Strona 1 z 3

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: sob maja 09, 2026 2:27 pm
autor: William N. Patel
Gdyby ktoś mnie zapytał dlaczego nie widzieliśmy się z Charlotte od dnia powrotu do Toronto to powiedziałbym, że to głównie przez brak czasu. Kilka razy udało nam się złapać na klatce, ale głównie w momentach, w których to ona wracała do domu a ja właśnie wychodziłem, albo na odwrót - ja wracałem do mieszkania, a ona musiała właśnie gdzieś biec, bo goniła ją sprawa nie cierpiąca zwłoki. Potem przyszedł czas, żeby nadrobić zaległości z przyjaciółmi, potem wydarzył się ten szalony weekend w Vegas (o moim ślubie z Madoxem huczała już dosłownie cała okolica), potem ta akcja z moim zaginionym zegarkiem i cała przeprawa z rozwodem i naprawdę po tych wszystkich rewelacjach miałem ochotę tylko na jedno - zabunkrować się wreszcie we własnym kącie i chociaż przez chwilę nie mieć nikogo na głowie. Tak więc dni mijały, z wolna zamieniając się w tygodnie. W każdym razie kiedy wreszcie przyszły mi zdjęcia z naszych wspólnych wakacji uznałem, że to znak. To dzisiaj nadszedł dzień, kiedy będziemy mogli usiąść razem i oddać się przyjemnym wspominkom nad wywołanymi fotografiami. Potwierdzeniem okazał się fakt, że właśnie słyszę kroki na klatce i strzęk kluczy przekręcanych w mieszkaniu na tym samym piętrze. Czym prędzej chwytam dużą, jeszcze nieotwartą kopertę, wsuwam stopy w klapeczki i wychodzę na korytarz, by w kilku krótkich susach znaleźć się pod drzwiami na przeciwko. Musiała być w środku, bo jeszcze słyszę to charakterystyczne ujadanie psów, kiedy pancia wraca wreszcie do domu i przychodzi pora na smaczki. Standardowo, jak to miałem w zwyczaju jeżeli chodzi o mieszkania moich bliskich, ciągnę za klamkę, tylko ta nie ustępuje, a drzwi pozostają zamknięte. Marszczę brwi - Lotta? Jesteś? To ja, otwórz, przyszły mi zdjęcia z La Palmy, chcesz zobaczyć? Jeszcze nie otwierałem, czekałem na ciebie - mówię przez drzwi, pukając w nie palcami, w oczekiwaniu aż otworzy. Właściwie nie dopuszczam do siebie innej opcji, a co więcej czuję wewnętrznie, że nie mogę doczekać się tego spotkania. Na samą myśl serce zaczyna mi szybciej pompować krew, a oczami wyobraźni widzę jej uśmiechniętą twarz, jak mówi mi, że podobnie jak ja już nie mogła się doczekać aż mnie wreszcie zobaczy.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: sob maja 09, 2026 3:18 pm
autor: Charlotte Kovalski
La Palma zniknęła.

Wraz z powrotem do Toronto Charlotte mimowolnie poszukiwała wzrokiem Williama. Za każdym razem kiedy mijała go na klatce, serce zaczynało bić jej szybciej. W końcu jej ciało jeszcze pamiętało ostatni dzień wakacji, spędzony na turlaniu się wśród pościeli. Zapach jego skóry, czułe i namiętne pocałunku. O ile naprawdę za nim tęskniła, tak czekała na jakiś znak, kontakt. Inicjatywę, że nie tylko dla niej wyspa zmieniła coś w ich relacji. Powroty do mieszkania wydawały się jej samotne, nawet jeśli koty wraz z psami zwalały się jej na głowę i chorowały na mamiozę. Wzrok mimowolnie uciekał jej w stronę drzwi.
Jeden ze spokojniejszych wieczorów przewracała się na łóżku, przeglądając tiktoka. Zjeżyła się cała, widząc w telefonie kumpla Willa i go. Biorącego ślub. William pierdolony Patel, chociaż czy nazwisko dalej się zgadzało? Jej nie mógł obiecać wierności, za to z kumplem postanowił wziąć ślub. Zerwała się z łóżka, idąc do pierwszego, lepszego klubu. Niezobowiązujący kutas musiał ją wyleczyć. Trafiła do łóżka z jednym, drugim, trzecim, a gdy tylko zamykała oczy dalej widziała go. Kurwa, po co były te wszystkie cholerne uczucia? Nawet nie byli razem, nic sobie nawzajem nie obiecywali. Poczuła się z d r a d z o n a . Wcześniej chciała go zobaczyć, ale ten jeden fakt wydawał się wszystko zmienić. Wszyscy, którzy uważali go za dupka, mieli rację. Zbiłaby z nimi teraz piątkę. Nie był on mężczyzną dla niej, a po jej ciele przechodziły dreszcze, kiedy tylko pojawiał się w pobliżu. Nie chciała go widzieć, znać, a tym bardziej z nim rozmawiać.
