Strona 1 z 2
it's so damn peaceful when nobody knows
: śr maja 06, 2026 6:10 pm
autor: Lacey Tadwell
Do niedawna wyjazdy związane z pracą były dla niej wyłącznie szansą na to, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Wykorzystywała je jak najlepiej, aby jeszcze skuteczniej ugruntować swoją pozycję w firmie.
Innymi słowy, nie dopuszczała do siebie żadnych r o z p r a s z a c z y.
Ciężko zatem przewidzieć, co tak właściwie popchnęło ją do tego, aby na obecny wyjazd zaprosić Sonny’ego. Kiedy wychodziła z tą propozycją, działała pod wpływem impulsu i nie zastanawiała się nad tym, jakie konsekwencje mogło to za sobą pociągnąć. Zresztą, dlaczego w ogóle miałaby się nimi przejmować? W końcu to, że zabrała ze sobą towarzystwo, nie miało sprawić, że nagle stanie się nieprofesjonalna. Nie sprawiło również, że nie pojawiła się na spotkaniu punktualnie, a na nim nie pokazała się z jak najlepszej strony.
Wszystko przebiegło dokładnie tak, jak sobie zaplanowała.
Jedynym wyjątkiem było jednak to, że kilkakrotnie złapała się na tym, że jej myśli samoistnie uciekały w jego kierunku. Zastanawiała się nad tym, co robił w danym momencie, a kiedy kilka razy podczas spotkania wymknęła się do toalety, zerknęła na telefon, aby sprawdzić, czy nie czekała tam na nią jakaś wiadomość.
Musiała jednak skupić się na zadaniu, które miała do wykonania, a kiedy uporała się z nim, mogła odezwać się do Sonny’ego, aby ustalić miejsce, w którym mieli się spotkać. Wstąpiła jeszcze do ich wspólnego pokoju, aby tam pozostawić papiery, które musiała zaciągnąć ze sobą na kolację, a później tylko naprędce poprawiła makijaż, aby chwilę później ponownie opuścić pokój - tym razem już na nieco dłuższy czas.
Złapała taksówkę i przejechała tych kilka przecznic, które dzieliły ją od Radwella. Kiedy dotarła na miejsce, odszukała go spojrzeniem, a ten widok sprawił, że na jej usta wkradł się uśmiech. Postanowiła jednak nie przeszkadzać mu od razu. Najpierw podeszła do baru, przy którym złożyła zamówienie, a później ruszyła w kierunku stolika zajmowanego przez Sonny’ego.
Przystanęła kawałek za nim, aby lepiej przyjrzeć się temu, co właśnie rysował. — Trochę miałam nadzieję, że zobaczę tam siebie — zażartowała wraz z tym, jak zdecydowała się zająć miejsce naprzeciwko blondyna. Uśmiechnęła się zaczepnie, a później rozsiadła się nieco wygodniej. — Co to? — zapytała i nieznacznie skinęła głową w stronę trzymanego przez niego notesu. Było to coś, czego jeszcze o nim nie wiedziała, dlatego odrobinę ją to ciekawiło.
Sonny Radwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: śr maja 06, 2026 6:44 pm
autor: Sonny Radwell
Propozycja Lacey nieco zaskoczyła Sonny’ego. Nie spodziewał się, że będzie chciała go gdzieś zabrać, a tym bardziej na za wyjazd związany z interesami, ale jeśli jego towarzystwo było czymś przez nią pożądanym przy takiej okazji, on tym bardziej nie widział powodów, czemu miałby odmówić. Lubił spędzać z nią czas i tak naprawdę nic nie powstrzymywało go przed tym, żeby na chwilę wyrwać się z Toronto.
Mało tego, bardzo spodobała mu się wizja wyrwania się z miasta do innego miejsca. Zmiana otoczenia mogła mu dobrze zrobić, ponieważ czuł, że zaczynał popadać w pewną stagnację, a jedynym, co go z niej wyrywało, były spotkania z Tadwell. Połączenie ich z wyjazdem do Ottawy brzmiało więc jak pomysł idealny, na który zgodził się bez zawahania, mimo świadomości, że trochę będzie musiał pobyć sam. Radwell nie zamierzał odciągać brunetki od pracy.
