywał się ligowy mecz.
- Całkiem przyjemnie. Nie natknęłam się raczej na zbyt wiele dziwnych incydentów - rzuciła w odpowiedzi, uśmiechając się jeszcze na wspomnienie tego jak się w zasadzie poznały. - A jak u ciebie? Wszystko w porządku? Treningi cię mocno zajmowały?
Obstawiała, że jednak musiały się ostro przygotowywać do tej gry. Nie zdziwiłaby się zatem, gdyby treningi przed meczem zabierały jej większość czasu i nie pozwalały się skupić na zbyt wielu rzeczach.

Billie Brackenborough

Pitch Side Support

: śr maja 13, 2026 12:39 pm
autor: Billie Brackenborough
Zdecydowanie Billie nie znała jej jeszcze na tyle, żeby mieć pewność, że Ophelia naprawdę dotrzyma słowa. Sama jednak zawsze starała się być osobą, na której można polegać, nawet jeśli większość ludzi nie przywiązywała aż takiej wagi do składanych obietnic.
Doskonale wiedziała, że Ophelia prawdopodobnie nie znała się na piłce i większość rzeczy, które działy się na boisku, była jej kompletnie obca. Mimo to jej słowa sprawiły Billie ogromną przyjemność. Już sam wygrany mecz wprawił ją w świetny nastrój, ale świadomość, że ktoś przyszedł specjalnie dla niej i naprawdę próbował się tym wszystkim zainteresować, dawała jej dziwnie przyjemne poczucie ciepła gdzieś pod żebrami. Czuła satysfakcję, której dawno nie doświadczała tak mocno. Jakby wszystkie godziny spędzone na treningach, ból mięśni i ciągłe zmęczenie w końcu naprawdę miały sens.
Mogła teraz siedzieć z resztą drużyny w jakiejś knajpce, świętować przy pizzy i głośnej muzyce, ale w ogóle nie miała na to ochoty. Hałas i wzajemne przekrzykiwanie się nie było tym, czego Brackenborough potrzebowała w tym momencie, a wizja zwykłego hamburgera i zimnej coli wydawała jej się dużo lepsza niż jakakolwiek elegancka kolacja. Nigdy nie potrzebowała drogich restauracji ani wielkiego świętowania, żeby czuć się dobrze. Wystarczały jej proste rzeczy, szczególnie jeśli mogła dzielić je z kimś, przy kim naprawdę czuła się swobodnie.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, stawiałabym na hamburgera - powiedziała z uśmiechem, gotowa wpakować w siebie masę węglowodanów i pustych kalorii. - A potem możemy przejść się po kampusie - zaproponowała, bo niestety sama nie była w stanie zaprosić Ophelii w żadne inne miejsce. Nie znała miasta zbyt dobrze, a jej życie zazwyczaj toczyło się pomiędzy uniwersytetem, ośrodkiem rekreacyjnym, kafejką w której pracowała i mieszkaniem wynajmowanym wspólnie z Indie.
- Masz na myśli, że nie byłaś świadkiem kolejnej napaści? - zaśmiała się. Pomimo, iż nie mogła zaliczyć tamtego wieczoru do przyjemnych była wdzięczna, że skończyło się tylko na kilku stłuczeniach i skradzionym mieniu. Wraz z pytaniem blondynki jej twarz spoważniała w jednej chwili. - Jak zawsze - potwierdziła, bo faktycznie treningi mocno ją zajmowały, ale te akurat zaliczała do przyjemnych. W ostatnim czasie zdecydowała się na rozpoczęcie (a raczej spróbowanie terapii), która nie przyniosła oczekiwanych skutków. Billie spodziewała się po niej czegoś zupełnie innego, a terapeuta, którego sama wybrała, okazał się być nieodpowiednim. Nigdy jednak nie opowiadała nikomu o swoich problemach, nie wspominała o śmierci matki i agresji ojca. Dlatego też nawet jeśli chciała, nie była w stanie szczerze odpowiedzieć na zadane jej pytanie.

