water color
: pt maja 08, 2026 8:17 pm
Lancelot Apollo Gardner brzmiało artystycznie, ale totalnie nie wpasowywało się w Lansa.
Był jej totalnym przeciwieństwem.
Wiecznie nadęty, marudzący, Camille co chwile miała go dosyć. Pokazywanie się z nim u boku znajomych było prawdziwą torturą. Podobnie jak randki z Jake'iem. Wpatrywała się w niego maślanymi oczami, ale robienie taniego porno dla Lansa nie wchodziło w rachubę. Mogła wachlować oczami, prosić i nic to nie dawało.
Zawsze czuła jego spojrzenie.
Całe popołudnie spędziła z Jessicą na plotkach. Rozmawiały o wszystkim. Ulubionych artystach, muzyce, modzie, odpowiednim doborze kolorów do obrazów, ale przede wszystkim o imprezie w klubie. Oczy Camille mieniły się na samą myśl. Zwłaszcza kiedy opowiadała o Jake'u. Uwielbiała go. Może wręcz kochała? Jessica była innego zdania. Wręcz obrzydzała jej faceta.
Musiała być zazdrosna.
Dlatego z niezadowolonym westchnięciem zakończyła rozmowę.
— Co się patrzysz? — warknęła niezadowolona, spoglądając na Lansa. Nawet we własnym domu nie miała żadnej prywatności. Powoli przyzwyczajała się do tego. Tyle że człowiek i do życia w chlewie mógł to zrobić, a ona nie chciała. Zakłócał życie w jej prywatnym apartamencie z widokiem na całe Toronto. Przypominał pluskwę, słuchającą każdej jej rozmowy. Aż strzeliła oczyma i z trzaskiem drzwi zamknęła za sobą drzwi do łazienki.
Prysznic w ogóle nie przyjął jej ukojenia. Wręcz z irytacją suszyła włosy, a pielęgnacja twarzy nie szła po jej myśli. Z równym hukiem wyszła z łazienki w samym ręczniku, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem. Jake nie odpisał jej na wiadomość. Oznaczało to jedno. Musiała wyglądać jak prawdziwa księżniczka, którą będzie chciał wziąć. Otworzyła własną szafę i miała wrażenie, że zaraz oszaleje. Nabrała głębokiego oddechu. Pierwszy raz nie wiedziała, co powinna ubrać. Nerwowym krokiem wróciła do Gardnera i stanęła przed nim.
— Musisz mi pomóc — oświadczyła stanowczym tonem, a na samą siebie parsknęła w głowie. On miał jej pomagać w wyborze ubrań? Pewnie wystawiłby ją w worku do ziemniaków, uznając to za modne. Pochyliła się, chwytając go mocno za kolana — będziesz oceniał moje ubrania i mam wyglądać jak chodzące biliony dolarów. Jake musi pożałować, że nie odpisuje mi od dwóch godzin — czyli tyle ile ona rozmawiała z Jessicą. Coś jej nie grało, ale bez żadnego słowa sprzeciwu wróciła przed szafę, przeglądając ubrania, które w niej miała.
Po paru chwilach wyszła w pierwszym ubraniu.
— Ohydnie, to wygląda, prawda? — spytała, a na twarzy wymalował się przeogromny grymas. Stała w nim może minutę, po czym zniknęła. Pojawiła się po paru chwilach w nowym outflicie.
— Za długa ta spódniczka, prawda? — mruknęła, spoglądając na samą siebie. Z niczego nie była zadowolona, czekała jedynie na komentarz LanSSSSa — poczekaj, jeszcze jeden — i niczym magik pojawiła się po paru chwilach w totalnie innym wydaniu. — nie przypominam dziwki? — spytała wprost. Glina powinien się na tym znać, prawda? Prawda, ale widząc tylko jego spojrzenie znała odpowiedź — wybierz mi coś. Umrę, jeśli szczęka mu nie opadnie na mój widok — nie prosiła, a wręcz rozkazała. Spojrzała mu wprost oczy, czekając, aż się ruszy. Sama szybko chwyciła za butelkę whiskey i upiła z niej kilka solidnych łyków. Na trzeźwo nie da sobie rady.