Nie był dzieckiem, mógł parę godzin poradzić sobie bez niej, a ten czas postanowił poświęcić na spacer po mieście. Postanowił rozejrzeć się za ciekawymi miejscami, może do któregoś z nich później mógłby wybrać się razem z Lacey, a tymczasem mógł też popodziwiać okolicę, której nie widział już od całkiem dawna. W czasie swojego spaceru wpadło mu w oko parę budynków, które skończyły w jego szkicowniku, a ostatni przenosił na papier z lokalu, w którym czekał na brunetkę, z którą już się umówił.
A chociaż wyglądał przez okno całkiem często, aby zerknąć na budynek znajdujący się naprzeciwko, przeoczył moment, w którym do lokalu weszła Tadwell, dlatego udało jej się go zaskoczyć, kiedy już pojawiła się obok. Jej widok od razu wywołał na jego twarzy uśmiech, a komentarz sprawił, że jeszcze się poszerzył. – Musiałabyś mi zapozować – odparł i poruszył zaczepnie brwiami, właściwie to nie kłamiąc. Choć architektura była tym, co zwykle lądowało w jego szkicowniku, nieźle radził sobie również z rysowaniem ludzi, choć na pewno nie podołałby temu zadaniu, gdyby miał narysować coś z głowy.
Kiedy zapytała go o notes, Sonny odruchowo lekko go uniósł. – To? Nic takiego… Lubię rysować budynki, które wpadną mi w oko – wzruszył lekko ramionami, przedstawiając to tak, jakby to było niczym wielkim. Prawda jednak jest taka, że w ten szkicownik wiązał się z jedną z jego największych pasji, więc to jednak było czymś wielkim.
Lacey Tadwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: czw maja 07, 2026 6:15 pm
autor: Lacey Tadwell
Wyjazd związany z pracą stanowił dla niej pretekst idealny. Pozwalał też spojrzeć na ich wspólny wypad tak, jakby nie był on niczym wielkim, bo przecież to absolutnie nie tak, że organizowała cokolwiek z myślą o nim. Zaprosiła go, ponieważ nadarzyła się okazja, a spędzenie nocy w jego towarzystwie wydawało się o wiele lepszą opcją, niż zrobienie tego w samotności.
Innymi słowy, Lacey bynajmniej nie uważała, że mogłaby przekroczyć jakąś granicę.
Dość wygodnie ignorowała jednak to, jak bardzo mogła być jego towarzystwa spragniona. Myślami uciekała przecież w jego kierunku bardzo często, ale na szczęście nie na tyle, aby skutecznie rozproszyć się w trakcie spotkania. Właśnie z tego powodu nie dostrzegała w tym n i c niewłaściwego. Skoro potrafiła nadal skupiać się na tym, co było najważniejsze, nie miała powodów, aby uważać, że ta znajomość wymknęła jej się spod kontroli.
A skoro tak, mogła też w pełni się nią cieszyć, co zamierzała robić, kiedy dołączyła do blondyna w wybranej przez niego kawiarni. Po tej jakoś szczególnie nie rozglądała się - było to miejsce jak każde inne, a dla Tadwell najwyraźniej najważniejsze było to, że mogła spędzić tu nieco czasu z nim. Co z tego, że tym razem robili to zupełnie inaczej, niż zwykle?
Rozbawienie bynajmniej nie zniknęło z jej twarzy, kiedy jej odpowiedział. Uniosła jednak jedną brew i przyjrzała się blondynowi tak, jakby nie do końca kupowała jego słowa. — Musiałbyś najpierw poprosić — odparła i tym razem to ona zaczepnie poruszyła brwiami. Żartowała jednak, ponieważ nie była jedną z tych kobiet, które w takich sytuacjach czuły się swobodnie. Podczas ewentualnego pozowania czułaby się naprawdę skrępowana, chociaż… Może byłoby inaczej, gdyby robiła to właśnie z nim?
