Strona 1 z 1

happy birthday to me

: wt maja 12, 2026 9:23 pm
autor: Eric Stones
#najświeższe
Każdemu przypisywany jest dzień, w którym przyszło się na świat. Było to coś nieodłącznego. Coś, czego nie można było się pozbyć, jak plastra czy zużytej rzeczy. Ten dzień zostawał z człowiekiem już na zawsze, tak samo jak kanadyjski SIN (Social Insurance Number) czy polski PESEL – a Stonesowi, ponieważ urodził się na Litwie, nadano tamtejszy kod osobisty (asmens kodas), lecz po przeprowadzce jego ojciec zadbał o to, by każdy z rodziny otrzymał kanadyjski odpowiednik, bo bez tego nie mogli funkcjonować jako obywatele.
Eric kiedyś nie mógł się doczekać swoich urodzin ze względu na prezent, jaki miał otrzymać od rodziców. Gdy mieszkał jeszcze na Litwie, bardzo często zjeżdżała się rodzina od strony ojca, łącznie z dziadkami - było to nawet udokumentowane na fotografiach znajdujących się w albumie ze zdjęciami z różnych etapów życia Erica.
Po przeprowadzce do Kanady, rodzina już raczej nie przylatywała, a dzwoniła - chociaż dziadkom ze dwa razy udało się przylecieć, by osobiście złożyć wnukowi życzenia oraz spędzić czas z synem, synową i wnukami. Eric pamiętał, jak wszyscy razem spacerowali po centrum miasta, gdyż pan Stones chciał pokazać swoim rodzicom trochę miasta - bez sensu byłoby siedzieć w domu, kiedy seniorzy pofatygowali się i przylecieli, co także musiało być kosztowne, choć możliwe, że syn im trochę dopłacił do podróży. Wędrowali, podziwiając wysokie bloki - marzeniem Erica było wjechać windą na najwyższe piętro jednego z drapaczy chmur, aby podziwiać panoramę (najlepiej o wschodzie lub zachodzie słońca) - kawałki zieleni, street artystów, a na obiad poszli do restauracji - Eric jadł w niej frytki z nuggetsami i ketchupem i smakowały mu (miał 10 lat).
Wtedy nie przypuszczał, że wpadnie jak śliwka w kompot i zakocha się po uszy w tej, którą poznał jako jedną z pierwszych, gdy dzień czy dwa po przeprowadzce razem z mamą i rodzeństwem poszli na plac zabaw, z którą potem chodził do jednej szkoły, która zawsze była wtedy, gdy jej potrzebował, dopóki nie wyjechała…
W sumie jak tak na to popatrzeć, Eric uważał za całkiem urocze, że jego starsza siostra szybko złapała kontakt z synem sąsiadów (niedawno nawet oficjalnie ogłosili, że są razem i Eric bardzo im kibicował, bo chciał, żeby jego rodzeństwo było szczęśliwe, a widząc, jak zarówno Camellia jak i Connor na siebie patrzyli, był w stanie uwierzyć, iż łączyło ich coś prawdziwego), a on także w niewielkim odstępie czasu, znalazł prawdziwą przyjaciółkę, do której zaczął żywić prawdziwe, a zarazem głębsze uczucia, co zresztą udowodnił podczas wspólnie spędzonej nocy bo seks seksem, ale sposób w jaki patrzył na Shereen, jak do niej mowil, dotykał i całował… uważał za wystarczająco twarde dowody, których nie wyssał sobie z palca.

