Strona 1 z 1

Seriously, child, have you no shame?

: pt maja 15, 2026 8:47 pm
autor: Shereen Winfield
09
Seriously, child, have you no shame?

Noc była spokojna, a ulica przed domem Lili niemalże pusta. Shereen stała pod ścianą budynku, dokładnie tam, gdzie wcześniej się umówiły — pod jedną ze ścian, tuż pod oknem sypialni zajmowanej przez Lilian. Okno pierwszego piętra miało być ich wyjściem awaryjnym. Stojąca nieopodal drabinka, po której latem wspinała się jedna z roślin, była na tyle wysoka, że sięgała do okna. Wiosną i latem, gdy za oknem się zieleniło, pnący się po ścianie żywopłot prezentował się naprawdę dobrze. Wczesną wiosną natomiast, drabinka wciąż nie była na tyle porośnięta, by nie udało się po niej przejść. Rozejrzała się raz jeszcze, odruchowo sprawdzając, czy nikt nie przechodzi w pobliżu i czy w oknach sąsiednich domów nie pali się zbyt dużo świateł. Kilka przygaszonych świateł w oknach, puste chodniki, żadnego ruchu samochodów, który mógłby zwrócić na nich uwagę.
Oparła się na chwilę plecami o mur. Zerknęła w górę, na okno Lili, próbując ocenić, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Nie widziała jeszcze ruchu, ale zakładała, że dziewczyna potrzebowała chwili, żeby się przygotować. Przez chwilę nasłuchiwała. Nie słyszała nic, co sugerowałoby, że ktoś krąży w środku. Żadnych kroków przy oknie, żadnego migającego światła. Tylko cisza. Winfield wyciągnęła z torebki telefon, zerkając na godzinę. Lili miała jeszcze kilka minut. Shereen zawsze przyjeżdżała wcześniej, niż powinna, a później po prostu czekała i liczyła na to, że druga osoba będzie tak samo punktualna, jak ona. Przeglądając telefon, zatrzymała spojrzenie na ostatnio wymienionych wiadomościach. Lili, na chwilę obecną znajdywała się na samej górze komunikatora. Ostatnią wiadomość wymieniły około dziesięciu minut temu. Właśnie wtedy Shereen wychodziła z domu, a Lili była w trakcie przygotowywania się. Winfield zastanawiała się przez chwilę, czy powinna napisać do Erica — jak by zareagował, gdyby mu napisała, że właśnie stoi pod oknem przyjaciółki i czeka aż ta, niczym Roszpunka, wychyli się przez okno i da jej znać, że powinna zacząć ją asekurować? Brakowało tylko złotego warkocza — wtedy mogłyby wystąpić w prawdziwej parodii tej cudownej baśni. Ostatecznie uznała, że do Erica odezwie się później — po zakończonej operacji.
Wiedziała, że Lili nie miała zbyt wielu okazji do takich wyjść, o ile sama nie utorowała sobie do nich drogi, więc cały plan musiał być prosty i szybki. Bez zbędnego przeciągania i zastanawiania się w nieskończoność, co dalej robić. W głowie odtwarzała sobie to, co ustaliły wcześniej: ona stoi tutaj, łapie Lili, jeśli ta będzie potrzebowała pomocy przy schodzeniu, a potem razem idą w stronę bocznej uliczki, zanim ktokolwiek zdąży się zainteresować, co właściwie dzieje się pod tym oknem. Za rogiem stał samochód, którym miały zostać przewiezione do punktu docelowego. Imprezy w klubie. Tematycznej, dla odmiany, bo miał się tam odbyć jakiś koncert, a organizatorzy obiecali świetną zabawę w świetle neonów. Na stronie wydarzenia czytała coś o światłach fluorescencyjnych i doszła do wniosku, że w sumie może być zabawnie. Chciała spędzić trochę czasu w towarzystwie Davenport, bo ostatnio nie miały, kiedy poplotkować — a zapewne w życiu Winfield, jak i Lili wydarzyło się całkiem sporo. Musiała jej opowiedzieć o psychicznym ex, nowej relacji o sali... A najlepiej rozmawiało się przy barze, podczas popijania kolorowych drinków.

Odblokowała jeszcze raz telefon, sprawdzając godzinę.
Nadszedł czas.