Zmarszczyła nieznacznie nos, kiedy zadeklarował, że jego prace nie były niczym wielkim. Była to kolejna rzecz, której nie kupiła, dlatego jeszcze zanim cokolwiek powiedziała, wyciągnęła w jego stronę dłoń. — Pokaż — poprosiła i wykonała wymowny gest dłonią, w ten sposób jak gdyby próbując go pospieszyć. Nie powinno dziwić go to, że kiedy sam temu umniejszył, Lacey zrobiła się jeszcze bardziej zainteresowana. Teraz już naprawdę chciała przyjrzeć się temu, co wyszło spod jego rąk, bo nawet jeżeli przed chwilą widziała to tylko przelotnie, już za sprawą tego widoku mogła bez wahania przyznać, że nie były to wyłącznie przypadkowe bazgroły.
Sonny Radwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: pt maja 08, 2026 6:04 pm
autor: Sonny Radwell
Ta otoczka wyjazdu zawodowego i tego, że on był tutaj tylko na doczepkę jako dodatek, sprawiała, że Sonny również nie doszukiwał się w tym niczego głębszego. Lacey miała ochotę, żeby dotrzymał jej towarzystwa i rozerwał się z nią w nocy, robiąc praktycznie to samo, co robili na miejscu. Jaka różnica, czy spotykali się w hotelu w Toronto, czy Ottawie?
Tylko nie brał pod uwagę jednego szczegółu. To nie były tylko wspólne noce, ale też dnie. Już teraz wyglądało to inaczej niż zwykle. Spotkanie w kawiarni, ciepłe uśmiechy, rozmowa o osobistych rzeczach… To wcale nie wyglądało tak, jakby między nimi nie było nic, poza fizycznym pociągiem. Ale łatwo było to ignorować, gdy nie spoglądało się na to z perspektywy trzeciej osoby, dlatego Radwell wygodnie niczego nie dostrzegał.
Usłyszawszy jej odpowiedź, Sonny powoli omiótł ją spojrzeniem, jakby nad czymś się zastanawiał. – W takim razie proszę. Dziś wieczorem – odparł i uśmiechnął się zuchwale. Nie miał pojęcia, czy coś faktycznie z tego wyniknie. Prawdę powiedziawszy spodziewał się, że pewnie nie, bo wieczorem zdołają rozproszyć się innymi aktywnościami, więc jego prośba ostatecznie wcale nie musiała zostać spełniona. I nic by się nie stało, bo po co mu jej rysunek, jeśli miał prawdziwą ją na wyciągnięcie ręki?
Co nie znaczy, że nie narysowałby jej, gdyby Lacey na tym zależało.
Popatrzył na jej wyciągniętą dłoń i nie zastanawiał się długo nad przekazaniem jej swojego szkicownika. Choć był czymś osobistym, a Sonny twierdził, że to nic wielkiego, nie wstydził się go pokazać, dlatego oddał go w ręce brunetki, ciekawy tego, co powie. Dlatego teraz czekał na jej komentarz, ale zamiast wbić w nią intensywne spojrzenie, rozsiadł się wygodnie na swoim krześle i napił się kawy, którą wcześniej sobie zamówił. I która zdążyła już ostygnąć, bo tak wciągnął się w szkicowanie, że zupełnie o niej zapomniał. Dobrze, że pamiętał wtedy chociaż o oddychaniu…
Oby teraz o tym nie zapomniał. Bo chociaż te szkice nie były poważnymi projektami, a zwykłymi rysunkami, które robił na kolanie, gdy coś wpadło mu w oko i miał czas się zatrzymać, to wcale nie znaczy, że było mu obojętne, co inni myśleli. Mógł być pewny siebie i swoich pasji, ale jednocześnie jak każdy inny nie chciał się wygłupić. A tym bardziej przed nią…
Lacey Tadwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: sob maja 09, 2026 6:06 pm
autor: Lacey Tadwell
Musieli trzymać się tego, co b e z p i e c z n e, ponieważ inny scenariusz oznaczałby, że należało tę relację zakończyć. Lacey nie zamierzała pozwolić na to, aby wymknęła jej się ona spod kontroli, jednocześnie dość lekceważąco podchodząc do takiej możliwości.