Za każdym razem przyśpieszała, idąc przez klatkę. Tego dnia nie wyglądało to inaczej. Przeszła nim huragan, po czym zaczęła witać się z milusińskimi. Kotem, samoyedami... dlaczego kocur miał jego oczy? Czy wszystko musiało jej o nim przypominać? Wtuliła się z dwa psiaki, atakujące ją z pełną miłością. Chociaż w nich potrafiła odnaleźć szczęście.
Spięła się, słysząc pukanie do drzwi. Czy niewystarczająco go unikała, że postanowił się tu pojawić? Czekałem na Ciebie? Ohh, naprawdę? Czekał? Wziął ślub, zniknął, a przez całe tygodnie się do niej nie odezwał. Oparła się o drzwi. Udawanie też wchodziło w grę. Tyle że psy już zdążyły ją zdradzić, rozpoczynając serenadę szczekania, tak charakterystyczna tylko gdy była w domu.
Spierdalaj Patel — krzyknęła przez drzwi. Jej nie obieca wierności, ale za to kumplowi już tak —leć konsumować swoje małżeństwo — zaśmiała się gorzko. Była żałosna.

:william:

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: sob maja 09, 2026 5:03 pm
autor: William N. Patel
Na początku się dziwię, ale jak mówi o małżeństwie to bardzo szybko dochodzi do mnie, że ona już wie. Nie mam pojęcia czy z internetu, czy może od baby z warzywniaka, ale chyba po cichu liczyłem na to, że Charlotte będzie jedną z tych osób, które jednak nie dowiedzą się o tym co się zdarzyło w Las Vegas - Co? Poważnie wkurzasz się o to? Przecież to - tylko skrajnie absurdalna pijackonarkomańska akcja - nic - dla mnie może i nic, a dla niej najwidoczniej jednak coś. Znowu ciągnę za klamkę, ale dalej nie puszcza, więc zaczynam się już trochę irytować - No weź - chociaż tłumaczenie się z tamtego aktu bycia totalnym chlorem wcale mi się nie uśmiechało, to jednak czułem jakąś wewnętrzną potrzebę, żeby jej to wyjaśnić. Tylko może nie na klatce. Znowu próbuję dostać się do środka, ale znowu misja zakończona niepowodzeniem, więc w złości, która sprawia, że krew buzuje w żyłach jeszcze bardziej intensywnie, uderzam o drzwi - Dobra, jak chcesz! - rzucam i może usłyszeć moje kroki, jak idę przez korytarz do siebie, tylko wracam dosłownie za chwilę, znowu ciężko podchodząc pod jej drzwi - To sam sobie otworzę! - ja mam w cygańskich genach umiejętność otwierania wszystkich zamków świata i teraz też próbuję rozbroić ten, który mi stanął na drodze, ale coś słabo mi idzie. Może po drugiej stronie jest wepchnięty klucz, a może trzyma zasówkę, żebym za żadne skarby nie mógł dostać się do wewnątrz. Przeklinam pod nosem. Na domiar złego na schodach pojawia się jebany Carl, który staje jak wryty jak widzi co ja właśnie odpierdalam - Co ty robisz?... - pyta durnowato, na co odpowiadam od razu - Włamuję się, kurwa, a co? Nie widać? - Carl unosi wysoko obie brwi, potem je marszczy i mnie informuje, że jak w tym momencie nie przestanę i nie wrócę grzecznie do siebie to on dzwoni na policję, nawet wyjmuje telefon, żeby pokazać, że wcale nie żartuje, a ja na moment zaprzestaję zabawy z zamkiem i wbijam w niego spojrzenie. Przez chwilę po prostu gapimy się na siebie, ale jak zaczyna wybierać numer alarmowy to odpuszczam i unoszę ręce w geście kapitulacji - Dobra, już przestaję, zadowolony? - wzdycham ciężko, odwracając się, żeby zniknąć we wnętrzu własnego mieszkania. Ale nie odpuszczam, bo jakbym teraz odpuścił to nie nazywałbym się William Nicholas Patel-Noriega. Jest jeszcze jeden sposób na to jak się dostać do sąsiedniego mieszkania. I jest trochę szalony. Ale być może skuteczny, w najgorszym wypadku skręcę sobie kark. Dużą kopertę ze zdjęciami chowam sobie od tyłu w spodnie i przykrywam koszulką, żeby na pewno mi nie wypadły, po czym wychodzę na balkon. Wychylam się przez barierkę, przez ułamek sekundy obliczając swoje szanse na powodzenie. Gzyms był szeroki, tak mniej więcej na pół stopy i to takiej w rozmiarze czterdzieści cztery, a dzielił nas przecież