Strona 1 z 1

we're fucked.

: czw maja 07, 2026 3:06 pm
autor: Pilar Stewart

033.
he said it's not gonna work
she still went for it.

Okay, okay, dirty habits well you
Don't say, you don't say
I got dirty in my own veins,
Try to stop me, I'm like no way, no way


Idąc na rozmowę z Eliotem wiedziała, że będzie ciężko.
Nie oczekiwała kolorowego jasne, Pilar, będzie jak chcecie. Jednak również nie spodziewała się, że konwersacja aż tak bardzo wymknie się spod kontroli.
Eliot wcale nie chciał jej słuchać.
Wiecznie tylko używał jednego i tego samego argumentu, że wiązanie się z Noriegą, to najgorsza możliwa decyzja w jej życiu i że z pewnością będzie tego żałować. Że przecież takich jak on powinno się omijać szerokim łukiem, a ona jeszcze była na tyle głupia, żeby przyjąć jego zaręczyny. Wcale nie przemawiał do niego argument, że oni naprawdę się kochali. Do tego stopnia, że Eliot faktycznie zaczął już coś kombinować, że ją przeniesie.
Wiedziała, że nie mogła na to pozwolić.
Nie miała zamiaru.
Dlatego też wytoczyła ciężkie działa.
Zrobiła to. Postawiła kawę na ławę i wypomniała mu tą jedną rzecz, o której oboje powinni zapomnieć. Którą oboje trzymali w tajemnicy przed wszystkimi. Widziała po jego twarzy zmianę. Wiedział, że nie miał wyjścia. Że musiał z nimi współpracować. Bo tutaj na szali już nie tylko było życie Pilar i Madoxa, ale przede wszystkim to jego. Jego małżeństwo i posada, którą grzał od kilku dobrych lat. Gdyby cokolwiek z tego wyszło… Eliot byłby skończony, a to zaś było dla niego o wiele ważniejsze niż jakiś romans dwójki psów, który trzeba było ukrócić najbardziej, jak tylko się dało.
I chociaż oboje musieli się dogadać, krzykom nie było końca. Dlatego kiedy tylko Madox pojawił się na komisariacie, mógł widzieć dziwne spojrzenia w jego stronę, a tuż pod samymi drzwiami kontendanta wygłuszone krzyki, które od razu nabrały na decybelach, gdy wszedł do środka.
Chyba cię kurwa popierdoliło — rzuciła akurat Pilar, już nawet nie siedząc, a stojąc gdzieś po drugiej stronie pokoju. Po jej twarzy było widać, że jest cała nakręcona i nerwowa, dosłownie gromiąc wzrokiem.
Ciebie, Stewart popierdoliło — Eliot wcale nie był jej dłużny. — Ciebie! — powtórzył jeszcze raz i dopiero wtedy zorientował się, że w pomieszczeniu pojawił się Madox. — O proszę, jest kurwa prowodor całego zamieszania — wyrzucił ręce w geście powitania chociaż po jego minie było widać, że było to wszystko przesiąkniętem ironią i zwykłą złośliwością. Pilar przekręciła głowę, łapiąc ciemne spojrzenie swojego narzeczonego, a jej serce momentalnie i kompletnie mimowolnie wyrwało się do przodu. I jak ona miała go sobie kiedykolwiek odmówić? Chyba by autentycznie umarła. Z tęsknoty i żalu.
Siadaj — Eliot przerwał ich wymianę spojrzeń, kopiąc w jedno z krzeseł, a to podjechało delikatnie w stronę Madoxa. Atmosfera była gęsta, każdy głupi by to zauważył. Chociaż kiedy w środku pojawił się Noriega, oboje z Eliotem jakby… spuścili z tonu? Szczególnie Eliot, jakby chciał wyczytać, czy Pilar wygadała sekret, o który się rozchodziło i na temat którego tak na siebie pięknie mówili chwile temu.
Raportu nie złożyłeś — zauważył, kompletnie zmienając temat i przeszedł na swoją część biurka. Nerwową ręką sięgnął do szuflady w biurku i wyciągał niewielkie pudełeczko, z którego zaraz wysunął papierosa i zapałki.
Podobno nie pali… — już miała się wtrącić, ale spojrzał na nią morderczo.
Ale tak mnie wkurwiłaś, że aż zapale — warknął, wsadzając filter między zęby, przenosząc spojrzenie na Noriegę. — Mało ci było po ostatnim? Niczego się nie nauczyłeś? — zaciągnął się mocno dymem, nawet nie moment nie zdejmując ślepi z Madoxa. Gdyby wzrok mógł zabijać, Pilar pewnie już nie miałaby faceta. Albo jej też już by nie było. — Pytam się Noriega, czy nic się kurwa nie nauczyłeś?! — dodał o wiele ostrzej, podczas gdy Pilar wciąż stała z tyłu pokoju.
Él nos ayudará. Eso es una tontería Pomoże nam. Tak tylko pierdoli teraz, rzuciła szybko, ale Eliot zaraz wymierzył w nią petem.
Tu się kurwa mówili po angielsku! — no tak, bo przecież Eliot był ją jedyną osobą w Toronto, która nie mówiła po hiszpańsku. Ale przecież musiała dać znać Madoxowi, że coś tam jednak ustalili. Pomimo tego, jak teraz zachowywał się komendant.