Jak bowiem miałaby stracić głowę dla chłopaka takiego, jak Sonny?
Rzecz w tym, że im więcej czasu spędzali w swoim towarzystwie, tym mniej wyraźnie dostrzegała to, co ich dzieliło. Różnica wieku stopniowo się zacierała, a Tadwell zaczynała dostrzegać w nim osobę, przy której po prostu czuła się d o b r z e. Gdyby tylko zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo jej zdanie na jego temat zmieniło się na przestrzeni ostatnich tygodni, być może dotarłoby do niej również to, że zauroczenie nim nie wydawało się już aż tak nierealne.
A na pewno nie n i e m o ż l i w e.
Łatwo było jednak nie martwić się czymś, czego nie jest się świadomym, a u Lacey właśnie tego brakowało - świadomości zagrożenia. Podchodziła do tej znajomości z pewną beztroską i bawiła się nią w najlepsze, w Ottawie dodatkowo zapominając o hamulcach, które posiadała w Toronto. Tam przecież ograniczała pokazywanie się z nim w takich miejscach do minimum.
Uśmiechnęła się z rozbawieniem, ale nie powiedziała nic. Chyba również nie brała pod uwagę tego, że mogliby wcielić ten pomysł w życie, dlatego ostatecznie nie poświęciła temu zbyt dużo uwagi. Czegokolwiek nie mieli robić po powrocie do hotelu, bez wątpienia nie mieli się tam nudzić.
Nie musieli też robić tego teraz, a wystarczyło spojrzeć na Lacey, aby dojść do wniosku, że oglądała jego szkicownik ze szczerym zaciekawieniem. Może też z pewną dozą zaskoczenia, ponieważ Sonny nie wyglądał jej na kogoś, kto miałby tak wprawną rękę, a myśl o tym sprawiła, że na moment oderwała spojrzenie od kolejnych kartek i podejrzliwie przyjrzała się blondynowi. Nie powiedziała nic, tylko uśmiechnęła się zaczepnie i skupiła się na rysunkach. — Gdzie się tego nauczyłeś? — zapytała w końcu i wtedy też podniosła spojrzenie znad szkicownika na blondyna. A choć przeszkodziła im kelnerka, która dostarczyła w końcu zamówioną przez Tadwell kawę, Lacey nie miała zamiaru pozwolić tematowi umrzeć, bo kiedy tylko młoda dziewczyna zniknęła z zasięgu wzroku, brunetka znów zerknęła na Radwella, aby wyciągnąć z niego coś więcej.
Sonny Radwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: ndz maja 10, 2026 1:15 pm
autor: Sonny Radwell
Najwyraźniej dla obojga słodka niewiedza była teraz najlepsza. Żadne z nich nie chciało popsuć sobie tego, co teraz mieli, bo najwyraźniej właśnie tego potrzebowali. Sonny skłamałby mówiąc, że dzięki Lacey nie czuł się dobrze. Z jakiegoś powodu to ona w dużej mierze odpowiadała za jego dobre samopoczucie i humor i Radwell nie chciał sobie tego psuć, dlatego był zadowolony, że mogli kontynuować tę znajomość. W dodatku pomału pozwalając sobie na coraz więcej, co było dla niego ekscytujące. Nic dziwnego, że nie mógł doczekać się wspólnego wyjazdu do Ottawy.
A teraz cieszył się, że Tadwell miała już za sobą spotkanie i swoją uwagę mogła poświęcić jemu, bo może i nie chciał jej niczego psuć, ale to wcale nie znaczy, że w ogóle nie był egoistą i nie czekał na to, aż będzie mógł zagarnąć dla siebie całą jej uwagę.