tylko kawałek. Potem jeszcze jeden balkon pustego mieszkania między nami, kolejny kawałek gzymsu i już jestem u Kovalski. Jak nie będzie chciała mnie wpuścić od tamtej strony to zawsze mogę zagrozić wybiciem szyby. Albo naprawdę ją wybić, chociaż tego wolałbym jednak uniknąć. W każdym razie wchodzę na barierkę, po czym powoli, ostrożnie wstępuję na gzyms, łapię się każdej najmniejszej wypukłości wystającej ze ściany, albo parapetów, a przede wszystkim nie patrzę w dół i jakimś cudem udaje mi się dostać na pierwszy balkon. Poszło całkiem gładko, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to wcale nie takie trudne. Pełen dobrych myśli wchodzę na gzyms, mając przed sobą ostatni jego kawałek i wtedy zaczyna się wszystko jebać. Z ulicy dochodzi do mnie czyjś głośny krzyk - JEZUS MARIA!! Niech panie nie skacze! Życie jest za piękne żeby kończyć je w taki sposób!! - w tym momencie popełniam największy możliwy błąd bo patrzę w dół i sobie uświadamiam co ja właśnie odpierdalam. A odpierdalam kurewsko zjebaną rzecz. Kręci mi się w głowie i dosłownie w ostatniej chwili łapię się jakiegoś kabla, który biegnie po budynku, ale jeden z moich klapków spada właśnie w dół, na chodnik, na którym zbiera się coraz większy tłum gapiów. Wszyscy krzyczą żebym się jeszcze zastanowił czy aby na pewno chcę umierać w ten sposób? Tylko, że ja w zasadzie wcale nie chcę umierać. Z góry kolejne krzyki, bo któryś z sąsiadów wychyla się przez okno i drze mordę - Panie, co pan! Kabel od internetu mi pan urwiesz! - w duchu się modlę, żeby ten kabel jednak wytrzymał, bo jak spadnę na beton to na bank się zabiję. A to nie jest odpowiedni dzień na umieranie.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: sob maja 09, 2026 5:31 pm
autor: Charlotte Kovalski
Przecież to nic. Tylko złożenie sobie obietnicy na całe życie, że będzie się ze sobą na zawsze, w zdrowiu i chorobie, w biedzie i nędzy. Nie mogła mu uwierzyć w takie tłumaczenia. Ba, jeszcze mocniej nie chciała go wpuścić do domu. Miała go serdecznie dosyć. Cokolwiek do niej mówił kłamał. Z mężczyzną był w stanie obiecać sobie wszystko. Pierdoliła fakt, że był on jego kumplem. Może i z nimi też się zabawiał.
Siedziała pod drzwiami, biorąc głęboki oddech.
Zamek w drzwiach, zasuwka, miała dosłownie wszystko, co było potrzebne, by nie zobaczyć go w środku. Siedziała cała obrażona. Nawet to sam sobie otworzę, spłynęło po niej. Nie miał takiej możliwości, a choć chciała go zobaczyć. Musiał mieć dobre wytłumaczenie, prawda? Inaczej by nie walczył, prawda? Już się podnosiła, słysząc o włamaniu, rozmowie z Carlem. Dobrze, że akurat z nim się lubiła. Zawsze się dogadywali. Oboje byli wzorami dobrych sąsiadów. Spokojni, racjonalni i dbający o sąsiedzką atmosferę. Przede wszystkim segregujący śmieci.
Zniknął.
Tyle go było na korytarzu. Czyli miała spokojny wieczór przed sobą, aż westchnęła z ulgi. Chyba powinna dostać niedługo okres. Dawno go nie miała. Ile się spóźniał? Machnęła ręką, przecież nie było to w tym momencie istotne. Weszła do kuchni i zaczęła przygotowywać sobie drinka. Dobra, teraz pora na odchamienie się. Whiskey sour zrobione i już miała siadać na kanapie, kiedy usłyszała krzyki. {i] Nie skacz, każde życie jest wartościowe, nie chcesz tak zginąć?!!![/i] I o ile normalnie totalnie, by to olała, machnęła dłonią, tak teraz nie widziała w tym jakiegokolwiek sensu. Musiała się dowiedzieć, jaka drama pojawiła się na osiedlu. Ze szklanką whiskey wychodzi na balkon, ledwo odkłada go na stoliczek. Odwraca głowę, a tam on. Przy ścianie jej balkonu próbujący wkraść się do jej mieszkania.
Zamarła. Serce zaczęło bić bardzo szybko. Dlaczego zawsze reagowała na niego w ten sposób? Dlaczego był niemożliwy? Wpatrywała się w ciszy kilka dobrych sekund, zanim podleciała do barierki, by podać mu dłoń.