Él nos ayudará. Eso es una tontería

we're fucked.

: czw maja 07, 2026 5:18 pm
autor: Madox A. Noriega
048.
Eliot asked the questions.
Pilar watched Madox lie like breathing.
trigger warning
przekleństwa
Madox od rana chodził... wściekły? Zdenerwowany? Przejmował się?
On się przecież nigdy nie przejmował, a tutaj, dzisiaj, od momentu, w którym Pilar oznajmiła mu przy śniadaniu, że ona dzisiaj idzie na rozmowę z Eliotem, to nie umiał znaleźć sobie miejsca. Co prawda on nigdy nie umiał usiedzieć w spokoju, ale dzisiaj po prostu się miotał. Nawet chciał jej napisać, że ma tego nie robić. A potem chciał do niej jechać. Raz wybrał jej numer i rozłączył się po dwóch sygnałach, a potem jej napisał, że się pomylił.
Nie wiedział czego może się spodziewać po tej rozmowie, ale wiedział jaka jego narzeczona jest uparta. Wiedział, że kurwa... Pilar jest gotowa naprawdę na wiele, jeśli chodziło o nich, a może o niego?
Dlatego kiedy dochodziła ta godzina zero, kiedy on miał się stawić na komisariacie, to Madox opierdolił w klubie wszystkich, kogo się dało. Wszyscy na swoich pozycjach, łącznie z nową latynoską ochroną, którą już załatwił.
Na komendę wszedł jak do siebie, jakby nigdy nic, typowy Madox, przywitał się z kilkoma policjantami, których znał, chociaż... nie umknęły mu te dziwne spojrzenia, ale oni już od sprawy z Daltonem patrzyli na niego dziwnie. Niektórzy nawet go przepraszali, że go podejrzewali, że trochę ręką im się omsknęła, w tym Beck.
I teraz właśnie o jego biurko opierał się Noriega, bezczelnie dupą o biureczko policjanta.
- No to co kiedy się napierdalamy? Środa ci pasuje? Ja będę w środę, ale też w piątek. W niedziele nie wiem... - Beck oczywiście go w ogóle nie słuchał, tylko klikał coś na komputerze. Madox zerknął na złoty zegarek na nadgarstku - dobra, to do środy - rzucił jeszcze do Becka. Po drodze chciała go zatrzymać Haddie, ale minął ją - komendant czeka, wiesz jak jest Hads - to już nie Haddie Sradi tylko Hads. Stanął przed drzwiami gabinetu jeszcze przez moment słuchając podniesionych głosów w środku, a zaraz nacisnął na klamkę, bez pukania, po prostu tam wlazł.
Jego ciemne spojrzenie od razu padło na Pilar, która stała gdzieś pod ścianą, a później na Eliota przy biurku. Trzasnął drzwiami popychając je za sobą mocniej. Specjalnie. Ups.
Zwracając na siebie ich uwagę.