Ophelia Attwood

Pitch Side Support

: sob maja 16, 2026 3:53 pm
autor: Ophelia Attwood
Wszystko jeszcze było przed nimi. W końcu jeśli ta znajomość nie skończyła się już na etapie przypadkowego spotkania to raczej miały jeszcze sporo czasu na to, aby nieco lepiej się poznać i przekonać się o tym jak prezentowały się ich osobowości.
Naprawdę chciałaby, aby jej słowa miały nieco większą wagę, ale nie była w stanie nagle dowiedzieć się na temat tej konkretnej dyscypliny sportowej, aby jej zdanie było czymś innym niż tylko pustym komplementem na podstawie własnych subiektywnych odczuć. Chociaż z pewnością chciałaby powiedzieć coś na temat poszczególnych aspektów jej gry, aby móc pokazać, że jednak była zaangażowana w spektakl na boisku. Oby tylko Billie faktycznie wystarczyła taka opinia zwyczajnego laika.
Z tego, co Ophelia zdążyła się zorientować to wygrana w tym meczu była naprawdę sporą rzeczą, więc dla niej naturalne byłoby to, że wielu chciałoby świętować z resztą drużyny lub porobić coś bardziej wyjątkowego niż wyjście na burgera. No, ale każdy miał swoje własne metody celebracji oraz usposobienie. Nie zamierzała się jednak szczególnie wykłócać. Przynajmniej o dobór jedzenia.
- To twój dzień. Możemy iść na hamburgery, ale ja stawiam. Jako prezent z okazji zwycięstwa. Niech to będzie twoja nagroda - zaproponowała, bo jednak nie chciała, aby piłkarka specjalnie płaciła za jej posiłek.
Nie miała nic przeciwko temu, aby faktycznie zostać swoistą sponsorką tego wypadu. W końcu nie godziło się, aby gwiazda wieczoru ponosiła jakiekolwiek koszty wyjścia. Przynajmniej tak się sprawy prezentowały z punktu widzenia Attwood.
- Jak dla mnie to brzmi dobrze. W takim razie prowadź - zachęciła, obstawiając, że Billie ma już w głowie konkretne miejsce, w które mogłyby się obie udać.
Powoli ruszały ku wyjściu, aby w końcu zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza, które było przyjemnie chłodne i orzeźwiające. Całe szczęście okres największych mrozów miały już dawno za sobą.
- Zero podobnych incydentów. To raczej nie są zbyt częste zjawiska - odpowiedziała, ale nie chciała zbytnio zajmować się tą kwestią, bo jednak musiały to być w jakiś sposób traumatyczne, a już na pewno nieprzyjemne wspomnienia dla dziewczyny.
Z drugiej strony to właśnie dzięki temu się poznały, więc przynajmniej coś dobrego mogło z tego wszystkiego wyniknąć. Choć raczej nie była to zbyt duża pociecha.
- Przynajmniej jakoś się opłaciły te treningi. W końcu wygrałyście chociaż nie było łatwo - zauważyła, chcąc przynajmniej tę kwestię nieco rozwinąć.
Na razie nie miały zbyt wielu wspólnych tematów dlatego właśnie mecz, który przed chwilą mogła obserwować Ophelia wydawał się być idealną kwestią do poruszenia.

Billie Brackenborough

Pitch Side Support

: pt maja 22, 2026 12:24 pm
autor: Billie Brackenborough
Sama nie spodziewała się, że odnajdzie wspólny język ze starszą od siebie kobietą. Oczywiście Ophelia wyglądała bardzo dobrze i w odczuciu Brackenborough nie mogła mieć więcej niż trzydzieści lat, co jednak nie zmieniało faktu, że dzieliła je spora różnica wieku. Mimo to wcale nie dziwiło jej, że była w stanie dogadać się z nią lepiej niż z rówieśnikami, z których większość prawdopodobnie miała ją za dziwaczkę. Była więc wdzięczna losowi za postawienie kobiety na jej drodze, choć nie pochwalała tego, w jakich okolicznościach się poznały. I choć starała się nie myśleć o napaści, wieczorne powroty z treningu czy pracy, zawsze wywoływały u niej pewnego rodzaju niepokój, jakby obawiała się, że jeśli ponownie przydarzy jej się coś podobnego, nie skończy się tylko na utracie mienia. Nie wiedziała jednak, czy bardziej przerażała ją sama świadomość tego, że mogło spotkać ją coś złego, czy raczej fakt, że nikt zbytnio by się tym nie przejął.
Nie wiedziała jak powinna zareagować na propozycję kobiety, ale też nie chciała niepotrzebnie wykłócać się o coś, co tak naprawdę nie miało większego znaczenia. Przypuszczała, że Ophelia radziła sobie dużo lepiej od niej w kwestii finansowej.
- Normalnie kłóciłabym się do upadłego, bo kiepsko radzę sobie z przyjmowaniem prezentów, ale dzisiaj wyjątkowo odpuszczę - uśmiechnęła się i podążyła za kobietą do wyjścia. - Znam taką budkę niedaleko stąd, dosłownie na skraju kampusu. Wygląda dość niepozornie, ale przysięgam, że sprzedają tam najlepsze hamburgery w całym Toronto - powiedziała, choć zapewne nie do końca zgodnie z prawdą. W mieście było niewiele miejsc, w których miała okazję się stołować, dlatego też jej opinia niekoniecznie pokrywała się z rzeczywistością.
- Opłaciły się, to prawda. Chociaż jutro pewnie będę umierać przy każdym najmniejszym ruchu - zaśmiała się. Nie zdecydowała się pociągnąć tematu. Nie chciała, by każda ich rozmowa kręciła się wyłącznie wokół piłki nożnej, nawet jeśli sama była w stanie gadać o niej bez końca. - Dobra, koniec już tego gadania o piłce, bo jeszcze chwila i zacznę brzmieć jak moja trenerka - rzuciła, wciskając dłonie w kieszenie bluzy. Wieczory wciąż były dość chłodne, choć rześkie powietrze przyjemnie otrzeźwiało jej rozgrzane po meczu ciało. - Całe moje życie to ostatnio treningi i zaliczenia, ale zakładam, że ty masz trochę ciekawsze sprawy na głowie - założyła, bo nadal trochę wierzyła, że dorośli mają ciekawsze życie. - Czym właściwie się zajmujesz? Poza marnowaniem wieczorów na oglądanie moich meczów? - spojrzała na Ophelię z wyraźną ciekawością, chcąc dowiedzieć się o niej odrobinę więcej. Tak naprawdę wiedziała o niej tylko tyle, że interesowała się sztuką. Ich poprzednie spotkanie opierało się głównie na rozmowie o futbolu, dlatego tym razem chciała porozmawiać o czymś innym.

