And if you interact, your life is on contract
: śr maja 13, 2026 11:48 am
008
Na klatce schodowej pachniało nawet gorzej. Miała wrażenie, że coś dziwacznego wydarzyło się piętro niżej. Zeszła na dół, a w korytarzu skierowała się za jakimś dziwacznym piskiem, który dobiegał zza jednych z drzwi. To był jakiś alarm? A może popsuta mikrofalówka? Nie miała pewności. Zastanawiała się, czy nie powinna jednak odpuścić. Właściwie nie miała już tutaj żadnego interesu. Równie dobrze mogła wyjść na zewnątrz i nigdy tu nie wracać. Płonięcie cudzych bloków nie było czymś, co zajmowało zbyt często jej myśli. Miała przecież plany na dziś, powinna spożytkować ten czas w dużo mądrzejszy sposób. A jednak coś jej podpowiadało, że warto było sprawdzić, co się właściwie wyprawia o tak wczesnej porze.
Zapukała więc do drzwi. Przeczesała wciąż wilgotne włosy, czekając, aż ktokolwiek za nimi jej otworzy. Nic takiego się jednak nie działo. Z tego wszystkiego zachciało jej się palić. Wsunęła rękę do kieszeni i złapała za paczkę papierosów, ale jednak zrezygnowała z wyciągania jej. To mogło jeszcze chwilę poczekać. Przyłożyła palec do dzwonka do drzwi. Trzymała go mocno przez dłuższą chwilę, prawdopodobnie budząc w środku wszystkich potencjalnie tam obecnych. I kilkoro umarłych z okolicy. A może ten ktoś w mieszkaniu również był na skraju życia? Nie, to nie brzmiało ani nie pachniało aż tak źle. Ktoś miał po prostu paskudny poranek i nie potrafił ogarnąć go na tyle szybko, by nie psuć go przy okazji wszystkim innym.
Westchnęła pod nosem i już chciała się wycofać. Mogła porzucić tę przygodę i zająć się zadaniami, które miały jej umilić dzień. Los jednak zadecydował inaczej. Drzwi się w końcu otworzyły. Na szczęście nie stanął w nich żywy trup ani nawet ktoś skrajnie poparzony. Kobieta nie wyglądała też na strażaczkę, a przynajmniej nie na czynnej służbie.
— Potrzebujesz ratunku czy opierdolu? — rzuciła zamiast powitania. Jeżeli nieznajoma miała wybrać to pierwsze, to przecież szkoda czasu na jakieś kurtuazje.
Lowen Graves