- To kogo w końcu popierdoliło? - zapytał zerkając to na jedno, to na drugie - bo jak jeszcze nie ustaliliście, to mogę przyjść później... - sięgnął do klamki, ale wiadomo, że by nie wyszedł, bo Madox po prostu... musiał sobie pogadać. Na kolejne słowa swojego przełożonego strzelił oczami - no i co kurwa, zapomniałeś rozwinąć czerwony dywan, czy strzelić konfetti, mam wejść jeszcze raz? - Madox zawsze pyskował do Eliota, jedynie kiedy ten pozwolił mu brać udział w tej akcji z Daltonem, wtedy był grzeczny, ale dzisiaj... na czole komendanta pojawiła się jakaś fioletowa, pulsująca żyłka, i Noriega na moment zawiesił na niej spojrzenie. Ale zaraz odszukał nim Stewart i nawet... puścił jej oczko.
A jednak zaraz ciemne tęczówki opadły na krzesło, które kopnął do niego Eliot. Madox je złapał i zaraz sadzał na nim tyłek, przy samym biurku komendanta, opierając się o nie łokciem.
- A właśnie, zobacz co tutaj mam, świeżutki, pachnący raporcik, dla mojego ulubionego komendanta, wyskrobany na kolanie przed twoim gabinetem - wyciągnął spod kurtki wymięte papiery i rzucił je na biurko komendanta. Powiódł spojrzeniem za nim, kiedy sięgał do szuflady, chociaż, gdy Pilar się wtrąciła, to zerknął w jej kierunku, nawet uśmiechnął się delikatnie. No bo ładnie to tak wkurwiać komendanta?
Zaraz jednak Eliot odezwał się do niego, a Madox znowu wywrócił oczami i już opierał się o oparcie krzesła krzyżując ręce na piersi.
- A ty się kurwa nauczyłeś Eliot? Miło ci się patrzy na Haddie jak ona jest taka rozstrojona emocjonalnie? Dziewczyna tyle lat nie może się pozbierać, a to wszystko zrobił facet, który był dla niej jak ojciec... - walnął pięścią w biurko komendanta, oczywiście, że on tutaj trochę dał się ponieść, tak pierdolił, żeby wprowadzić do tej sytuacji odrobinę dramaturgii.
- Zamknij się Madox... - mruknął Eliot, bo fakty są takie, że komendant też znał Noriegę na tyle, żeby wiedzieć, że on lubił sobie poaktorzyć.
Gdyby nie wyniósł się z Kolumbii na pewno byłby gwiazdą telenoweli.
Madox nawet nie drgnął, kiedy Pilar odezwała się do niego po hiszpańsku. Ciemne tęczówki zawieszone miał na Eliocie.
- Nauczył byś się czegoś po hiszpańsku... - Noriega już zarzucał nonszalancko nogę na nogę i zerknął na Pilar - soy molesto y me estoy quedando calvo - jestem wkurwiający i zaczynam łysieć - o na przykład, jestem waszym komendantem i działam dla waszego dobra, powtórz, soy molesto y me estoy quedando calvo - powiedział powoli, Madox uwielbiał to robić. Wkręcać ludzi, którzy nie rozumieli hiszpańskiego. Jak Eric, albo William... i Eliot.

Me da miedo preguntar cómo lo conseguiste ⋆˙⟡

we're fucked.