Od teraz Lacey mogła być pewna tego, że Sonny będzie zachłanny. Nie bez powodu zadeklarował, że wieczorem zamierzał mieć ją dla siebie. Może nie w dokładnie taki sposób, o jakim wspomniał, ale na pewno wtedy już nawet odrobinę nie będzie chciał się nią z kimkolwiek dzielić. Nawet z jej facetem, więc odpowiadało mu to, że na czas tego wyjazdu Lacey najwyraźniej nie planowała się z nim kontaktować, a przynajmniej nic nie sugerowało, żeby miała to w planach. Swoją drogą, miło łechtało jego ego to, że tym razem na tyle czasu wybrała właśnie jego…
Teraz zaś czekał na jej werdykt, który starał się wyczytać z jej twarzy, na którą teraz spoglądał. Niestety, nie dostrzegł tam nic, co powiedziałoby mu coś konkretnego, ale może to dobrze? Sonny nie zdążył się nad tym zastanowić, ponieważ z ust Lacey padło pytanie, na które chciał od razu odpowiedzieć, ale przeszkodziła mu w tym kelnerka, do której uśmiechnął się łagodnie zanim odeszła od ich stolika. – Nie wiem… Po prostu od zawsze sporo rysowałem tak wyszło – wzruszył ramionami, nie mając historii o tym, że chodził na jakieś specjalne zajęcia, dzięki którym zdobyłby takie umiejętności. Jego rodzice nie inwestowaliby w naukę rysunku, to ich zdaniem byłoby za mało ambitne. Dlatego wszystkiego Sonny nauczył się sam, a lata praktyki przyniosły takie efekty. – Powiedzmy, że to owoc metody prób i błędów i jakichś internetowych porad. I jeszcze sporej dawki uporu – przyznał z uśmiechem, będąc z siebie zadowolonym. To coś, co sam dla siebie wybrał i nauczył się i co sprawiało mu przyjemność. I właściwie nie tylko rysowanie, ale wszystko, co miało związek z architekturą. Dlatego wiedział, że tym chciał się zajmować i na to planował wymienić ścieżkę, którą wybrali dla niego rodzice, ale zanim mógłby zająć się tym na poważnie, najpierw musiał pozbierać pieniądze, bo nie mógł liczyć na niczyje wsparcie. Dlatego teraz mógł sprawiać wrażenie, jakby poddał się i wybrał najłatwiejszą opcję, ale tak naprawdę był to tylko okres przejściowy.
Wbrew pozorom Sonny’emu nie brakowało ambicji.
Lacey Tadwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: ndz maja 10, 2026 3:00 pm
autor: Lacey Tadwell
W ciągu minionych miesięcy jej związek był dla niej przede wszystkim źródłem frustracji. Brakowało w nim chyba nie tylko szczęścia, ale najwyraźniej też i uczucia, które początkowo popchnęło ją w ramiona jej dotychczasowego partnera. Nie miała pojęcia, w którym momencie sytuacja zaczęła wymykać im się spod kontroli, ale wiedziała za to, że pozwolili, aby wzajemne zainteresowanie przygasło. Wraz z nim zniknęła motywacja, aby nadal o siebie walczyć.
Sytuacji nie poprawiały tarapaty, w które jej partner ostatnio się wpakował. Było to coś, z czym Lacey nie chciała mieć nic wspólnego, a to oznaczało kolejne kłody rzucone im pod nogi. Sprawiło również, że Tadwell nie tyle nie chciała mieć ze swoim partnerem kontaktu t e r a z, ale raczej nie miała go już od dłuższego czasu.
Niemal od momentu, w którym poprosiła, aby się wyprowadził.
Ich sprawy pozostawały nieuporządkowane, a Lacey nie miała czasu ani ochoty, aby teraz się tym zajmować. Miała na głowie zobowiązania zawodowe, którym musiała poświęcić sporo uwagi, a to oznaczało, że nie mogła zaprzątać sobie myśli problemami. O wiele lepszym rozwiązaniem było zapewnienie sobie przyjemnego rozproszenia, na które teraz miała więcej czasu, ponieważ tego w ogóle nie kradł jej związek.
