happy birthday to me
: wt maja 12, 2026 9:23 pm
#najświeższe
Każdemu przypisywany jest dzień, w którym przyszło się na świat. Było to coś nieodłącznego. Coś, czego nie można było się pozbyć, jak plastra czy zużytej rzeczy. Ten dzień zostawał z człowiekiem już na zawsze, tak samo jak kanadyjski SIN (Social Insurance Number) czy polski PESEL – a Stonesowi, ponieważ urodził się na Litwie, nadano tamtejszy kod osobisty (asmens kodas), lecz po przeprowadzce jego ojciec zadbał o to, by każdy z rodziny otrzymał kanadyjski odpowiednik, bo bez tego nie mogli funkcjonować jako obywatele.
Eric kiedyś nie mógł się doczekać swoich urodzin ze względu na prezent, jaki miał otrzymać od rodziców. Gdy mieszkał jeszcze na Litwie, bardzo często zjeżdżała się rodzina od strony ojca, łącznie z dziadkami - było to nawet udokumentowane na fotografiach znajdujących się w albumie ze zdjęciami z różnych etapów życia Erica.
Po przeprowadzce do Kanady, rodzina już raczej nie przylatywała, a dzwoniła - chociaż dziadkom ze dwa razy udało się przylecieć, by osobiście złożyć wnukowi życzenia oraz spędzić czas z synem, synową i wnukami. Eric pamiętał, jak wszyscy razem spacerowali po centrum miasta, gdyż pan Stones chciał pokazać swoim rodzicom trochę miasta - bez sensu byłoby siedzieć w domu, kiedy seniorzy pofatygowali się i przylecieli, co także musiało być kosztowne, choć możliwe, że syn im trochę dopłacił do podróży. Wędrowali, podziwiając wysokie bloki - marzeniem Erica było wjechać windą na najwyższe piętro jednego z drapaczy chmur, aby podziwiać panoramę (najlepiej o wschodzie lub zachodzie słońca) - kawałki zieleni, street artystów, a na obiad poszli do restauracji - Eric jadł w niej frytki z nuggetsami i ketchupem i smakowały mu (miał 10 lat).
Wtedy nie przypuszczał, że wpadnie jak śliwka w kompot i zakocha się po uszy w tej, którą poznał jako jedną z pierwszych, gdy dzień czy dwa po przeprowadzce razem z mamą i rodzeństwem poszli na plac zabaw, z którą potem chodził do jednej szkoły, która zawsze była wtedy, gdy jej potrzebował, dopóki nie wyjechała…
W sumie jak tak na to popatrzeć, Eric uważał za całkiem urocze, że jego starsza siostra szybko złapała kontakt z synem sąsiadów (niedawno nawet oficjalnie ogłosili, że są razem i Eric bardzo im kibicował, bo chciał, żeby jego rodzeństwo było szczęśliwe, a widząc, jak zarówno Camellia jak i Connor na siebie patrzyli, był w stanie uwierzyć, iż łączyło ich coś prawdziwego), a on także w niewielkim odstępie czasu, znalazł prawdziwą przyjaciółkę, do której zaczął żywić prawdziwe, a zarazem głębsze uczucia, co zresztą udowodnił podczas wspólnie spędzonej nocy bo seks seksem, ale sposób w jaki patrzył na Shereen, jak do niej mowil, dotykał i całował… uważał za wystarczająco twarde dowody, których nie wyssał sobie z palca.
Tego dnia po pracy wpadła do niego mama, aby złożyć mu osobiście życzenia i wręczyć zrobione przez siebie ciasto. Porozmawiali albo raczej Eric wysłuchał, co jego rodzicielka kupiła do ogrodu, że pojutrze przychodzą do niej koleżanki z którymi uczęszcza na nordic walking (Eric był pod wrażeniem, że mimo swoich lat - a miała 50 - potrafiła spędzać go aktywnie), że syn sąsiadki oświadczył się swojej dziewczynie - mówiąc o tym, zrobiła piękny side eye w kierunku Erica jakoby wybadać JEGO sprawy sercowe, bo ona BARDZO CHĘTNIE poszłaby na wesele i równie chętnie już mogłaby się wnukami zajmować, co nieraz podkreślała, a Eric tylko wzruszał ramionami - teraz natomiast tylko się uśmiechnął i zapewnił, że wszystko jest w porządku, ba! Nawet jak najlepszym - nie omieszkał wspomnieć o powrocie Shereen - z którą, notabene, jednocześnie wymieniał wiadomości tekstowe - i o tym, że się spotkali (szczegóły zostawił dla siebie, lecz Pani Stones doskonale widziała uniesione kąciki ust syna). Kazała pozdrowić Sher oraz przekazać zaproszenie na obiad - Eric podziękował i powiedział, że oczywiście wszystko przekaże. Potem porozmawiali jeszcze chwilę m.in. o pracy Erica. Podczas rozmowy konsumowali przyniesione ciasto truskawkowe, tj. zjedli po jednym kawałku, i po zjedzeniu pani Stones wyszła. Wyszła we wręcz IDEALNYM momencie, bo dostał taką wiadomość, że aż zrobiło mu się BARDZO gorąco, dlatego też postanowił otworzyć najbliższe okno, choć szczerze? Ani trochę NIE pomogło.
