cigarette daydreams
: czw maja 07, 2026 11:24 pm
Did you stand there all alone?
Oh I cannot explain what's going down
I can see you standing next to me
In and out somewhere else right now
Miał spotkać się z August. Naprawdę miał taki zamiar - zdążył wziąć prysznic, przebrać się w czyste ciuchy i już pakował Laysy i Desperadosy do plecaka, kiedy telefon zawibrował mu w kieszeni. Wiadomość od nieznanego numeru była krótka. "Greektown, 21:00, podwójna stawka". To oznaczało tylko jedno - kolejną walkę na horyzoncie. Zacisnął szczęki i długo wpatrywał się w ekran, zanim podjął decyzję, ale... potrzebował tej kasy. Nie zastanawiał się dłużej i po prostu napisał wiadomość do Dust.
Wysłał tę wiadomość, zanim sumienie zdążyło go powstrzymać i od razu wrzucił komórkę do kieszeni. Nie chciał widzieć odpowiedzi, bo jeszcze zmieniłby zdanie. Przebrał się, wypakował prowiant z plecaka i zamiast piwka i chipsów, znalazł się tam sportowy strój, bandaże, ręcznik i bidon na wodę.
You sigh look away
I can see it clear as day
Close your eyes so afraid
Hide behind that baby face
Pół godziny później wysiadł z autobusu - Greektown o tej porze tętniło życiem, ulice pachniały pysznym jedzeniem, a on przeciskał się przez tłum, dopóki nie zszedł z głównej ulicy. Z łatwością odnalazł boczne, obskurne wejście do piwnicy starej piekarni. Gdy znalazł się w środku, uderzyła go fala gorąca - to, niestety, nie była klimatyzowana, przystosowana do walk bokserskich sala treningowa tylko podziemna dziura, gdzie było tłocznie, głośno i gęsto od dymu papierosowego. - Hallywood! Już myślałem, że się nie pojawisz - głos Caesara przebił się gwar. Hallywood. Nienawidził, gdy nazywali go w ten sposób. Alex podszedł bliżej. Caesar, włodarz tego bałaganu, stał przy stoliku tuż obok schodów i przeliczał gruby plik banknotów. Alex bez słowa podał mu dłoń i wymienili uścisk. - Ludzie stawiają na ciebie niezłą kasę. Niektórym się podoba ta twoja ładna buźka - dodał, ale Alex tylko skinął głową, ignorując zaczepkę. - Z kim będę walczyć? - spytał rzeczowo, rozglądając się po tłumie. Jak zwykle, roiło się tu od szemranych typów, ich panienek i pomagierów. Łączyło ich jedno. Kasa. - Wielki ruski, nazywają go Iwan. Ma łapę jak bochen chleba, ale rusza się jak lodowiec. Dasz radę, tylko nie daj się złapać - Caesar puścił mu perskie oczko i poklepał po plecach. - Idź się przygotować, wchodzicie jako trzeci - dodał, po czym wrócił do rozmowy z jakąś panienką.
Alex przekręcił oczami i przecisnął się przez spocony tłum do prowizorycznej szatni, która w rzeczywistości była jedynie zagraconym kantorkiem na tyłach piwnicy. Ściągnął bluzę i koszulkę, po czym zaczął owijać dłonie bandażami. Z korytarza dobiegały do niego stłumione odgłosy pierwszych walk - padanie na deski, okrzyki bólu i ryk tłumu, który zawsze domagał się więcej krwi. Przyszło mu do głowy, że nie miał co liczyć na żadne fanfary po skończonej walce, przecież nie był Rockym Balboa, tu mógł liczyć tylko na plik banknotów wciśnięty do ręki. O ile wygra. - Hall! Pięć minut! - wrzasnął ktoś z korytarza, bębniąc w drzwi. Alex wstał i rozciągnął kark aż chrupnęło. - Dobra, wy nienasycone sępy! Czas na danie główne! HAAALLLYYYWOOOOD! - ryczał Caesar na zewnątrz. No i Alex znów przekręcił oczami. Nie trawił gościa, serio. No ale miał hajs i go tutaj zaprosił, więc... musiał go tolerować. Wyszedł z kanciapy i wkroczył w blask żarówek, czując na sobie dziesiątki spojrzeń. Zabawa. Czas. Start.
Iwan już stał w ringu - faktycznie był, kurwa, wielki. Alex przeszedł pod linami, a jego wzrok spotkał się z oczami przeciwnika. Adrenalina już zaczynała krążyć w jego żyłach, gdy zaczął powoli rozgrzewać się w miejscu, przeskakując z nogi na nogę. Nagle rozległ się gong, piwnica eksplodowała rykiem, a Iwan ruszył na niego jak taran. Ochuj.jpg, o kurwa. Na szczęście, Alex był szybki. Nie daj się złapać, tak mu powiedział Caesar, no i zamierzał się tego trzymać. Nieraz już walczył z takimi, wystarczyło być po prostu cierpliwym.