: czw maja 07, 2026 11:34 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
dużo przekleństw
Chciała, żeby to przebiegło pokojowo.
Kurwa, jak ona tego chciała.
Łudziła się, że przyjdzie i wraz z Eliotem porozmawiają jak dorośli ludzie — spokojnie, na odpowiednim tonie, używając tylko argumentów, które faktycznie miały przełożenie na sprawę i dobro obu stron. Szkoda tylko, że komendant był innego zdania. Miał zły dzień? A może po prostu taki już kurwa był? Całe szczęście nie tylko on w tym duecie potrafił grać skurwiela. Pilar również, gdy sytuacja tego wymagała, umiała rozstawiać odpowiednie karty. A kiedy w pomieszczeniu pojawił się Madox, ten tercet już kompletnie rozpierdolił pokój oraz atmosferę.
Widziała, jak Eliotowi twarz puchnie od złości.
Jak zagryza zęby i zaciska palce na stole z każdym kolejnym słowem, które wypowiadał Madox. To jak bezczelnie podchodził do sprawy, jak mu pyskował. Przez moment nawet myślała, że przeskoczy przez biurko i po prostu się rzuci na Noriege. Chwała Bogu, że z szuflady wyciągnął t y l k o bialutkiego, grubego papierosa, a nie broń.
Raport wylądował na stole, a Eliot nawet nie poświęcił mu jebanej sekundy. Chociaż spojrzał w dół na teczkę, ale zaraz wrócił spojrzeniem do Madoxa. Oczywiście, ze skrobał go na odpierdol na kolanie. Niczego więcej się po Noriedzenie spodziewał.
Zawsze robiłeś wszystko na odpierdol — rzucił pod nosem i odpalił papierosa. Łgał? Czy naprawdę miał o nim takie zdanie? Pilar nie miała pojęcia. Eliota z jednej strony można było czytać jak otwartą księgę — było widać, kiedy jest wkurwiony, a kiedy odpuszczał, jednak tego, co tam siedziało w jego komendanckiej głowie już wcale nie tak prosto. I nawet kiedy Madox nawijał o Haddie, kiedy zrzucał to wszystko na niego, obarczał go winą, nie było za nic wiadomo, o czym Eliot myślał. Chociaż wyglądał, jakby lada moment miał odbić piłeczkę. Chyba nie będzie dzisiaj pokojowo. — Trzeba było kurwa rzucić wszystko i jechać za nią — rzucił, wypuszczając dym z papierosa, wbijając w niego spojrzenie. — Czemu tego nie zrobiłeś, co? Ja ci powiem czemu — znowu się zaciągnął, ręce opierając na biurku, a pęta przytrzymując w zębach. — Bo ciebie obchodzi tylko i wyłącznie własna dupa, Noriega. Rozkochujesz w sobie kobiety, a kiedy przychodzi co do czego, to i tak wybierasz siebie. Własną kurwa dupę — wskazał brodą miejsce, w którym stała Pilar. — Jej też byś to zrobił. Przyznaj się. Dla ciebie to jest tylko chora zabawa. Jebana rozrywka — specjalnie go tak nakręcał? Chciał, żeby Madox pękł? A może chciał go po prostu wkurwić? Czy może jednak zobaczyć to, jak naprawdę zależało mu na Pilar. Chociaż z drugiej strony, czy potrzebował naprawdę wiele dowodów? Czy cała akcja z jebanym Daltonem naprawdę mu nie wystarczyła? Czy to nie był wystarczający akt kompletnie szczerej i bezinteresownej miłości? Dla niej był. Wiedziała, że ją kochał. Że wszystko by za nią oddał. Nawet życie. Bo ona zrobiłaby dokładnie to samo.
Żebym ja cię stąd kurwa po Hiszpańsku nie wypierdolił — skontrował momentalnie słowa Madoxa. — Z całej policji — rozsiadł się na fotelu, dopalając pęta. Ostatni buch ściągnął tak mocny, że aż musiało go zapiec nie tylko w gardle ale i w palce, ale nawet się nie zakrztusił. — A może trzeba ci zabrać Wize? Może wróciłbyś sobie do jebanego Medellin, gdzie twój ojciec s…
Eliot, kurwa! — odezwała się w końcu, przerywając tą wymianę zdań. Czuła w kościach, że jeszcze trochę, a zaraz któryś naprawdę straci panowanie nad sobą. Komendant podniósł na nią spojrzenie, g r o m i ł ją wzrokiem. Szkoda tylko, że Pilar nic sobie z tego nie zrobiła i podeszła bliżej, wyminęła siedzącego Madoxa i nachyliła się nad biurkiem, poziomując z jego oczami. — Jesteś kurwa z nami czy przeciwko? — tym razem to ona warczała. Jej ton był równie ostry. Pojebane jak trzy silne charaktery spotkały się w jednym pomieszczeniu, to nie mogło się dobrze skończyć. — Bo jeśli przeciwko, to dobrze wiesz, że nie mam wybor…
