#3 Mom, meet my boyfriend
: czw maja 07, 2026 12:00 am
Kompletna mieszanka emocji przechodziła dzisiaj przez głowę i serce Camelli. Dzisiaj miał nastąpić bardzo ważny dzień, który zapisze się na kartach historii — a przynajmniej w oczach jej matki, która po latach aluzji będzie mogła zacząć się szczycić, że ona to już dawno wiedziała, że Connor jest odpowiednim partnerem dla jej córki. Praktycznie pół dnia spędziła ze swoją rodziną, a przynajmniej jej częścią, ponieważ jej ojciec jak zwykle przebywał na delegacji. Zadzwonił do niej z życzeniami, za które grzecznie podziękowała, aczkolwiek przez jej głowę przeszła myśl, że nie pamiętała, kiedy ostatnio spędzali ten dzień razem. Z pewnością była wtedy jeszcze dzieckiem, a urodziny to był najweselszy i najlepszy dzień w ciągu roku (tuż po świętach bożonarodzeniowych). Teraz ten dzień przypominał jej, że była coraz starsza, a może i nawet po prostu stara. Ból pleców zaczynał doskwierać i nie można było już tego ukrywać.
Popołudniu pani Stones zapowiedziała, że na kolację przyjdzie pani Walker, więc Camellia do wieczora nie mogła ulotnić się do swojego mieszkania. Nie miała takich planów, nawet cieszyła ją obecność matki jej chłopaka, bo dzięki temu upieką dwie pieczenie na jednym ogniu. Sama Camellia poinformowała, że Connor również ich dziś odwiedzi. To, jakim podejrzliwym spojrzeniem została obdarowana przez własną matkę sprawiło, że jej żołądek wykonał fikołka i miała wrażenie, że ta krótka informacja sprawiła, ŻE WIEDZIAŁA. Od zawsze uważała, że jej matka była wiedźmą; w tym przypadku nie mogło być inaczej. Zachowała pozorny spokój, w duchu mając jakąś wewnętrzną panikę, jakby przynajmniej ogłaszała swojej matce nastoletnią ciążę. Nie pisała nic chłopakowi, nie chcąc zawracać mu głowy w pracy i jeszcze nie daj boże jego dodatkowo stresować. Słysząc dzwonek do drzwi, zostawiła Erica samego z matkami, mając nadzieję, że odpowiednio je zagada, po czym poszła otworzyć drzwi Connorowi, delikatnie zamykając za sobą drzwi na przedsionek. W tym momencie dziękowała za daleko oddaloną w domu kuchnię, bo żadna z kobiet nie była w stanie dostrzec faktu tego chwilowego odizolowania się w innym pokoju. Gdy Walker wszedł do pomieszczenia, Camellia zamknęła za nim drzwi i zaraz przytuliła się do niego, przytykając policzek do jego klatki i czując, jak nieco się uspokajała. Bezwątpienia działał na nią lepiej niż niejedno lekarstwo antystresowe. Będąc przy nim wiedziała, że wszystko się ułoży. Nawet jeśli ich matki nagle zaczęłyby kwestionować ich relację, co było wręcz niemożliwe.
— Tak się cieszę, że cię widzę. Stresuje się, jakby to było coś złego. Jakbym nie zdała do następnej klasy, albo wywaliliby mnie z roboty, albo jakbym nie wiem co zrobiła, ale na pewno coś, co ciężko jest przekazać — gadała jak najęta, jak za każdym razem, gdy była zestresowana. Była wręcz przekonana, że ilość i prędkość wyrzucanych z siebie słów również działała jak terapia antystresowa.
Connor Walker
Popołudniu pani Stones zapowiedziała, że na kolację przyjdzie pani Walker, więc Camellia do wieczora nie mogła ulotnić się do swojego mieszkania. Nie miała takich planów, nawet cieszyła ją obecność matki jej chłopaka, bo dzięki temu upieką dwie pieczenie na jednym ogniu. Sama Camellia poinformowała, że Connor również ich dziś odwiedzi. To, jakim podejrzliwym spojrzeniem została obdarowana przez własną matkę sprawiło, że jej żołądek wykonał fikołka i miała wrażenie, że ta krótka informacja sprawiła, ŻE WIEDZIAŁA. Od zawsze uważała, że jej matka była wiedźmą; w tym przypadku nie mogło być inaczej. Zachowała pozorny spokój, w duchu mając jakąś wewnętrzną panikę, jakby przynajmniej ogłaszała swojej matce nastoletnią ciążę. Nie pisała nic chłopakowi, nie chcąc zawracać mu głowy w pracy i jeszcze nie daj boże jego dodatkowo stresować. Słysząc dzwonek do drzwi, zostawiła Erica samego z matkami, mając nadzieję, że odpowiednio je zagada, po czym poszła otworzyć drzwi Connorowi, delikatnie zamykając za sobą drzwi na przedsionek. W tym momencie dziękowała za daleko oddaloną w domu kuchnię, bo żadna z kobiet nie była w stanie dostrzec faktu tego chwilowego odizolowania się w innym pokoju. Gdy Walker wszedł do pomieszczenia, Camellia zamknęła za nim drzwi i zaraz przytuliła się do niego, przytykając policzek do jego klatki i czując, jak nieco się uspokajała. Bezwątpienia działał na nią lepiej niż niejedno lekarstwo antystresowe. Będąc przy nim wiedziała, że wszystko się ułoży. Nawet jeśli ich matki nagle zaczęłyby kwestionować ich relację, co było wręcz niemożliwe.
— Tak się cieszę, że cię widzę. Stresuje się, jakby to było coś złego. Jakbym nie zdała do następnej klasy, albo wywaliliby mnie z roboty, albo jakbym nie wiem co zrobiła, ale na pewno coś, co ciężko jest przekazać — gadała jak najęta, jak za każdym razem, gdy była zestresowana. Była wręcz przekonana, że ilość i prędkość wyrzucanych z siebie słów również działała jak terapia antystresowa.
Connor Walker