you are the trouble I'm in
: pn maja 11, 2026 10:12 pm
Nie znosiła ograniczeń.
Naprawdę źle czuła się w sytuacji, w której za sprawą własnego ojca utknęła. Kiedy zasugerował jej przeprowadzkę do Toronto, miała mieć wolną rękę i skupić się na zarządzaniu filią kasyna, którą w tym mieście otworzył. Wszystko miała ułożyć po swojemu, a on miał nie wtrącać się nie tylko do jej pracy, ale przede wszystkim też do życia.
Może jednak w ten sposób widziała to wyłącznie Mindy, która nigdy nie usłyszała z jej strony takiej obietnicy. Wyobraziła sobie coś, czego naprawdę pragnęła, jednocześnie nie biorąc pod uwagę tego, że nawet z tak dużej odległości jej ojciec mógłby chcieć sprawować nad nią kontrolę.
Co więcej, przez pewien czas naprawdę pozwolił jej uwierzyć, że tak nie było.
I chyba to właśnie z tego powodu tak bardzo bolało ją to, że jednak się rozczarowała. Kiedy ni z tego, ni z owego stary Montague postanowił zaburzyć jej codzienność obecnością mężczyzny, który miał sprawować nad nią nadzór, Mindy była przeogromnie wściekła. Kierowała tę złość przede wszystkim w stronę ojca, ale w związku z tym, że on znajdował się setki kilometrów stąd, Montague rozładowywała to wszystko przede wszystkim na Bailey’u. Odkąd zaczął pracę, miał z nią ciężki kawałek chleba.
Nie inaczej było zresztą dzisiaj, kiedy musiał przetransportować ją do innego miasta, ponieważ tam nazajutrz miało czekać ją spotkanie biznesowe. To zaś oznaczało lot spędzony w milczeniu, a później meldunek w pięciogwiazdkowym hotelu. A choć Mindy mogła spędzić czas tam, w ten sposób gwarantując sobie, że nie będzie musiała zbytnio narażać się na towarzystwo Baileya, nie zrobiła tego.
Wyskoczyła na zakupy, podczas których miała odprężyć się, ale to nie było możliwe, skoro on cały czas był gdzieś obok. Kilkakrotnie próbowała go zgubić, jednak bezskutecznie. Udało jej się to dopiero pod pretekstem wyjścia do toalety, z której wymknęła się w drugą stronę wykorzystując akurat moment jego nieuwagi. Złapała taksówkę i wybrała bar, z którego daleko nie było do hotelu.
Nie miała jednak pojęcia, co wydarzyło się w środku. Jak przez mgłę kojarzyła to, z kim tam rozmawiała. Nie wiedziała również, w jaki sposób trafiła do hotelu, a w zasadzie nie była nawet świadoma tego, że znajdowała się właśnie tam. Kiedy zaczęła odzyskiwać kontakt z rzeczywistością, w pierwszej kolejności uderzył w nią przede wszystkim przeogromny ból głowy. To on popchnął ją do tego, aby spróbować zdobyć szklankę wody, którą zwykle stawiała na szafce nocnej. Nie znalazła jej jednak, zamiast tego zrzucając z niej z hukiem coś, co się na niej znajdowało. Wtedy też zaklęła pod nosem i na ułamek sekundy rozchyliła powieki. Pożałowała tego natychmiast, dlatego chwyciła poduszkę i przycisnęła ją sobie do twarzy, przy okazji wydając z siebie przeciągły dźwięk, który świadczył o jej frustracji.
Bailey Harrigan
Naprawdę źle czuła się w sytuacji, w której za sprawą własnego ojca utknęła. Kiedy zasugerował jej przeprowadzkę do Toronto, miała mieć wolną rękę i skupić się na zarządzaniu filią kasyna, którą w tym mieście otworzył. Wszystko miała ułożyć po swojemu, a on miał nie wtrącać się nie tylko do jej pracy, ale przede wszystkim też do życia.
Może jednak w ten sposób widziała to wyłącznie Mindy, która nigdy nie usłyszała z jej strony takiej obietnicy. Wyobraziła sobie coś, czego naprawdę pragnęła, jednocześnie nie biorąc pod uwagę tego, że nawet z tak dużej odległości jej ojciec mógłby chcieć sprawować nad nią kontrolę.
Co więcej, przez pewien czas naprawdę pozwolił jej uwierzyć, że tak nie było.
I chyba to właśnie z tego powodu tak bardzo bolało ją to, że jednak się rozczarowała. Kiedy ni z tego, ni z owego stary Montague postanowił zaburzyć jej codzienność obecnością mężczyzny, który miał sprawować nad nią nadzór, Mindy była przeogromnie wściekła. Kierowała tę złość przede wszystkim w stronę ojca, ale w związku z tym, że on znajdował się setki kilometrów stąd, Montague rozładowywała to wszystko przede wszystkim na Bailey’u. Odkąd zaczął pracę, miał z nią ciężki kawałek chleba.
Nie inaczej było zresztą dzisiaj, kiedy musiał przetransportować ją do innego miasta, ponieważ tam nazajutrz miało czekać ją spotkanie biznesowe. To zaś oznaczało lot spędzony w milczeniu, a później meldunek w pięciogwiazdkowym hotelu. A choć Mindy mogła spędzić czas tam, w ten sposób gwarantując sobie, że nie będzie musiała zbytnio narażać się na towarzystwo Baileya, nie zrobiła tego.
Wyskoczyła na zakupy, podczas których miała odprężyć się, ale to nie było możliwe, skoro on cały czas był gdzieś obok. Kilkakrotnie próbowała go zgubić, jednak bezskutecznie. Udało jej się to dopiero pod pretekstem wyjścia do toalety, z której wymknęła się w drugą stronę wykorzystując akurat moment jego nieuwagi. Złapała taksówkę i wybrała bar, z którego daleko nie było do hotelu.
Nie miała jednak pojęcia, co wydarzyło się w środku. Jak przez mgłę kojarzyła to, z kim tam rozmawiała. Nie wiedziała również, w jaki sposób trafiła do hotelu, a w zasadzie nie była nawet świadoma tego, że znajdowała się właśnie tam. Kiedy zaczęła odzyskiwać kontakt z rzeczywistością, w pierwszej kolejności uderzył w nią przede wszystkim przeogromny ból głowy. To on popchnął ją do tego, aby spróbować zdobyć szklankę wody, którą zwykle stawiała na szafce nocnej. Nie znalazła jej jednak, zamiast tego zrzucając z niej z hukiem coś, co się na niej znajdowało. Wtedy też zaklęła pod nosem i na ułamek sekundy rozchyliła powieki. Pożałowała tego natychmiast, dlatego chwyciła poduszkę i przycisnęła ją sobie do twarzy, przy okazji wydając z siebie przeciągły dźwięk, który świadczył o jej frustracji.
Bailey Harrigan