Strona 1 z 2
we make a really good team
: pn maja 11, 2026 5:48 pm
autor: Tracy Raynott
Odkąd zamieszkała u niego Debbie, Tracy przestał zapraszać do siebie kobiety. Uważał, że zbyt skomplikowane byłoby kombinowanie, jak ulokować w domu McDowell, bez dziwnego rozstawiania jej po kątach, i jak przy jej obecności spędzić czas z inną. W związku z tym, jeśli się z kimś spotykał, to poza własnym domem, a i tak jeszcze wielu takich okazji nie miał, bo Debbie nie była u niego dość długo. Nie wiedział też, jak długo jeszcze u niego zostanie, ale nie wyganiał jej nigdzie.
Prawdę powiedziawszy, mieszkanie z nią okazało się całkiem przyjemne i dostrzegał parę płynących z tego korzyści, z których zrezygnowanie pewnie przyszłoby mu z trudnością. Mimo to nic się nie zmieniło, a ich sytuacja nadal była t y m c z a s o w a.
Dziś zaś nadarzyła się idealna okazja, żeby Raynott jednak kogoś do siebie zaprosił. McDowell wspomniała mu o tym, że wychodzi z koleżankami i pewnie wróci późno, więc Tracy pierwszy raz od dawna miał dom dla siebie. I nie zamierzał marnować tej okazji – niemal od razu umówił się z kobietą, którą poznał niedawno i którą planował gdzieś wyciągnąć, ale zamiast tego postanowił ściągnąć ją do siebie, co zdecydowanie ułatwi im spędzenie tego wieczoru w sposób miły i bliski.
Nawet przygotował dla niej kolację, wystroił się i było idealnie. Może nawet zbyt idealnie, bo najwyraźniej wysłał mylące sygnały, co uświadomił sobie w trakcie wieczoru. Próbował ratować sytuację, ale każda jego aluzja była odbierana mylnie lub odbijała się od ściany, co wywołało u Raynotta malutką panikę. Nie chciał być chamem i wypraszać stąd kobiety, którą do siebie zaprosił, nie był nawet pewny, czy to byłoby dostatecznie jasnym przekazem…
Musiał jednak czym prędzej się jej stąd pozbyć i pozbawić ją wszelkich nadziei, dlatego o ratunek zwrócił się do McDowell, do której napisał, by czym prędzej wróciła i mu pomogła. Wiedział, że rujnował jej w ten sposób plany, ale jakoś jej to wynagrodzi. A od czego są przyjaciele, jeśli nie od pomagania sobie w kryzysowych sytuacjach?
Tracy zaś właśnie w takiej sytuacji się znalazł, siedząc w domu z kobietą, która już była gotowa planować ich wspólną przyszłość, do czego Raynotta ani trochę nie ciągnęło. A tym bardziej nie z kobietą, która zdawała się być tak niedomyślna. Musiał to czym prędzej uciąć, dając jej jasny sygnał, że nic z tego nie będzie i do tego była mu potrzebna Debbie, której nadejścia z niecierpliwością wyczekiwał.
Debbie McDowell
we make a really good team
: pn maja 11, 2026 9:35 pm
autor: Debbie McDowell
Pomieszkiwanie u Raynotta okazało się całkiem przyjemne, ale jednocześnie miało być też c h w i l o w e. Debbie bowiem, pomimo tego, jak trudna w obyciu bywała zwykle, nie była całkowicie ślepa na granice innych.
Tracy jednak, co ciekawe, aż tak wielu jej ich nie wyznaczał.
Wiedziała jednak, że nie mogła siedzieć mu na głowie zbyt długo. Nie chciała też ryzykować, że w ten sposób popsuje to, co ich połączyło, a do czego ona sama zdołała się przywiązać. Nie umiała tego wyjaśnić, a jednak Raynott całkiem szybko zaskarbił sobie jej sympatię, a choć zwykle nie rozmawiali ze sobą o rzeczach poważnych, obecnie chyba rzeczywiście traktowała go już jako p r z y j a c i e l a. To zaś oznaczało, że nie chciała być powodem, który nadmiernie zaburzyłby jego spokój.
Dzisiejsze wyjście z koleżankami było więc nie tylko sposobem na zagwarantowanie sobie nieco zabawy, ale też i okazją do tego, aby zapewnić nieco przestrzeni blondynowi, który ostatnio zbyt wiele jej w swoim mieszkaniu nie miał.
