Pokemon Champion Cynthia, a to nawet nie jest ona
: pt maja 08, 2026 12:27 pm
Letexier nie należał do ludzi, którzy wierzyli w randki w ciemno. Przez większość życia ufał raczej faktom, obserwacji i instynktowi niż romantycznym pomysłom znajomych, którzy uparcie twierdzili, że "minęło już sporo czasu i powinien kogoś poznać". Zwłaszcza teraz, gdy jego dni wypełniały raporty, odprawy, polityczne przepychanki i telefony odbierane o absurdalnych porach nocy.
A mimo to tamtego wieczoru siedział za kierownicą swojego Camaro, zaparkowanego niedaleko Balzac's Coffee Roastery, i przez chwilę po prostu patrzył przez przednią szybę na rozświetlone wnętrze kawiarni.
Westchnął cicho pod nosem. Sam nie wiedział, czy bardziej irytuje go to, że dał się namówić, czy to, że w ostatnich miesiącach samotność zaczęła doskwierać mu bardziej, niż chciałby przed sobą przyznać. Jeszcze kilka lat temu nie miałby czasu nawet myśleć o podobnych rzeczach - była przecież przy nim żona. Teraz wracał do pustego mieszkania późną nocą napierdolony jak messerschmidt, jadł kolacje w ciszy i coraz częściej łapał się na tym, że niczego już od życia nie oczekuje, tylko wegetuje.
Poprawił mankiet ciemnej koszuli, po czym wysiadł z auta. Wyglądał schludnie i zbyt poważnie jak na zwykłe spotkanie przy kawie - ciemny płaszcz, lekko zmęczone spojrzenie i postura człowieka przyzwyczajonego bardziej do wydawania rozkazów niż flirtowania.
Wnętrze kawiarni przywitało go ciepłym światłem i zapachem świeżo mielonej kawy. Scott przesunął spojrzeniem po kilku stolikach, automatycznie analizując otoczenie. Dopiero po chwili zorientował się, że wygląda przez to bardziej jak gliniarz na obserwacji niż facet, który przyszedł na randkę
Kącik jego ust drgnął minimalnie. Znajomy podał mu tylko jedno imię - Charlotte Kovalski oraz jej zdjęcie, by mógł ją rozpoznać. Poza tym? Żadnych szczegółów.
Scott rozpiął płaszcz i podszedł bliżej wolnych stolików przy oknie, po czym zatrzymał się, zauważając przy jednym z nich kobietę ze zdjęcia.
- Charlotte? - odezwał się spokojnym, niskim głosem, a gdy podszedł bliżej, upewnił się, że była to ona. Wyglądała jeszcze lepiej niż na zdjęciu, a już wtedy mu się spodobała, więc było to jedno z milszych zaskoczeń w ostatnim czasie. - Scott. Scott Letexier - przywitał się i wyciągnął w jej kierunku dłoń, by mieć już za sobą te wstępne konwenanse.
Usiadł naprzeciw brunetki i przez chwilę siedział w ciszy, nie wiedząc, czy ta już coś zamówiła, czy czekała na niego. Nie bardzo też wiedział, jak rozmowę w ogóle zacząć, bo była to jego pierwsza "randka po znajomości", a nawet i przy tych nie uważał się za flirciarza pokroju Stifmeistera.
Charlotte Kovalski
A mimo to tamtego wieczoru siedział za kierownicą swojego Camaro, zaparkowanego niedaleko Balzac's Coffee Roastery, i przez chwilę po prostu patrzył przez przednią szybę na rozświetlone wnętrze kawiarni.
Westchnął cicho pod nosem. Sam nie wiedział, czy bardziej irytuje go to, że dał się namówić, czy to, że w ostatnich miesiącach samotność zaczęła doskwierać mu bardziej, niż chciałby przed sobą przyznać. Jeszcze kilka lat temu nie miałby czasu nawet myśleć o podobnych rzeczach - była przecież przy nim żona. Teraz wracał do pustego mieszkania późną nocą napierdolony jak messerschmidt, jadł kolacje w ciszy i coraz częściej łapał się na tym, że niczego już od życia nie oczekuje, tylko wegetuje.
Poprawił mankiet ciemnej koszuli, po czym wysiadł z auta. Wyglądał schludnie i zbyt poważnie jak na zwykłe spotkanie przy kawie - ciemny płaszcz, lekko zmęczone spojrzenie i postura człowieka przyzwyczajonego bardziej do wydawania rozkazów niż flirtowania.
Wnętrze kawiarni przywitało go ciepłym światłem i zapachem świeżo mielonej kawy. Scott przesunął spojrzeniem po kilku stolikach, automatycznie analizując otoczenie. Dopiero po chwili zorientował się, że wygląda przez to bardziej jak gliniarz na obserwacji niż facet, który przyszedł na randkę
Kącik jego ust drgnął minimalnie. Znajomy podał mu tylko jedno imię - Charlotte Kovalski oraz jej zdjęcie, by mógł ją rozpoznać. Poza tym? Żadnych szczegółów.
Scott rozpiął płaszcz i podszedł bliżej wolnych stolików przy oknie, po czym zatrzymał się, zauważając przy jednym z nich kobietę ze zdjęcia.
- Charlotte? - odezwał się spokojnym, niskim głosem, a gdy podszedł bliżej, upewnił się, że była to ona. Wyglądała jeszcze lepiej niż na zdjęciu, a już wtedy mu się spodobała, więc było to jedno z milszych zaskoczeń w ostatnim czasie. - Scott. Scott Letexier - przywitał się i wyciągnął w jej kierunku dłoń, by mieć już za sobą te wstępne konwenanse.
Usiadł naprzeciw brunetki i przez chwilę siedział w ciszy, nie wiedząc, czy ta już coś zamówiła, czy czekała na niego. Nie bardzo też wiedział, jak rozmowę w ogóle zacząć, bo była to jego pierwsza "randka po znajomości", a nawet i przy tych nie uważał się za flirciarza pokroju Stifmeistera.
Charlotte Kovalski