You can drive all night
Looking for the answers in the pouring rain
You wanna find peace of mind
Looking for the answer
W połowie drugiej rundy Iwan w końcu go dopadł. Krótki, potężny prawy sierpowy wylądował na żebrach Alexa. Zatkało go na moment i serio, na chwilę zapomniał, jak się oddycha. Iwan bezlitośnie wykorzystał ten ułamek sekundy nieuwagi i wycelował lewym prostym prosto w łuk brwiowy Alexa... no i trafił, rozcinając skórę. Niedobrze. Hall poczuł tępy ból nad okiem, ale jeszcze nie wiedział, że typ rozorał mu brew aż do krwi. Musiał działać szybko - wiedział, że w tym stanie nie przetrwa trzeciej rundy, dlatego wykorzystał moment, w którym olbrzym zbyt pewnie zamachnął się do kolejnego ciosu, po czym zanurkował pod jego ramieniem i po prostu mu PRZYJEBAŁ, bo zwykłym ciosem nie można było tego nazwać, a chwilę potem poprawił serią krótkich uderzeń w szczękę i szyję olbrzyma. A ostatni cios posłał Rosjanina na deski.
Tłum oszalał, a Caesar od razu wskoczył do ringu, triumfalnie unosząc dłoń Alexa w górę. Wygrał. Kurwa. Cudem. Świetnie, po prostu kurwa świetnie. - Mamy zwycięzcę! Hallywood znowu to zrobił! - ryczał włodarz, ale Alex szybko wyrwał swoją rękę z jego uścisku, przeklął pod nosem i z trudem przeszedł pod linami, próbując ignorować ludzi, którzy chcieli klepać go po plecach.
Odprowadzany skandami dotarł do kantorka, przebrał się z powrotem i usiadł na krześle, żeby napić się wody. Ból był coraz silniejszy, no ale sam tego chciał, więc nie mógł narzekać. Po chwili do kantorka wpadł Caesar. - Dobra robota, dzieciaku, ale wyglądasz jak gówno - rzucił, wciskając mu do łapy banknoty. Alex bez słowa zgarnął kasę, szybko zebrał swoje rzeczy i wyszedł na ulicę - nocne powietrze owiało jego policzki, kiedy przystanął w bocznej uliczce. Przez chwilę żałował, że nie poszedł spotkać się z August, ale... teraz przynajmniej będzie mógł naprawić auto, nie? Apropos auta, przejrzał się w szybie zaparkowanego obok BMW. Rozcięty łuk brwiowy, spuchnięty policzek i zakrwawiona koszulka. - Kuuurwa - mruknął pod nosem, dotykając ręką obolałych żeber. Dawno nie wyglądał tak strasznie. Wyglądało na to, że jednak nie uda mu się spotkać z Dust w przyszłym tygodniu.
dust
Oh I cannot explain what's going down
I can see you standing next to me
In and out somewhere else right now
Miał spotkać się z August. Naprawdę miał taki zamiar - zdążył wziąć prysznic, przebrać się w czyste ciuchy i już pakował Laysy i Desperadosy do plecaka, kiedy telefon zawibrował mu w kieszeni. Wiadomość od nieznanego numeru była krótka. "Greektown, 21:00, podwójna stawka". To oznaczało tylko jedno - kolejną walkę na horyzoncie. Zacisnął szczęki i długo wpatrywał się w ekran, zanim podjął decyzję, ale... potrzebował tej kasy. Nie zastanawiał się dłużej i po prostu napisał wiadomość do Dust.
Ducky 
Sorki, jednak nie dam rady dzisiaj, coś mi wypadło, wynagrodzę Ci to w przyszłym tygodniu 
Buziak.
Wiadomość...
You sigh look away
I can see it clear as day
Close your eyes so afraid
Hide behind that baby face
Pół godziny później wysiadł z autobusu - Greektown o tej porze tętniło życiem, ulice pachniały pysznym jedzeniem, a on przeciskał się przez tłum, dopóki nie zszedł z głównej ulicy. Z łatwością odnalazł boczne, obskurne wejście do piwnicy starej piekarni. Gdy znalazł się w środku, uderzyła go fala gorąca - to, niestety, nie była klimatyzowana, przystosowana do walk bokserskich sala treningowa tylko podziemna dziura, gdzie było tłocznie, głośno i gęsto od dymu papierosowego. - Hallywood! Już myślałem, że się nie pojawisz - głos Caesara przebił się gwar. Hallywood. Nienawidził, gdy nazywali go w ten sposób. Alex podszedł bliżej. Caesar, włodarz tego bałaganu, stał przy stoliku tuż obok schodów i przeliczał gruby plik banknotów. Alex bez słowa podał mu dłoń i wymienili uścisk. - Ludzie stawiają na ciebie niezłą kasę. Niektórym się podoba ta twoja ładna buźka - dodał, ale Alex tylko skinął głową, ignorując zaczepkę. - Z kim będę walczyć? - spytał rzeczowo, rozglądając się po tłumie. Jak zwykle, roiło się tu od szemranych typów, ich panienek i pomagierów. Łączyło ich jedno. Kasa. - Wielki ruski, nazywają go Iwan. Ma łapę jak bochen chleba, ale rusza się jak lodowiec. Dasz radę, tylko nie daj się złapać - Caesar puścił mu perskie oczko i poklepał po plecach. - Idź się przygotować, wchodzicie jako trzeci - dodał, po czym wrócił do rozmowy z jakąś panienką.