Nie wnikała jednak w to, w jaki sposób Tracy zamierza ten wieczór wykorzystać, a jednak zobowiązała się do tego, aby na noc nie wrócić do mieszkania. Najwyraźniej rzeczywiście miała zamiar zaprezentować się tak, jakby była wzorem idealnej współlokatorki, co jednak w jej wizji nie obejmowało scenariusza, w którym porzuciłaby swoje dzisiejsze plany, aby wcześniej wrócić do jego mieszkania.
Mimo to, kiedy napisał do niej z prośbą o ratunek, nie umiała mu odmówić.
Dość szybko pożegnała się z koleżankami, a później złapała ubera, dzięki czemu już pół godziny później wchodziła na klatkę schodową. Skłamałaby mówiąc, że ani trochę nie ciekawiło ją to, co miała zastać na miejscu, a co jednocześnie skłoniło Raynotta do tego, aby poszukać u niej pomocy. Być może właśnie dlatego czym prędzej pognała na górę, a kiedy znalazła się pod odpowiednimi drzwiami, zamiast od razu w nie zastukać, najpierw przyłożyła do nich ucho. Nie usłyszała nic, więc w końcu się poddała.
Najpierw szarpnęła za klamkę, a kiedy okazało się, że było zamknięte, kilkakrotnie zastukała w drzwi. — Tracy? — odezwała się zza nich, oczekując jakiejkolwiek reakcji. — Niespodzianka — dorzuciła chwilę później, jednocześnie w ogóle nie przejmując się tym, że ktoś z sąsiadów mógłby zacząć uskarżać się na hałasy. Nie było to coś, czym Debbie kiedykolwiek zaprzątałaby sobie głowę.
Tracy Raynott
we make a really good team
: wt maja 12, 2026 7:26 pm
autor: Tracy Raynott
Tracy na razie nie czuł się przytłoczony nową sytuacją, w której się znaleźli. Mocno odbiegała od tego, do czego przyzwyczaił się przez ostatnie lata, ale nie okazała się tak niekomfortowa, jak mogło się na początku wydawać. Bo prawdę powiedziawszy Raynott miał pewne obawy, gdy zgadzał się na to, żeby Debbie zatrzymała się u niego na pewien czas. Ostatecznie okazało się, że miała rację, nazywając siebie najlepszą współlokatorką.
Dziś zresztą jeszcze bardziej to udowodniła. A może raczej pokazała, jak dobrą była przyjaciółką, ponieważ udowodniła, że Tracy mógł liczyć na nią w kryzysowej sytuacji. I to na dodatek takiej, którą można nazwać wyjątkowo głupią, bo patrząc na jego położenie, inaczej nie da się go podsumować.
Ale jak głupio by nie wyglądała ta sytuacja, to na swój sposób była poważna, bo kobieta, z którą Tracy się umówił, wykazywała tendencje obsesyjne, co mogło prędko stać się bardzo kłopotliwe, dlatego chciał jak najszybciej zerwać z nią kontakt i pokazać jej, że z tej relacji nic nie będzie. A to najskuteczniej miał osiągnąć dzięki pomocy Debbie i kiedy usłyszał ją za drzwiami, to odetchnął z ulgą.
Zaraz jednak wczuł się we własną rolę.
– Cholera… Miało jej nie być – rzucił pod nosem i przystawił sobie pięść do ust, udając spanikowanego, choć miał ochotę uśmiechnąć się rozbawiony i zadowolony z tego, że Debbie przyszła mu na ratunek i od razu wczuła się w swoją rolę. – Czy możesz…? Nie, to nie… – nim zdążył dokończyć, jego dzisiejsza randka weszła mu w słowo, pytając go, kto jest za drzwiami. – To moja żona – powiedział, dalej grając zakłopotanego tą sytuacją. Postanawiając dać kobiecie czas na przetrawienie tej informacji, a także chcąc wpuścić p o t w o r a do środka, wstał od stołu i poszedł w stronę drzwi. – Może uda mi się jej pozbyć – powiedział, grając przed kobietą największego dupka, aby zniechęcić ją do siebie w ten sposób.