Wystarczy — teraz on jej przerwał. Dobrze wiedział, co chciała powiedzieć. Doskonale był kruwa świadomy tego, że Pilar wcale nie żartowała. Musiał widzieć to w jej oczach, tą nieustępliwość i desperacje. To, że nie odpuści i jeśli będzie chciała, pociągnie go na dno. Nawet jeśli sama przez to straci posadę. — Siadaj, Pilar — rzucił oschle, wzdychając głośno. Ona jednak nie ruszyła się z miejsca. — Powiedziałem, żebyś kurwa usiadła — potworzył, łapiąc jej spojrzenie. — Proszę — dodał, cedząc przez zęby i dopiero wtedy odwróciła się i przesunęła sobie krzesło, wykonując polecenie. I to nawet nie chodziło to słowo proszę, ale żeby Eliot spuścił nieco z tonu. Mogli się przekomarzać, ale ona nie miała zamiaru stać tutaj i słuchać, jak ktoś obrażał jej narzeczonego, a tym bardziej groził mu jebanym deportowaniem.
Kiedyś taka nie byłaś — zauważył, rzucając komentarzem, który nikogo ale to kurwa nikogo nie obchodził. Oczywiście przy tym spojrzał na Madoxa, próbując zrzucić na niego winę. — Zawsze byłaś wyszczekana, ale nigdy tak kurwa nieposłuszna i bezczelna — pokręcił głową, jak ociec, który właśnie zawiódł się na sowim dziecku. Może nawet zrobiłoby to na niej wrażenie, w końcu Eliot był w jej życiu od początku kariery z policją, ale Madox był po stokroć ważniejszy. A akurat walczyć o swoje racje zawsze umiała.
A ty bardziej wyrozumiały — odpyskowała, zakładając nogę na nogę. — Możemy w końcu przejść do rzeczy? Mamy jeszcze na dzisiaj plany — poprosiła spokojnie, malując na twarzy nawet lekko sztuczny uśmiech. — Kaczki będziemy karmić — wymyśliła to na poczekaniu? Oczywiście, że tak. Eliot popatrzył na nią jak na debilkę, jakby nie umiał sobie wyobrazić jej z kawałkiem bułki i Madoxa, karmiących kaczki. Chuj. Może faktycznie pójdą? Po kilku sekundach westchnął głośno.
Coś czuje, że problemy z wami to dopiero szczyt góry lodowej — mruknął bardziej do siebie i sam opadł na fotel. Na którą chwile wywalił głowe do tyłu i złapał kilka głębszych wdechów. — W każdym razie — chrząknął w końcu, dając znać, że łaskawie był gotowy przejść już do rzeczy. — Na start wyjaśnimy sobie jedną rzecz: to co się tu… odpierdala między wami, jest niewłaściwe i nie jestem wam w stanie zagwarantować tego, że któreś z was nie skończy z kulką w głowie. Bo takie są kurwa skutki spoufalania się policjantki i jebanego kreta — przeniósł spojrzenie z Pilar na Madoxa i dał im chwile komentarz, ale chyba oboje chcieli, żeby już przeszedł do konkretów. — Wszyscy już kurwa wiedzą, że jesteście razem. Wiedzą też, że masz męża — pokręcił głową z niedowierzaniem. — Ale to akurat może zagrać na korzyść, bo kto by brał twoje związki na poważnie, skoro będąc z kobietą hajtasz się z facetem? — zaśmiał się prześmiewczo, chociaż Pilar się skrzywiła. Wciąż gryzł ją ten temat w jakiś nieprzyjemny sposób. Ona też nie rozumiała, jak mogło dojść do tego ślubu. Ale teraz nie o tym, — Ale to za mało. Musicie się rozejść. Nie patrz tak na mnie, Noriega, na niby kurwa rozejść. Najlepiej przed publiką, może w Emptiness? Odegrać jakaś scenkę, żeby ludzie zaczęli gadać. Strzeliłabyś mu w twarz, on by rozpierdolił kilka szklanek… trzeba pokazać, że nie wcale ten wasz cały związek nie jest wcale silny. Że jest kruchy. Wiecie, oparty tylko na pieprzeniu. Że Madox tak naprawdę obraca na boku jakieś laski, a Pilar wcale nie znaczy dla niego wiele, tak mają gadać. To jest wymóg numer jeden. Nie do poważenia — zrobił na moment przerwę i spojrzał pierwsze na jedno a potem na drugie. Czekał na jakieś zażalenia? A może po prostu dawał im chwile, żeby to przetrawili.