Oszalałeś?! — krzyknęła, a kiedy tylko znalazł się na balkonie, walnęła go prosto w ramię. Męska bokserka — nie możesz narażać siebie, żeby się do mnie włamać? Co ty sobie wyobrażasz?! Że będę szczęśliwa, bo postanowisz zachować się w ten sposób? I że przejdzie mi złość, bo postanowiłeś wziąć ślub z kumplem?! Kiedy mi nie mogłeś obiecać wierności?! — całe osiedle patrzy na czysty atak złości Kovalski. Nie dość, że targnął się na własne życie, to jeszcze zachował się jak totalny kretyn. Złość wychodziła jej bokiem, choć szczerze na dnie serca cieszyła się, że nic mu się nie stało.

:william:

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: ndz maja 10, 2026 4:18 pm
autor: William N. Patel
Ze strony balkonu pojawia się Kovalski i moje modlitwy trochę zmieniają sens - z proszę żeby ten kabel wytrzymał, przechodzą w błagam, żeby nie pogoniła mnie miotłą. Najwidoczniej zostają wysłuchane, bo Charlotte wyciąga do mnie rękę, a ją chwytam ją mocno i wreszcie wbijam do niej na balkon. W jednym klapku i z taką miną jakby właśnie całe życie przeleciało mi przed oczami. Dobrze, że chociaż było niezłe. W pierwszej chwili to się dosłownie rzucam na beton i strzelam kilka Allahów, jakbym właśnie przeszedł na Islam, albo jakbym miał ochotę wycałować grunt, a potem się powoli podnoszę do pionu, chociaż kolana wciąż mam wyjątkowo miękkie. Wspieram się o barierkę żeby utrzymać pion, a Kovalski jak zwykle zaczyna się ze mną wykłócać i bije mnie w ramię. To akurat się należało, więc tylko się krzywię nieznacznie i rozmasowuję miejsce uderzenia jedną dłonią - No to trzeba było mnie wpuścić! - odpowiadam od razu, a potem jej się daje wykrzyczeć, żeby w ogóle wiedzieć o co dokładnie chodzi tym razem - Co?! I serio wkurzasz się o ślub z kumplem? - przecież jak to w ogóle brzmi? Irracjonalnie. Ktoś z dołu krzyczy - Co?! Mówcie głośniej, bo nic nie słychać! - więc wychylam się przez barierkę i wrzeszczę - Pytam czy jest zła o ślub z kumplem! - facet, który pierwszy się odezwał pokazuje mi kciuk uniesiony w górze więc chyba dotarło. Znowu zwracam się do Lotty ale na tyle głośno, żeby na dole też słyszeli, żebym potem nie musiał powtarzać - Jesteśmy już w trakcie rozwodu, bo tak się składa, że mój mąż MA NARZECZONĄ!! - podkreślam ostatnie dwa słowa, a tłum pod balkonem wydaje z siebie przeciągłe aaaahh - A ten ślub to był tylko pijacki wybryk! - dodaję, również podniesionym głosem. Sąsiad z okna opiera się o parapet i odpala papieroska, żeby także obserwować sytuację. Co mnie właściwie nie dziwi, każdy lubił dramy, a tym bardziej osiedlowe - A czy to w ogóle legalne?! - krzyczy ktoś z dołu, a ja patrzę w tłum - Ale co? Pijackie wybryki czy ten ślub? - pytam, dziewczyna drapie się po głowie - No... Bardziej to, że on ma męża i narzeczoną - to jest akurat całkiem niezłe pytanie, więc jej tłumaczę, że owszem, jest to legalne dopóki nie zechce wziąć jej w urzędzie, a potem dodaję - A poza tym, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie pomyślał o tym, żeby wziąć ślub z najlepszym przyjacielem - właściwie teraz to się bardziej zwracam do tłumu niż Charlotte, ale w dole przebiega pomruk pełen zrozumienia, że w sumie to racja, dobrze mieć przyjaciela za żonę lub męża. Odzywa się nawet ten sąsiad z góry, który spokojnie pyka sobie papieroska - Ja właściwie pobrałem się ze swoją najlepszą przyjaciółką, dziesięć lat się czailiśmy i jesteśmy kolejne pięć po ślubie. I jest wspaniale - mówi głośno, a wszyscy, którzy to słyszą wydają z siebie przeciągłe awww, bo w sumie brzmi słodko.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: ndz maja 10, 2026 5:41 pm
autor: Charlotte Kovalski
Wyglądał niedorzecznie, kiedy postanowił kłaniać się. Mina Lotty pełna zaskoczenia i zdegustowania mówiła sama za siebie. Znowu musiała zadać sobie to pytanie. Dlaczego ona cokolwiek do niego czuła? Był paskudny, dwulicowy i co chwilę zmieniał zdanie. Wkurzasz się o ślub z kumplem? Oczywiście, że tak. Choć mina przez sekundę jej zrzedła. Jak miałaby mu to wytłumaczyć?