Tego dnia po pracy wpadła do niego mama, aby złożyć mu osobiście życzenia i wręczyć zrobione przez siebie ciasto. Porozmawiali albo raczej Eric wysłuchał, co jego rodzicielka kupiła do ogrodu, że pojutrze przychodzą do niej koleżanki z którymi uczęszcza na nordic walking (Eric był pod wrażeniem, że mimo swoich lat - a miała 50 - potrafiła spędzać go aktywnie), że syn sąsiadki oświadczył się swojej dziewczynie - mówiąc o tym, zrobiła piękny side eye w kierunku Erica jakoby wybadać JEGO sprawy sercowe, bo ona BARDZO CHĘTNIE poszłaby na wesele i równie chętnie już mogłaby się wnukami zajmować, co nieraz podkreślała, a Eric tylko wzruszał ramionami - teraz natomiast tylko się uśmiechnął i zapewnił, że wszystko jest w porządku, ba! Nawet jak najlepszym - nie omieszkał wspomnieć o powrocie Shereen - z którą, notabene, jednocześnie wymieniał wiadomości tekstowe - i o tym, że się spotkali (szczegóły zostawił dla siebie, lecz Pani Stones doskonale widziała uniesione kąciki ust syna). Kazała pozdrowić Sher oraz przekazać zaproszenie na obiad - Eric podziękował i powiedział, że oczywiście wszystko przekaże. Potem porozmawiali jeszcze chwilę m.in. o pracy Erica. Podczas rozmowy konsumowali przyniesione ciasto truskawkowe, tj. zjedli po jednym kawałku, i po zjedzeniu pani Stones wyszła. Wyszła we wręcz IDEALNYM momencie, bo dostał taką wiadomość, że aż zrobiło mu się BARDZO gorąco, dlatego też postanowił otworzyć najbliższe okno, choć szczerze? Ani trochę NIE pomogło.
Mimo wszystko, naprawdę był przeogromnie rad z faktu, iż Winifield planowała do niego przyjść - traktował to jako prezent urodzinowy. Nie potrzebował niczego materialnego.
Dwie minuty. pomyślał, patrząc na godzinę wyświetlaną na ekranie telefonu, i czym prędzej podniósł swoje cztery litery z kanapy, aby otworzyć drzwi.
Miała rację.
Znalazła go
.
- Cześć, piękna. Ten, do kogo przyszłaś, musi być cholernym szczęściarzem… a czekaj. - powiedział radośnie, lustrując Sher od stóp do głów, by dłużej zatrzymać się na jej ustach, a potem na zielonych oczach. Oczywiście nachylił się, żeby złączyć swoje usta z ustami Sher w lekkim, powitalnym pocałunku, a następnie odczekał, aż przekroczy próg. Gdy to zrobiła, zamknął za nią drzwi, przekręcił zamek i oparł ręce tak, że głowa Sher była między nimi, jakby nie pozwolił jej nigdzie dalej iść.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

- Ciągle mi to siedzi w głowie. Tak samo jak Ty. - dodał nagle nieco ciszej, a następnie wpił się w usta Sher, lecz tym razem całował ją z większą pasją i namiętnością, niczym spragniony kochanek, w taki sposób, jakby chciał pokazać, co poczuł po przeczytaniu tamtej wiadomości, a po kilkudziesięciu sekundach przygryzł jej dolną wargę.

