Strona 1 z 1

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: śr maja 06, 2026 9:39 pm
autor: Cassiopeia Deveraux
001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka | Outfit
Do Toronto przyjechałam zaledwie kilka tygodni temu, ale miałam wrażenie, że wydarzyło się znacznie dużo rzeczy, jak na ten czas. Udało mi się poznać nowe osoby, wziąć udział w kilku sesjach i odwiedzić zupełnie nowe miejsca. Niby kilka tygodni, ale w moim odczuciu było one dość intensywne, a momentami nawet przytłaczające. Całe szczęście były jeszcze osoby, przy których wszystko stawało się łatwiejsze. Moja przyjaciółka Gabriela była jedną z nich.
Nie widziałyśmy się od dłuższego czasu. Oczywiście stale utrzymywałyśmy kontakt, który polegał na pisaniu, komentowaniu zdjęć i wysyłaniu głosówek. Była to relacja bardziej wirtualna niż rzeczywista, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Poza tym wynikało to z faktu, że ciągle byłyśmy w rozjazdach, no i też nie mieszkałyśmy blisko siebie. Najbardziej lubiłam rozmowy późno w nocy, kiedy żadna z nas nie mogła zasnąć. Nie było to jednak to samo, co obecność drugiej osoby obok. Dlatego też od rana czułam lekkie podekscytowanie. Pierwszy raz od dawna nie chodziło o pokaz albo spotkanie biznesowe. Najzwyczajniej w świecie zaprosiłam Gabi do siebie.
Krzątałam się po mieszkaniu trochę bardziej niż było to konieczne. Zupełnie bez sensu poprawiałam poduszki na kanapie, zapaliłam świeczkę w lampionie, który stał na regale i zamówiłam jedzenie, pomimo tego, że lodówka była pełna. Chciałam, aby wszystko było idealne, ale zdawałam sobie też sprawę z tego, że Gabi raczej nie zwracała uwagi na takie pierdoły. Przynajmniej szybciej zleciał mi czas.
Zatrzymałam się na moment przy wyspie kuchennej i sięgnęłam po telefon. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc nasze ostatnie wiadomości. Było tam kilka głupich filmików, zdjęcie psa, którego spotkałam rano podczas spaceru i narzekanie na pogodę w Toronto. Westchnęłam cicho, a następnie poprawiłam włosy.
Ostatnie tygodnie minęły zbyt szybko. Ciągle ktoś coś ode mnie chciał. Z jednej strony zdjęcia i wywiady, a z drugiej sprawy związane z uregulowaniem płatności za zakup mieszkania i ogarnięcie innych drobnych spraw związanych z jego urządzeniem. Liczyłam na odrobinę wytchnienia, bo w sumie tego brakowało mi najbardziej od przeprowadzki. No i co najważniejsze, to stęskniłam się za plotami. Kiedy usłyszałam domofon, to szybko pobiegłam otworzyć drzwi.

Gabriela R. Blais

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: ndz maja 17, 2026 2:56 pm
autor: Gabriela R. Blais
outfit