Poszedł do drzwi i zamiast je całkiem otworzyć, tylko je uchylił, wystawiając przez nie jedynie głowę. Od razu uśmiechnął się do Debbie i poruszył ustami tak, jakby mówił teraz d z i ę k u j ę. – Kochanie, nie miałaś być teraz u Lucy? – zapytał, wracając do gry. I spojrzeniem zachęcił McDowell do tego, aby podkręciła akcję i robiła, co chciała. Musieli to teraz dobrze sprzedać, żeby Raynott mógł na zawsze pozbyć się swojej adoratorki, która wołała go teraz ze środka, najwyraźniej skołowana tą sytuacją.
Debbie McDowell
we make a really good team
: wt maja 12, 2026 10:01 pm
autor: Debbie McDowell
Nie próbowała nadmiernie tego analizować, ale gdyby spróbowała, być może byłaby zaskoczona tym, że Tracy w ogóle się nie uskarżał. Mało tego, poranki i wieczory spędzane w swoim towarzystwie sugerowały, iż ich dwójka naprawdę potrafiła dobrze się ze sobą bawić.
Co więcej, kiedy zachodziła taka potrzeba, mogli też liczyć na siebie nawzajem.
Najpierw ona mogła liczyć na niego, a dziś zamierzała odpłacić mu się pięknym za nadobne. Nie wiedziała co prawda, czego dokładnie od niej oczekiwał, ale z tych kilku wiadomości, które ze sobą wymienili wynikało, iż potrzebował pomocy z przepłoszeniem panny, która z jakiegoś powodu nie przypadła mu do gustu. Oznaczało to więc, że Debbie zmuszona była odstawić mały teatrzyk, ponieważ powrót współlokatorki do domu miał nie wystarczyć.
Była na szczęście osobą, która nie miała mieć z tym żadnego problemu. Mało tego, mogła się przy tym naprawdę dobrze bawić.
A jednak nie sądziła, że nagle zostanie ż o n ą.
Zanim Tracy jej otworzył, Debbie raz jeszcze przytknęła ucho do drzwi, ewidentnie ciekawa tego, co działo się w środku. Wyłapała właśnie ten fragment rozmowy, a to z kolei sprawiło, że na jej twarz wkradło się rozbawienie. Miała też pewnie jeszcze niejeden raz nawiązać do tego później, ale zanim do tego dojdzie, musiała najpierw pozbyć się stąd tej panny. Teraz już również dla własnego komfortu, bo skoro porzuciła na mieście koleżankę, u której miała nocować, nie zamierzała spędzić nocy na kanapie.
Wyprostowała się jeszcze zanim drzwi się otworzyły, ale kiedy tylko pojawił się w nich Tracy, Debbie uniosła ku górze własną dłoń i z rozczarowaniem wskazała na palec, na którym nie znajdowała się obrączka. Skrzywiła się przy tym teatralnie, choć ten grymas już moment później zniknął za sprawą uśmiechu. — Miałam. I byłam, dopóki się za tobą nie stęskniłam — odparła wyjątkowo cukierkowym tonem. Wtedy też zrobiła krok w stronę wejścia, kierowana bardziej ciekawością, niż realną chęcią pomocy. — Nie zamierzasz mnie wpuścić? — zapytała przekornie, a później delikatnie zmarszczyła nos. Wszystko przez to, że jej nosa dobiegł całkiem przyjemny zapach. — Gotowałeś? — zapytała realnie skonsternowana. Dała sobie chwilę na to, aby w jej głowie zaskoczyły jakieś trybiki, a chwilę po tym poruszyła zaczepnie brwiami, jakby w ten sposób chciała dać blondynowi do zrozumienia, że jej aktorstwo miało wspiąć się teraz na wyżyny. — O mój boże, Tracy… Znowu?! Gdzie jest ta szmata? — podniosła głos i ruszyła w stronę wejścia, najwyraźniej siłą zamierzając dostać się do środka. Co mogła powiedzieć? Jeśli chciał, żeby ich mała scena przyniosła zamierzony efekt, musieli wypaść wiarygodnie.
Tracy Raynott
we make a really good team
: czw maja 14, 2026 8:26 pm
autor: Tracy Raynott
Można powiedzieć, że szybko odnaleźli wspólny rytm życia i zapanowała pewna sielanka, której Tracy się nie spodziewał, gdy zaproponował, żeby zatrzymała się niego. Myślał, że dojdzie między nimi do ścięć i będzie bywało ciężko, ale tak wcale nie było. Dogadywali się dobrze i Raynott łapał się na myślach, że przyjemnie było mieć ją obok. To nie oznaczało, że planował zaproponować, aby wprowadziła się do niego już na zawsze, ale mógł delektować się tym czasem, który mogli razem przeżyć.