Mimo wszystko, naprawdę był przeogromnie rad z faktu, iż Winifield planowała do niego przyjść - traktował to jako prezent urodzinowy. Nie potrzebował niczego materialnego.
Dwie minuty. pomyślał, patrząc na godzinę wyświetlaną na ekranie telefonu, i czym prędzej podniósł swoje cztery litery z kanapy, aby otworzyć drzwi.
Miała rację.
Znalazła go .
- Cześć, piękna. Ten, do kogo przyszłaś, musi być cholernym szczęściarzem… a czekaj. - powiedział radośnie, lustrując Sher od stóp do głów, by dłużej zatrzymać się na jej ustach, a potem na zielonych oczach. Oczywiście nachylił się, żeby złączyć swoje usta z ustami Sher w lekkim, powitalnym pocałunku, a następnie odczekał, aż przekroczy próg. Gdy to zrobiła, zamknął za nią drzwi, przekręcił zamek i oparł ręce tak, że głowa Sher była między nimi, jakby nie pozwolił jej nigdzie dalej iść.
- Ciągle mi to siedzi w głowie. Tak samo jak Ty. - dodał nagle nieco ciszej, a następnie wpił się w usta Sher, lecz tym razem całował ją z większą pasją i namiętnością, niczym spragniony kochanek, w taki sposób, jakby chciał pokazać, co poczuł po przeczytaniu tamtej wiadomości, a po kilkudziesięciu sekundach przygryzł jej dolną wargę.
you are the best gift
Każdemu przypisywany jest dzień, w którym przyszło się na świat. Było to coś nieodłącznego. Coś, czego nie można było się pozbyć, jak plastra czy zużytej rzeczy. Ten dzień zostawał z człowiekiem już na zawsze, tak samo jak kanadyjski SIN (Social Insurance Number) czy polski PESEL – a Stonesowi, ponieważ urodził się na Litwie, nadano tamtejszy kod osobisty (asmens kodas), lecz po przeprowadzce jego ojciec zadbał o to, by każdy z rodziny otrzymał kanadyjski odpowiednik, bo bez tego nie mogli funkcjonować jako obywatele.
Eric kiedyś nie mógł się doczekać swoich urodzin ze względu na prezent, jaki miał otrzymać od rodziców. Gdy mieszkał jeszcze na Litwie, bardzo często zjeżdżała się rodzina od strony ojca, łącznie z dziadkami - było to nawet udokumentowane na fotografiach znajdujących się w albumie ze zdjęciami z różnych etapów życia Erica.
Po przeprowadzce do Kanady, rodzina już raczej nie przylatywała, a dzwoniła - chociaż dziadkom ze dwa razy udało się przylecieć, by osobiście złożyć wnukowi życzenia oraz spędzić czas z synem, synową i wnukami. Eric pamiętał, jak wszyscy razem spacerowali po centrum miasta, gdyż pan Stones chciał pokazać swoim rodzicom trochę miasta - bez sensu byłoby siedzieć w domu, kiedy seniorzy pofatygowali się i przylecieli, co także musiało być kosztowne, choć możliwe, że syn im trochę dopłacił do podróży. Wędrowali, podziwiając wysokie bloki - marzeniem Erica było wjechać windą na najwyższe piętro jednego z drapaczy chmur, aby podziwiać panoramę (najlepiej o wschodzie lub zachodzie słońca) - kawałki zieleni, street artystów, a na obiad poszli do restauracji - Eric jadł w niej frytki z nuggetsami i ketchupem i smakowały mu (miał 10 lat).