To raz jeszcze — zaczęła, biorąc głęboki oddech — przyszło Ci przez głowę, że nie chcę się z Tobą widzieć?! — jeszcze głośniej uniosła głos, by nie miał jakichkolwiek wątpliwości. Była wkurwiona, choć to wręcz lekko powiedziane. Nic jej tak nie irytowało, a gdy słyszy dźwięki z dołu, to cała się wzdryga.
Tak — odpowiada całkiem szczerze, a na kolejne wytłumaczenia parska głośnym śmiechem. Czy Ci ludzie w ogóle się słyszeli? Legalność? Ślub z najlepszym przyjacielem? Nie mogła się powstrzymać. Ludzie na dole byli warci Williama naprawdę. Aż by im zaklaskała, ale zamiast tego chwyta barierkę i patrzy wprost na nich. Teraz sąsiedzi na sto procent ją zapamiętają.
Stanęlibyście po mojej stronie!! — były tam też kobiety, które pokiwały głową. Czyżby kobieca solidarność jajników miała szansę wygrać? Oby, bo zaraz przedstawi kwestię zapomnianą przez Patela — cały czas się kłócimy, a jak już dochodzimy do jakiegoś sensownego rozwiązania, to on mi mówi, że nie może mi obiecać wierności!!! — pomruk tłumu dało się usłyszeć z dołu. Ktoś krzyczy, że ma wariata na balkonie — mogę być zła o kumpla, skoro ja nic dla niego nie znaczę! — przeniosła wzrok na Billy'ego i wtedy zdała sobie sprawę. Spierdoliła całą sprawę.
O kurwa, powiedziałam to — mruknęła, zasłaniając własne usta dłonią. Nie powinna tego mówić, ani komukolwiek komunikować. Wręcz czuła usilny ścisk żołądka, który w żaden sposób nie chciał jej przejść. Wolałaby nie wiedział. Mogłaby znowu wyjechać, by raz a porządnie się od niego wyleczyć. Pierwszy raz zdała sobie sprawę z własnych uczuć.
Poza tym wypierdalać stąd, koniec tej szopki — niemalże robi się czerwona jak burak — i po chuj tu przylazłeś, co? — warknęła, biorąc drinka, by wejść do środka z trzaskiem drzwi. Nie czekała na niego, ale też nie zamykała drzwi na siłę — pijackie wybryki? — dopytała, unosząc jedną ze swoich brwi ku górze. Coś jeszcze było pijackim wybrykiem? — to La Palma była jednym, wielkim, nic nieznaczącym wybrykiem w takim razie — skoro coś tak poważnego jak ślub nim było, to co się zadziało na wyspie też. Inaczej nie byłaby w stanie tego wytłumaczyć. Pierdolony William Patel zabawił się z nią i szukał kolejnej porcji rozrywki, a Lotte coraz poważniej go traktowała — skoro po pijaku nic nie znaczy ślub, to seks, pocałunki i troska tym bardziej — albo wspólne oglądanie waleni, oglądanie razem gwiazd, kąpiel w basenie. Wszystko było kłamstwem — możesz już wracać do siebie? — westchnęła ciężko, bezsilnie. Musiała napić się więcej. Mogła go wpuścić, pośmiać się i wypuścić. Wtedy sprawa byłaby prostsza. Nie odsłoniłaby się.