Przy okazji zamierzał dziś skorzystać również z jej pomocy. I szczerze? Chętnie uzna, że po tym będą kwita, jeśli faktycznie uda jej się spławić pannę, która niepokoiła Tracy’ego. Blondyn prędko zaczął wyczuwać od niej dziwne wibracje, które dla niego były sygnałem, że ta znajomość może się dla niego źle skończyć. Nie chciał, żeby przykleiła się do niego jakaś panna z obsesją, bo to wszystko by mu zepsuło. Byłoby też wykańczające i może niebezpieczne? Nie chciał się o tym przekonać, dlatego na szybko wymyślił plan i d e a l n y.
Do jego realizacji potrzebował tylko Debbie, która na szczęście nie kazała długo na siebie czekać. I najwyraźniej od razu wczuła się w rolę. Gdy pokazała mu brakującą obrączkę, Tracy uśmiechnął się rozbawiony. – Nie mówiłaś, że chcesz wyszaleć się przez całą noc? Nie musiałaś przeze mnie porzucać swoich planów, skarbie – odparł, grając rozczulonego, a zarazem zaniepokojonego, w końcu musił udawać męża przyłapanego na gorącym uczynku. – Ja… – zawiesił się, jakby szukał jakiejś wymówki, ale ta nie była potrzebna, bo McDowell prędko zmieniła temat. – Co? Nie… Zamówiłem coś – odparł jak gdyby nigdy nic i machnął ręką, ale to już nie miało znaczenia i dobrze. Tracy czekał na to, aż akcja się rozkręci, więc dłużej nie utrudniał Debbie wejścia do środka. Pozwolił jej wtargnąć, aby mogli dać prawdziwy popis.
– To nie tak jak myślisz. Przyszła do mnie koleżanka z pracy, mieliśmy coś do przegadania – zaczął się tłumaczyć, po czym udając spanikowanego obejrzał się, żeby zwrócić się do swojego gościa, który był wyraźnie skonsternowany. – Prawda? Właśnie rozmawialiśmy o pracy – wcielał się w prawdziwego dupka, próbującego wciągnąć kochankę w swoją grę. Na szczęście jego nowa znajoma nie była tak wyrozumiała i zaczęła zadawać pytania oraz oczekiwać wyjaśnień, co tu się działo i czy to babsko to naprawdę jego żona.
Debbie McDowell
we make a really good team
: pt maja 15, 2026 6:33 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie również nie przypuszczała, że pomieszkiwanie u Tracy’ego okaże się nie tyle bezproblemowe, ale przede wszystkim też całkiem p r z y j e m n e. Współgrali ze sobą, nadawali na tych samych falach i potrafili w miły sposób wypełniać sobie czas. I nie, bynajmniej nie chodzi o to, iż niekiedy spędzali upojne chwile w swoich ramionach. Miło było też po prostu posiedzieć razem i porozmawiać o głupotach, czego Debbie nie doświadczała, kiedy mieszkała sama. Nie jest natomiast tajemnicą, że należała do grona tych osób, które uwielbiały mieć kogoś obok.
Nie miała więc nic przeciwko temu, aby odwdzięczyć się blondynowi poprzez tę szopkę, którą musiała urządzić, aby pozbyć się stąd jego dzisiejszej towarzyszki. Tracy miał to szczęście, że Debbie należała do grona tych osób, które nie posiadały hamulców i w ogóle nie krępowała się z powodu tego, że musiała zrobić z siebie s z a l o n ą. Zresztą, czy wchodząc w swoją rolę rzeczywiście aż tak bardzo różniła się od tego, jaka była naprawdę?
Jedynym, co się nie zgadzało, był fakt, że wcale nie posiadała obrączki.
Nie miała też blondynowi za złe tej randki, bo przecież miał prawo robić wszystko, na co tylko miał ochotę, a ona nie miała prawa go z tego rozliczać. — Nie chcesz mnie tu, Tracy? — zapytała, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Była to jednak stosunkowo niegroźna oznaka niezadowolenia - taka, która mieściła się jeszcze w granicach rozsądku. Tego samego nie można powiedzieć o sposobie, w jaki Debbie w końcu przecisnęła się do mieszkania. Do niego zwyczajnie wparowała.
