still here
: pn maja 04, 2026 10:24 pm
⋆。‧˚ʚ
ɞ˚‧。⋆
Miała wrażenie, że została całkowicie sama.
Rozmawianie z ojcem przed operacją było jej najgorszym koszmarem. Nie potrafiła zrozumieć samej siebie, dlaczego zdecydowała się na transplantację. Dała mu część siebie. Jasne, ktoś mógłby uznać, że została stworzona, dzięki jego plemnikowi. Tyle że to było dla niej przeogromne poświęcenie, na które zdecydowała się dla... firmy. Dla wielkiej korporacji, byle jej własny ojciec jej nie zdetronizował. Wręcz zmusił ją do dawstwa narządu, a ostatnie spotkanie z rodzeństwem niczego nie ułatwiało. Chciała być móc wierną wobec Cory. Postawić ojca przed ścianą, żeby przejrzał na oczy. Szkoda, że głos Cherry nigdy nie był respektowany.
Przed zaśnięciem miała irracjonalne myśli. Wspominała każdego. Charliego, któremu uratowała życie za dzieciaka. Corę, która wcale nie była głupia, jak rolka papieru toaletowego, bo przecież się rozwijała. Caspiana, który jako jeden z niewielu potrafił wypowiedzieć własne zdanie. Ale też Ethana. Kiedy mówił, że jest jego i nie miał zamiaru się dzielić.
Operacja poszła zgodnie z planem.
Obudziła się z ciężkimi powiekami, a każdy z bliskich miał jakieś plany. Bolało ją to, że żadnego z nich nie było przy niej. Jedynie matka czekała na nią po wybudzeniu. Aż dziwne, że Christopher pozwolił jej siedzieć przy córce. Nic nie pamiętała. Leki przeciwbólowe w ogóle nie pomagały. Pierwszą dobę praktycznie przespała. Budziły ją jedynie pielęgniarki, sprawdzające parametry życiowe, zmuszające ją do posiłku i wstania. Nie miała im tego za złe. Zasypiała raz, za razem, tracąc poczucie rzeczywistości.
Drugiego dnia sięgnęła po telefon. Musiała zorientować się, co działo się w firmie. Milion maili, pełno powiadomień. Jednak życie nie zatrzymało się wraz z operacją. Potrzebowała kogoś wewnątrz, dlatego sama napisała do Ethana z prośbą o raport. Nie miała jeszcze siły, by spojrzeć na dłużej w telefon, by wystukiwać kolejne wiadomości w ekranie telefonu.
Za to kiedy tylko usłyszała jego głos, rozbudziła się. To musiały być jakieś halucynacje, inaczej nie byłaby w stanie tego ująć. Nabrała głębokiego oddechu, próbując wszystko analizować, a gdy uniosła jedną powiekę, zobaczyła go. Ucieszyła się jak idiotka. Tyle że rozmowa z pielęgniarką pełna zwykłych uprzejmości wzbudzała w niej przedziwne ukłucie zazdrości. Poczekała, aż kobieta wyjdzie, by podnieść się delikatnie na dłoniach. Spojrzała na niego... Wyglądał zdecydowanie zbyt dobrze, a ona okropnie słabo.
— Nie musiałeś podrywać pielęgniarek na moich oczach... — mruknęła na samo przywitanie. Czy wypowiedziała głośno własną zazdrość? Nie, po prostu to była nieodpowiednia rozmowa. Tak przy szefowej podrywać inną kobietę? Faceci musieli mieć tupet. Chciała mieć go tylko dla siebie.
— Masz dokumenty? — o laptopa nie miała odwagi poprosić — jak w biurze? Wszystko w porządku? — nie było jej raptem cztery dni, a pracoholizm już wychodził jej bokiem. Łatwiej przyszła jej rozmowa o Northland Power, niż pokazanie, że ucieszyła się na jego widok — Cora nie wprowadziła żadnych czwartkowych piżam? — dopytała, unosząc oba kąciki ust ku górze. Pewnie już to zrobiła. Mogła być specjalistką od marketingu, ale była głośna, przepychała się łokciami, prawie jak sama Cherry...
Tak, rozmowa o firmie była bezpieczna, ale za to jej wzrok na jego tęczówkach już niekoniecznie. Był jak merci. Wyrażał więcej niż tysiąc słów.
