out of my body
: ndz maja 10, 2026 10:44 pm
Miała zadanie domowe. Czy byłaby gotowa opowiedzieć mi o niej na naszym kolejnym spotkaniu? Nie była. Za to podskórnie wyczuwała przedziwny przymus, by to zrobić. Wystarczyło, by wyszła z gabinetu, a pięć minut później dzierżyła w siatce butelkę prosecco. W apartamencie wypiła sama butelkę. Czwarte spotkanie. Matthew ją słuchał, nie oceniał, a im dłużej się nad tym zastanawiała, to widziała plusy. Najbliżsi znali całą historię, ale nikomu nie opowiadała jej w całości. To ona sprawiła, że zamknęła się w sobie. Wpierw w laboratorium szpitalnym, a po pierwszej śmierci w rodzinie w prosektorium. Dlatego wybrała pracę ze zmarłymi, ale żałowała tej decyzji.
Wszystko przez Cassiana.
Nie spóźniła się. Idealnie co do minuty czekała przed gabinetem. Na skórze pojawiły się dreszcze. Marzyła o ucieczce. W głębi duszy Cynthia wierzyła, że Matthew dostanie jakiejś niespodziewanej choroby, albo zniknie jak każdy. Zamiast tego otworzył drzwi, a ona mimowolnie się wyprostowała, czując spięcie w praktycznie każdym mięśniu. Krokiem przypominała robota. Usiadła, nie odzywając się ani jednym słowem. Wzrok od razu padł na zegar. Tik-tak, czas już leciał, będzie miała więcej czasu... Tik-tak, irytowało ją coraz bardziej.
W gabinecie panowała cisza.
Poza irytującym tykaniem zegara. Głowa parowała. Przegryzła dolną wargę. O ile mogła zacząć od pracy, przypadku zatrucia powodującego halucynację, to nic nie mówiła. Sama siebie postawiła pod ścianą. Jeśli Goodman cokolwiek mówił, jej głowa wciąż wracała do ich poprzedniej sesji. Nerwowo przejeżdżała palcami po własnych dłoniach. Odliczanie zegara irytowało ją jeszcze bardziej. Słyszała jedynie tik-tak, tik-tak, niczym odliczanie do wybuchu bomby, która... właśnie wybuchnęła.
— Cassian — spojrzała wprost w oczy Matthew, pierwszy raz od początku sesji czuła dreszcze przechodzące po jej ciele. Ile miesięcy nie wypowiadała tego imienia? Mieszało ono przeszłość z teraźniejszością. Znów zniknął, ale pierwszy raz cieszyła się całym sercem — tak nazywa się mężczyzna, o którym chciałabym panu opowiedzieć — i po zaledwie kilku sekundach zdążyła dodać — od niego wszystko się zaczęło — i jakkolwiek irracjonalnie to nie brzmiało o nim najbardziej obawiała się opowiadać. Był blizną, która stale jest zdzierana.
— Zaręczyłam się z nim i czułam, że był osobą, będącą w stanie mnie zrozumieć — o ironio, wtedy była zupełnie inną osobą. Uśmiechającą się, czerpiącą radość z interakcji z ludźmi, a przede wszystkim otwartą na innych ludzi — myślałam, że tworzyliśmy szczęśliwą relację — spuściła wzrok. Chciała móc wierzyć w to, że on ją kiedykolwiek kochał. Z perspektywy czasu wydawało się to wręcz niemożliwe.
— Po ukończeniu studiów medycznych miałam nowotwór — pierwszy raz Cynthia straciła grunt pod nogami. Przez sekundę na jej twarzy wymalował się delikatny uśmiech — dzięki Marze, Willowi i Cassianowi byłam w stanie go przeżyć — imię ex-narzeczonego niemalże od razu wymalowało na jej twarzy grymas — ale to była tylko farsa — zaśmiała się gorzko pod nosem. Był przy niej, wspierał ją, ale już wtedy nie chciał z nią być. Udawał, a ona mu wierzyła. Walczyła o życie, by stać się jego żoną, a on po wszystkim zerwał zaręczyny.
