kilka dni po balu charytatywnym, toronto
: śr maja 06, 2026 7:23 pm
numer
Było za blisko.
Chociaż wiele wskazywało na to, że przedstawienie w wykonaniu Love Roderick nie zamieniło bankietu-randki w totalną katastrofę, Anthony Bellore wiedział, że po prostu mu się upiekło; że stracił kontrolę nad sytuacją i że właściwie całe jego życie znalazło się w rękach kobiety, na którą nigdy nie powinien był nawet spojrzeć. Tak naprawdę wystarczyła przecież jedna lampka szampana, żeby jej śmiałość czy odwaga zamieniły się w brawurę i nieśmiertelność, i żeby jednym wyznaniem pozamiatała jego rodzinę i reputację. Nie istniały bowiem takie pokłady zaufania do męża, które pozwoliłyby Kimberly zbyć jakiekolwiek wyznanie z ust dziennikarki. Przyglądając się jej z bliska, widziała przecież swoją „młodszą wersję”. Dowody nie byłyby potrzebne.
Należało zatem coś z tym zrobić. I to najlepiej jak najszybciej.
Anthony rozważał różne scenariusze, ale nie udało mu się znaleźć takiego, który satysfakcjonowałby go od początku do końca. Jego problem polegał na tym, że nie miał pewności co do motywacji, stojącej za działaniami Love. Nie, żeby istniało z tysiąc możliwości, ale przy rozbrajaniu takiej bomby jest jednak subtelna różnica między „wypiłam za dużo” a „nienawidzę twojej żony”. Trudno planować kolejne kroki, jeśli nie wiesz, czy wystarczy rozmowa wychowawcza, czy trzeba już szukać sobie adwokata. Zwłaszcza, jeśli rozwiązanie ostateczne – zerwanie znajomości – wcale nie brzmi satysfakcjonująco.
Na domiar złego jego telefon milczał. Pewnie, że na co dzień nie wysyłali sobie memów i nie wymieniali setek wiadomości, ale gdyby było normalnie, to już dawno przysłałaby mu jakieś zdjęcie albo przynajmniej przypomniała o zarezerwowaniu hotelu. Zbliżał się bowiem kolejny tydzień prac parlamentarnych, a te zawsze zaczynali i kończyli w swoich objęciach w ich apartamencie z widokiem na jezioro, więc… Szykowało się odstępstwo od normy. Anthony Bellore nie mógł przecież napisać jako pierwszy (tak, mowa o zupełnie dorosłych ludziach).
Wytrzymał w tym postanowieniu cztery albo pięć dni. Rankiem kolejnego wymknął się z domu dużo wcześniej niż zwykle i w drodze do biura skręcił kilka przecznic wcześniej, żeby dotrzeć do Greektown, a potem znaleźć kamienicę, do której raz czy dwa go zaprosiła. Ryzykował, to jasne, ale wcale nie tak bardzo, jak można byłoby sobie pomyśleć; z ramówki CBC wyczytał, że późnym przedpołudniem miała mówić w jakimś programie, więc spodziewał się, że noc spędziła sama. W końcu była profesjonalistką i nawet on nie miał dyspensy. W tej samej kawiarni, z której za jakieś dwa lata będzie z nim spiskować, kupił kawę, potem wszedł na klatkę w ślad za zmęczonym stróżem i dokładnie o 7:17 zastukał w drzwi jej mieszkania.
- Ubierz coś. - Powiedział, kiedy zaczęła otwierać. - Jest strasznie zimno, przeziębisz się. - Dodał i wykorzystując, że Love się zawahała, przecisnął się w progu, podsuwając jej kubek pod sam nos. Pierwszy punkt z listy można było odhaczyć.Spała sama Wpuściła go do środka. Teraz już z górki.
Love Roderick
Było za blisko.
Chociaż wiele wskazywało na to, że przedstawienie w wykonaniu Love Roderick nie zamieniło bankietu-randki w totalną katastrofę, Anthony Bellore wiedział, że po prostu mu się upiekło; że stracił kontrolę nad sytuacją i że właściwie całe jego życie znalazło się w rękach kobiety, na którą nigdy nie powinien był nawet spojrzeć. Tak naprawdę wystarczyła przecież jedna lampka szampana, żeby jej śmiałość czy odwaga zamieniły się w brawurę i nieśmiertelność, i żeby jednym wyznaniem pozamiatała jego rodzinę i reputację. Nie istniały bowiem takie pokłady zaufania do męża, które pozwoliłyby Kimberly zbyć jakiekolwiek wyznanie z ust dziennikarki. Przyglądając się jej z bliska, widziała przecież swoją „młodszą wersję”. Dowody nie byłyby potrzebne.
Należało zatem coś z tym zrobić. I to najlepiej jak najszybciej.
Anthony rozważał różne scenariusze, ale nie udało mu się znaleźć takiego, który satysfakcjonowałby go od początku do końca. Jego problem polegał na tym, że nie miał pewności co do motywacji, stojącej za działaniami Love. Nie, żeby istniało z tysiąc możliwości, ale przy rozbrajaniu takiej bomby jest jednak subtelna różnica między „wypiłam za dużo” a „nienawidzę twojej żony”. Trudno planować kolejne kroki, jeśli nie wiesz, czy wystarczy rozmowa wychowawcza, czy trzeba już szukać sobie adwokata. Zwłaszcza, jeśli rozwiązanie ostateczne – zerwanie znajomości – wcale nie brzmi satysfakcjonująco.
Na domiar złego jego telefon milczał. Pewnie, że na co dzień nie wysyłali sobie memów i nie wymieniali setek wiadomości, ale gdyby było normalnie, to już dawno przysłałaby mu jakieś zdjęcie albo przynajmniej przypomniała o zarezerwowaniu hotelu. Zbliżał się bowiem kolejny tydzień prac parlamentarnych, a te zawsze zaczynali i kończyli w swoich objęciach w ich apartamencie z widokiem na jezioro, więc… Szykowało się odstępstwo od normy. Anthony Bellore nie mógł przecież napisać jako pierwszy (tak, mowa o zupełnie dorosłych ludziach).
Wytrzymał w tym postanowieniu cztery albo pięć dni. Rankiem kolejnego wymknął się z domu dużo wcześniej niż zwykle i w drodze do biura skręcił kilka przecznic wcześniej, żeby dotrzeć do Greektown, a potem znaleźć kamienicę, do której raz czy dwa go zaprosiła. Ryzykował, to jasne, ale wcale nie tak bardzo, jak można byłoby sobie pomyśleć; z ramówki CBC wyczytał, że późnym przedpołudniem miała mówić w jakimś programie, więc spodziewał się, że noc spędziła sama. W końcu była profesjonalistką i nawet on nie miał dyspensy. W tej samej kawiarni, z której za jakieś dwa lata będzie z nim spiskować, kupił kawę, potem wszedł na klatkę w ślad za zmęczonym stróżem i dokładnie o 7:17 zastukał w drzwi jej mieszkania.
- Ubierz coś. - Powiedział, kiedy zaczęła otwierać. - Jest strasznie zimno, przeziębisz się. - Dodał i wykorzystując, że Love się zawahała, przecisnął się w progu, podsuwając jej kubek pod sam nos. Pierwszy punkt z listy można było odhaczyć.
Love Roderick