Sonny mógł nie być tego świadomy, ale teraz naprawdę poświęcała uwagę t y l k o jemu.
Przy okazji nie miała nic przeciwko temu, aby nieco uważniej przyjrzeć się temu, czym zajmował się w wolnych chwilach. Jeśli zaś nie wyczytał z jej twarzy zbyt wiele na temat tego, co o tym myślała, Lacey musiała bardzo dobrze się maskować, albo Sonny nie przyglądał jej się dostatecznie uważnie, bo przecież od samego początku była pod ogromnym wrażeniem. Sama nie byłaby w stanie stworzyć czegoś podobnego.
— Żaden ze mnie ekspert, ale wyglądają świetnie — stwierdziła, przerzucając jeszcze kilka kartek, aby zobaczyć, co kryło się i na nich. Kiedy w końcu dobrnęła do końca, nie odsunęła jego szkicownika od razu. Pozwoliła, aby nadal spoczywał przed nią na stoliku, podczas gdy sama odchyliła się nieznacznie, aby wygodnie oprzeć się plecami o oparcie krzesła. — Nie myślałeś, żeby się tym zająć? — zapytała, po czym skinęła głową w stronę jego rysunków. Prawdę powiedziawszy nie wiedziała, jakie miał plany na przyszłość, a jednak z jakiegoś powodu założyła, że nie były one wybujałe.
Nie przypominała sobie zresztą, by kiedykolwiek w tracie rozmowy wspominał coś o studiach, podczas gdy praca niekiedy się przez nią przewinęła. Bez zbędnych szczegółów, ale na tyle, aby teraz Tadwell doszła do wniosku, że to ona była jego głównym zajęciem. Jeśli nie była związana z rysunkiem, niewykluczone, że Radwell jednak się marnował.
Sonny Radwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: ndz maja 10, 2026 9:52 pm
autor: Sonny Radwell
Z tego wszystkiego Sonny nie zdawał sobie sprawy. Zatrzymał się na tym, że Lacey była w związku, czego nawet nie wiedział od niej, po prostu domyślił się po tym, co znalazł w jej mieszkaniu. Nie omawiali ze sobą tego tematu z całkiem oczywistego powodu – ich relacja w żaden sposób nie była zobowiązująca, a poza tym wyznaczyli sobie pewne granice. Chociaż wiele z nich przesuwali, to ta jedna pozostawała nienaruszona, bo pozwalała im zachowywać pewne pozory.
I Sonny naprawdę nie zamierzał zagłębiać się w tę kwestię. Nie chciał sobie niczego psuć, dlatego wszystko, co miało związek z jej partnerem, odsuwał od siebie. Było to dla niego wygodne, bo nie musiał myśleć o tym, że wchodził między dwójkę ludzi, co zupełnie nie było w jego stylu. Nie był tym typem faceta, który mógłby bez wyrzutów sumienia wejść między jakąś parę i namieszać w ich związku… A przynajmniej do niedawna wydawało mu się, że nie był taką osobą, teraz już nie był tego tak pewny.
Ale wyrzuty sumienia z tego powodu jakoś milczały. Tak długo, jak potrafił czerpać przyjemność z relacji z Lacey, potrafił też ignorować wszelkie niedogodności, które ciągnęła za sobą ta znajomość.
Mógł nie dostrzegać wszystkiego, ponieważ czuł lekki stresik. Nie codziennie pokazywał innym swoje rysunki. A szczególnie nie robił tego przed kimś, kogo opinia miała dla niego większe znaczenie niż się spodziewał, co odczuł właśnie teraz, czekając na to, aż coś powie. – Taka opinia jest cenniejsza niż eksperta – odparł i uśmiechnął się zadziornie, przy czym też poruszył zaczepnie brwiami, przez co trudniej było ocenić, czy tylko sobie żartował, czy mówił to poważnie. A w rzeczywistości było tak, że z jakiegoś powodu liczył się z tym, co mówiła, dlatego dobrze było usłyszeć, że miała jego rysunki za świetne.