you are the best gift

happy birthday to me

: śr maja 13, 2026 12:46 pm
autor: Shereen Winfield
07
happy birthday to you



Cieszyła się na każde swoje urodziny, niezależnie od tego, ile żegnała lat na torcie. Swoje miała czternastego maja, więc brakowało jej jeszcze kilku dni, ale powoli zaczynała nimi żyć. Planowała, dokąd zabierze przyjaciół, co będą robić i jakie akurat tego dnia zje ciasto. Maj, pod względem urodzin, był dość intensywnym miesiącem. Rozpoczynał go Eric — 10 maj. Doskonale pamiętała tę datę. Później była Audrey, której dzień narodzin, przypadał na 13 maja następnego dnia ona — czyli Shereen — i Jamie, 24. Imprezy organizowane przez każdą z tych osób zawsze wspominała bardzo dobrze. Najwięcej wspomnień wiązało się z dwudziestymi pierwszymi urodzinami, ze względu na pełnoletność. Jako osoba pijąca na ogół z umiarem, pamiętała najwięcej i często opowiadała znajomym, co się działo, gdy oni leczyli porannego kaca. Najbardziej lubiła te po imprezowe poranki i rozmowy w kuchni, przy tak zwanym papierosie. Wspomnienia z nocy zdawały się jakby ożywać. Dostawały wtedy drugie życie. Najzabawniejsze było przeglądanie przypałowych zdjęć i filmików. Zdecydowanie nie mogła doczekać się spotkania urodzinowego — bo skoro wróciła do Toronto, chciała spędzić miło ten dzień. W gronie naprawdę bliskich osób. Pomysł miała ambitny, musiała go tylko zrealizować — jeszcze wcześniej musiała spotkać się z Erikiem, bo dzisiaj to on miał urodziny i chciała złożyć mu osobiście życzenia.
Wymieniając z nim wiadomości, była w trakcie wybierania ubrań i mycia głowy. Z włosami miała najwięcej problemu, bo to one pochłaniały mnóstwo czasu w łazience, ale nie chciała ich ścinać. Szczerze je lubiła. Zapuszczała przez tyle lat, że na samą myśl o skróceniu ich, robiło jej się przykro. Między jedną a drugą wiadomością, miała kilka minut przerwy. Nakładała odżywkę, rozczesywała włosy, a później wmasowywała w policzki jeden z tych kremów, który zawierał naturalne olejki i witaminy. Największy problem miała z wybraniem odpowiednich ubrań. Pogoda za oknem nie rozpieszczała, wiał wiatr i znów kropił deszcz. Mieszkała nieopodal Erica, więc przejście całej drogi mogło jej zająć co najwyżej dziesięć minut. Po przeszukaniu szafy, wzrok dziewczyny zatrzymał się na czerwonej spódnicy i jasnej bluzce. Pamiętała, że Eric wspominał ostatnio o czerwonej spódnicy — mimowolnie wróciła myślami do tamtego dnia i poczuła wypieki na policzkach.
Przygryzła dolną wargę, gdy klęcząc, siedziała na jasnym dywanie i zastanawiała się, co tak naprawdę zmieniło się w ich relacji i dlaczego stało się to dopiero teraz. Zauważyła u siebie znaczną poprawę nastroju. Była dużo chętniejsza do pracy, rozmów z ojcem i wykonywania nielubianych obowiązków — rozkwitała. Zmiana zachowania Shereen zwróciła uwagę jej matki, z którą ostatnio spędzała więcej czasu. Eve powiedziała jej wtedy, że zachowuje się, jakby była zakochana. Chyba faktycznie miała rację. Winfield zawsze lubiła dobrze wyglądać. Na ogół kierowała się swoim gustem, ale tym razem, najpierw pomyślała o Ericu i o tym, co mogłoby mu się spodobać.
Owładnęło nią zażenowanie. Zacisnęła palce na udach. Zaczynała rozumieć sztukę abstrakcyjną.
Chciała spędzić z przyjacielem jego urodziny i sprawić mu przyjemność swoją obecnością, ale poza tym planowała porozmawiać. O nich i o tym, co między nimi zaszło. Potrzebowała czasu na przygotowanie do tej rozmowy. Temat był trudny, choć wydawał się prosty. Problem nie leżał w uczuciach, które uznawała za szczere. Tkwił w tym, że nie była pewna, czy w ogóle powinni wracać do tematu. Wydawało jej się, że mieli swoją szansę i ich czas po prostu przeminął. A może w tym momencie dostali drugą szansę od losu? Skoro ona rozstała się z Oliverem... A Ericowi wciąż na niej zależało, to czy nie powinni tego odpowiednio wykorzystać? Miała głowę pełną pytań. Zastanawiała się nad ich przyjaźnią i tą nową, nienazwaną przez nikogo relacją, która już nie była przyjaźnią.
Wsuwając kosmyk włosów za ucho, zerknęła na swoje odbicie w lustrze — była szczerze zmartwiona.
Nie chciała być dziewczyną na jedną noc, ani przyjaciółką z benefitami.
Chciała mieć Erica tylko dla s i e b i e.
Spojrzała na zegarek w telefonie i wiadomość od Erica — jedenaście minut. Najwyższa pora wyjść z domu i zamknąć drzwi.


Idąc ulicą i czytając ostatnie wiadomości, uśmiechnęła się do siebie z zadowoleniem. Najwidoczniej nawiązanie do ich poprzedniego spotkania było dobrym zagraniem. Stones podłapał temat, a jego odpowiedź naprawdę ją ucieszyła. Droga minęła jej miło i dość szybko. Deszcz przestał padać, więc Shereen nie została narażona na kapryśne zjawisko pogodowe. Deszcz nie zmoczył jej włosów, tylko wiatr lekko je potargał — zignorowała to.

Dwie minuty — otwierał drzwi.

Jedna... Koniec gry. Znalazła go.


Ostatnią wiadomość wysłała wraz z momentem otwarcia drzwi.

Stanęła przed nim, z telefonem ściśniętym w dłoniach i spojrzała z uśmiechem na Erica. Telefon wsunęła za pasek od spódnicy, zdający egzamin jako zapasowa kieszeń.
— Wszystkiego najlepszego, Eric. Jesteś tym szczęściarzem — powiedziała, przesuwając dłońmi wzdłuż swojej talii, jakby chciała podkreślić tym gestem wartość swojej osoby i prezentu urodzinowego. Miała coś dla niego. Drobny upominek, który zamierzała mu go wręczyć, ale najpierw... Odpowiedziała na to ciepłe powitanie. Krótki, łaskoczący pocałunek. Weszła do jego mieszkania, zamykając za sobą drzwi, do których została przyszpilona przez Erica.
Zerknęła kątem oka w stronę przekręconego zamka i wróciła — zadowolonym — spojrzeniem do Azjaty.
Jego bliskość działała na nią z podwójną siłą. Czuła, że całe stado motyli śpiących gdzieś wewnątrz jej ciała, nagle wzbiło się do lotu. Odetchnęła jego zapachem, przesuwając wzrokiem po marynarce i koszuli. Po powrocie z pracy musiał mieć od razu gości, skoro nie zdążył się przebrać — a jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie.

trigger warning
Trochę hot.