cariño 𐙚⋆°。⋆♡

we're fucked.

: pt maja 08, 2026 11:52 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa w chuj
Problem w dogadaniu się z Eliotem polegał na tym, że on też był uparty. Kurewsko uparty.
A jak w jednym pokoju spotyka się troje tak zawziętych ludzi... to mamy to co na załączonym obrazku.
Komendant palił papierosa, mimo, że przecież rzucił fajki. Madox ze skrzyżowanymi na piersi rękami przy samym biureczku, z tym bezczelnym uśmiechem przyklejonym do gęby.
I Pilar, która wkurwiła komendanta, wciąż z tym płonącym w jej oczach ogniem.
Noriega wzruszył ramionami, kiedy Eliot zarzucił mu, że zawsze robił wszystko na odpierdol, chociaż prawda jest taka, że to, że nie spalił swojej przykrywki przez tyle lat to był pierdolony wyczyn. Takie akcje tyle nie trwały, bo po drodze zawsze się coś wyjebało, ktoś dopatrzył się prawdy.
A Madox, siedział sobie tutaj jak gangus, nie pies...
A przecież był psem.
Nie zawodził.
Chociaż komendant zaraz zarzucał mu jak to zawiódł Haddie, a Madox nawet nie drgnął z ciemnym spojrzeniem zawieszonym na twarzy Eliota. Bo co on miał mu powiedzieć, że nie kochał Haddie? Wtedy wydawało mu się, że nawet tak, ale teraz, z perspektywy czasu, co to kurwa było za uczucie, kiedy on nawet policję stawiał ponad nim?
- Pogadaj sobie do dupy Eliot, sam mi wpierdoliłeś naganę za próbę kontaktu i wiesz, że chciałem... za nią jechać - bo chciał, może nie z miłości, ale, żeby to chociaż wyjaśnić, bo przecież Madox wiedział, że ojciec Haddie działał pod przykrywką, poświęcił całe życie i rodzinę dla misji. Ale to ona po przeniesieniu urwała jakikolwiek kontakt, Madox do tej pory nie wiedział czy to pod naciskiem policji, czy to był jej wybór. Nigdy do tego nie wrócili. Ona miała mu za złe, że nie walczył, nie spróbował, a on jej, że się nie odezwała. Dużo tam między nimi było spraw, których na dobrą sprawę sobie nigdy nie wyjaśnili, może dlatego każde ich spotkanie było... napięte.
Jak atmosfera w pokoju, coraz bardziej napięta.
Chociaż Madox znowu wzruszył lekceważąco ramionami, kiedy komendant zarzucał mu, że ważna dla niego była tylko własna dupa, kiedyś tak było. I Noriega nawet sam to powiedział Pilar, dawno temu, że najważniejsze to jest bronić własnej dupy, za wszelką cenę... A potem poświęcał za nią życie, raz, drugi i trzeci. I zrobił by to jeszcze sto razy. Już wtedy, a teraz... Teraz bez nawet chwili zastanowienia. Nic nie powiedział, tylko klatka piersiowa uniosła mu się w głębszym oddechu, kiedy złapał w płuca więcej powietrza. Ciemne spojrzenie z Pilar przeniósł na komendanta, wywrócił oczami.
- Czyli widzisz Eliot... Ktoś się tutaj jednak przykłada do własnej roli, którą zresztą mi narzuciliście, skoro tak uważasz... Przecież Madox Noriega lubi takie chore rozrywki, posiedzieć sobie w loży VIP z degeneratami, popodrywać dupeczki - Madox dobrze grał swoją rolę. Tak dobrze... że czasami sam nie wiedział co jest grą, a co prawdą.
Ale w tym akurat wypadku, kiedy chodziło o Stewart, to oboje przecież wiedzieli, zdawali sobie sprawę, że to uczucie, które dzielili, było najprawdziwsze na świecie.
Ruszało go to co mówił Eliot, i Madox mógłby się z tym kłócić, ale przecież umiał trzymać nerwy na wodzy... Nie jeśli chodziło o Pilar, ale w innych przypadkach umiał grać, zmienił jednak nogę, tym razem drugą opierając na kolanie.