Alex przekręcił oczami i przecisnął się przez spocony tłum do prowizorycznej szatni, która w rzeczywistości była jedynie zagraconym kantorkiem na tyłach piwnicy. Ściągnął bluzę i koszulkę, po czym zaczął owijać dłonie bandażami. Z korytarza dobiegały do niego stłumione odgłosy pierwszych walk - padanie na deski, okrzyki bólu i ryk tłumu, który zawsze domagał się więcej krwi. Przyszło mu do głowy, że nie miał co liczyć na żadne fanfary po skończonej walce, przecież nie był Rockym Balboa, tu mógł liczyć tylko na plik banknotów wciśnięty do ręki. O ile wygra. - Hall! Pięć minut! - wrzasnął ktoś z korytarza, bębniąc w drzwi. Alex wstał i rozciągnął kark aż chrupnęło. - Dobra, wy nienasycone sępy! Czas na danie główne! HAAALLLYYYWOOOOD! - ryczał Caesar na zewnątrz. No i Alex znów przekręcił oczami. Nie trawił gościa, serio. No ale miał hajs i go tutaj zaprosił, więc... musiał go tolerować. Wyszedł z kanciapy i wkroczył w blask żarówek, czując na sobie dziesiątki spojrzeń. Zabawa. Czas. Start.
Iwan już stał w ringu - faktycznie był, kurwa, wielki. Alex przeszedł pod linami, a jego wzrok spotkał się z oczami przeciwnika. Adrenalina już zaczynała krążyć w jego żyłach, gdy zaczął powoli rozgrzewać się w miejscu, przeskakując z nogi na nogę. Nagle rozległ się gong, piwnica eksplodowała rykiem, a Iwan ruszył na niego jak taran. Ochuj.jpg, o kurwa. Na szczęście, Alex był szybki. Nie daj się złapać, tak mu powiedział Caesar, no i zamierzał się tego trzymać. Nieraz już walczył z takimi, wystarczyło być po prostu cierpliwym.
You can drive all night
Looking for the answers in the pouring rain
You wanna find peace of mind
Looking for the answer
W połowie drugiej rundy Iwan w końcu go dopadł. Krótki, potężny prawy sierpowy wylądował na żebrach Alexa. Zatkało go na moment i serio, na chwilę zapomniał, jak się oddycha. Iwan bezlitośnie wykorzystał ten ułamek sekundy nieuwagi i wycelował lewym prostym prosto w łuk brwiowy Alexa... no i trafił, rozcinając skórę. Niedobrze. Hall poczuł tępy ból nad okiem, ale jeszcze nie wiedział, że typ rozorał mu brew aż do krwi. Musiał działać szybko - wiedział, że w tym stanie nie przetrwa trzeciej rundy, dlatego wykorzystał moment, w którym olbrzym zbyt pewnie zamachnął się do kolejnego ciosu, po czym zanurkował pod jego ramieniem i po prostu mu PRZYJEBAŁ, bo zwykłym ciosem nie można było tego nazwać, a chwilę potem poprawił serią krótkich uderzeń w szczękę i szyję olbrzyma. A ostatni cios posłał Rosjanina na deski.
Tłum oszalał, a Caesar od razu wskoczył do ringu, triumfalnie unosząc dłoń Alexa w górę. Wygrał. Kurwa. Cudem. Świetnie, po prostu kurwa świetnie. - Mamy zwycięzcę! Hallywood znowu to zrobił! - ryczał włodarz, ale Alex szybko wyrwał swoją rękę z jego uścisku, przeklął pod nosem i z trudem przeszedł pod linami, próbując ignorować ludzi, którzy chcieli klepać go po plecach.
Odprowadzany skandami dotarł do kantorka, przebrał się z powrotem i usiadł na krześle, żeby napić się wody. Ból był coraz silniejszy, no ale sam tego chciał, więc nie mógł narzekać. Po chwili do kantorka wpadł Caesar. - Dobra robota, dzieciaku, ale wyglądasz jak gówno - rzucił, wciskając mu do łapy banknoty. Alex bez słowa zgarnął kasę, szybko zebrał swoje rzeczy i wyszedł na ulicę - nocne powietrze owiało jego policzki, kiedy przystanął w bocznej uliczce. Przez chwilę żałował, że nie poszedł spotkać się z August, ale... teraz przynajmniej będzie mógł naprawić auto, nie? Apropos auta, przejrzał się w szybie zaparkowanego obok BMW. Rozcięty łuk brwiowy, spuchnięty policzek i zakrwawiona koszulka. - Kuuurwa - mruknął pod nosem, dotykając ręką obolałych żeber. Dawno nie wyglądał tak strasznie. Wyglądało na to, że jednak nie uda mu się spotkać z Dust w przyszłym tygodniu.
dust