Ophelia Attwood

Pitch Side Support

: sob maja 23, 2026 9:32 am
autor: Ophelia Attwood
Chyba taki już był urok Ophelii, że faktycznie potrafiła dogadać się dobrze z każdym bez względu na jego wiek. Uwielbiały ją zarówno dzieci znajomych jak i babcie, a to już był faktycznie powód do tego, aby szczycić się swoimi umiejętnościami społecznymi. Zresztą chyba zawsze tak było. Zwyczajnie miała taki talent do obcowania z innymi ludźmi. Mogła to być po części zasługa jej swoistej ciekawości świata i licznych rzeczy, które ją interesowały. Każda z nich mogła być swoistym punktem zaczepienia dla potencjalnej rozmowy. Dlatego też nie była wcale zaskoczona tym, że w miarę swobodnie spędzało jej się czas w towarzystwie młodej studentki, którą poznała w niezbyt ciekawych okolicznościach.
- W takim razie nie myśl o tym jako o prezencie. To nagroda. Powiedzmy, że zostałam jej sponsorką - podsunęła z nieco figlarnym uśmieszkiem, bo dla niej było to całkiem dobre wybrnięcie z sytuacji. - Dobra. W takim razie prowadź.
Nie miała takiego sporego rozeznania jeśli chodziło akurat o burgerownie rozlokowane po mieście, bo często nie sięgała po podobne jedzenie, ale była w stanie zaufać jej na słowo. Miała też nadzieję, że faktycznie Billie nie będzie miała problemu z tym, że faktycznie postanowiła pobawić się w sponsorkę tego małego wyjścia. Mogła sobie pozwolić na postawienie burgerów czy nawet wyjścia do jakiejś porządniejszej knajpy, a mało tego: zwyczajnie lubiła robić takie rzeczy dla innych.
- Mam nadzieję, że jednak nie będziesz umierać za bardzo - zaśmiała się, wyobrażając sobie jak dziewczyna będzie musiała cierpieć kolejnego dnia po tak intensywnym wysiłku fizycznym. - Ale okay... Nie gadamy już więcej o piłce.
Co prawda nie miała okazji jeszcze nigdy usłyszeć tego jak brzmiała w normalnej rozmowie trenerka Brackenborough, ale domyślała się, że raczej mogła to być osobistość zanudzająca innych szczegółami związanymi ze sportem.
- Można tak powiedzieć... Większość czasu spędzam w klubie, gdzie jestem managerką, ale gdy mam wolną chwilę staram się robić coś ciekawego. Wyjść gdzieś z kimś, poczytać książkę z kotem na kanapie... Coś, co mogłoby mnie odprężyć po tym wszystkim.
Wspominała już poprzednim razem, że chętnie odwiedzała teatr czy galerie sztuki, ale tak naprawdę robiła wiele różnych rzeczy zależnie od nastroju. Dawała się wyciągnąć znajomym na miasto, gdy tylko mieli jakiś pomysł lub sama znajdowała to, czego w danym momencie potrzebowała najbardziej.

Billie Brackenborough