Spotkanie Cassi face to face nie zdarzało się zbyt często. Wręcz było to prawie niemożliwe przy ich odmiennych stylach prowadzenia życia, ale wiadomość o jej przybyciu do Toronto było znakiem od samego bóstwa przyjaźni - bo jakiś bożek w jakiejś religii musi taki być, a jak nie to chuj od dzisiaj jest. Na trzeźwo zawsze przykładała dużą uwagę do swojego ubioru, a po odzyskaniu części swoich rzeczy, które wysłali jej znajomi rozsiani po świecie, mogła chociaż trochę podpasować się do stylu przyjaciółki. Rzadko kiedy wciskała swoje oszukane latino dupsko w coś tego typu, ale była to miła odmiana.
Przez dobre kilku minut stała przed wejściem do budynku, próbując jednocześnie utrzymać w jednej dłoni telefon, a w drugiej reklamówki z winem i jakimiś totalnie niezdrowymi przekąskami, które kupiła po drodze. Nieporadnie klikała w wyświetlacz scrollując wiadomości, próbując dojść pod jakim numerem mieszkała dziewczyna. Triumfalnie uniosła kąciki ust, zerkając pobieżnie na godzinę. Spóźniła się tylko czterdzieści dwie minuty, więc było całkiem spoko. Podejrzewała, że i tak Cassie podała jej mylną godzinę, bo każdy jej znajomy nauczył się już, że czas był dla niej zbyt wielką zmienną. Nacisnęła odpowiedni guzik na domofonie i uśmiechnęła się jak ostatnia debilka, gdy usłyszała pod drugiej stronie znajomy głos.
- No dalej… otwieraj, bo przysięgam, że umrę tu śmiercią tragiczną i będziesz musiała tłumaczyć policji, dlaczego twoja przyjaciółka zginęła przygnieciona chipsami i prosecco. - zagroziła na samym wstępie i stopą starała się rozchylić mocniej drzwi, żeby się przecisnąć na klatkę schodową. W końcu dłonie miała zajęte, a nie zamierzała ryzykować utraty prosecco, jakby zbyt mocno przywaliła siatką w drzwi przy otwieraniu. Nie bawiła się nawet w normalne przywitanie. Ledwo drzwi do mieszkania się otworzyły, a ona od razu wpadła do środka jak huragan. - O mój boże, w końcu - jęknęła dramatycznie i praktycznie od razu bezpiecznie odstawiła ciężkie torby na kanapę. Poczuła ulgę, gdy rozprostowała palce, a krew zaczęła napływać do opuszków.
- Ja pierdolę, to chore Cass. Czemu ty zawsze wyglądasz jak typiara z pinteresta, a ja po kilku krokach jak przejechana żaba na rozdrożach. - zmrużyła podejrzliwie oczy przypatrując się idealnej fryzurze przyjaciółki i po chwili roześmiała się zbliżając się do niej powoli, żeby porwać ją w swoje ramiona. Nie było w tym żadnej zazdrości, a zwykłe przekomarzania przyjaciółek, które nie widziały się od dawna. Tęskniła za nią. To była ta jedna z nielicznych relacji, gdzie każdy mówił, że to nie miało prawa się udać, ale jednak.
- Ostrzegam. Nie chcę dziś słyszeć nic o pracy. Same soczyste plotki z wszystkimi detalami. Jeśli nie miałaś żadnego romansu przez te kilka tygodni, to będę musiała prowadzić monolog, a chcę się najebać. Gdzie masz kieliszki? - wyciągnęła z reklamówki od razu dwie butelki, bo nie ma przecież co człowiek się ograniczać.