Miała wrażenie, że została całkowicie sama.
Rozmawianie z ojcem przed operacją było jej najgorszym koszmarem. Nie potrafiła zrozumieć samej siebie, dlaczego zdecydowała się na transplantację. Dała mu część siebie. Jasne, ktoś mógłby uznać, że została stworzona, dzięki jego plemnikowi. Tyle że to było dla niej przeogromne poświęcenie, na które zdecydowała się dla... firmy. Dla wielkiej korporacji, byle jej własny ojciec jej nie zdetronizował. Wręcz zmusił ją do dawstwa narządu, a ostatnie spotkanie z rodzeństwem niczego nie ułatwiało. Chciała być móc wierną wobec Cory. Postawić ojca przed ścianą, żeby przejrzał na oczy. Szkoda, że głos Cherry nigdy nie był respektowany.
Przed zaśnięciem miała irracjonalne myśli. Wspominała każdego. Charliego, któremu uratowała życie za dzieciaka. Corę, która wcale nie była głupia, jak rolka papieru toaletowego, bo przecież się rozwijała. Caspiana, który jako jeden z niewielu potrafił wypowiedzieć własne zdanie. Ale też Ethana. Kiedy mówił, że jest jego i nie miał zamiaru się dzielić.
Operacja poszła zgodnie z planem.
Obudziła się z ciężkimi powiekami, a każdy z bliskich miał jakieś plany. Bolało ją to, że żadnego z nich nie było przy niej. Jedynie matka czekała na nią po wybudzeniu. Aż dziwne, że Christopher pozwolił jej siedzieć przy córce. Nic nie pamiętała. Leki przeciwbólowe w ogóle nie pomagały. Pierwszą dobę praktycznie przespała. Budziły ją jedynie pielęgniarki, sprawdzające parametry życiowe, zmuszające ją do posiłku i wstania. Nie miała im tego za złe. Zasypiała raz, za razem, tracąc poczucie rzeczywistości.
Drugiego dnia sięgnęła po telefon. Musiała zorientować się, co działo się w firmie. Milion maili, pełno powiadomień. Jednak życie nie zatrzymało się wraz z operacją. Potrzebowała kogoś wewnątrz, dlatego sama napisała do Ethana z prośbą o raport. Nie miała jeszcze siły, by spojrzeć na dłużej w telefon, by wystukiwać kolejne wiadomości w ekranie telefonu.
Za to kiedy tylko usłyszała jego głos, rozbudziła się. To musiały być jakieś halucynacje, inaczej nie byłaby w stanie tego ująć. Nabrała głębokiego oddechu, próbując wszystko analizować, a gdy uniosła jedną powiekę, zobaczyła go. Ucieszyła się jak idiotka. Tyle że rozmowa z pielęgniarką pełna zwykłych uprzejmości wzbudzała w niej przedziwne ukłucie zazdrości. Poczekała, aż kobieta wyjdzie, by podnieść się delikatnie na dłoniach. Spojrzała na niego... Wyglądał zdecydowanie zbyt dobrze, a ona okropnie słabo.
— Nie musiałeś podrywać pielęgniarek na moich oczach... — mruknęła na samo przywitanie. Czy wypowiedziała głośno własną zazdrość? Nie, po prostu to była nieodpowiednia rozmowa. Tak przy szefowej podrywać inną kobietę? Faceci musieli mieć tupet. Chciała mieć go tylko dla siebie.
— Masz dokumenty? — o laptopa nie miała odwagi poprosić — jak w biurze? Wszystko w porządku? — nie było jej raptem cztery dni, a pracoholizm już wychodził jej bokiem. Łatwiej przyszła jej rozmowa o Northland Power, niż pokazanie, że ucieszyła się na jego widok — Cora nie wprowadziła żadnych czwartkowych piżam? — dopytała, unosząc oba kąciki ust ku górze. Pewnie już to zrobiła. Mogła być specjalistką od marketingu, ale była głośna, przepychała się łokciami, prawie jak sama Cherry...
Tak, rozmowa o firmie była bezpieczna, ale za to jej wzrok na jego tęczówkach już niekoniecznie. Był jak merci. Wyrażał więcej niż tysiąc słów.