— Jasne, to zawsze jest tylko k o l e ż a n k a — odburknęła, teraz już rzucając wyzywające spojrzenie jego dzisiejszej towarzyszce. Ku zaskoczeniu Debbie, ta nie zaczęła potulnie zbierać swoich rzeczy, tylko jeszcze bezczelnie nazwała ją b a b s k i e m. To właśnie w tym momencie McDowell wczuła się aż za bardzo. — Na twoim miejscu uważałabym na słowa, zdziro — warknęła, wymijając blondyna po to, aby z bliższej odległości zmierzyć tę pannę wzrokiem. I to okazało się błędem, ponieważ z jej ust znów padła jakaś zaczepka, a Debbie, nie będąc już w stanie wycofać się ze swojej roli, po prostu rzuciła się na nią z paznokciami odgrażając się, że przy okazji powyrywa jej wszystkie te doczepiane włosy będące potwierdzeniem tego, że Tracy miał jednak dosyć kiepski gust.
Tracy Raynott
we make a really good team
: sob maja 16, 2026 11:05 am
autor: Tracy Raynott
Oboje miło się zaskoczyli odkrywając, że ich wspólna codzienność mogła być całkiem przyjemna, a życie pod jednym dachem przez pewien czas nie musiało być pasmem problemów i spięć wynikających ze zmian w rutynie. Pewne zmiany rzeczywiście zaszły, a Tracy musiał przyzwyczaić się do tego, że jego łazienka czasami była zajęta, nie mógł obejrzeć w telewizji tego, co chciał, z lodówki zniknęło mleko czy nie mógł kogoś do siebie zaprosić, ale prawdę powiedziawszy to jakoś mocno mu nie przeszkadzało, dlatego nie robił o nic afer. Może też dlatego, że w przeszłości miał już okazję przekonać się o tym, jak to jest żyć z drugą osobą, więc to też nie tak, że nie wiedział, na co się pisze, zapraszając do siebie Debbie.
I tak, wiedział, że McDowell była nieco szalona. Właśnie dlatego to do niej zwrócił się o pomoc, zdając sobie sprawę z tego, że jego prośba była niestandardowa i tylko ktoś bez hamulców mógł ją spełnić. Kimś takim była Debbie i nie zawiodła go, gdy zjawiła się na miejscu, ponieważ od razu wczuła się w swoją rolę i pokazała, że mógł na niej polegać. – No co ty, skąd ten pomysł? – pokręcił głową zaprzeczając, ale jego czyny sugerowały coś innego i o to chodziło. Tracy udawał faceta z najgorszej kategorii – zdrajcę, który do samego końca nie chciał się do niczego przyznać i łgał patrząc prosto w oczy. Chciał, żeby jego nowa znajoma zobaczyła w nim najgorszego dupka, mając nadzieję, że to skutecznie ją do niego zniechęci.
– Ale tym razem to prawda – zaprotestował, nie kłócąc się z tym, że w przeszłości zdarzały się takie sytuacje. Idealnie pasowało to do osoby, którą dziś chciał się stać. Nie spodziewał się po tej akcji tylko jednego – że tak bardzo wymknie się spod kontroli. Raynott nie wiedział, w którym momencie wszystko tak się posypało, ale doszło do sytuacji, gdzie musiał rozdzielać dwie szarpiące się kobiety. Postanowił chwycić i odciągnąć Debbie, jednocześnie osłaniając ją swoim ciałem, bo jego gość nie chciał od razu odpuścić. Tracy więc popatrzył na nią chłodno przez ramię. – Lepiej będzie, jeśli stąd wyjdziesz – powiedział stanowczo i po tej scence to chyba wystarczyło, bo kobieta po chwili rzeczywiście wypełniła jego polecenie, na odchodne rzucając jeszcze, jakim frajerem i chujem był Tracy oraz jaką kretynką i wariatką była Debbie.
Blondyn mógł to podsumować tylko w jeden sposób – wybuchając śmiechem zaraz po tym, jak zamknęły się drzwi jego mieszkania.