Cassiopeia Deveraux

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: ndz maja 31, 2026 11:47 pm
autor: Cassiopeia Deveraux
Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu od momentu kiedy usłyszałam głos dobiegający z domofonu. To, że Gabi się spóźniła nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Właściwie to byłabym bardziej zaskoczona, gdyby pojawiła się ona punktualnie. Znałam ją wystarczająco długo, żeby nauczyć się przewidywać takie rzeczy, dlatego podałam jej godzinę wcześniejszą niż ta, którą rzeczywiście miałam na myśli. Często tak robiłam, aby nie marnować zbyt wiele czasu na zbędne czekanie.
- Drzwi są otwarte. Tylko z umieraniem zaczekaj aż wejdziesz do środka. Dopiero się tu przeprowadziłam i nie potrzebuję reputacji morderczyni wśród sąsiadów - odpowiedziałam. Wreszcie czułam, że napięcie, które towarzyszyło mi przez większość dnia, zaczęło stopniowo znikać.
Kiedy znalazłam się już w przedpokoju, to nie mogłam przestać cieszyć się z naszego spotkania. Kontakt przez wiadomości, rozmowy telefoniczne, no i przesyłane przez nas filmiki był spoko, ale nie potrafił zastąpić tego, czego obie potrzebowałyśmy. Ostatnie tygodnie były dla mnie przytłaczające. Spędzałem wiele czasu z różnymi ludźmi, a mimo to czułam się samotnie. Większość spotkań dotyczyła pracy i w tym wszystkim brakowało mi relacji, przy której nie musiałam zastanawiać się nad każdym słowem.
- Z tym po prostu trzeba się urodzić - odpowiedziałam żartobliwie na słowa o Pintereście. - A tak serio, to siedziałam rano przez dobrą godzinę i próbowałam doprowadzić włosy do ładu. Potem jednak uznałam, że pierdolę to i dałam spokój - powiedziałam z rozbawieniem. - Poza tym wyglądasz świetnie. Może przypominasz laskę, która napadła na sklep spożywczy, ale nadal świetnie.
Poczułam szczerą ulgę. Nie spodziewałam się, że tak bardzo brakowało mi tej swobody. W Los Angeles wszystko działo się bardzo szybko, a po przeprowadzce tempo wcale nie zwolniło. Cały czas próbowałam odnaleźć się w nowym mieście. Traciłam czas na urządzanie mieszkania. W międzyczasie starałam się pogodzić współpracę z agencją i przyzwyczaić się do tego, że większość znajomych nie znajdowała się już kilka przecznic ode mnie.
- Kieliszki są w kuchni, w środkowej szafce u góry - powiedziałam, kierując się w stronę wyspy kuchennej. - Chociaż jeżeli chodzi o mnie, to mogę pić z gwinta. I uprzedzam, że nie było romansów. Chyba że zaczniemy liczyć moją sympatię do mężczyzny, który przynosi mi kawę przed porannymi sesjami.
Sięgnęłam po dwa kieliszki i postawiłam je na blacie. Przez chwilę zastanawiałam się od czego właściwie zacząć rozmowę. Miałam wrażenie, że przez ostatnie tygodnie wydarzyło się bardzo dużo, a jednocześnie niewiele z tych rzeczy dotyczyło mojej osoby.
- Ale plotki jakieś tam mam - dodałam, unosząc lekko brwi. - Lecz za nim zacznę cię zanudzać, to opowiadaj mi co działo się u ciebie. Twoje życie zawsze było znacznie ciekawsze od mojego.

