The Road with You… sounds like a nightmare
: wt maja 05, 2026 6:53 pm
Droga była kurewsko nużąca.
Od dłuższego czasu przestał zerkać na nawigację, która pokazywała dobitne szesnaście godzin do miejsca docelowego. Byli w połowie trasy Toronto–Edmonton. Mogli tam polecieć, ale lot nie pozwoliłby na zatrzymanie się w pobliskich miastach, co było konieczne, by w stronę finalnej destynacji pojechać względnie przygotowanym. I względnie nastawionym na to, co tam zastaną. Musieli dotrzeć do kobiety, która Monicę Torres znała najlepiej i jakimś dziwnym przypadkiem w całym śledztwie została praktycznie pominięta. Jej nagły wyjazd do odległego o ponad trzy tysiące kilometrów miasta też wzbudzał podejrzenia, a Percy nie wierzył w próbę ułożenia sobie życia daleko od tragedii. To było zbyt zwyczajne jak na tą sprawę.
Jechali jego autem, rzecz jasna, bo Gardner szybciej pojechałby sam niż zgodził się na kilkudniową podróż Toyotą Heleny. Kierował więc, starając się nie zasnąć mimo wypitych kaw i podniesionego ciśnienia, nie tylko dzięki kofeinie – oczywiście, że zdążyli się już pokłócić. Ale odkąd przestali się odzywać, powieki mimowolnie szybciej zaczęły mu opadać.
W tle włączył się utwór, którego nie kojarzył na swojej playliście i gdyby nie tytuł (The Road with You), pewnie by go zostawił. Zamiast tego przełączył o jeden, trafiając na klasyczny, rockowy kawałek lat 80-tych. Odrobinę podgłośnił muzykę, mrużąc oczy. Skupił się na pustej drodze, oświetlonej jedynie światłami BMW; krajobraz po bokach ginął w ciemnościach.
Sięgnął po kubek z kawą, chcąc wypić resztkę. Pusto. Mruknął ledwo słyszalnie, wkładając go z powrotem do otworu między siedzeniami. Wreszcie spojrzał na nawigację – mapa nie pokazywała nawet żadnej stacji w pobliżu. A jemu coraz bardziej chciało się spać. Był wykończony.
Dlatego gdy po kilkunastu minutach w oddali ujrzał neonowy napis, zwolnił i wytężył wzrok. „Nest Motel” brzmiało dokładnie tak, jak wyglądał sam obiekt. Nic dziwnego, że w internetowym świecie nie istniał. Percival skręcił w prawo, zjeżdżając pod typowo przydrożny hotel. Zatrzymał auto, nie zważając na minę Peregrine. Zanim zdążyłaby zaprotestować, zgasił silnik, zgarnął kluczyki i wysiadł, ruszając do wejścia.
Mogła za nim iść, mogła zostać… było mu wszystko jedno. Nie zamierzał spać w samochodzie, a przespać się musiał.
W środku przy recepcji nie było żywej duszy. Podszedł do lady i nacisnął dzwonek, rozglądając się po minimalistycznym, tanim wnętrzu.
helena peregrine
Od dłuższego czasu przestał zerkać na nawigację, która pokazywała dobitne szesnaście godzin do miejsca docelowego. Byli w połowie trasy Toronto–Edmonton. Mogli tam polecieć, ale lot nie pozwoliłby na zatrzymanie się w pobliskich miastach, co było konieczne, by w stronę finalnej destynacji pojechać względnie przygotowanym. I względnie nastawionym na to, co tam zastaną. Musieli dotrzeć do kobiety, która Monicę Torres znała najlepiej i jakimś dziwnym przypadkiem w całym śledztwie została praktycznie pominięta. Jej nagły wyjazd do odległego o ponad trzy tysiące kilometrów miasta też wzbudzał podejrzenia, a Percy nie wierzył w próbę ułożenia sobie życia daleko od tragedii. To było zbyt zwyczajne jak na tą sprawę.
Jechali jego autem, rzecz jasna, bo Gardner szybciej pojechałby sam niż zgodził się na kilkudniową podróż Toyotą Heleny. Kierował więc, starając się nie zasnąć mimo wypitych kaw i podniesionego ciśnienia, nie tylko dzięki kofeinie – oczywiście, że zdążyli się już pokłócić. Ale odkąd przestali się odzywać, powieki mimowolnie szybciej zaczęły mu opadać.
W tle włączył się utwór, którego nie kojarzył na swojej playliście i gdyby nie tytuł (The Road with You), pewnie by go zostawił. Zamiast tego przełączył o jeden, trafiając na klasyczny, rockowy kawałek lat 80-tych. Odrobinę podgłośnił muzykę, mrużąc oczy. Skupił się na pustej drodze, oświetlonej jedynie światłami BMW; krajobraz po bokach ginął w ciemnościach.
Sięgnął po kubek z kawą, chcąc wypić resztkę. Pusto. Mruknął ledwo słyszalnie, wkładając go z powrotem do otworu między siedzeniami. Wreszcie spojrzał na nawigację – mapa nie pokazywała nawet żadnej stacji w pobliżu. A jemu coraz bardziej chciało się spać. Był wykończony.
Dlatego gdy po kilkunastu minutach w oddali ujrzał neonowy napis, zwolnił i wytężył wzrok. „Nest Motel” brzmiało dokładnie tak, jak wyglądał sam obiekt. Nic dziwnego, że w internetowym świecie nie istniał. Percival skręcił w prawo, zjeżdżając pod typowo przydrożny hotel. Zatrzymał auto, nie zważając na minę Peregrine. Zanim zdążyłaby zaprotestować, zgasił silnik, zgarnął kluczyki i wysiadł, ruszając do wejścia.
Mogła za nim iść, mogła zostać… było mu wszystko jedno. Nie zamierzał spać w samochodzie, a przespać się musiał.
W środku przy recepcji nie było żywej duszy. Podszedł do lady i nacisnął dzwonek, rozglądając się po minimalistycznym, tanim wnętrzu.