Debbie McDowell
we make a really good team
: sob maja 16, 2026 6:31 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie rzeczywiście musiała być szalona, jeśli nie miała problemu z tym, aby porzucić dotychczasowe plany tylko po to, aby pognać mu na ratunek i przy okazji zrobić z siebie jeszcze większą wariatkę, niż była w rzeczywistości. Nie miała z tym jednak problemu, ponieważ niejednokrotnie udowodniła, że była w stanie robić najbardziej zwariowane rzeczy, przy okazji nie martwiąc się tym, co inni ludzie mogliby na jej temat pomyśleć. Mało tego, chciała być obok, kiedy Tracy jej potrzebował, ponieważ z tyłu głowy wciąż miała myśl o tym, że gdy ona potrzebowała jego wsparcia, nie próbował jej odmówić.
Czym więc była jedna szalona scena w obliczu tego, że on przygarnął ją pod swój dach?
A jednak wszystko rozwinęło się trochę za bardzo. Debbie bowiem wcale nie zaplanowała sobie tego, że między nią a nową k o l e ż a n k ą Raynotta wywiąże się szarpanina, więc kiedy do niej doszło, sama była tym nieco zaskoczona. Nie od razu, ponieważ ta dziewczyna z jakiegoś powodu rzeczywiście wyprowadziła ją z równowagi i kiedy McDowell rzuciła się na nią, naprawdę miała zamiar powyrywać jej te sztucznie przedłużone włosy.
Z jednym puklem nawet jej to wyszło.
Na więcej nie pozwolił jej jednak Tracy, choć kiedy chwycił ją, nie sposób powiedzieć, że Debbie mu to ułatwiała. Jeszcze przez chwilę sama próbowała wyszarpnąć się, jednak kiedy uniemożliwił im dalszą walkę, w końcu się poddała. — Dziwka! — rzuciła za tamtą panną na odchodne, najwyraźniej wczuwając się trochę za bardzo. Nie powinno być to jednak zaskoczeniem, skoro ona sama jeszcze przed chwilą rzucała pod jej adresem niewybredne epitety. Oczywistym było, że Debbie odpłaci jej pięknym za nadobne.
Emocje zaczęły opadać dopiero, kiedy usłyszała za sobą śmiech Tracy’ego. Wtedy też wypuściła głośniej powietrze i nieco się rozluźniła, robiąc przy okazji rekonesans strat. — Cholera, połamała mi paznokieć — poskarżyła się, przyglądając się uważnie swoim dłoniom. Skrzywiła się przy tym nieznacznie, po czym kątem oka zerknęła w stronę drzwi. — Mam nadzieję, że nie lata naszymi liniami — dodała po chwili, podczas gdy na jej usta wkradł się łagodny uśmiech. — A ty masz naprawdę k i e p s k i gust — wytknęła mu, celując w niego palcem - dokładnie tym, którego paznokieć ucierpiał, czemu sama Debbie zresztą znów chwilę później poświęciła uwagę.
Tracy Raynott
we make a really good team
: ndz maja 17, 2026 4:41 pm
autor: Tracy Raynott
Tracy spodziewał się tego, że sytuacja zaogni się po przyjściu Debbie, ale myślał raczej o tym, że dojdzie do ostrej wymiany zdań, a nie do rękoczynów, na które nie był przygotowany. Mimo to czym prędzej zareagował, gdy panie rzuciły się na siebie, aby je rozdzielić i uniemożliwić im pozabijanie się z jego winy, co wcale nie było takim łatwym zadaniem, ale w końcu mu się udało. Stał między nimi, przez cały czas przytrzymując Debbie, a tamtą trzymając na dystans własnym ciałem, mając na uwadze to, że przez przypadek sam mógł tu ucierpieć, ale do niczego takiego nie doszło.
Udało się pozbyć niemile widzianej znajomej, która po tej akcji nie powinna tu wracać i zawracać sobie głowy Raynottem… a przynajmniej taką miał nadzieję. Po poznaniu jego “żony”, raczej nie powinna być zainteresowana kontynuowaniem tej znajomości, bo nie dość, że okazał się dupkiem, to jeszcze jego “żona” wyszła na wariatkę. Takiego duetu lepiej unikać.