:william:

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: śr maja 13, 2026 5:37 pm
autor: William N. Patel
Wywracam oczami i nawet rozkładam ramiona, nieznacznie nimi wzruszając. W zasadzie nie przyszło, dopóki mi tego nie zakomunikowała przez drzwi. Wtedy także nie dotarło, skoro właśnie staliśmy razem na balkonie, a kolana wciąż miałem jak z waty. Krzyżuję ręce na piersi i marszczę mocno brwi, patrząc jak tym razem Lotta wychyla się przez barierkę i zwraca do tłumu gapiów na dole. Kobiety w zasadzie od razu stają po jej stronie, co szczególnie mnie nie dziwi, bo siostrzeństwo miały wgrane w system dużo mocniej niż panowie. Niemniej nie daję za wygraną - No a co? Wolałabyś żebym ci nakłamał? I obiecywał, że zmienię całe swoje życie? A przy pierwszym lepszym potknięciu co by było? Też awantura, więc wychodzi na to, że ZAWSZE na końcu jest kłótnia! - panie na dole kręcą głowami i prychają tak głośno, że nawet na górze to słychać, panowie są podzieleni właściwie, bo przynajmniej kilku doskonale wie, że z kobietami zawsze tak było. Jeden ujarany ziomek w okularach przeciwsłonecznych (jest w opór pochmurno) i koszulce z wielkim liściem marihuany nawet się odzywa - No, dobrze gada, z kobietami zawsze tak jest, że co nie zrobisz to źle - a ja na to - No dziękuję! - ale wściekłe baby na dole już się zaczynają z nim wykłócać, że co on pierdoli i wcale nigdy tak nie jest, to zawsze faceci podejmują złe decyzje i zachowują się jak dzieci, a potem oczekują zrozumienia. Normalnie taka żywa dyskusja się tam rozkręca, że głowa mała, ale ja już wbijam spojrzenie w Kovalski - A dlaczego zakładasz, że nic dla mnie nie znaczysz? Przecież tak nie jest, gdyby tak było to bym nie wpierdalał się tutaj przez balkon - zauważam, chociaż słucha mnie już chyba tylko Charlotte i ten sąsiad z góry, reszta zdążyła pogrążyć się we własnej kłótni o to kto jest gorszą płcią. Śmiać mi się chce jak ich opierdala znowu z balkonu, chociaż się powstrzymuję bo by pewnie mi się za to oberwało. Potem Kovalski postanawia przenieść naszą prywatę do środka i trochę jestem jej za to wdzięczny. Ruszam zaraz za nią, ale zanim wejdę do pomieszczenia to o mało nie dostaję drzwiami i przytrzymuję je właściwie w ostatniej chwili - Przylazłem tutaj bo chciałem się wreszcie z tobą zobaczyć. I obejrzeć zdjęcia - mówię spokojnie, wyciągając zza spodni kopertę od fotografa. Kot od razu do mnie przylatuje i zaczyna mi się ocierać o nogi, bo miałem w sobie coś takiego, że te zwierzęta mnie kochały - Jezus, Lotta - wzdycham przeciągle - Nie, nie mogę wracać do siebie, ale teraz mnie posłuchaj, bo przedstawię ci to kurwa w punktach - i brakuje tylko żebym miał przygotowaną prezentacje na ten temat. Jakbym wiedział wcześniej, że się przyjebie o moje bycie chlorem to bym się lepiej przygotował - Po pierwsze nie, La Palma nie była żadnym pijackim, nic nieznaczącym wybrykiem, chyba, że dla ciebie? Po drugie czy ty kurwa widziałaś jak wyglądał ten ślub czy tylko słyszałaś z plotek, że był? Bo jakbyś widziała to byś wiedziała, że to była jedna wielka popierdolona schiza - bez obiecywania sobie chuj wie czego, tylko krótka gadka Shreka o tym, że miłość to generalnie bagno, ale potrafi być piękna jeśli jest wspólna, potem kłótnia o to kto jakim chce być baśniowym stworem, a potem szybkie tak i bajlando, możesz pocałować pana młodego - Po trzecie na La Palmie nie zeżarłem najmocniejszej piguły w swoim życiu, a po czwarte, nie chciałem tego robić, ale chyba muszę, pamiętasz Sylwestra? - zaczynam i daję jej na tyle długą chwilę, żeby się zastanowiła, ale na tyle krótką żeby nie zdążyła odpowiedzieć - Dostaliśmy wtedy tak zwany wróżkowy pył - wolną ręką robię cudzysłów w powietrzu. Ten proch, który się okazał w chuj mocną emką - I pamiętasz co mówiłaś? - pewnie nie - Przypomnę ci, jak powiedziałem, że wziąłbym z tobą ślub teraz zaraz to odpowiedziałaś, że też byś to zrobiła. Tak było w Vegas i tak wyglądał mój ślub z Madoxem - mówię i opadam ciężko na kanapę. Chwytam nawet tą zaczętą butelkę whiskey, ale po krótkiej chwili odkładam ją na miejsce, bo przecież nie mogę pić.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: śr maja 13, 2026 6:21 pm
autor: Charlotte Kovalski
:william:

Wybacz, że nie potrafisz wytrzymać dziesięciu minut beze mnie od podrywania innych — warknęła głośno Charlotte, a gdy tłum kobiet to usłyszał, to chyba zacząłby rzucać pomidorami. Niechętny pomruk rozniósł się po kobietach, a jakaś babcia wrzeszczy, że takie cuda jak Lotty, powinny być najważniejsze. Pewnie Kovalski przybiłaby jej piąteczkę, gdyby nie fakt, że znajdowała się na balkonie.
Strzeliła oczyma. Nie była jedyną osobą w ich równaniu, która co chwilę się kłóciła. Ba, wystarczyła iskra, a oboje zaczynali drżeć japę. Jedna iskra rozpalająca prawdziwe, gorące płomienie.