— Mówisz, że chciałbyś to powtórzyć, huh? — zapytała prowokacyjnie, przygryzając usta i ułożyła dłonie na kołnierzyku od białej koszuli. Zbliżyła swoje usta do jego ucha, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. — Śmiało. Męża zostawiłam w Ottawie i nie dowie się, że dotykał mnie ktoś inny... — dodała półszeptem muskającym skórę w sposób niemal fizyczny.
Zamierzała udzielić odpowiedzi na wypowiedziane słowa. Wskazać mu kilka powodów, dla których zostałaby w jego myślach na dłużej, ale... Eric jej na to nie pozwolił. Zamknął jej usta pocałunkiem. A ona przymknęła oczy, zaciskając mocniej palce na materiale koszuli i mu się poddała; przylgnęła bardziej do drzwi, błądząc dłońmi po jego klatce piersiowej. Pomruk, który wyrwał się z jej ust, gdy poczuła na dolnej wardze pieczenie, zdradzał jej zadowolenie. Zsunęła dłońmi marynarkę z ramion Erica, wymieniając kolejny pocałunek, smakujący jak grzech rozpuszczający się na języku. Shereen była zafascynowana Erikiem, jego śmiałością i potrzebą fizycznej bliskości. Napierał na nią swoim ciałem, a ona rozpływając się pod tym naciskiem, delektowała się nim. Lubiła czuć każdą wypukłość męskiego ciała na swoim; a największą przyjemność sprawiało jej ciepło i napięcie bijące od niego dokładnie tam, gdzie ich ciała przylegały do siebie najmocniej.
— Zaczynamy nową grę? — mruknęła, przerywając na chwilę pocałunek, by swobodnie na niego spojrzeć. Zbliżyła usta do jego szczęki, niemal leniwie sunąc nimi w dół. Dotarła do wgłębienia między obojczykiem a szyją, uprzednio odsuwając palcami materiał koszuli. Zacisnęła zęby na skórze bruneta, w krótkim, prowokującym ugryzieniu, jakby próbowała sprawdzić, ile czasu potrzebowała do wyprowadzenia Erica z równowagi.

birthday boy

happy birthday to me

: pt maja 15, 2026 8:17 pm
autor: Eric Stones
Szczerze powiedziawszy, od spotkania i wspólnie spędzonej nocy z Sher, on także jakby był bardziej weselszy. Uśmiechał się, śpiewał lub nucił piosenki o miłości m.in. w pracy, za co kilka razy był uciszany, lecz on się tym ABSOLUTNIE nie przejmował, bo wiedział, że miał do kogo zadzwonić, do kogo przyjść, napisać wiadomość i, co najważniejsze, z którą spędzało mu się świetnie czas i za każdym razem miał wrażenie gdy się widzieli, czas leciał zdecydowanie zbyt szybko. Żałował, że nie istniały ani maszyna do zatrzymywania czasu ani okulary z rejestratorem otoczenia, co umożliwiałoby odtwarzanie zapisanych momentów. Coś Eric kojarzył, że istniały fancy okulary z wbudowaną sztuczną inteligencją oraz wbudowaną kamerką (META Ray Ban) więc czysto teoretycznie, mógłby się zaopatrzeć w taki sprzęt, choć zastanawiało go, czy były wytrzymałe, jak długo potrafiła wytrzymać bateria, bo jakoś nie wierzył, by były niczym zwykłe okulary, bez potrzeby podpięcia do zasilania po całym dniu noszenia. Ciekawe jak wygląda sprawa z jakością. szczerze? Z wielką chęcią zapisałby się na testy takiego sprzętu lub wypożyczyłby - również, by zaspokoić swoją ciekawość; bo za taką cenę nie było opcji, by je kupił. Wolał je wydać na inne rzeczy typu podróż z Sher gdzieś za granicę - a bilety lotnicze oraz hotel trochę mimo wszystko kosztowały.
Jasne, wiedział, że nie był już nastolatkiem i mógłby nie emanować ani nie eksponować aż tak swojego szczęścia, ale po pierwsze, bardzo cieszył go taki obrót zdarzeń. Cieszyło go, że Sher wróciła do Toronto, że spotkali się i że doszło do czegoś, czego by nie przypuszczał, a co otworzyło mu nieco szerzej oczy oraz uświadomiło, iż ta, do której żywił szczere uczucia, je… odwzajemniała. Bo gdyby było inaczej, pocałowałaby mnie? Patrzyła w taki sposób, w jaki nie patrzyła wcześniej? Bo gdyby patrzyła, zauważyłbym. Na pewno bym zauważył… powiedział do samego siebie któregoś razu, gdy kasjerka kasowała zakupy w sklepie spożywczym.
Drugim powodem był fakt, że naprawdę bardzo długo (bo aż 4 lata!) trzymał w sobie uczucia, którymi darzył Shereen, a nawet próbował je jakoś stłumić, bo jak mógł pragnąć kogoś, kto był…zajęty. Jasne, Oliver nie był jej mężem, ale nie chciał być powodem rozpadu związku. Nie chciał być… problemem, kolcem, który spowoduje, że jego przyjaciółka zacznie krwawić. Nieważne, czy rana byłaby duża, czy wręcz przeciwnie. On już prędzej sam wolałby się ukłuć…