Gabriela R. Blais

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: śr cze 17, 2026 10:32 pm
autor: Gabriela R. Blais
trigger warning
przekleństwa
ILE?!!!
Zdruzgotało ją to jak wiele czasu jej przyjaciółka poświęciła dziś na swój wygląd. Sama nie raz spędziła trochę czasu przed lustrem, żeby względnie reprezentować swoją personę, ale to już zakrawało delikatnie o fetysz. Gdyby nie była tak leniwą bułą, to może pokusiłaby się o jakieś rady pielęgnacyjne, ale ta rozmowa nie miałaby żadnego sensu. Jej tryb życia i używki kłóciły się niemal z każdymi beauty trickiem, a tego nawet śluz z dupy ślimaka nie naprawi. Nawet gdyby srał złotem i kwasem hialuronowym. Na całe szczęście nie przejmowała się tym aż tak, bo wygrała los na genetycznej loterii. Wyglądała dobrze, nawet skromnie można rzec, że zajebiście, pomimo tego, że powinna wyglądać jak jakaś Karen spod monopolowego.
- Takie słownictwo z twoich ust? - zagwizdała cicho, szukając tych kieliszków w szafce. Z uznaniem popatrzyła na szkło, bo jak zawsze Cass nie mogła mieć u siebie byle gówna. To były małe dzieła sztuki, więc dzisiejsze chlanie było na bogato. Jak nic będzie musiała się pilnować, żeby nie zbić tego cuda, bo jej przyjaciółka wtedy mogłaby się już nie przejąć opinią sąsiadów. - Nie no Cass... Ja rozumiem, żeby tyle godzin siedzieć na depilacji, ale nad włosami? W sumie to i to włosy, ale wiesz. Trzeba być w pewnych okolicach gładkim jak pupcia niemowlęcia. Czeszesz je ileś tam razy jak księżniczka Sisi, czy jak? - i tak poruszyła ten temat, bo jednak trochę ją to ciekawiło. W końcu od tego były te babskie spotkania. Żeby obrobić każdemu dupę i poruszać milion razy te same tematy, to akurat nigdy im się nie nudziło. O dziwo.
- Wiesz w sumie z gwinta chyba będzie bezpieczniej. - z powątpiewaniem spojrzała znowu na te kieliszki i przystąpiła do procesu otwierania butelki. Po chwili podała już otwartą butelkę alkoholu przyjaciółce, żeby jako pierwsza skosztowała prosecco - Naprawdę nic? Chociaż ci serwuje tę kawę chodząc bez koszulki? - dopytywała dalej i cicho westchnęła, gdy dziewczyna jednak niczym gorącym jej nie uraczyła.
- Laska, tyle się odjebało. Cały mój powrót do miasta to była komedia na kółkach. Nawalona w trzy dupy kupiłam bilet do Toronto. Przyjechałam do miasta bez niczego. Kilka drobniaków w kieszeni i fajki. Kierowca to praktycznie wyjebał mnie z autobusu na parking. Ciemno jak w dupie i ani żywego ducha w okolicy. Trochę mnie to otrzeźwiło, więc polazłam do mojego kuzyna i zaległam mu na kanapie. Widziałam się już nawet z Noe. I moim eks. Wspominałam ci o Billym? - paplała tak, łapiąc kilka wątków na raz i sięgnęła po butelkę. Nie było mowy, że na trzeźwo jej to wszystko opowie. Zlizała kropelkę alkoholu z dolnej wargi i spojrzała na przyjaciółkę, bawiąc się korkiem. Nie potrafiła usiedzieć tak jak ona w spokoju. Ciągle musiała coś robić.
- Zacznijmy może od Noe. Wpadłam do niego z przyjacielską wizytą po latach...