(¬_¬")
Był jej totalnym przeciwieństwem.
Wiecznie nadęty, marudzący, Camille co chwile miała go dosyć. Pokazywanie się z nim u boku znajomych było prawdziwą torturą. Podobnie jak randki z Jake'iem. Wpatrywała się w niego maślanymi oczami, ale robienie taniego porno dla Lansa nie wchodziło w rachubę. Mogła wachlować oczami, prosić i nic to nie dawało.
Zawsze czuła jego spojrzenie.
Całe popołudnie spędziła z Jessicą na plotkach. Rozmawiały o wszystkim. Ulubionych artystach, muzyce, modzie, odpowiednim doborze kolorów do obrazów, ale przede wszystkim o imprezie w klubie. Oczy Camille mieniły się na samą myśl. Zwłaszcza kiedy opowiadała o Jake'u. Uwielbiała go. Może wręcz kochała? Jessica była innego zdania. Wręcz obrzydzała jej faceta.
Musiała być zazdrosna.
Dlatego z niezadowolonym westchnięciem zakończyła rozmowę.
— Co się patrzysz? — warknęła niezadowolona, spoglądając na Lansa. Nawet we własnym domu nie miała żadnej prywatności. Powoli przyzwyczajała się do tego. Tyle że człowiek i do życia w chlewie mógł to zrobić, a ona nie chciała. Zakłócał życie w jej prywatnym apartamencie z widokiem na całe Toronto. Przypominał pluskwę, słuchającą każdej jej rozmowy. Aż strzeliła oczyma i z trzaskiem drzwi zamknęła za sobą drzwi do łazienki.
Prysznic w ogóle nie przyjął jej ukojenia. Wręcz z irytacją suszyła włosy, a pielęgnacja twarzy nie szła po jej myśli. Z równym hukiem wyszła z łazienki w samym ręczniku, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem. Jake nie odpisał jej na wiadomość. Oznaczało to jedno. Musiała wyglądać jak prawdziwa księżniczka, którą będzie chciał wziąć. Otworzyła własną szafę i miała wrażenie, że zaraz oszaleje. Nabrała głębokiego oddechu. Pierwszy raz nie wiedziała, co powinna ubrać. Nerwowym krokiem wróciła do Gardnera i stanęła przed nim.
— Musisz mi pomóc — oświadczyła stanowczym tonem, a na samą siebie parsknęła w głowie. On miał jej pomagać w wyborze ubrań? Pewnie wystawiłby ją w worku do ziemniaków, uznając to za modne. Pochyliła się, chwytając go mocno za kolana — będziesz oceniał moje ubrania i mam wyglądać jak chodzące biliony dolarów. Jake musi pożałować, że nie odpisuje mi od dwóch godzin — czyli tyle ile ona rozmawiała z Jessicą. Coś jej nie grało, ale bez żadnego słowa sprzeciwu wróciła przed szafę, przeglądając ubrania, które w niej miała.
Po paru chwilach wyszła w pierwszym ubraniu.
— Ohydnie, to wygląda, prawda? — spytała, a na twarzy wymalował się przeogromny grymas. Stała w nim może minutę, po czym zniknęła. Pojawiła się po paru chwilach w nowym outflicie.
— Za długa ta spódniczka, prawda? — mruknęła, spoglądając na samą siebie. Z niczego nie była zadowolona, czekała jedynie na komentarz LanSSSSa — poczekaj, jeszcze jeden — i niczym magik pojawiła się po paru chwilach w totalnie innym wydaniu. — nie przypominam dziwki? — spytała wprost. Glina powinien się na tym znać, prawda? Prawda, ale widząc tylko jego spojrzenie znała odpowiedź — wybierz mi coś. Umrę, jeśli szczęka mu nie opadnie na mój widok — nie prosiła, a wręcz rozkazała. Spojrzała mu wprost oczy, czekając, aż się ruszy. Sama szybko chwyciła za butelkę whiskey i upiła z niej kilka solidnych łyków. Na trzeźwo nie da sobie rady.
(¬_¬")