don't come easy
: śr maja 13, 2026 2:24 pm
Nienawidziła samej siebie.
Powód był jeden i wszystkim dość dobrze znany. Nie powinna pozwalać sobie na jakąkolwiek bliskość z Williamem. Jakiekolwiek myśli schodziły na dalszy plan, nawet w pracy zastanawiała się, jaką sprawę on prowadzi. Wszystko krążyło dookoła niego, a ślub z przyjacielem był jedną, wielką, czerwoną flagą. Zdawała sobie sprawę.
Powinna się wyleczyć.
Jak miałaby to zrobić bez przyjaciółki? Dobre słowa, pocieszenie i może szansa na zrozumienie. Ich relacja była przedziwna. Nikt nie rozumiał jej za to tak dobrze jak Adeline. Nie pamiętała, kiedy ostatnio widziały się na aktualizacji ich statusu. Potrzebowały chwili dla siebie. Tyle że nawet tego Kovalski nie posiadała. Powrót do Toronto łączył się z powrotem do pracy, ciągłymi sprawami, telefonami. Męczyło ją to.
Dlatego spotkały się właśnie tu. W parku dla psów, gdzie dwie chmurki biegały, wesoło merdając ogonkami. Na sam widok przyjaciółki uśmiechnęła się szeroko i niemalże od razu przytuliła ją na przywitanie. Zresztą nie tylko ona. Psiaki stęskniły się za ciocią Ade.
— Wiem, że stypa, bo z psami — w końcu mogły spotkać się u niej w domu, pubie, klubie. Gdziekolwiek, gdzie alkohol lałby się litrami, a nie piździłoby tak mocno — ale mam dla nas coś na wzmocnienie — uśmiechnęła się zadziornie, a z torebki wyjęła zestaw startowy. Kolorową wódkę oraz piwko. Tak powinno zaczynać się dobrą zabawę — proszę — przekazała szklaną buteleczkę rudej, a sama odkręciła ją i upiła sporego łyka. Idealne. Jeszcze dźwięk otwieranego piwa. Finalnie znajdowała się w dobrym miejscu.
— Opowiadaj, co u Ciebie, bo jak zacznę... — zmarszczyła przez moment czoło — to się zesrasz — sama by się zesrała, gdyby ktokolwiek opowiadałby jej o Williamie Patelu. Był ewenementem. To musiała mu przyznać szczerze bez bicia. Chociaż z jakiegoś powodu podbił jej serce.
— Albo przynajmniej wypierdolisz mnie do innego miasta — o, tego też się obawiała — bo jestem idiotką — jak inaczej można nazwać zakochanie się w mężczyźnie, który nie był w stanie obiecać wierności? Debilizm.