Cassiopeia Deveraux

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: pt cze 26, 2026 9:44 pm
autor: Cassiopeia Deveraux
Zaśmiałam się, zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób nad tym zapanować. Mój śmiech był chyba trochę za głośny, ale w tamtym momencie w ogóle mnie to nie obchodziło. Gabi miała w sobie coś takiego, że wszystkie moje wyuoczne odruchy znikały szybciej niż zdążyłam je zauważyć. Ale to i tak wszystko na duży plus, bo przynajmniej mogłam czuć się swobodnie.
- Tylko godzina, skarbie. Nie pół dnia - odpowiedziałam, unosząc przy tym dłonie w obronnym geście. - I proszę cię, nie porównuj moich włosów do depilacji, bo już nigdy nie spojrzę na szczotkę tak samo. By the way nie wiesz ile czasu zajmuje mi mycie zębów - dodałam z rozbawieniem.
Pokręciłam radośnie głową i oparłam biodro o wyspę kuchenną. Przez chwilę wyłącznie słuchałam słowotoku przyjaciółki. Tęskniłam za naszymi rozmowami, które były jak najbardziej z dupy. I za ogromem poruszanych tematów, które zmieniałyśmy co kilka sekund.
- To słownictwo z mych ust pojawia się tylko i wyłącznie przy wyjątkowych okazjach - odpowiedziałam, spoglądając na Gabi z udawaną powagą. - A twoje przyjście po czterdziestu dwóch minutach spóźnienia zdecydowanie było taką okazją.
Wzięłam butelką i przez sekundę spojrzałam na nią z zawahaniem. Normalnie to upierałabym się przy kieliszkach, ale dziś stwierdziłam, że to pierdolę i upiłam niewielki łyk prosto z butelko, po czym od razu się lekko skrzywiłam i parsknęłam śmiechem.
- To co teraz zrobiłam było bardzo nieeleganckie. Moja agentka dostałaby zawału, gdyby to zobaczyła, więc trzymaj gębę na kłódkę. - Odstawiłam butelkę i usiadłam wygodnie przy blacie. Na wzmiankę o romansie przewróciłam oczami, chociaż nie mogłam ukryć uśmiechu. - Niestety nie chodzi bez koszulki. Ma za to zawsze zmęczoną minę człowieka, który nienawidzi poranków bardziej niż ja, więc może dlatego czuję z nim jakąś więź - powiedziałam. - Ale to naprawdę wszystko. Moje życie uczuciowe od przyjazdu do Toronto jest tak puste, że aż zaczynam podejrzewać, że powinnam wpisać je w grafik z obowiązkami.
Kiedy zaczęłam słuchać o powrocie Gabrieli do miasta, to stopniowo przestawałam się śmiać. Nadal miałam na twarzy rozbawienie, bo sposób, w jaki o tym opowiadała, był dokładnie taki jak ona. Nawalona podróż, wyrzucenie z autobusu i brak kasy, to idealnie do niej pasowało. Nic a nic się nie zmieniła.
- Wiesz, że kocham twoje dramatyczne wejścia i twoją zdolność do zamieniania własnego życia w serial, ale następnym razem, kiedy najebana postanowisz kupić bilet do innego miasta, to napisz do mnie albo zadzwoń. Na prawdę wolę obudzić się w środku nocy niż potem słuchać, że wyjebano cię na jakimś parkingu bez niczego.
Nie chciałam brzmieć jak ktoś, kto ją pouczał. Nie miałam do tego prawa nawet jako przyjaciółki i wcale nie o to mi chodziło. Zależało mi na niej bardziej niż czasem potrafiłam przyznać. Przy większości ludzi umiałam zachować dystans i nie wchodzić za głęboko, lecz przy niej było to trudniejsze do wykonania. Znałyśmy się już na tyle długo, że nie musiałam udawać, że wszystko przyjmuję ze spokojem.
- Billy? - powtórzyłam po chwili i zmarszczyłam lekko czoło. - Chyba wspominałaś, albo opowiadałaś o nim w taki sposób, że do dzisiaj nie wiem, czy powinnam zapamiętać jego imię, czy od razu wpisac na czarną listę.
Sięgnęłam po miskę z przekąskami i przesunęłam je bliżej siebie. Rozsiadłam się wygodniej i oparłam nogi na krześle.
- Dobrze, to zaczynamy od Noego - powiedziałam. - Ale opowiadaj po kolei. Wiem, że to dla ciebie okrutne ograniczenie, ale spróbuj. Kim do licha on jest? Przyjaciel, problem, potencjalny romans, czy osoba, której powinnam już profilaktycznie nie lubić i planować jego zgon?