- Dziękuję bardzo, Sher. Masz rację. Jestem nim. - odparł z łobuzerskim uśmieszkiem, podążając wzrokiem za ruchem przejeżdżających wzdłuż talii dłoni Sher. Oczywiście, wyglądała pięknie, lecz widząc, CO założyła jako dolną część garderoby, mało co nie pisnął, dlatego chrząknął. Nie mógł uwierzyć własnym oczom.

To była TA spódnica.


O której wspominał miesiąc czy półtora temu…
Przełknął ślinę, choć jego spojrzenie jasno zdradzało zarówno jego myśli, jak i intencje. Więc to była ta “lepsza” pogoda? Nim zamknął drzwi, spojrzał jeszcze w górę, by sprawdzić pogodę - było pochmurno. Uniósł kącik ust, a następnie…
Nie pozwolił Sher ruszyć gdzieś dalej, bo chciał znów jej skosztować. Chciał, żeby wiedziała, jak bardzo się zdążył za nią stęsknić, choć widzieli się przecież całkiem niedawno…
trigger warning
coś tam sie pomału rozkręca
Słysząc pytanie i widząc to przygryzienie ust, zaczęło mu się robić gorąco. Nie odpowiedział, a jedynie skinął lekko głową, choć doskonale wiedział, że było to absolutnie niepotrzebne, skoro jego spojrzenie wręcz krzyczało. Odsłaniało go.
- Zostaw tego frajera… on Cię nie uszczęśliwia tak jak ja. Nie kocha Cię tak, jak ja, znaczy….. - przerwał na chwilę, bo właśnie niby przypadkiem, ale jednak powiedział coś, co było chyba dość oczywistą kartą z talii. Ruchem na szachownicy, który stał tuż obok pionka królowej Sher, będący bardzo blisko bicia.
Tak, zgadza się.
On, Eric Stones, kochał Shereen Winfield i był tego pewien tak, jak pewne było, że po nocy nastaje dzień, że żadna burza nie trwa wiecznie, a Ziemia krąży wokół Słońca.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że żadnego męża w Ottawie nie miała i że były to zwykłe żarty, lecz no… serducho postanowiło się odezwać, a on… po prostu się poddał i palnął, co palnął.
- Rozwiedź się z nim, jak wrócisz. Chcę…. chcę być Twoim jedynym, rozumiesz? - spytał cicho, ocierając policzki Sher swoimi kciukami, by zaraz potem całować ją tak, jakby jutra miało nie być. Jakby liczyło się tylko tu i teraz. Jakby liczyła się tylko ona.
Nie protestował, gdy zsuwała marynarkę z jego ramion - dobrze, że to zrobiła. Przylegał do niej najbardziej, jak tylko mógł, chłonąc zapach jej pięknych perfum, które chętnie wdychałby codziennie i rozkoszując się dotykiem, wraz z odwzajemniającymi pocałunkami.
Nie podobało mu się, kiedy przerwała pocałunek i szczerze? Nie był w stanie zbyt szybko udzielić odpowiedzi, ponieważ czuł wędrujące usta Sher, a potem przygryzienie. Zamknął oczy. Jego klatka piersiowa bardzo szybko unosiła się, by po krótkiej chwili opaść.
- A ona już się nie zaczęła wraz z momentem przekroczenia przez Ciebie progu mojego mieszkania? - spytał, uważając wspomnianą czynność za rozpoczęcie nowej gry.
Oczywiście ulokował dłonie na brzuchu Sher i zaczął nimi jeździć w górę i w dół, aż wreszcie po którymś zjechaniu na wysokość nieco nad linią bioder, złapał za dolny materiał jej koszulki, by ją po prostu zdjąć. Zaczął całować jej szyję wraz z brodą i żuchwą, a potem zaczął zjeżdżać niżej, aż dotarł trochę niżej niż pempek.
- Skoro…. to nowa gra… to może powinniśmy ustalić pewne zasady, hm? - spytał nagle, podnosząc się i w międzyczasie powoli wsuwając dłoń pod rajstopy Sher, umieszczając ją na bieliźnie i rozpoczynając mizianie. Tak, robił to specjalnie.