Wtedy nie przypuszczał, że wpadnie jak śliwka w kompot i zakocha się po uszy w tej, którą poznał jako jedną z pierwszych, gdy dzień czy dwa po przeprowadzce razem z mamą i rodzeństwem poszli na plac zabaw, z którą potem chodził do jednej szkoły, która zawsze była wtedy, gdy jej potrzebował, dopóki nie wyjechała…
W sumie jak tak na to popatrzeć, Eric uważał za całkiem urocze, że jego starsza siostra szybko złapała kontakt z synem sąsiadów (niedawno nawet oficjalnie ogłosili, że są razem i Eric bardzo im kibicował, bo chciał, żeby jego rodzeństwo było szczęśliwe, a widząc, jak zarówno Camellia jak i Connor na siebie patrzyli, był w stanie uwierzyć, iż łączyło ich coś prawdziwego), a on także w niewielkim odstępie czasu, znalazł prawdziwą przyjaciółkę, do której zaczął żywić prawdziwe, a zarazem głębsze uczucia, co zresztą udowodnił podczas wspólnie spędzonej nocy bo seks seksem, ale sposób w jaki patrzył na Shereen, jak do niej mowil, dotykał i całował… uważał za wystarczająco twarde dowody, których nie wyssał sobie z palca.
Tego dnia po pracy wpadła do niego mama, aby złożyć mu osobiście życzenia i wręczyć zrobione przez siebie ciasto. Porozmawiali albo raczej Eric wysłuchał, co jego rodzicielka kupiła do ogrodu, że pojutrze przychodzą do niej koleżanki z którymi uczęszcza na nordic walking (Eric był pod wrażeniem, że mimo swoich lat - a miała 50 - potrafiła spędzać go aktywnie), że syn sąsiadki oświadczył się swojej dziewczynie - mówiąc o tym, zrobiła piękny side eye w kierunku Erica jakoby wybadać JEGO sprawy sercowe, bo ona BARDZO CHĘTNIE poszłaby na wesele i równie chętnie już mogłaby się wnukami zajmować, co nieraz podkreślała, a Eric tylko wzruszał ramionami - teraz natomiast tylko się uśmiechnął i zapewnił, że wszystko jest w porządku, ba! Nawet jak najlepszym - nie omieszkał wspomnieć o powrocie Shereen - z którą, notabene, jednocześnie wymieniał wiadomości tekstowe - i o tym, że się spotkali (szczegóły zostawił dla siebie, lecz Pani Stones doskonale widziała uniesione kąciki ust syna). Kazała pozdrowić Sher oraz przekazać zaproszenie na obiad - Eric podziękował i powiedział, że oczywiście wszystko przekaże. Potem porozmawiali jeszcze chwilę m.in. o pracy Erica. Podczas rozmowy konsumowali przyniesione ciasto truskawkowe, tj. zjedli po jednym kawałku, i po zjedzeniu pani Stones wyszła. Wyszła we wręcz IDEALNYM momencie, bo dostał taką wiadomość, że aż zrobiło mu się BARDZO gorąco, dlatego też postanowił otworzyć najbliższe okno, choć szczerze? Ani trochę NIE pomogło.
Mimo wszystko, naprawdę był przeogromnie rad z faktu, iż Winifield planowała do niego przyjść - traktował to jako prezent urodzinowy. Nie potrzebował niczego materialnego.
Dwie minuty. pomyślał, patrząc na godzinę wyświetlaną na ekranie telefonu, i czym prędzej podniósł swoje cztery litery z kanapy, aby otworzyć drzwi.
Znalazła go
- Cześć, piękna. Ten, do kogo przyszłaś, musi być cholernym szczęściarzem… a czekaj. - powiedział radośnie, lustrując Sher od stóp do głów, by dłużej zatrzymać się na jej ustach, a potem na zielonych oczach. Oczywiście nachylił się, żeby złączyć swoje usta z ustami Sher w lekkim, powitalnym pocałunku, a następnie odczekał, aż przekroczy próg. Gdy to zrobiła, zamknął za nią drzwi, przekręcił zamek i oparł ręce tak, że głowa Sher była między nimi, jakby nie pozwolił jej nigdzie dalej iść.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
- Ciągle mi to siedzi w głowie. Tak samo jak Ty. - dodał nagle nieco ciszej, a następnie wpił się w usta Sher, lecz tym razem całował ją z większą pasją i namiętnością, niczym spragniony kochanek, w taki sposób, jakby chciał pokazać, co poczuł po przeczytaniu tamtej wiadomości, a po kilkudziesięciu sekundach przygryzł jej dolną wargę.
you are the best gift