Gabriela R. Blais

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: czw sie 06, 2026 2:07 pm
autor: Gabriela R. Blais
Uwielbiała ten moment, gdy jej przyjaciółka traciła kontrolę. To jak ze swobodą i wrodzoną gracją, przyłapywała się na tym, że jej ciało się rozluźniało, gesty przestawały być wymuszone, a naturalne. Bo przy niej mogła być sobą. Nawet mogła pierdnąć, gdyby zaszła taka potrzeba, a przecież nie od dziś wiadomo, że takie sytuacje oznaczały wejście w inną strefę relacji. To jak trzymanie włosów przy wymiotowaniu. Nikt tego nie chciał widzieć, ani czuć, ale dla najbliższych można było to przecierpieć i nawet przemilczeć.
- To ty jeszcze masz czas na coś innego? Jestem zaszczycona, że dla mnie porzuciłaś jakieś wymyślne zabiegi. - zapewne gdyby weszły w te temat głębiej, to poznałaby słowa, których nie zdołałaby powtórzyć. Jej cera byłaby siaka i taka, a kompleksy przygniotłyby jej pewność siebie. Żart. Żadna obelga nie była w stanie zachwiać tym solidnym filarem jej osobowości. Obie wyglądały jak z okładki magazynu, ale o różnej tematyce i reprezentowały dwa odmienne typy urody.
- Czyli jestem twoją wyjątkową okazją? Urocze. - kolejna duszyczka sprowadzona na wulgarną stronę mocy, jaką przedstawiała. - Lepiej to niż czterdzieści dwa dni. - w końcu raz już jej się zdarzyło pojechać na wakacje na tydzień i wrócić po sześciu latach.
- Twoje nikczemne występki, pójdą ze mną do grobu. - teatralnym ruchem udała, że zamyka gębę na kluczyk i rozbawiona obserwowała, jak Cassie pije prosto z butelki. - Normalnie jakbym znała typa. Myślę, że moglibyśmy w trójkę udać się pod pierzynkę z samego rana. Chociaż, jak u ciebie taka posucha, to jednak zostawię was samych. - puściła oczko w stronę przyjaciółki. Nie każdy romans przecież zaczynał się od różowych okularów i fajerwerków. Czasami właśnie wystarczył ziomek, który nienawidził poranków. Nad jego nagością można przecież jeszcze popracować.
- Nie miałam już wtedy telefonu. Zresztą dzięki temu jestem w mieście. I możesz tego wszystkiego słuchać na żywo, a nie przez kamerkę. Wiesz, ile zajmuje mi czasu ustawienie tego dziadostwa, żeby jako tako wyglądać? Dzwonisz zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Dobrze, że jeszcze nie zaskoczyłaś mnie w toalecie, chociaż pod prysznicem, raz ci się zdarzyło. - to była dobra rozmowa. Dobrze, że telefon był wodoodporny. Tyle przekleństw z jej strony Cassie się wtedy nasłuchała, gdy piana weszła jej do oka.
- Oh, Billy to akurat ten typ, z którego nigdy się nie wyleczysz. Do dziś żałuję, że go zostawiłam te sześć lat temu. Myślałam, że skończę z nim forever, ale ta bajka nie miała happy endu. Prawie zajebaliśmy mojemu kuzynowi dwa miliony i wylecieliśmy na Madagaskar. On też jest szalony. Wariacik. Gdyby nie strajk, to właśnie naga leżałabym na plaży i piła drinka z kokosa. - przez chwilę się rozmarzyła, racząc się alkoholem i wspominając te piękne chwile z dawną miłością swojego życia.
- Noe... Znam go od zawsze. Wiesz ten ziomuś, który jest przy tobie niemal od początku. Wróciłam, a ten mi walnął na wstępie emocjonalną gadkę. O tym, jak mnie kocha i co czuje. Chciał mnie na wyłączność. Związku, a dobrze wiesz, jakie mam do tego nastawienie. Więc obiecaliśmy sobie przyjaźń. Słabo to widzę. Coś się odjebie, czuję to w kościach. I to nie starość.