Dlaczego zakładasz, że nic dla mnie nie znaczysz? Trafiło ją to pytanie. Przełknęła nerwowo ślinę, nie odpowiadając na nie. Jasno wyraził się dla niej już na wyspie. Nie dla wierności. Tego obiecać jej nie mógł. Czy to nie wystarczyło? Mogli mówić do siebie, że zaczynali coś czuć, ale ta jedna drzazga w sercu nie dawała jej funkcjonować. Łatwiej było nawrzeszczeć na tłum kłócących się osób i schować się na dobre w mieszkaniu. Przedstawienie pora zakończyć.
Zmarszczyła brwi. Naprawdę chciał się z nią zobaczyć i powspominać? Ale przecież miał tyle okazji, by zajrzeć tu wcześniej. Mijali się na klatce schodowej, witając się krótko. Jakby cała ich przedziwna relacja od sylwestra, tak naprawdę się nie wydarzyła. Nawet ten wredny kocur ją zdradzał. Oczywiście, w końcu Patel go do niej go sprowadził. Nawet wśród jej zwierzaków musiał panować sojusz plemników. Jakim cudem miała się na niego złościć? Nie była w stanie tego zrobić. Nabrała mocno powietrza do płuc. Kiwnęła głową. Okej, posłucha go, ale... punkty... Aż oczy się jej zaświeciły i kącik ust drgnął niebezpiecznie ku górze. Uwielbiała plany. Punkty, podpunkty, kolorowe mazaki. Może tak naprawdę ją znał? Inaczej nie przedstawiałby jej tego w taki sposób.
Dla mnie też nie była... — mruknęła cicho, spuszczając głowę. Tam się chyba w nim zakochała. W czułości, w wariactwie i tym przedziwnym uczuciu adrenaliny, które zawsze towarzyszyło ich wspólnym przygodom — Jane mi powiedziała — odparła ciszej. Nie oglądała, usłyszała wszystko od sąsiadów. Wielka, zakochana para. Podobno jego kumpel też mieszkał w tym budynku, ale ani razu na oczy go jeszcze nie widziała.
Pokręciła głową. Nie pamiętała nic po wróżkowym pyle. Tak, go pamiętała, ale wszystko, co działo się później było rozmazane. Kolejne słowa coś zmieniają. Charlotte wszystko odlicza sobie w głowie i finalnie kapituluje.
A kiedy rozwód? — dopytała, czując, że.... nie ma o co być wkurwioną — ale z Ciebie idiota — dodaje po paru chwilach, wbijając w niego spojrzenie. Tak, dalej była zła o głupotę, ale nie na tyle, by naprawdę się zdenerwować. — pokaż mi te zdjęcia. Ile właściwie minęło od La Palmy i dlaczego nie pijesz? — i te dwa pytania w jednym sprawiły, że się zatrzymała. Trzy tygodnie? Może cztery? Kiedy ostatnio miała okres... Aż zaczęła szukać własnego telefonu i w końcu do niego dotarła. Ponad trzy tygodnie opóźnienia. Jasne, miała stresujący czas, podróż, ale cała zbladła na samą myśl. Tylko wpatrywała się w ekran telefonu i nic nie mówiła..

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: czw maja 14, 2026 10:11 am
autor: William N. Patel
Już kiedyś jej mówiłem, że ja mam po prostu magnetyczną osobowość, która przyciąga wszystkich nawet wtedy kiedy nie chcę. Inna sprawa, że zazwyczaj jednak chcę, ale to też poruszaliśmy, a jako zodiakara powinna przecież wiedzieć, że lwy uwielbiają być adorowane, w tej kwestii nie byłem wyjątkiem. Nie podejmuję jednak tematu, żeby nie rozjuszyć bardziej rozjuszonej już osy, bo to by się mogło skończyć wypchnięciem przez barierkę niby to przypadkiem. Była prawnikiem, wiedziała doskonale, że takie przypadki się zdarzają i jak to odpowiednio rozegrać. Widzę jak jej się oczy świecą na samo wspomnienie o punktowaniu i chyba trafiłem w dziesiątkę, wiem już, że jestem trochę bliżej udobruchania niż jeszcze pięć sekund temu. I zadziałało bo po moim krótkim monologu, przerywanym jedynie cichymi półzdaniami patrzy na mniej o niebo łaskawiej, nawet przez chwilę mam chęć wyjść na balkon i ogłosić zgodę wszem i wobec jak jakiś pierdolony papież w Watykanie, ale sobie daruję - Jane? A to suka - znowu nachodzi mnie myśl, że powinienem ją zwolnić, ale znowu przypominam sobie, że w sytuacjach kryzysowych oraz w ogarnianiu mojego życia jest mimo wszystko najlepsza. Kiedyś nawet zrobiłem sobie listę za i przeciw zwolnieniu Jane no i niestety musiałem zamknąć jape, bo się okazało, że jest świetna w wielu rzeczach. W tym w wyprowadzaniu mnie