Czując, że McDowell przestała z nim walczyć, a także będąc pewnym, że jego gość był już dostatecznie daleko, postanowił wypuścić brunetkę. Raczej nie stanowiła już dla nikogo zagrożenia. Oboje mogli teraz nieco odetchnąć i dać sobie chwilę na to, żeby zeszły z nich wszystkie emocje po tej akcji, na koniec której, na szczęście, Tracy był najbardziej rozbawiony. – Lepszy połamany paznokieć niż wyrwane włosy. Nie spodziewałem się, że się na siebie rzucicie… – skomentował, spoglądając wymownie najpierw na brunetkę, a potem na leżący na podłodze pukiel. Obie panie poniosły w tej walce straty, podczas gdy Tracy, główny winny, wyszedł z tego bez szwanku. – Może już nie będzie… – rzucił niewinnie, przyznając się do tego, że poznał ją w pracy i jednak spotkanie jej podczas lotu nie było tak bardzo niemożliwe. Ale może po tej akcji jego znajoma sama zacznie unikać ich linii? Raynottowi trudno było wyobrazić sobie, aby po takiej akcji ktoś chciał ponownie wejść Debbie w drogę.
– Nie przesadzaj. Wygląda nieźle. Nie moja wina, że okazała się wariatką – przewrócił oczami. Wchodząc w tę znajomość, Tracy kierował się wyłącznie aspektami wizualnymi, z czym nawet nie próbował się kryć. Niestety, tym razem to się na nim zemściło. – Ale dziękuję za pomoc. Jak mogę się odwdzięczyć za to i za poświęcony paznokieć? – rzucił, uśmiechając się głupawo, ale mówił serio – jeśli Debbie czegoś od niego chciała w zamian za to wszystko, mogła go śmiało prosić.
Debbie McDowell
we make a really good team
: ndz maja 17, 2026 9:08 pm
autor: Debbie McDowell
Odstawienie takiej szopki nie było jej zamiarem, a jednak nie sposób powiedzieć, że Debbie czegokolwiek żałowała. Nie pokazała się z najlepszej strony nie tylko w oczach tamtej dziewczyny, ale prawdopodobnie także i w oczach Raynotta, który raczej nie ściągnął jej tu po to, aby poobijała jego nową znajomą.
Miała jedynie się jej pozbyć, a w tym okazała się niebywale skuteczna.
Szkoda tylko, że przy okazji sama poniosła straty, jednak nie było to nic, czego nie dałoby się naprawić. Już w tym momencie z tyłu głowy miała myśl o tym, że musiała czym prędzej zatelefonować do dziewczyny, która zwykle dbała o jej dłonie, aby wypełniła lukę, która powstała za sprawą jego k o l e ż a n k i. Za kilka dni miała przecież trasę, a tam nie mogła się tak pokazać.
Powiodła wzrokiem za jego spojrzeniem, dostrzegając na podłodze pukiel włosów, który musiała wyrwać tamtej dziewczynie. Skłamałaby mówiąc, że nie czuła z tego powodu ani odrobiny satysfakcji, jednak ta byłaby większa, gdyby jej t r o f e u m okazało się coś, co nie było sztuczne. Z drugiej jednak strony, czy na tej płaszczyźnie ich straty nie były w pewnym sensie podobne?
— I tak nie były prawdziwe, a ja nie rzuciłabym się na nią, gdyby potrafiła trzymać język za zębami. Straszna była z niej zołza — skomentowała i pokręciła głową na boki z pewną dozą niedowierzania. Naprawdę zaskoczyło ją to, jak wyszczekana okazała się tamta panna - zupełnie nieadekwatnie do tego, że przecież to ona z definicji okazała się tą złą. Nieplanowanie, ale jednak.
Zerknęła na blondyna z politowaniem, kiedy wspomniał o powiązaniu jego k o l e ż a n k i z ich liniami. To samo zrobiła zresztą, kiedy skomentował jej wygląd, choć w tym aspekcie musiała przyznać, że miał rację. Wizualnie naprawdę prezentowała się całkiem dobrze. — Daj spokój. Jeszcze mnie stąd nie wywaliłeś, więc możemy uznać, że teraz jesteśmy kwita — oznajmiła, bynajmniej nie zamierzając prosić go o to, aby jakkolwiek jej się odwdzięczył. Zresztą, nawet gdyby wcześniej sam nie wyświadczył jej przysługi, koniec końców prawdopodobnie i tak pognałaby mu na ratunek.
Teraz natomiast zamierzała zrobić użytek z alkoholu, który przygotował na swoją randkę. Wyciągnęła z szafki czyste szkło i napełniła je winem, którego nieco od razu upiła. — Nie wiedziałam, że gotujesz — stwierdziła, po czym zerknęła na blondyna kątem oka. W takim wydaniu jego jeszcze nie widziała.
Tracy Raynott