We don't need to worry, we ain't in a hurry rushin' into love
: czw maja 07, 2026 4:01 pm
37
Dzisiaj odbywał się jeden z eventów, na których wypadało jej być. Nijaki ChromaVerse lub jak kto woli Christopher Daniel postanowił wydać płytę. Muzyka zrobiła się ostatnio wśród podopiecznych ich agencji bardzo popularna. Oznaczała łatwy zarobek, nową przygodę i wielką popularność. Wystarczyło tylko zapłacić odpowiednio dużo odpowiednim producentom, nagrać teledysk i... tyle. Kariera gotowa. Nie inaczej było z ChromaVersem. Tyle dobrego, że dzieciak nasłuchał się w liceum niezdrowych ilości Jamesa Blunta i dzięki temu nie wydawał jakichś generycznych klubówek tylko bardzo naiwne romantyczne ballady. Nie zmieniało to tego, że miał już na koncie jeden hit. Singiel latał po serwisach streamingowych jak szalony, a liczby na jego koncie szybowały w górę w niesamowitym tempie.
April była tylko dobrym duchem tego projektu. Nie zajmowała się osobiście Christopherem, dołączył do ich agencji zbyt późno, by piastowała nad nim indywidualną pieczę. Niemniej jednak wydarzenie było istotne, a ona nie chciała zostawiać swoich podopiecznych bez opieki. Tłumaczyła Teddy, że na pewno nie będzie tak źle. Że trochę muszą się pouśmiechać, sprawdzić, czy nic nie płonie i przedstawić się kilku osobom, z którymi wcześniej nie miały okazji rozmawiać. No i że muszą się pięknie ubrać. I nawet nie kłamała! Całe wydarzenie przebiegało w dość leniwym tempie.
Po wynajętej sali w galerii, która była pomysłem ChromaVersa, chodzili przeróżni influencerze, dziennikarze i nikogo nieobchodzące gwiazdy liczące na bycie zauważonymi. Finch podsuwała narzeczonej co rusz nowe kieliszki szampana, żeby nie zanudziła się na śmierć. Wszystko powoli przygasało. Sesje na ściankach skończyły się już dawno. Christopher wystąpił wraz z zespołem, zagrał trzy numery i chyba mu się znudziło. Instrumenty stały nadal na środku sali, nikt się jednak nimi nie interesował. Ludzie robili sobie fotki na Instagrama, nawiązywali nowe znajomości, pojedynczy dziennikarze przeprowadzali ostatnie wywiady, licząc po cichu, że ktoś z influencerów palnie coś durnego i będą mieli z tego fajny viral. April przez cały czas obserwowała swoich podopiecznych z bezpiecznej odległości. Nie wtrącała się, bo przecież nie było w co. Teraz wszystko już toczyło się własnym rytmem, a ewentualne problemy nie były czymś, z czym jej pracownicy mieliby sobie nie poradzić. Była czujna, ale starała się też zabawiać ukochaną, żeby czuła się totalnie zaopiekowana. Zdążyła podziękować jej za przyjście jakieś osiem razy i powtórzyć, że wygląda zjawiskowo jakieś dwanaście.
— No chyba poszło całkiem nieźle, prawda? Nikt się na nikogo nie zrzygał, nikt nikogo nie przyłapał na niczym w toalecie... chyba mamy sukces. — Uśmiechnięta od ucha do ucha Emma podeszła do nich wraz z Jasperem, którego trzymała pod rękę. Włożyła w zorganizowanie wydarzenia mnóstwo serca. Nic dziwnego, że jej zależało.
— Podobało ci się? Może jednak chcesz dołączyć do zespołu? — zagadnął do strażaczki Jasper Burns, jeden z pracowników April, którego Teddy nie miała wcześniej okazji poznać na żywo. W trakcie wydarzenia Finch zadbała o to, by przedstawić narzeczoną wszystkim, którzy tylko miaeli ochotę słuchać. Pamiętała też, by na temat każdego sprzedać jej garść plotek. Jasper kilka miesięcy temu rozwiódł się ze swoim mężem i teraz przechodził przez swoją slut erę, o czym dziś chyba miał świadczyć obcisły crop top i ćwiekowana obroża na szyi. Na szczęście było mu w tym bardzo do twarzy.
Słucham deszczu, to mój ulubiony numer. Chociaż jesteś człowiekiem, ciebie też słuchać lubię