you are my world

happy birthday to me

: sob maja 16, 2026 12:29 am
autor: Shereen Winfield
Starała się nie rozpamiętywać relacji z Oliverem i nie wracać myślami do tego związku. Straciła trzy lata z życia. Poznała go na początku swojego pobytu w Ottawie i spędziła z nim na tyle dużo czasu, by szczerze nazwać go straconym. Z początku wierzyła, jak każda inna — równie naiwna i zafascynowana chłodnym spojrzeniem i zbyt luźnymi, choć idealnie dobranymi ubraniami — kobieta, że jeśli pojawi się w życiu takiego mężczyzny, to będzie na tyle wyjątkowa, że uda jej się go naprawić. Oczywiście próbowała. Shereen miała w sobie tę dziwną potrzebę sprawowania opieki nad tymi, których uważała za pokrzywdzonych i nie potrafiła się tej potrzeby pozbyć. Próbowała być dla drugiej osoby wsparciem, kimś ważnym, kto przede wszystkim zaufa, przytuli i zrozumie. Szukała bliskości w osobach, które powinny wzbudzać przede wszystkim niechęć. Po rozstaniu nie mogła tłumaczyć się niewiedzą. Wchodząc w związek z Oliverem, była świadoma tego, że za tymi zielonymi oczami kryło się coś więcej niż magnetyzm. Był manipulantem ze skłonnościami do obsesyjnej kontroli. Toksykiem, którego powinna uniknąć. I kimś, kogo nie dało się naprawić. Teraz wiedziała, że za błędy się płaci. Było jej tylko trochę głupio z tym, że potrzebowała czterech lat, nieudanego związku, traum i prześladowania, żeby zrozumieć, że potrzebowała przede wszystkim bliskości swojego przyjaciela. Próbowała odciąć się od przeszłości i tego, co zostawiła w Ottawie, lecz nie potrafiła pozbyć się uczucia niepokoju kroczącego za nią niczym cień — zwłaszcza wieczorami — i obawy przed czyjąś złością. Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy powinna czuć coś do Erica — bała się, że nie była wystarczająco dobra. Mierzyła się z przytłaczającymi wyrzutami sumienia, bo nie chciała działać znów samolubnie. Obawiała się również o to, że jeśli Oliver krążący gdzieś po okolicy dowie się o Ericu, zacznie nachodzić również jego. Nie chciała obawiać się o bezpieczeństwo Erica, ani wciągać go w konflikt ze swoim pierdolniętym byłym chłopakiem. O tym również będzie musiała porozmawiać z Erikiem — i nie bardzo wiedziała, kiedy powinna to zrobić. Dzisiaj nie chciała. Wszak były jego urodziny i nie zamierzała mu ich psuć. Ta trudniejsza część rozmowy mogła poczekać.

Wystarczająco dużo razy w przeciągu ostatnich tygodni zdążyła się pokłuć, żeby zrobić to ponownie.


Wolała poczuć się chcianą i mile widzianą, nie niechcianą, jak zadra wbijająca się w skórę.


I wiedziała, że przy Ericu mogła spełnić swoje życzenie.


