Calm down, baby girl, it's a wild world
: śr maja 06, 2026 9:30 pm
#3
trigger warning
wulgaryzmy, używki, przemoc, krew, próba użycia broniPowinna czuć się zaszczycona, bo przecież nie każda z tancerek miała szansę się tam znaleźć. Nie każda schodziła na dół, nie każdej pragnęli ci, którym najbezpieczniej było nie patrzeć w oczy.
A jednak wcale nie czuła, że jej się poszczęściło. Czuła natomiast ból wywołany ciasno zawiązanymi stripami, na których w każdej chwili mogła skręcić sobie kostkę.
Czuła na sobie przeszywający wzrok. Śledził każdy jej ruch, sunąc po drobnym ciele – od piersi, których koronkowy materiał biustonosza praktycznie nie zakrywał, po płaski brzuch i jędrne pośladki.
Początek zawsze wyglądał tak samo. Zanim ściągnęłaby z siebie skąpą bieliznę, zostawiając na skórze wyłącznie błyskotki, musiała najpierw trochę pokokietować. Ale Liz tamtej nocy w ogóle się nie starała. Nie uśmiechała się, nie wdzięczyła – przypominała raczej mechaniczną lalkę, która z miną naburmuszonego kociaka po prostu robiła swoje.
Na czarnej, skórzanej kanapie otaczającej podest siedziało trzech mężczyzn. Dwóch całkiem zwyczajnych jak na to miejsce, niewyróżniających się z tłumu. I trzeci, który między nimi wyglądał jak ten, który miał najwięcej do powiedzenia. Mimo ramion luźno rozpostartych na oparciu sofy, jego mina nie wyrażała rozluźnienia. Ściągnięte, gęste brwi jeżyły się coraz bardziej, a oczy wlepione w Lizzie iskrzyły gniewnie, gdy raz po raz wykonywała obrót.
Kręciło jej się w głowie. Wciągnięta kilka godzin temu kokaina dawno przestała działać. Teraz czuła już tylko męczący zjazd.
— Dosyć. — Rozległo się donośnym, ostrym głosem, przebijającym dudniącą muzykę.
Przestała owijać się wokół rury dopiero w momencie, gdy kątem oka zauważyła podniesioną dłoń mężczyzny.
— Jazda stąd — powiedział z obcym akcentem, pstryknięciem palcami wskazując drzwi.
Lizzie zareagowała instynktownie; zadziorny charakter zdominował zmęczony i przyćpany umysł. Prychnęła głośno, zanim lekko chwiejnym krokiem zeszła ze sceny, podchodząc tuż pod kanapę. Wygięła się, bezceremonialnie opierając dłońmi o uda głównego z mafiozów.
— To po chuj marnujesz mój czas? — rzuciła słodko i uśmiechnęła się pewnie.
Ta pewność szybko zniknęła. Cwany uśmieszek zastąpił grymas bólu, gdy sprowokowany gangus gwałtownym chwytem szarpnął dziewczynę za włosy, z impetem przyciskając jej twarz do ławy przybrudzonej białym proszkiem.
Syknęła, nierównomiernie łapiąc powietrze przez usta. Uderzenie było tak mocne, że na kilkanaście sekund ją zamroczyło. Szum w uszach mieszał się z klubowym basem. Poczuła przystawioną lufę do tyłu głowy.
— Dziwka skacze?!
— Leżysz, suko. Powtórz to.
Kilka męskich głosów zlewało się w jeden. I gdzieś w tym całym chaosie usłyszała też wołanie, żeby sprowadzić Madoxa. Albo tylko jej się wydawało?
Jęknęła cicho. Strużka ciepłej krwi spływała Lizzie z nosa na górną wargę.