czy jest na sali lekarz?
: śr maja 13, 2026 12:41 am
2# - outfit
Denver Fosterpoprawił teczkę i pchnął ciężkie, szklane drzwi szpitala. W środku śmierdziało jak wszędzie – miksem chloru, taniej kawy i strachu. Nie był tu, żeby leczyć rany, tylko żeby je opisywać. Jego nowa książka potrzebowała mięsa, a konkretnie chirurga-psychopaty, który tnie ludzi z takim samym spokojem, z jakim smaruje rano grzanki. Sekretariat dyrekcji wyglądał jak z katalogu drogich mebli. Cordelia LeBlanc siedziała za biurkiem, sztywna jakby kij połknęła. Od razu wyłożył kawę na ławę: chce popatrzeć, jak pracują, jak klną nad otwartą klatką piersiową i co robią z rękami, kiedy pacjent schodzi na stole. Cordelia patrzyła na niego przez chwilę, jakby oceniała, czy nie jest kolejnym świrem z obsesją na punkcie „Grey’s Anatomy”, ale w końcu machnęła ręką. Miał niczego nie dotykać, nie wchodzić nikomu w drogę, nosić identyfikator oraz miał zakaz wchodzenia na OIOM. Wymruczał podziękowania i wyszedł na korytarz, zanim zdążyła zmienić zdanie. Teraz musiał znaleźć drugą LeBlanc. Grace. Złapał jakąś pielęgniarkę przy automacie z batonikami.
– Szukam Grace LeBlanc. Podobno gdzieś tu krąży – rzucił, siląc się na luz. Dowiedział się od niej, że to wysoka, brunetka, która wygląda jakby nie spała od trzech dni. Cudownie. Ruszył schodami, bo musiał ją dorwać, zanim wejdzie na salę. Miał do niej listę pytań, od których normalnym ludziom robi się niedobrze. To mu idealnie pasowało do fabuły.
W końcu znalazł ją na zapleczu automatu z kawą. Kobieta stała tyłem, oparta czołem o zimną blachę maszyny. Kiedy usłyszała kroki, wyprostowała się tak gwałtownie, jakby raził ją prąd. Nie wyglądała na kogoś, kto ma ochotę na pogawędki o literaturze.
– Pani Grace LeBlanc? – zagaił, stając w bezpiecznej odległości.
Odwróciła się powoli. Mężczyzna stwierdził, że pielęgniarka przy automacie musiała być albo ślepa, albo wyjątkowo zawistna, bowiem pani LeBlanc miała w sobie ten rodzaj zjawiskowej urody, która nie potrzebuje makijażu ani dobrego światła – piękne rysy, hipnotyzujące oczy i sylwetkę, która nawet w niebieskim kitlu wyglądała elegancko. – Jestem Denver Foster, jestem pisarzem. Piszę książkę. Dyrektorka dała mi zielone światło na kręcenie się po oddziale i obserwację. Chciałem zadać parę pytań o… specyficzne zachowania chirurgów.
Grace LeBlanc
Denver Fosterpoprawił teczkę i pchnął ciężkie, szklane drzwi szpitala. W środku śmierdziało jak wszędzie – miksem chloru, taniej kawy i strachu. Nie był tu, żeby leczyć rany, tylko żeby je opisywać. Jego nowa książka potrzebowała mięsa, a konkretnie chirurga-psychopaty, który tnie ludzi z takim samym spokojem, z jakim smaruje rano grzanki. Sekretariat dyrekcji wyglądał jak z katalogu drogich mebli. Cordelia LeBlanc siedziała za biurkiem, sztywna jakby kij połknęła. Od razu wyłożył kawę na ławę: chce popatrzeć, jak pracują, jak klną nad otwartą klatką piersiową i co robią z rękami, kiedy pacjent schodzi na stole. Cordelia patrzyła na niego przez chwilę, jakby oceniała, czy nie jest kolejnym świrem z obsesją na punkcie „Grey’s Anatomy”, ale w końcu machnęła ręką. Miał niczego nie dotykać, nie wchodzić nikomu w drogę, nosić identyfikator oraz miał zakaz wchodzenia na OIOM. Wymruczał podziękowania i wyszedł na korytarz, zanim zdążyła zmienić zdanie. Teraz musiał znaleźć drugą LeBlanc. Grace. Złapał jakąś pielęgniarkę przy automacie z batonikami.
– Szukam Grace LeBlanc. Podobno gdzieś tu krąży – rzucił, siląc się na luz. Dowiedział się od niej, że to wysoka, brunetka, która wygląda jakby nie spała od trzech dni. Cudownie. Ruszył schodami, bo musiał ją dorwać, zanim wejdzie na salę. Miał do niej listę pytań, od których normalnym ludziom robi się niedobrze. To mu idealnie pasowało do fabuły.
W końcu znalazł ją na zapleczu automatu z kawą. Kobieta stała tyłem, oparta czołem o zimną blachę maszyny. Kiedy usłyszała kroki, wyprostowała się tak gwałtownie, jakby raził ją prąd. Nie wyglądała na kogoś, kto ma ochotę na pogawędki o literaturze.
– Pani Grace LeBlanc? – zagaił, stając w bezpiecznej odległości.
Odwróciła się powoli. Mężczyzna stwierdził, że pielęgniarka przy automacie musiała być albo ślepa, albo wyjątkowo zawistna, bowiem pani LeBlanc miała w sobie ten rodzaj zjawiskowej urody, która nie potrzebuje makijażu ani dobrego światła – piękne rysy, hipnotyzujące oczy i sylwetkę, która nawet w niebieskim kitlu wyglądała elegancko. – Jestem Denver Foster, jestem pisarzem. Piszę książkę. Dyrektorka dała mi zielone światło na kręcenie się po oddziale i obserwację. Chciałem zadać parę pytań o… specyficzne zachowania chirurgów.
Grace LeBlanc