– Właściwie to myślałem – odparł, nie widząc powodu, by cokolwiek w tej kwestii przed nią ukrywać. Nie było to tajemnicą. – Chcę iść na architekturę i może uda mi się w tym roku – objaśnił od razu i uśmiechnął się, będąc podekscytowanym na samą myśl o tym. Wreszcie był bliski tego, by zacząć spełniać s w o j e marzenia. I jeśli po drodze nie pojawią się żadne nieprzewidziane wydatki, to wierzył, że w końcu uda mu się pójść na studia, które sam dla siebie wybrał i na które ciężko pracował. Bez wsparcia sam zdołał zebrać pieniądze, które pozwolą mu pokierować własnym życiem tak, jak on tego chciał. Może nie miał całej sumy, ale to był dobry początek, dzięki któremu już mógł zacząć działać.
Nie był więc tak pozbawionym ambicji i planu młodym mężczyzną, na jakiego mógł wyglądać. Sonny chciał coś w życiu osiągnąć, tylko okazało się to trudniejsze przez brak wsparcia ze strony rodziców, ale nie jest to coś, co by go powstrzymało.
Lacey Tadwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: pn maja 11, 2026 7:27 am
autor: Lacey Tadwell
Nie pomylił się, ponieważ Lacey nadal pozostawała w związku, nawet jeżeli teraz stał on pod ogromnym znakiem zapytania. Prawdę powiedziawszy nie układało się w nim już od pewnego czasu, a moment, w którym jej partner zasugerował, że powinni znaleźć rozrywkę w ramionach kogoś innego był tym, w którym wszystko jeszcze bardziej się posypało.
Lacey bowiem miała do niego o to przeogromny żal.
Była na niego zła o to, z jaką łatwością przyszła do niego myśl o tym, aby podzielić się nią z kimś innym, choć jednocześnie to wcale nie tak, że ona posiadała jakąś trudność z odpłaceniem mu pięknym za nadobne. Całkiem szybko okazało się też, że prawie w ogóle nie myślała o tym, co robił obecnie z innymi kobietami, ponieważ ona prawie w ogóle za nim nie tęskniła.
Już od pewnego czasu ich związek był dla niej przede wszystkim wygodną opcją, której trzymała się, ponieważ nie chciała być sama. Tylko z tego powodu jeszcze nie zdobyła się na to, aby z niego zrezygnować.
A skoro wyglądało to w ten sposób, nic dziwnego, że to właśnie towarzystwo Radwella było tym, o które zabiegała. Przy nim czuła się komfortowo i bawiła się dobrze, w końcu też czerpiąc pewną korzyść z towarzystwa drugiej osoby. Z nim naprawdę c h c i a ł a przebywać, choć w tym nie doszukiwała się niczego więcej. Nie robiła tego, ponieważ bała się, co mogłoby to oznaczać.
Nie zakładała, że jej opinia mogłaby rzeczywiście być dla niego szczególnie znacząca, dlatego jej słowa nie były podszyte myślą o tym, aby nie sprawić mu przykrości. Była z nim całkowicie szczera, na co mogła sobie pozwolić dlatego, że jego praca rzeczywiście zrobiła na niej wrażenie. Kiedy prosiła go o szkicownik, nie spodziewała się znaleźć tam czegoś aż tak dobrego. Chyba rzeczywiście trochę go nie doceniała.
Posłała mu łagodny uśmiech, a później sięgnęła po kubek z kawą, z którego w końcu postanowiła upić kilka niewielkich łyków, w międzyczasie słuchając tego, co Sonny miał jej do powiedzenia. Kiedy wspomniał o architekturze, jedna z jej brwi powędrowała ku górze. — To dobra decyzja. Chociaż… Czemu nie zrobiłeś tego od razu po szkole? — zapytała, bynajmniej go przy tym nie oceniając. Po raz kolejny była po prostu ciekawa tego, co siedziało mu w głowie.
