Noticing the absence
: sob maja 09, 2026 7:58 pm
007.
kilka miesięcy po spotkaniu w szkółce
Traf chciał, by podczas jednego z treningów upadła tak niefortunnie, że spuchła jej cała stopa. Nie była to jednak wielka opuchlizna, która pojawiła się dopiero po dłuższym czasie. Śmiesznie, bo mogła praktycznie że normalnie chodzić, czując jedynie ból na zewnętrznej części stopy. Rodzice jednak dobrze zareagowali, panikując nawet mimo faktu, że ich córka wróciła do domu po treningu o własnych stopach. Od razu zawieźli ją do szpitala, gdzie wykonano jej prześwietlenie. No i wyszło, że gdyby kózka nie skakała, to by stópki nie złamała.
A tak konkretniej to złamała jakąś kość w śródstopiu, w dodatku z przemieszczeniem. Musiała zostać w szpitalu, by złożyli jej tą kość operacyjnie i zabezpieczyli, by dobrze się zrosła. Prosty zabieg, natomiast miała wrócić po dłuższym czasie, by wyciągnąć ze stopy drut. Niestety, ale nie miała też innej opcji i musiała zacząć się poruszać o kulach. Przy tym wiele jej ulubionych zajęć musiało poczekać, aż wróci do zdrowia.
Był to taniec, ale również i jazda konno.
Rodzice kazali jej się nie przejmować i że to oni dadzą znać szkółce, że przez pewien czas nie będzie w stanie uczęszczać na zajęcia. Skupiła się zatem na rekonwalescencji, dostając też dodatkowo wolne od szkoły tuż po samym powrocie ze szpitala. Jej najbliższe koleżanki przynosiły jej lekcje do odrabiania, więc nie musiała się obawiać o braki w materiale.
Dzień dzisiejszy był pierwszym, który miała spędzić normalnie w szkole. Oczywiście dostała podwózkę, natomiast poruszanie się o kulach w szkole nie bardzo napawało ją ekscytacją. Szło jej natomiast coraz lepiej, wciąż jednak bojąc się od nieoczekiwany upadek i potencjalne pogorszenie swojego stanu. To niby nie miało prawa się wydarzyć, ale lepiej zawsze dmuchać na zimne.
Irytowało ją natomiast to, że swoją „kontuzją” zwracała na siebie niepotrzebną uwagę, którą starała się ignorować w trakcie przeskakiwania przez korytarz w drodze do swojej szafki. Nikt na szczęście nie odzywał się, ani by ją wyśmiać, ani by też spytać co się stało. Każdy jedynie gapił się, jak poruszała się o kulach. W takich momentach była szczęśliwa, że nie była przesadnie popularna i nie utworzył się przy niej wianuszek osób sztucznie przejętych jej nietypowym stanem.
Ze spokojną głową stanęła zatem przed szafką, w sumie to zastanawiając się, ile książek dałaby radę zabrać na raz. I czy był w tym w ogóle sens. Miała torbę na ramię, dosyć pojemną, ale z tymi wszystkimi księgami mogła dość szybko się przeciążyć. Z drugiej strony nie uśmiechało jej się bieganie do szafki co zajęcia.
Reece Covington