Świadomie sunęła dłońmi po swoim ciele, podkreślając figurę. Chciała czuć na sobie jego spojrzenie i widzieć częściej ten łobuzerski uśmiech, którym ją obdarzył. Spojrzała na niego w sposób iście szatański, gdy zatrzymał wzrok na wysokości czerwonej spódnicy. Tej samej, o której wspominał. Tej samej, którą skomplementował podczas jednej z poprzednich rozmów. Wiedziała, że miała go w garści już wcześniej. Schwytała go w swoje sidła podczas wymiany wiadomości. Wystarczyła, że wspomniała o mężu, orgazmie, o nim, by rozbudzić jego wyobraźnię. Spódnica, którą celowo wybrała, była tylko rzeczą, lecz jemu kojarzyła się w sposób bardziej seksualny. Słuchała go. I wykorzystała tę wiedzę, by sprowokować go do działania. Uległ impulsom, podobnie jak ona i była z tego cholernie dumna, bo potrzebowała tej bliskości. Potrzebowała również słownego potwierdzenia, że była dla niego wyjątkowa.
Dostała je, wraz z chwilą jego słabości powstałej na skutek całodniowych wrażeń; świadomości, że miał urodziny, czteroletniej tęsknoty za Shereen, satysfakcją, że mógł ponownie ją mieć dla siebie. Odsłonił przed nią swoje uczucia, a ona przez chwilę zaniemówiła. Nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć na tak deklaracyjne wyznanie — a przecież słownych deklaracji chciała za wszelką cenę uniknąć. To wyznanie sprawiło, że na moment ziemia pod nogami Shereen zadrżała, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Serce zatrzymało się o jedną sekundę za długo, a świat wstrzymał oddech. Patrzyła na niego z niedowierzaniem, jakby próbowała odnaleźć cień żartu, cień drwiny... Cień... Czegokolwiek. Znalazła tylko szczerość. Od pewnego czasu nie patrzyła na Erica jak na swojego przyjaciela. Traktowała go jak osobę bliższą sercu. Czuła na sobie ciężar uczuć, których nie potrafiła jeszcze do końca nazwać, choć doskonale je rozumiała. Zsunęła spojrzenie na podłogę, trawiąc słowa, które usłyszała. Chwilę temu intensywnie się całowali, ale teraz... Teraz szukała słów, którymi mogłaby określić swoje odczucia. Zaskoczyła ją odsłaniająca szczerość, choć wewnątrz odczuwała radość. W końcu zdjął jedną ze swoich masek. Odkrył swoje słabości...
Kochanie kogoś to bezgraniczne oddanie się drugiej osobie... — słowa Shereen nie rozbrzmiały zbyt głośno. Mówiła cicho, patrząc z zaufaniem i ciepłem prosto w oczy Erica, jakby samym spojrzeniem próbowała wyznać mu swoje uczucia. Wypowiedzianych słów nie dało się cofnąć, ani odesłać z letnim wiatrem. Słowa miały znaczenie, lecz sens nadawały im intencje. Potrafiły boleśnie zranić, albo wesprzeć. Dlatego bała się deklaracji. — Zanim powiesz mi to następnym razem, zastanów się, czy jesteś na to gotowy — to była prośba; nie odmowa. Nie odrzucała jego uczuć, nie chciała tego robić. Zależało jej na świadomości. Prawdziwa miłość była ślepym oddaniem, bezgranicznym poniżeniem, całkowitym poddaniem się, zaufaniem drugiej osobie i ofiarowaniem swojej duszy komuś, który mógł ją zniszczyć.


trigger warning
Robi się coraz cieplej...


