Noah patrzył na nią, czując, że każde słowo uderza niego, a gwar jaki panował w galerii, wydawał się nagle odległy, jakby dochodził gdzieś zza grubej szyby. W wystawie sklepowej dostrzegł swoje odbicie, gdzie podział się ten pewny siebie, wesoły facet sprzed kilku lat? Zacisnął szczęki tak mocno, że aż zabolały go zęby.
Czuł się winny, że ją skrzywdził, choć była mu taka bliska, mieli wiele wspólnych planów i te plany najwidoczniej go przerosły. Przez własną głupotę i tchórzostwo stracił ją bezpowrotnie i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wolał imprezować, odcinał się od niej, a teraz stał tu i śmiał jej robić jakiekolwiek wyrzuty, że się nie odzywała tyle czasu? Był żałosny. Przełknął ślinę, czując suchość w gardle, wpatrywał się w szybę, bo na spojrzenie w oczy Audrey po prostu nie miał odwagi.
-
Tak, to był mój wybór, ale później zrozumiałem, że popełniłem błąd. Za późno to zrozumiałem, dlatego żałuję, ale nie zaczepiłem cię, żeby szukać usprawiedliwienia i wybaczenia, bo wiem, że na nie zasługuję. Chciałem... chciałem tylko żebyś wiedziała, że to nie ty byłaś powodem moich ucieczek w alkohol - powiedział cicho, niemal z bólem i skierował na chwilę swój wzrok na dziewczynę. -
Możesz mnie nienawidzić, że cię skrzywdziłem, Aud. Masz do tego pełne prawo.
Zamilkł na dłuższą chwilę, rozważając jej słowa o specjalistach, o tym, że znów może kogoś skrzywdzić, jakby szukał odpowiedzi, której nie potrafił znaleźć w sobie.
–
Myślisz, że o tym nie myślałem? – zapytał, zerkając na nią. –
Każdej nocy. Boję się własnej głowy, Audrey. Boję się, że pewnego dnia po prostu się wyłączę i historia się powtórzy. Dlatego tak długo trzymałem się z daleko, dlatego nikogo nie dopuszczałem blisko - westchnął głęboko i w końcu spojrzał prosto w jej oczy. Zamarł, gdy oparła się swoim czołem o jego. Przez chwilę nie wiedział, co zrobić – chciał odsunąć się, żeby nie sprawiać jej kolejnego kłopotu, ale jednocześnie ten krótki kontakt był jedynym, które wpływało na niego uspokajająco. Odsunął się tylko o milimetr, ale nie cofnął się całkowicie, pozwalając sobie na to, by przez sekundę dłużej czuć jej bliskość.
–
Pamiętam – odpowiedział cicho. –
Pamiętam każdą sekundę tamtego dnia. Pamiętam, jak biegłaś przez park, a ja goniłem cię z głupim uśmiechem na twarzy, myśląc, że życie zawsze będzie tak proste. Zakochaj się...– powtórzył pod nosem, niemal drwiąco. -
Gdyby to było takie proste - dodał po chwili, wciągnął powietrze i zebrał się na odwagę, wypowiedzieć to, co przez ostatnie miesiące układał sobie w samotności, wierząc, że nigdy nie odważy się tego powiedzieć na głos.
–
Wiem, że nie mam prawa o nic prosić – zaczął cicho, nie podnosząc oczu. –
Byłem beznadziejny jako chłopak, to fakt, ale kiedy patrzę wstecz, widzę, że byłem też beznadziejny jako przyjaciel. Zostawiłem cię w najgorszym momencie, nie myśląc o tym, co ty czujesz. To było najgorsze, co mogłem zrobić komukolwiek.
Przerwał na chwilę, a w jego gardle znów pojawiła się gula. Zmienił ciężar ciała z nogi na nogę, czując się obco ze swoim ciałem.
–
Nie liczę na to, że wymażesz wszystko, co się stało. Nie oczekuję, że wrócimy do tego, co było wcześniej, bo to niemożliwe – kontynuował, wreszcie patrząc na nią z determinacją, której sam się po sobie nie spodziewał. –
Ale jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu, Audrey. Zawsze byłaś. Jeśli dasz mi szansę... nie jako partner, nie jako ktoś, kto ma cię znowu zawieść, ale jako ktoś, kto po prostu chce być blisko, żeby naprawić to, co zepsułem jako przyjaciel... Czy moglibyśmy chociaż spróbować odbudować przyjaźń? Obiecuję, że nie będę naciskał.
Próba wyrzucenia jej ze swojego życia była jak wyrywanie czegoś, co jest z nim zrośnięte od zawsze. To była szalona myśl, bo znali się przecież od dzieciaka, wychowywali się razem i każde wspólne wspomnienie było jak część jego samego – nie dało się tego po prostu wyciąć, nie niszcząc przy tym całego swojego wnętrza. Stał tam, patrząc na nią i czuł, że bez niej jego świat stanie się pusty.
Audrey LeBlanc