Był to chyba pierwszy raz, kiedy rozmawiali ze sobą na tematy poważniejsze od tego, co danej nocy będą wyprawiać ze sobą w łóżku.
— Chociaż nie jestem pewna, czy powinnam ci kibicować, skoro przez to będziesz miał dla mnie mniej czasu — i wiele chętnych, młodszych od niej koleżanek. W rzeczywistości jednak tym nie tyle nie zamierzała, co nawet nie mogła się przejmować. Nie wiedzieli przecież, jak długo przetrwa ich relacja, a od samego początku założenie było takie, by nie ciągnąć jej zbyt długo.
Przecież nie wypadało.
Sonny Radwell
it's so damn peaceful when nobody knows
: pn maja 11, 2026 5:18 pm
autor: Sonny Radwell
Na szczęście życie Sonny’ego było teraz o wiele prostsze. Prawdę powiedziawszy, od dłuższego czasu nie spotykał się z nikim poza Lacey. Nie czuł takiej potrzeby, aby rozglądać się za innym lub dodatkowym towarzystwem, ponieważ ona spełniała wszystkie jego potrzeby i na dodatek przekraczała jego oczekiwania. Nie umiał tego wyjaśnić, ale chociaż miała być po prostu chwilą rozrywki, to stała się kimś więcej, z kim chciał spędzać swój czas nie tylko w łóżku, ale też poza nim.
A w takim układzie nie miał w swoim życiu miejsca dla kogoś innego, nie byłoby to w porządku. I nie potrzebował tego. Nie ciągnęło go do innych kobiet.
Jednocześnie starał się utrzymać względem Lacey pewien dystans, pamiętając o tym, że nie traktowała ich relacji poważnie i w jej życiu był już ktoś inny. Regularnie przypominał sobie o tym, ponieważ miał wrażenie, że zaczęły pojawiać się momenty, gdy zapominał się i zagalopowywał. A chociaż powinien potraktować je jako czerwoną lampkę, to wolał wszelkie ostrzeżenia ignorować.
Nie mógł przecież zrezygnować z czegoś, co tak dobrze smakowało.
Podrapał palcem policzek, gdy zapytała go o przeszłość. Zastanawiał się nad tym, jak przedstawić to w jak największym skrócie, bez wchodzenia w szczegóły, które mogły jej nie interesować. – Dałem się namówić na medycynę, ale przekonałem się, że to nie dla mnie – choć trochę czasu na tym kierunku spędził i pewną wiedzą nasiąknął. A radził tam sobie dobrze, tylko nie czuł się dobrze z perspektywą, że przez resztę życia miałby się tym zajmować. To nie był dla niego, dlatego musiał z tego zrezygnować, w ten sposób marnując kilka lat ze swojego życia, przez co teraz był trochę za swoimi rówieśnikami. A tego bardzo żałował, ale nic nie mógł już z tym zrobić. Starał się jedynie nie marnować więcej czasu.
– Jeśli zamierzasz mi kibicować, to myślę, że wygospodaruję dla ciebie dość czasu – zapewnił, wychylając się do niej przez stolik i uśmiechając się przy tym łobuzersko. Nie miał pojęcia, ile jeszcze potrwa ich znajomość, ale nie miał nic przeciwko temu, aby przeciągnęła się nawet do tego czasu.
Nie był też w stanie powiedzieć, czy na studiach albo wcześniej czy gdzieś indziej nie pozna kogoś innego. Ich relacja była na tyle luźna, że niczego sobie nie obiecywali, a Sonny walczył ze sobą, żeby nie przywiązać się za bardzo, więc może w pewnym momencie będzie musiał dać sobie szansę z kimś innym, aby i pod tym względem nie tracić w swoim życiu zbyt wiele czasu. Na razie jednak nie czuł się tak, jakby cokolwiek na Tadwell marnował. Uważał, że spędzony z nią czas był dobrze wykorzystany.
Lacey Tadwell