Chcę być twoim jedynym — nie miała męża, wiedzieli o tym obydwoje. Nie oddała swojej duszy żadnemu oprawcy. Spodobało jej się to, co usłyszała. Nazwałaby to zaborczością, która podziałała na nią jak zapalnik. Dłonie Erica, ocierające się o jej skórę, zostawiały ciepłe ślady na jej policzkach. Nie musiała nic mówić. Sposób, w jaki wypowiedział te słowa, rozbrzmiewały przyjemnie w jej myślach, przyprawiając ją o przyspieszony oddech. Zadarła butnie podbródek, patrząc mu jeszcze przez chwilę prosto w oczy, zanim jej nie pocałował. Chciała przeciągnąć to napięcie drapiące pod skórą jeszcze przez kilka kolejnych sekund — jakby cholernie świadomie próbowała powstrzymać ten żarliwy płomień przed całkowitym rozprzestrzenieniem się wewnątrz ciała. Później były jego usta. Zetknęły się z tymi jej, odcinając ją od rzeczywistości, poprzez głęboki pocałunek, który stał się centrum jej świata. Ich usta zetknęły się ze sobą; wargi przy wargach, oddech przy oddechu, język przy języku, ciało przy ciele, wprawiając w ruch już i tak obciążone elektrycznością powietrze. Przerabiała różne pocałunki. Różny dotyk. Walczyła z dziwnym, nieokiełznanym pragnieniem. Brutalnością i niemal zwierzęcą potrzebą zaspokojenia cielesnych zachcianek, ale Eric podarował jej coś innego. Uczucia. Chęć bycia blisko, wyrażaną nie poprzez brutalne zderzenia ciał, lecz bliskość emocjonalną podsycającą tą cielesną. Chciała go dotykać. Smakować. Cieszyć się jego dłońmi błądzącymi po każdym odsłoniętym skrawku skóry w sposób intensywny, acz przepełniony huraganem uczuć, któremu w pełni dałaby się pochłonąć. Zadziałała instynktownie. Marynarka odgradzała ją od jego ciała, podobnie jak reszta ubrań. Podniecało ją to, z jaką śmiałością ją traktował, a jeszcze większą satysfakcję odczuła, czując pod wargami przyciśniętymi do jego szyi, przyspieszony puls. Wykorzystując tę chwilę, sięgnęła palcami do jego koszuli, rozpinając powoli i subtelnie kilka pierwszych guzików. Ustami wciąż wędrowała wzdłuż jego szyi, szukając kolejnych czułych punktów, których muśnięcia i przygryzienia sprawiały, że przez jego ciało przechodził prąd podniecenia.
— Nie... To było tylko ostrzeżenie. Prawdziwa gra zaczęła się wtedy, gdy docisnąłeś mnie do drzwi i przestałeś udawać grzecznego... — wyszeptała między przerwami wyrwanymi pieszczotliwym chwilom, w których z namiętnością godną spragnionej krwi wampirzycy, muskała naprzemiennie zębami i językiem jego skórę. Mógł poczuć, jak jej usta znajdujące się niebezpiecznie blisko jego ucha uniosły się w delikatnym uśmiechu, gdy poczuła jego dłoń na swoim brzuchu i biodrach.
Odsunęła się od niego na te kilka milimetrów, udzielając mu w ten sposób pozwolenia na zdjęcie jasnej bluzki. Poruszyła lekko głową, wprawiając w ruch długie włosy przewiązane kokardą w równie intensywnym, co spódnica, czerwonym kolorze. Wypieki na policzkach Shereen, wyraźnie rozszerzone źrenice i sposób, w jaki poruszała się jej klatka piersiowa — nierówny, niespokojny — świadczyły o narastającym podnieceniu, które owijało się wokół jej ciała niczym wąż. Odchyliła głowę, opierając ją o drzwi i wplotła palce w ciemne włosy Erica, delektując się pocałunkami opadającymi na nią z delikatnością drobnego deszczu. Przymknęła oczy, poddając się tej słodkiej przyjemności z oddaniem niemal brutalnym w swojej intensywności. Rozchyliła delikatnie usta, poruszając się nieznacznie, gdy on, przejmując inicjatywę, znaczył swoimi ustami drogę biegnącą przez najwrażliwsze punkty jej ciała; szyja, obojczyki, wgłębienie między piersiami, linia żeber, brzuch, podbrzusze...
Rozgrzewał ją w ten śmiały sposób, wymuszając na niej kolejne gesty — delikatniejsze od ugryzienia, choć równie intensywne. Zaciskała dłonie na jego włosach, muskając je i obracając w palcach, gdy pieścił wrażliwe miejsca. Dłonie Sher towarzyszyły mu w tej cielesnej podróży, zaciskając się najmocniej w chwili, w której jego usta zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do tego symbolicznego punktu, w którym górna część spódnicy, stykała się z jej ciałem. Była pewna, że zsunie ją niżej i...

Proszę cię, jeszcze niżej... Pozwól mi się zatracić.


Poczuła się rozczarowana. Zagryzła usta, gdy chłodne powietrze musnęło wilgotne ślady na jej ciele.
Niemalże jęknęła z niezadowoleniem wywołanym niedopieszczeniem. Nie zdążyła tego zrobić.
Jego dłoń szybko odnalazła spragnione uwagi miejsce.
— Zasady... — próbowała skupić się na myślach, rozsądku, nie na jego palcach poruszających się tak niebezpiecznie blisko krawędzi jej bielizny. — Pierwsza zasada... Od teraz możesz dotykać w ten sposób tylko mnie —
wyszeptała enigmatycznie, poruszając się w taki sposób, by wewnętrzną stroną ud otrzeć się o jego dłoń.
Wysunęła dłonie spomiędzy jego włosów i sięgnęła do spodni Erica, zahaczając opuszkami palców o materiał. Wsunęła palce za ich brzeg, przyciągając go do siebie w taki sposób, by mógł poczuć przez materiał spodni ciepło bijące od dolnych partii jej brzucha — ona natomiast wypukłość wprawiającą go prawdopodobnie w coraz większy dyskomfort. Wyobraźnia Shereen podsuwała jej coraz bardziej nieprzyzwoite obrazy. Sunęła palcami wzdłuż jego spodni, wsuwając je nieco głębiej niż wcześniej — Eric drażnił się z nią poprzez dotyk, a Winfield nie planowała pozostać mu dłużna. Patrząc bezczelnie w ciemne oczy bruneta, zmniejszyła dystans dzielący jej palce od napierającej na materiał męskości.

Zamilkła na krótką chwilę.

— Jaka jest druga?


my personal hell