Cassiopeia Deveraux

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: pt wrz 04, 2026 8:00 pm
autor: Cassiopeia Deveraux
- Tak, jestem naprawdę poruszona tym, że doceniasz moje poświęcenie - odpowiedziałam z przesadną powagą. - Dla ciebie zrezygnowałam dzisiaj z przynajmniej trzech maseczek, masażu twarzy, kąpieli w mleku i zajebistego rytuału odmładzającego przy pełni księżyca. Mam nadzieję, że kiedyś mi się odwdzięczysz.
Nie potrafiłam już nawet utrzymać poważnej miny i uśmiechnęłam się szerzej. Prawda była taka, że naprawdę cieszyłam się z jej obecności. Od czasu przeprowadzki poznałam już sporo nowych osób, ale to nie było to samo. Teraz byłam bardzo zadowolona, że mogłam siedzieć z nogami podciągniętymi pod siebie, pić prosecco z butelki i mówić rzeczy, które normalnie zachowywałam dla znacznie węższego grona.
- Czterdzieści dwa dni to już nie spóźnienie, tylko zaginięcie - stwierdziłam. - Wtedy przestałabym się obrażać, a zaczęłabym rozwieszać twoje zdjęcia po mieście. Oczywiście wybrałabym takie, na którym wyglądasz najgorzej, żeby dodatkowo zmotywować cię do powrotu.
Pokręciłam głową na pomysł wspólnego poranka pod pierzyną i oparłam łokieć o blat.
- Nie wiem, czemu mam wrażenie, że w twojej wersji tej historii ja zostałabym gdzieś na brzegu łóżka i zastanawiała się, w którym momencie straciłam kontrolę nad własnym życiem - powiedziałam z rozbawieniem.
Na wspomnienie naszych rozmów przez telefon tylko przewróciłam oczami.
- Raz zadzwoniłam, kiedy byłaś pod prysznicem. Raz. A ty przedstawiasz to kurwa tak, jakbym regularnie prowadziła kontrolę tego, czy zabierasz wibrator do kąpieli - odpowiedziałam. - I nadal uważam, że to była jedna z naszych lepszych rozmów. Szczególnie ta część, kiedy przez kilka minut słuchałam twojego klnięcia i próbowałam zgadnąć, czy się topisz, czy tylko myjesz włosy.
Sięgnęłam po kolejną przekąskę, ale kiedy temat zszedł na Billy'ego, to poczułam, że moje rozbawienie trochę osłabło. Nie dlatego, że nagle zaczęłam go nie lubić. Właściwie nie wiedziałam o nim wystarczająco dużo, żeby wyrobić sobie jakąś konkretną opinię. Bardziej zatrzymało mnie to, jak Gabi o nim mówiła. Sześć lat było cholernie długim czasem, a skoro nadal potrafiła wspominać go w taki sposób, to nie wydawało mi się to czymś całkowicie zamkniętym.
- Dobra, czyli Billy nie trafia jeszcze na czarną listę - powiedziałam w końcu. - Na razie dam mu status podejrzanego, ale interesującego. Chociaż muszę przyznać, że próba ukradzenia dwóch milionów i ucieczka na Madagaskar brzmi trochę jak bardzo kreatywny sposób na randkę. - Przerwałam na moment. - Może i ja powinnam się zakręcić wokół niego. Ale skoro do dzisiaj żałujesz, że go zostawiłaś… - zaczęłam już znacznie spokojniej. - To trochę zmienia sytuację. Nie mówię, że masz od razu rzucać mu się w ramiona, bo byłoby to wyjątkowo głupie nawet jak na twoje standardy. Po prostu chyba warto się zastanowić, czy żałujesz jego, czy bardziej tego, co wtedy razem mieliście.
Sama nie wiedziałam, czy chciałabym dostać podobne pytanie. Ludzie często wracali do dawnych relacji nie dlatego, że nadal kochali konkretną osobę, tylko dlatego, że tęsknili za własną wersją z tamtego okresu. Gabi znałam jednak wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że jej emocji nie dało się zamknąć w jednym prostym wyjaśnieniu.
Kiedy usłyszałam historię Noego, to zmarszczyłam lekko czoło. Tym razem już bez żartów słuchałam tego, co miała do powiedzenia.
- Okej. To akurat brzmi jak problem - stwierdziłam po chwili. - Ludzie nie mają wpływu na to, kiedy zaczynają kochać niewłaściwą osobę, ale problem zaczyna się wtedy, kiedy jedna strona chce związku, druga chce przyjaźni i oboje próbują przekonać samych siebie, że te dwie rzeczy bez problemu da się ze sobą pogodzić. - Wzięłam niewielki łyk prosecco i westchnęłam. - I nie chcę być tutaj tą nudną, rozsądną przyjaciółką, bo obie wiemy, że kompletnie psuje mi to wizerunek - dodałam z lekkim uśmiechem. - Ale jeżeli on naprawdę chce cię na wyłączność, a ty już teraz wiesz, że mu tego nie dasz, to ta wasza przyjaźń będzie cholernie trudna. Nie mówię, że niemożliwa, ale każde przytulenie, pijany telefon i "chodź, śpij u mnie" może dla was oznaczać coś zupełnie innego.
Przechyliłam lekko głowę, przez chwilę zastanawiając się nad tym wszystkim.
- I teraz najważniejsze pytanie - powiedziałam, unosząc brwi. - Ty naprawdę chcesz z nim tylko przyjaźni? Czy po prostu związek brzmi dla ciebie tak przerażająco, że łatwiej było od razu powiedzieć nie? - Oparłam brodę na dłoni. - Bo coś mi mówi, że to właśnie tutaj zaczyna się ta część historii, po której będziesz dzwonić do mnie o czwartej rano i mówić, żebym się nie wkurwiała, ale coś się odjebało.