z równowagi, myślę, że tu by mogła konkurować nawet z Charlotte. Moszczę się wygodniej na kanapie - Papiery są już w sądzie, trafiliśmy do Sterlinga, wiesz, chcemy to załatwić polubownie, więc wystarczy, że przyklepie młotkiem i tyle. Jutro zamierzam przypadkiem wpaść na niego w sądzie - bo oczywiście zdążyłem się dowiedzieć, że będzie tam od rana do południa mniej więcej - I przypadkiem będę miał przy sobie jego ulubione ciasto. Chcę zagadać, żeby przyspieszyć trochę sprawę, potem kolejne trzydzieści jeden dni i znowu jestem wolnym człowiekiem - proste. Liczyłem, że uda się to wszystko załatwić następnego dnia. Na szczęście jak chciałem to potrafiłem być przekonujący, zresztą jak widać. Parskam śmiechem na jej słowa, a potem wyciągam do Kovalski jedną rękę i przesuwam się na kanapie żeby mogła usiąść obok mnie, tylko zamiast niej, to kot mi się od razu ładuje na kolana, więc zaczynam go głaskać, a on się wspina na mnie i łasi się o moją brodę - No to otwieraj, bo już się nie mogę doczekać - kiwam głową, koperta leży sobie na siedzeniu obok mnie - Z miesiąc? Może trochę ponad - wzruszam ramionami, bo właściwie trochę straciłem rachubę czasu - Rzucam alkohol i narkotyki - mówię poważnie, ale szybko parskam śmiechem - Żartuję, jeszcze mnie nie pojebało - nie na tyle, żeby smakować życie na trzeźwo - Miałem wstrząs mózgu, lekarz zalecił mi uważać z używkami, ale jak już będę mógł to odpalam wroty i znikam na tydzień - znowu się śmieje, chociaż to tak trochę pół żartem pół serio, mógłbym to zrobić przecież i pewnie nikt by się nie zdziwił. Unoszę spojrzenie na Kovalski, przekrzywiając łeb na jedną stronę, bo mam wrażenie, że nagle jakby pobladła - Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha - albo jakby ktoś umarł, albo jakby stała się inna tragedia. Ciekawe.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: czw maja 14, 2026 10:32 am
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

Nie bądź na nią zły — powiedziała miękkim tonem, wzdychając ciężko. Czy to było dziwne, że miały ze sobą kontakt? Pod wieloma względami były podobne. Nawet Jane mogłaby podbić serce Lotty. Między teczkami, segregatorami, kolorowymi markerami i zakładami na pewno obie by się odnalazły, tworząc najlepszy oraz największy duet irytowania Williama.
No to... gratuluję Ci rozwodu w takim razie — stwierdziła, unosząc delikatnie oba kąciki ust. Cała irytacja powoli przechodziła jej. Dobra, z głupim wyskokiem z kumplami naprawdę była w stanie żyć i iść naprzód — znowu nie będziesz miał żadnych zobowiązań poza imprezowaniem — aż zastanowiła się sama nad sobą. Patel przypominał wolnego ptaka nie do zatrzymania. Może dlatego ten miesiąc i niepicie alkoholu tak bardzo nią wstrząsnęły. Przypominając o jednej z ważniejszych brakujących rzeczy. Okresie.
Zaraz — mruknęła cicho pod nosem — mhm. Miesiąc. — wcale nie było tak źle. Kiedy William wyjdzie, to na pewno to sprawdzi. Teraz musiało to odrobinę poczekać. Przecież nie rzuci się od razu do zrobienia testu. Nie mogła sobie na to pozwolić, a on nie mógł się dowiedzieć.
Co Ci się stało? — to zdecydowanie wyrwało ją z myślenia o ewentualnej ciąży — jaki wstrząs mózgu? — zmarszczyła delikatnie brwi, siadając obok Willa. Ich kolana stuknęły się ze sobą, a jej wzrok wypełniony był troską. Mogła na niego krzyczeć i wrzeszczeć, ale dalej miała w sobie cząsteczkę troski o niego.
Ja... — zaczęła nagle Charlotte, ale nie skończyła. Wygasiła ekran telefonu. Przecież w życiu by mu o tym nie powiedziała. Jasne, jedyną możliwością bycia ojcem, o zgrozo, był on. Tyle że nie miała zamiaru sama sobie tego robić. Znała jego podejście do spraw. Wolność była jego największym wyborem. Nic mu nie powie, dopóki nie będzie pewna — serio pierwsze zdjęcie otwierające album musiało być takie? — i aż go walnęła w ramię. Lotte leżąca wyjebana w trakcie ich pierwszego przystanku. No tak, czego mogłaby się spodziewać po Williamie? Na pewno nie żadnego gustownego zdjęcia.