workaholic
: śr maja 13, 2026 4:58 pm
Boss's sisterঔৣ꧂
Wejście we wir pracy było naturalne.
Dostała nową sprawę związaną z niepozornym dealerem i cały czas głowiła się, w jaki sposób go obronić. Narkotyki. Jedno słowo starczyło, by znów zaczęła myśleć o Williamie. Mógłby wyjść jej z głowy, przynajmniej, gdy chciała zadbać o klienta. Wtedy finalnie mogłaby odpocząć, ochłonąć, pójść dalej. Tak byłoby łatwiej.
Zwłaszcza po ich durnej kłótni na balkonie.
Głęboki wdech, łyk kawy i powrót do policyjnych akt. Coś w końcu musiała znaleźć. Nie od dziś wiadomo, że policja nie należała do ulubieńców Kovalski. Ba, widziała w nich jedynie wrogów. Chłopak ledwo osiągnął pełnoletność i chciał zarobić pieniądze dla jedzenie dla własnego rodzeństwa. Mógł robić to na wiele sposobów. Popełnił błąd. Jeszcze większym okazałoby się zostawienie go na lata we więzieniu.
Nagle rozbrzmiał telefon.
Siostra szefa? Miała się nią zająć? No tak, oprócz przynoszenia kaw, do jej obowiązków dołączyło zabawianie innych. Tłumaczenia nic nie dały. Miała zająć się tym teraz. Wstała niechętnie od własnego biurka, a wzrokiem poszukiwała kobiety, przypominającej Percivala. Po ostatniej współpracy z nim, chciała, by miał o niej dobre zdanie. Jest i ona! Już przyśpieszała tempo, ale zatrzymała się. Kojarzyła ją. Tylko nie była pewna, w którym kościele właśnie wybiły dzwony.
— Dzień dobry, pan Gardner kazał mi się panią zająć — na jej twarzy pojawił się firmowy uśmiech, po czym wyciągnęła dłoń — Charlotte Kovalski, jestem tu adwokatką — za każdym razem gdy wypowiadała te słowa, pękała sama z dumy. Tyle lat studiów, durnej nauki, by znaleźć się w tym miejscu. Już niedługo stanie się bardziej rozpoznawalna, a kiedyś może jej nazwisko pojawi się w nazwie firmy. Albo założy własną.
— Kawa, herbata, coś mocniejszego? — od tego wypadało zacząć. Prosta procedura, rozmowa, napój, coś słodkiego. Wiele razy była już tego uczona.
— Przepraszam, że tak patrzę... — musiała wyglądać na wariatkę, na okrągło na nią zerkała ciekawskim spojrzeniem — ale wydaje się być Pani bardzo znajoma — tylko skąd ją kojarzyła? Wspólnie razem imprezowały? Nie, niemożliwe... Gdzieś musiała ją widzieć!
Wejście we wir pracy było naturalne.
Dostała nową sprawę związaną z niepozornym dealerem i cały czas głowiła się, w jaki sposób go obronić. Narkotyki. Jedno słowo starczyło, by znów zaczęła myśleć o Williamie. Mógłby wyjść jej z głowy, przynajmniej, gdy chciała zadbać o klienta. Wtedy finalnie mogłaby odpocząć, ochłonąć, pójść dalej. Tak byłoby łatwiej.
Zwłaszcza po ich durnej kłótni na balkonie.
Głęboki wdech, łyk kawy i powrót do policyjnych akt. Coś w końcu musiała znaleźć. Nie od dziś wiadomo, że policja nie należała do ulubieńców Kovalski. Ba, widziała w nich jedynie wrogów. Chłopak ledwo osiągnął pełnoletność i chciał zarobić pieniądze dla jedzenie dla własnego rodzeństwa. Mógł robić to na wiele sposobów. Popełnił błąd. Jeszcze większym okazałoby się zostawienie go na lata we więzieniu.
Nagle rozbrzmiał telefon.
Siostra szefa? Miała się nią zająć? No tak, oprócz przynoszenia kaw, do jej obowiązków dołączyło zabawianie innych. Tłumaczenia nic nie dały. Miała zająć się tym teraz. Wstała niechętnie od własnego biurka, a wzrokiem poszukiwała kobiety, przypominającej Percivala. Po ostatniej współpracy z nim, chciała, by miał o niej dobre zdanie. Jest i ona! Już przyśpieszała tempo, ale zatrzymała się. Kojarzyła ją. Tylko nie była pewna, w którym kościele właśnie wybiły dzwony.
— Dzień dobry, pan Gardner kazał mi się panią zająć — na jej twarzy pojawił się firmowy uśmiech, po czym wyciągnęła dłoń — Charlotte Kovalski, jestem tu adwokatką — za każdym razem gdy wypowiadała te słowa, pękała sama z dumy. Tyle lat studiów, durnej nauki, by znaleźć się w tym miejscu. Już niedługo stanie się bardziej rozpoznawalna, a kiedyś może jej nazwisko pojawi się w nazwie firmy. Albo założy własną.
— Kawa, herbata, coś mocniejszego? — od tego wypadało zacząć. Prosta procedura, rozmowa, napój, coś słodkiego. Wiele razy była już tego uczona.
— Przepraszam, że tak patrzę... — musiała wyglądać na wariatkę, na okrągło na nią zerkała ciekawskim spojrzeniem — ale wydaje się być Pani bardzo znajoma — tylko skąd ją kojarzyła? Wspólnie razem imprezowały? Nie, niemożliwe... Gdzieś musiała ją widzieć!