Gabriela R. Blais

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka

: sob wrz 05, 2026 5:43 pm
autor: Gabriela R. Blais
Że kurwa czego? To można ot tak sobie robić trzy maseczki naraz?
- A przyjmujesz płatność w naturze? Bo co najwyżej mogę ci się odwdzięczyć w ten sposób. Jestem spłukana. - a to akurat żadna nowość. Bo ona to zawsze lawirowała pomiędzy jestem milionerką, a bezdomnym zerem, który nie ma się gdzie podziać. Plus taki, że przynajmniej teraz zajmowała kanapę u kuzyna i przebywała pod stałym adresem. Chociaż momentami brakowało jej tych dzikich podróży. Dreszczyku emocji, gdy o północy uświadamiała sobie, że musi nocować na plaży, bo nie było żadnego wolnego pokoju w hotelu. Czasami też wyrywała wtedy w klubie świeże mięsko, żeby przekimać się u kogoś w normalnym łóżku. Nigdy nie wiedziała, dokąd ją wywieje.
- Nie... Nie zrobiłabyś tego. Miałaś skasować to zdjęcie! Wyglądam tam jak jakiś przychlast. - ale, tak to już na tym świecie było, że najbardziej zaufane osoby, miały uwiecznione te kompromitujące chwile z twojego życia. A przy niej, to zawsze coś się odpierdalało. Bo oczywiście sprytny plan panienki Blais nie przewidywał trudności w złapaniu mewy. I tak było warto. Tamte miny modelek były bezcenne, gdy chichrając się weszły do pokoju, a tam wszystko było opanowane i obsrane przez ptaki.
- Aż taka nie jestem. W trójkącie chodzi o równowagę. Prędzej wykopałybyśmy z tego układu tego twojego faceta. - bo solidarność jajników zawsze była na pierwszym miejscu.
- Pod prysznicem używa się słuchawki... Albo dodatkowej pary rąk lub... Aż za takie beztalencie mnie masz? Jakbyś miała pianę w ustach, to też byś przeklinała. - tamte wspomnienia wywoływały na jej ustach uśmiech. Przynajmniej nigdy się w swoim towarzystwie nie nudziły. A dziś miały mnóstwo czasu na obrabianie dupy każdemu, kto przewinął się w ciągu tych kilku tygodni przez ich życie.
Kolejny łyk.
- Zadajesz zbyt mądre pytania. Nie wiem? Mam fioła na jego punkcie. Napisze, a ja się cieszę, jak wariatka. I lecę, bo ma dla mnie czas. Jak tak mówię o tym na głos, to strasznie żenujące. To on powinien za mną biegać. - dobre sobie. Szkoda tylko, że to nie przekładało się na rzeczywistość. No, ale czego nie mogło naprawić dobre jedzonko i odpowiednia ilość alkoholu?
Temat Billego zdecydowanie powinny zostawić na później. To było zbyt skomplikowane, a ona zbyt trzeźwa na całą pogadankę o uczuciach do swojej starej miłości.
- Kurwa, weź mi to zapisz na kartce. Sypiesz dziś radami, jak jakiś magik. Nie nadążam. - mruknęła z pełnymi ustami, bo nie mogła przejść obojętnie obok tych wszystkich przekąsek. - I tak będę dzwonić. Nie chcę związku. Aż tak mnie nie pojebało na jego punkcie. Przyjaźni też nie utrzymamy. Zazwyczaj to mężczyźni chcą wejść w otwarty układ. Co z nim nie tak?
Zapewne wszystko.
- Ja to jednak mam szczęście do psycholi...

Cassiopeia Deveraux