— Dwa lata leczenia, chemii i radioterapii, które były iluzją relacji. — tyle była w stanie z siebie wydusić. Każde wypowiedziane słowo brzmiało niczym walka, a odgłos tykania w końcu zamilknął. Czekała na słowa Goodmana.
dr. Goodman
Wszystko przez Cassiana.
Nie spóźniła się. Idealnie co do minuty czekała przed gabinetem. Na skórze pojawiły się dreszcze. Marzyła o ucieczce. W głębi duszy Cynthia wierzyła, że Matthew dostanie jakiejś niespodziewanej choroby, albo zniknie jak każdy. Zamiast tego otworzył drzwi, a ona mimowolnie się wyprostowała, czując spięcie w praktycznie każdym mięśniu. Krokiem przypominała robota. Usiadła, nie odzywając się ani jednym słowem. Wzrok od razu padł na zegar. Tik-tak, czas już leciał, będzie miała więcej czasu... Tik-tak, irytowało ją coraz bardziej.
W gabinecie panowała cisza.
Poza irytującym tykaniem zegara. Głowa parowała. Przegryzła dolną wargę. O ile mogła zacząć od pracy, przypadku zatrucia powodującego halucynację, to nic nie mówiła. Sama siebie postawiła pod ścianą. Jeśli Goodman cokolwiek mówił, jej głowa wciąż wracała do ich poprzedniej sesji. Nerwowo przejeżdżała palcami po własnych dłoniach. Odliczanie zegara irytowało ją jeszcze bardziej. Słyszała jedynie tik-tak, tik-tak, niczym odliczanie do wybuchu bomby, która... właśnie wybuchnęła.
— Cassian — spojrzała wprost w oczy Matthew, pierwszy raz od początku sesji czuła dreszcze przechodzące po jej ciele. Ile miesięcy nie wypowiadała tego imienia? Mieszało ono przeszłość z teraźniejszością. Znów zniknął, ale pierwszy raz cieszyła się całym sercem — tak nazywa się mężczyzna, o którym chciałabym panu opowiedzieć — i po zaledwie kilku sekundach zdążyła dodać — od niego wszystko się zaczęło — i jakkolwiek irracjonalnie to nie brzmiało o nim najbardziej obawiała się opowiadać. Był blizną, która stale jest zdzierana.
— Zaręczyłam się z nim i czułam, że był osobą, będącą w stanie mnie zrozumieć — o ironio, wtedy była zupełnie inną osobą. Uśmiechającą się, czerpiącą radość z interakcji z ludźmi, a przede wszystkim otwartą na innych ludzi — myślałam, że tworzyliśmy szczęśliwą relację — spuściła wzrok. Chciała móc wierzyć w to, że on ją kiedykolwiek kochał. Z perspektywy czasu wydawało się to wręcz niemożliwe.
— Po ukończeniu studiów medycznych miałam nowotwór — pierwszy raz Cynthia straciła grunt pod nogami. Przez sekundę na jej twarzy wymalował się delikatny uśmiech — dzięki Marze, Willowi i Cassianowi byłam w stanie go przeżyć — imię ex-narzeczonego niemalże od razu wymalowało na jej twarzy grymas — ale to była tylko farsa — zaśmiała się gorzko pod nosem. Był przy niej, wspierał ją, ale już wtedy nie chciał z nią być. Udawał, a ona mu wierzyła. Walczyła o życie, by stać się jego żoną, a on po wszystkim zerwał zaręczyny.
— Dwa lata leczenia, chemii i radioterapii, które były iluzją relacji. — tyle była w stanie z siebie wydusić. Każde wypowiedziane słowo brzmiało niczym walka, a odgłos tykania w końcu zamilknął. Czekała na słowa Goodmana.
dr. Goodman