Strona 1 z 1

And if you interact, your life is on contract

: śr maja 13, 2026 11:48 am
autor: River Cross
008
Weszła do sypialni faceta, którego imienia nie była teraz pewna. Przetarła wilgotne włosy ręcznikiem i spojrzała w stronę otwartego okna. Zdecydowanie jej się nie wydawało. Coś paskudnie śmierdziało. Miała wrażenie, że widzi również jakiś dym. To nie zapowiadało się dobrze. Spojrzała na telefon. Było jeszcze bardzo wcześnie, ale ktoś ewidentnie próbował zepsuć poranek wszystkim w bloku. Westchnęła głośno i naciągnęła na siebie spodnie i koszulkę, niespecjalnie przejmując się tym, że nigdzie nie mogła znaleźć stanika. To nie był problem na ten moment. Odrzuciła wilgotny ręcznik gdzieś na bok, zgarnęła papierosy i telefon, po czym wyszła z mieszkania, próbując zlokalizować źródło problemu.
Na klatce schodowej pachniało nawet gorzej. Miała wrażenie, że coś dziwacznego wydarzyło się piętro niżej. Zeszła na dół, a w korytarzu skierowała się za jakimś dziwacznym piskiem, który dobiegał zza jednych z drzwi. To był jakiś alarm? A może popsuta mikrofalówka? Nie miała pewności. Zastanawiała się, czy nie powinna jednak odpuścić. Właściwie nie miała już tutaj żadnego interesu. Równie dobrze mogła wyjść na zewnątrz i nigdy tu nie wracać. Płonięcie cudzych bloków nie było czymś, co zajmowało zbyt często jej myśli. Miała przecież plany na dziś, powinna spożytkować ten czas w dużo mądrzejszy sposób. A jednak coś jej podpowiadało, że warto było sprawdzić, co się właściwie wyprawia o tak wczesnej porze.
Zapukała więc do drzwi. Przeczesała wciąż wilgotne włosy, czekając, aż ktokolwiek za nimi jej otworzy. Nic takiego się jednak nie działo. Z tego wszystkiego zachciało jej się palić. Wsunęła rękę do kieszeni i złapała za paczkę papierosów, ale jednak zrezygnowała z wyciągania jej. To mogło jeszcze chwilę poczekać. Przyłożyła palec do dzwonka do drzwi. Trzymała go mocno przez dłuższą chwilę, prawdopodobnie budząc w środku wszystkich potencjalnie tam obecnych. I kilkoro umarłych z okolicy. A może ten ktoś w mieszkaniu również był na skraju życia? Nie, to nie brzmiało ani nie pachniało aż tak źle. Ktoś miał po prostu paskudny poranek i nie potrafił ogarnąć go na tyle szybko, by nie psuć go przy okazji wszystkim innym.
Westchnęła pod nosem i już chciała się wycofać. Mogła porzucić tę przygodę i zająć się zadaniami, które miały jej umilić dzień. Los jednak zadecydował inaczej. Drzwi się w końcu otworzyły. Na szczęście nie stanął w nich żywy trup ani nawet ktoś skrajnie poparzony. Kobieta nie wyglądała też na strażaczkę, a przynajmniej nie na czynnej służbie.
— Potrzebujesz ratunku czy opierdolu? — rzuciła zamiast powitania. Jeżeli nieznajoma miała wybrać to pierwsze, to przecież szkoda czasu na jakieś kurtuazje.

Lowen Graves