- Żebym ja cię stąd kurwa po Hiszpańsku nie wypierdolił. Z całej policji... Tyle lat roboty pod przykrywką i rozwali cię jedna kobieta - właściwie dla Madoxa to już nie była przykrywka... On już tak w to wsiąknął, że sam nie wiedział jak to będzie, kiedy odsuną go od sprawy. Ale... przecież gotowy był zaryzykować, zresztą sam już to mówił Pilar, zrezygnowałby ze sprawy, żeby tylko być z nią. Na tą wizę wywrócił oczami, w zasadzie wolałby teraz siedzieć w Medellin, popijać sobie rum nad basenem i liczyć pieniądze, które zarabiała jego rodzina... nielegalnie.
A on się bawił w gliniarza. Zachciało mu się kurwa bratania z wymiarem sprawiedliwości. Kiedy on kurwa nigdy nie był sprawiedliwy, kiedy jego rodzina z dziada pradziada siedziała... po tej drugiej stronie barykady.
- No i znajdź kurwa lepszego kreta, który sobie tutaj tak wejdzie jak do siebie... Nawet jakbyś chciał mnie zdjąć i podłożyć kogoś innego, to doskonale wiesz, że ja go muszę wprowadzić - coś w tym było. Że Madox siedział między półświatkiem a policją, ale... w tym brudnym, gangsterskim świecie też trochę się z nim liczyli. Zwłaszcza Latynosi, tam miał więcej przyjaciół niż wrogów. Co innego ruscy, albo makaroniarze, no ale nie można mieć wszystkiego.
Może by się jeszcze dochodzili, bo Eliot już otwierał usta, ale przerwała im Pilar. Oboje na nią spojrzeli, a Madox nawet na moment nie oderwał od niej wzroku, kiedy ruszyła do biurka. Kiedy opierała się o nie warcząc na komendanta, waleczna, dzika, kurewsko caliente.
Pilar Noriega.
I kiedy siadała obok niego na krześle, to Madox... złapał swoje podsuwając się do niej bliżej, chociaż Eliot spojrzał na niego znowu krzywo. Ale Noriega w ogóle się nie przejął, wcale. A jego ręka wylądowała na oparciu krzesła Stewart za jej plecami. Nawet chciał się wtrącić, że Pilar zawsze była... nieposłuszna i bezczelna, ale już ugryzł się w język. Chociaż kiedy Pilar powiedziała o tym karmieniu kaczek, to palec którym przesunął po jej plecach się zatrzymał. Oni mieli... karmić kaczki?
Zastanowił się nawet czy to jakiś szyfr, może coś co miało znaczyć, że spróbują jeszcze raz się do siebie dobierać na biurku Scotta? Szkoda tylko, że Letexier już grzał stołek w swoim gabinecie i pewnie słuchał sobie dalibomby na słuchawkach udając, że to podcasty kryminalne.
Skinął tylko głową, że będą karmić te kaczki, cokolwiek to znaczy, a potem spojrzenie utkwił w Eliocie.
Komendant miał kurewsko dużo racji, bo to był szczy góry lodowej, ale to już wiedzieli tylko oni z Pilar. Tak samo jak to, co powiedział później. Zdawali sobie sprawę z tego jakie to jest niebezpieczne, dlatego Madox postanowił im załatwić tych ochroniarzy, no a do tego te pogróżki... Jebane kurwa skutki spoufalania się policjantki i kreta. Decyzje, które podjęli i z których konsekwencjami teraz będą się mierzyć. Pierdolona czarownica karlica i jej wróżby.
Noriega nic nie powiedział, chociaż Pilar mogła poczuć, że się za nią trochę spiął. Minimalnie.
Chociaż na te słowa o mężu wywrócił oczami, a zaraz sięgnął delikatnie do jej pleców, oparł na nich palce.
