Glitter in the Chaos
: czw maja 14, 2026 10:09 pm
꧁𝔂𝓪𝓼𝓼 𝓺𝓾𝓮𝓮𝓷꧂
Po Teneryfie potrzebowała całkowitego resetu.
Cały czas zadawała sobie pytanie. Quo vadis? Dokąd zmierzasz, Ivy? Dlaczego twoje kroki kierowały się w miejsce, gdzie leczyłaś diabła? Pamiętała przecież Madoxa. Był tu szefem, wielkim panem na włościach, a ona uratowała mu życie. Teraz sama potrzebowała ratunku. Zakochała się w zajętym facecie. Na to nie istniała jakakolwiek recepta. Mogli spędzić piękne chwile na wyspie, ale wrócili. Potrzebowała odreagowania.
Tylko nie potrafiła zrozumieć jednego.
Dlaczego akurat szła do klubu, w którym ratowała komuś życie? Wydawało się jej to nieistotne. Weszła, a sam widok klubu przyprawił ją od dreszcze. Prawdziwa świątynia rozpusty. Z głośników wybrzmiewały latynowskie rytmy, a każdy był skąpiej ubrany od niej. W swojej błękitnej sukience do połowy ud przypominała dziewczynkę do komunii. Wcale nie wyglądała grzecznie, ale odróżniała się od stałych bywalców. Delikatnym makijażem, spiętymi do tyłu włosami i rumieńcami, które pojawiły się od razu, gdy spoglądała na tańczących ludzi na parkiecie.
I na tancerki. Wpatrywała się w nie z błyskiem w oku i z nieukrywanym podziwem. Jedna z nich zwłaszcza wpadła Ivy w oko. Musiała przekazać jej jedną wiadomość. Dlatego zamiast udania się do biura, czekała, aż zakończy występ.
— Przepraszam... — zaczęła, dotykając kobietę delikatnie w ramię. Od razu odsunęła ją — ale wyglądasz cudownie — uśmiechnęła się szeroko. Misja wykonana, prawda Harrison? Nie do końca zgadzała się z tym stwierdzeniem.
— Pracujesz tu? — idiotyczne pytanie, aż sama chciała strzelić sobie dłonią prosto w czoło — bo nie mogłam oderwać od Ciebie oczu — i po chwili dodała — byłaś dosłownie nieziemska — mogłaby być nią. Taką pewną siebie, ociekającą seksem oraz pewnością siebie. Jej daleko do tego było — nie podrywam Cię, ale... — dodatkowo jeszcze miała wrażenie, że coś dzwoni w kościele, tylko nie wiedziała którym — musiałam Ci to po prostu powiedzieć — taka była Harrison z sercem na dłoniach. Mogła przypominać paskudnego creepa, ale sprawienie komuś uśmiechu na twarzy było tego warte.
Po Teneryfie potrzebowała całkowitego resetu.
Cały czas zadawała sobie pytanie. Quo vadis? Dokąd zmierzasz, Ivy? Dlaczego twoje kroki kierowały się w miejsce, gdzie leczyłaś diabła? Pamiętała przecież Madoxa. Był tu szefem, wielkim panem na włościach, a ona uratowała mu życie. Teraz sama potrzebowała ratunku. Zakochała się w zajętym facecie. Na to nie istniała jakakolwiek recepta. Mogli spędzić piękne chwile na wyspie, ale wrócili. Potrzebowała odreagowania.
Tylko nie potrafiła zrozumieć jednego.
Dlaczego akurat szła do klubu, w którym ratowała komuś życie? Wydawało się jej to nieistotne. Weszła, a sam widok klubu przyprawił ją od dreszcze. Prawdziwa świątynia rozpusty. Z głośników wybrzmiewały latynowskie rytmy, a każdy był skąpiej ubrany od niej. W swojej błękitnej sukience do połowy ud przypominała dziewczynkę do komunii. Wcale nie wyglądała grzecznie, ale odróżniała się od stałych bywalców. Delikatnym makijażem, spiętymi do tyłu włosami i rumieńcami, które pojawiły się od razu, gdy spoglądała na tańczących ludzi na parkiecie.
I na tancerki. Wpatrywała się w nie z błyskiem w oku i z nieukrywanym podziwem. Jedna z nich zwłaszcza wpadła Ivy w oko. Musiała przekazać jej jedną wiadomość. Dlatego zamiast udania się do biura, czekała, aż zakończy występ.
— Przepraszam... — zaczęła, dotykając kobietę delikatnie w ramię. Od razu odsunęła ją — ale wyglądasz cudownie — uśmiechnęła się szeroko. Misja wykonana, prawda Harrison? Nie do końca zgadzała się z tym stwierdzeniem.
— Pracujesz tu? — idiotyczne pytanie, aż sama chciała strzelić sobie dłonią prosto w czoło — bo nie mogłam oderwać od Ciebie oczu — i po chwili dodała — byłaś dosłownie nieziemska — mogłaby być nią. Taką pewną siebie, ociekającą seksem oraz pewnością siebie. Jej daleko do tego było — nie podrywam Cię, ale... — dodatkowo jeszcze miała wrażenie, że coś dzwoni w kościele, tylko nie wiedziała którym — musiałam Ci to po prostu powiedzieć — taka była Harrison z sercem na dłoniach. Mogła przypominać paskudnego creepa, ale sprawienie komuś uśmiechu na twarzy było tego warte.