Like we never left
: ndz maja 10, 2026 11:50 am
To był jeden z tych wieczór, które musiała spędzić w klubie. Nawet jeśli ostatnio bywała tu trochę mniej i nawet jeśli w jej głowie coraz częściej pojawiała się myśl o tym, żeby się z tego interesu wymiksować to… to ciągle była jej odpowiedzialność. I wbrew pozorom ten klub dał jej wolność, tutaj tak naprawdę zaczęło się jej życie. Tutaj zaczęło się wszystko i trudno było jej z tego po prostu zrezygnować – szczególnie, że nie miała na siebie żadnego innego pomysłu. Więc utknęła… w papierach, między spotkaniami, negocjacjami i całą resztą. Całkowicie zapominając o reszcie świata. Nawet jej telefon leżał gdzieś z boku i zupełnie ignorowała przychodzące powiadomienia i nieodebrane połączenia.
Przynajmniej do czasu. Kiedy jedna z kelnerek kolejny raz zapukała do środka – nie mogła już jej więcej ignorować. To tak dowiedziała się, że ktoś na nią czeka… dłuższą chwilę. Zerknęła na zegarek i lekko się skrzywiła, bo faktycznie zrobiło się późno. Spotkanie można było uznać za skończone, a ona mogła dać sobie chwilę, dwie albo pięć zanim odeszła od biurka i wyszła na główną klubową salę.
Dziewczyna, która chwilę wcześniej była na zapleczu wskazała jej odpowiedni kierunek, ale zanim pojawiła się w odpowiedniej loży – Darcy najpierw podeszła do baru, zgarnęła z niego dwie szklanki ze szkocką i dopiero wtedy ruszyła w stronę loży, w której został usadzony Cadwalader, gdy pojawił się w klubie. Ochrona wiedziała, że była zajęta, więc nie było mowy, że ktoś by go wpuścił na zaplecze, niezależnie od tego kim był. Możliwe, że raczej też się nie pochwaliła, że jest jej partnerem, więc może dostać się w dowolne miejsce w klubie, ale no… w tym miejscu wydawało jej się to dziwne. Gdzieś tam z tyłu głowy zawsze miała myśl, że to klub Daniela, więc musieli zachować dyskrecję. Cóż… nie musieli, ona po prostu musiała pozbyć się głupiego myślenia.
- Mam nadzieję, że widoki chociaż trochę zrekompensowały czas oczekiwania. – rzuciła pół żartem, pół serio na dzień dobry, stawiając szklanki z alkoholem na niskim stoliku przed nim i przysiadając się tak, żeby móc oprzeć dłoń na jego klatce piersiowej i sięgnąć jego policzka, na którym złożyła krótki pocałunek. A widoki? Dostał naprawdę dobrą lożę z widokiem na scenę, więc nie powinien narzekać… a czy ona była o to zazdrosna? Nie. To tylko klub, on bywał w takich miejscach często, a koniec końców po tych wszystkich latach to i tak ona – czyli ta, którą poznał dokładnie w ten sposób – spała w jego łóżku. Gdyby miał większą słabość do striptizerek zmieniałby je co tydzień – Twoje siniaki zmieniają kolory, zaczynają wyglądać trochę lepiej… – skwitowała, wpatrując się w męską twarz, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Coś się stało, że mamy okazję cię tu gościć? – nawet nie spojrzała na telefon, więc jeśli próbował się do niej wcześniej jakkolwiek dobić… pozostawała błogo nieświadoma. Nawet jeśli świat płonął.
Arvel Cadwalader
Przynajmniej do czasu. Kiedy jedna z kelnerek kolejny raz zapukała do środka – nie mogła już jej więcej ignorować. To tak dowiedziała się, że ktoś na nią czeka… dłuższą chwilę. Zerknęła na zegarek i lekko się skrzywiła, bo faktycznie zrobiło się późno. Spotkanie można było uznać za skończone, a ona mogła dać sobie chwilę, dwie albo pięć zanim odeszła od biurka i wyszła na główną klubową salę.
Dziewczyna, która chwilę wcześniej była na zapleczu wskazała jej odpowiedni kierunek, ale zanim pojawiła się w odpowiedniej loży – Darcy najpierw podeszła do baru, zgarnęła z niego dwie szklanki ze szkocką i dopiero wtedy ruszyła w stronę loży, w której został usadzony Cadwalader, gdy pojawił się w klubie. Ochrona wiedziała, że była zajęta, więc nie było mowy, że ktoś by go wpuścił na zaplecze, niezależnie od tego kim był. Możliwe, że raczej też się nie pochwaliła, że jest jej partnerem, więc może dostać się w dowolne miejsce w klubie, ale no… w tym miejscu wydawało jej się to dziwne. Gdzieś tam z tyłu głowy zawsze miała myśl, że to klub Daniela, więc musieli zachować dyskrecję. Cóż… nie musieli, ona po prostu musiała pozbyć się głupiego myślenia.
- Mam nadzieję, że widoki chociaż trochę zrekompensowały czas oczekiwania. – rzuciła pół żartem, pół serio na dzień dobry, stawiając szklanki z alkoholem na niskim stoliku przed nim i przysiadając się tak, żeby móc oprzeć dłoń na jego klatce piersiowej i sięgnąć jego policzka, na którym złożyła krótki pocałunek. A widoki? Dostał naprawdę dobrą lożę z widokiem na scenę, więc nie powinien narzekać… a czy ona była o to zazdrosna? Nie. To tylko klub, on bywał w takich miejscach często, a koniec końców po tych wszystkich latach to i tak ona – czyli ta, którą poznał dokładnie w ten sposób – spała w jego łóżku. Gdyby miał większą słabość do striptizerek zmieniałby je co tydzień – Twoje siniaki zmieniają kolory, zaczynają wyglądać trochę lepiej… – skwitowała, wpatrując się w męską twarz, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Coś się stało, że mamy okazję cię tu gościć? – nawet nie spojrzała na telefon, więc jeśli próbował się do niej wcześniej jakkolwiek dobić… pozostawała błogo nieświadoma. Nawet jeśli świat płonął.
Arvel Cadwalader