Podeszła bliżej okna, stając pod nim niczym zawodowy stalker. Wcześniej musiała spojrzeć pod nogi, gdyż nierówny teren i ułamane gałązki nie sprzyjały butom na wysokim obcasie. Podobnie jak dołki. Już sam fakt, że udało jej się tutaj dostać, graniczył z cudem. Zanim stanęła na terenie podwórka, musiała przypomnieć sobie, w którym miejscu była przerwa między murem oddzielającym dom Lilian od działki sąsiada. Przeciśnięcie się przez tę szparę wymagało od niej cierpliwości, bo choć nie była szczególnie wąska, tak ocieranie się o pylący mur nie należało do jej ulubionych zajęć. Podobnie jak włamywanie na czyjąś działkę — w ogóle czemu tutaj był ubytek? Czyżby babcia Devenport nie zdążyła wynająć specjalisty od łatania? Nieważne. Dzięki temu dostała się na działkę. Gdyby nie to, że obawiała się przebudzenia babci, rzuciłaby kamieniem w parapet. Wybrała bezpieczniejszą opcję, jaką było wysłanie wiadomości do Lilian o jednoznacznym przekazie: wyłaź już stamtąd. Z zadartą głową czekała cierpliwie na ciemnowłosą, mając nadzieję, że po odczytaniu wiadomości dziewczyna pojawi się w oknie.

Roszpunko zrzuć swój warkocz

Seriously, child, have you no shame?

: pt maja 15, 2026 11:36 pm
autor: Lilian Davenport
Lilian miała dwadzieścia trzy lata, a i tak musiała wymykać się z domu, jeśli chciała gdziekolwiek wyjść. Dolores nie pozwalała jej imprezować ani właściwie robić czegokolwiek, co nie mieściło się w ramach durnego, starczego umysłu i jeszcze bardziej sztywnych, konserwatywnych poglądów. Lilian od dawna odnosiła wrażenie, że jej niezależność była dla seniorki bardziej problemem niż naturalnym etapem dorosłości, czego nie potrafiła zaakceptować.
W takich chwilach czuła jednocześnie wstyd i wdzięczność, że mogła liczyć na Sheeren, która niczym rycerz w lśniącej zbroi zawsze gotowa była stanąć pod jej oknem.
Problem w tym, że godzina ucieczki zbliżała się nieubłaganie, a Lilian po raz kolejny zmieniała kreację. W półmroku swojego pokoju krążyła nerwowo z latarką w dłoni, co chwilę przymierzając kolejne zestawy ubrań i porzucając je równie szybko, co wcześniej. Potrzebowała czegoś, co jednocześnie wyglądałoby dobrze w barze i nie krępowało ruchów; czegoś wystarczająco wygodnego i elastycznego, aby mogła bez problemu zejść po drabince z okna i niczego sobie nie połamać.
W końcu gdy po ośmiu minutach spóźnienia była w pełni gotowa, otworzyła okno i wychyliła się ostrożnie, szukając wzrokiem Sheeren. Ta stała na dole. Chyba była identycznie zniecierpliwiona co ucieszona, co napełniło Lilian jeszcze większą determinacją. Zaraz wysunęła nogę poza parapet i postawiła ją na pierwszym szczeblu drabiny. Potem na drugim i trzecim. I czwartym i piątym... i... Szósty szczebel drabiny zaskrzypiał niepokojąco, kiedy przeniosła na niego ciężar ciała. Nagle drewno pękło i zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, poleciała w dół.
Wrzasnęła, jednak zamiast twardego zderzenia z ziemią, wpadła prosto w ramiona Sheeren. Obie runęły razem na podłoże. Lilian poczuła wszystko jednocześnie. Każdy zakamarek ciała rwał ją niewyobrażalnym bólem, ale pomimo tego, między jednym żałosnym sapnięciem a drugim, zdołała się zaśmiać. W tej samej chwili drabina przechyliła się na bok i runęła z głośnym hukiem, a potem w jednym z okien na piętrze, w sypialni sąsiadującej z pokojem Lilian zapaliło się światło.
Moja babka wstała — oświadczyła złowieszczo, tempo wpatrując się w szybę u góry. W drewnianej ramie poruszyły się firanki, które zmącone starczą ręką z plamami wątrobowymi, odsunęły się na dwie strony. Wtedy Lilian dostrzegła trupobladą twarz babki z bordowym ręcznikiem zawiniętym dookoła głowy. — She — przełknęła ślinę — umrzemy tutaj!

Shereen Winfield