- Już jestem w trakcie rozwodu, zresztą... niech kurwa pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie odpierdolił nigdy naćpany - zerknął na Stewart, a potem na Eliota, ale wyglądali jakby nie odpierdalali...
Chociaż, jego narzeczona naćpana włamała się z nim do budki ratownika na meksykańskiej plaży, jakby wtedy przyszedł do nich Shrek i zaproponował im ślub, nie zastanawiali by się nawet minuty.
Eliot kontynuował, a Madox już ruszył się na krześle, kiedy zaczął to, że muszą się rozejść, ale zaraz okazało się, że na niby...
Tylko, że on przecież tak też nie chciał, znowu przełożył nogę, a jego ręka bardziej opadła na plecy Stewart, chociaż zaraz zaciskał wytatuowane palce na oparciu krzesła. Kręcił się. Buntowałby się. Pyskowałby.
Ale... no chyba powinni się też trochę dostosować, coś za coś? Jakiś złoty środek? Ugiąć trochę kark, żeby móc być razem?
Chociaż Madox zaraz zerwał się z krzesła i przeszedł po tym gabinecie, jak dziki kot w klatce, rundka tylko po to, żeby zaprezentować ile w nim siedziało tego nieokiełznanego pierwiastka.
- Nie no kurwa, przecież ja nie będę wiecznie i wiecznie odpuszczał... Ja chcę się z nią ożenić Eliot, chce, żeby nosiła moje nazwisko, a kiedyś... - i Madox już się nakręcał stając za plecami Stewart, opierając rękę na oparciu jej krzesła.
- Będziesz... - wtrącił mu się Eliot - jeśli ci kurwa zależy Madox, to będziesz udawał, że to nic nie znaczy, bo wiesz, że tylko tak możesz zapewnić jej bezpieczeństwo - rzucił poważnie, patrząc na niego ponad ramieniem Pilar. I chociaż Noriega wiedział, że to przecież prawda, to jednak jeszcze próbował.
- Ale my mieszkamy razem... - no tak, przecież nie zamieszkałby z pierwszą lepszą dupą.
Eliot spuścił spojrzenie na Stewart.
- Bo jesteś pierdolnięty i narwany i pokierowałeś się impulsem, a Stewart naiwnie ci wierząc sprzedała, czy tam wynajęła mieszkanie. No i teraz przecież jej nie wyrzucisz, bo wy Latynosi macie te swoje zasady. Zresztą u was na kwadracie jest tyle osób... Ale to też dobrze, mniej zwracacie na siebie uwagę - znowu podniósł spojrzenie na Noriegę - a ty na pokaz możesz się przespać w klubie, zabalować, przecież Madox Noriega to lubi... - teraz Eliot go brał pod włos - a zresztą kurwa, ja mam was uczyć jak się ukrywać? - trochę na dłużej zawiesił spojrzenie na Stewart, bo ją przecież uczył. Jak zatajać pewne sprawy.
Madox znowu przeszedł się po gabinecie. Nie chciał w ten sposób. On chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że Stewart jest jego narzeczoną, że zostanie jego żoną. Niedługo...
A może wcale nie?
Eliot za to pochylił się w kierunku Pilar.
- Przecież zawsze byłaś w tym dobra Stewart... można powiedzieć, że dam wam wolną rękę, jak to rozegracie, ale wszyscy mają uwierzyć, że nic was nie łączy - zerknął jeszcze na Madoxa, bo przecież on w udawaniu też był dobry. Osiem pierdolonych lat. I nawet na moment nie wyszedł z roli. Ale jeśli chodziło o Stewart to to już nie było takie proste. Tracił czujność. Rozpraszał się. Odpierdalał.
I teraz też się miotał.
- Nie... - zaczął i znowu stanął za Stewart. Gotowy był się sprzeciwić komendantowi. Niech go odsuwa, niech go wyrzuca, niech go kurwa nawet deportuje. Wyjebane.

Lo sacrificaría todo por ti ₊˚⊹♡