Strona 1 z 1

I would walk 500 miles

: ndz maja 17, 2026 9:27 am
autor: Cora Marshall

Po ostatnim spotkaniu Cora zastanawiała się jak odwdzięczyć się Maxowi za wszystko - za pomoc, wsparcie i zrozumienie, które jej okazał. Jego zachowanie jako faceta było bardzo nietypowe w oczach blondynki, ponieważ głównie spotykała na swojej drodze nic niewartych pacanów. Korhonen jednak pokazał jej, że męska część populacji potrafi się czasami zachować jak cywilizowany, empatyczny człowiek. Może był tym wyjątkiem potwierdzającym regułę?
Niezależnie od tego, Cora chciała mu jakoś podziękować, ale problem był jeden - nie wiedziała jak. Miała go zabrać do kina? Na gokarty? Czy to wtedy nie wyglądałaby jak randka? A czy chciała iść z nim na randkę? Czy mogła z nim iść na randkę? Miała tak wiele pytań w swojej głowie, a tak mało odpowiedzi. Była w tym kiepska, bo zazwyczaj umawiała się z facetami dla seksu albo po prostu w celach towarzyskich, ale nikt okazał jej tyle szacunku co Max w tamtym momencie. Może ewentualnie Prince, ale z nim miała jeszcze bardziej skomplikowaną relację, której nie była w stanie opisać prosto. Z Maxem nie chciała komplikacji. A czego chciała? Tego z kolei nie wiedziała. Kolejne pytanie do puli.
Dlatego w międzyczasie blondynka się pakowała i zajmowała organizacją festiwalu. Na szczęście przyszedł moment, że mogła się już wprowadzać o czym dał jej znać Charlie, a ona z kolei poprosiła go o numer do Maxa. To było lepsze rozwiązanie niż przekopywać się przez profile psów na instagramie. Poprosiła go o małą pomoc w przeprowadzce. Mężczyzna z jakiegoś powodu się zgodził i tak oto teraz jechali samochodem załadowanym po brzegi, a to i tak nie były wszystkie rzeczy Cory. W pierwszej kolejności zabrała za sobą ukochane płyty i ubrania. Przynajmniej będą mogli posłuchać porządnej muzyki. - Muszę przyznać, że niezły z Ciebie fachowiec. Oprócz remontu nawet przeprowadzki ogarniasz- powiedziała od razu, gdy ruszyli spod domu Cherry. - Mam nadzieję, że pozbyłeś się wszelkich elementów z podłogi, na które mogłabym wpaść sprawdzając czy podłoga nie jest w końcu krzywa- spojrzała na niego wymownie , ale kąciki jej ust drgały w rozbawieniu. - A tak poza tym to dzięki za pomoc z tymi kartonami. W ramach mojej wdzięczności pozwalam Ci wybrać kolejny kawałek. To jest naprawdę duży wyraz sympatii z mojej strony. Proszę to docenić i nie wykorzystywać aż nadto- pogroziła mu nawet palcem dla potwierdzenia, że mówiła poważnie chociaż w głębi duszy się zgrywała. Chociaż… wybór jednej piosenki mu starczy, za resztę ona będzie odpowiadać. Miło było ponownie się spotkać z Maxem. Mimo, że widmo końca ich ostatniego spotkania wciąż gdzieś nad nimi wisiało, to w jego towarzystwie czuła się nadwyraz swobodnie. Wszystko przychodziło jej zadziwiająco naturalnie, co było bardzo przyjemnym doświadczeniem.

Max Korhonen

I would walk 500 miles

: ndz maja 17, 2026 12:26 pm
autor: Max Korhonen
Maximilian Korhonen nie był ideałem. Wychowany przez surowego ojca, posiadał w sobie znacznie mroczniejszą stronę natury, niż większość ludzi mogłaby przypuszczać. Bywał impulsywny, uparty i momentami niebezpiecznie chłodny w swoich decyzjach. Jednocześnie jednak matka — po której odziedziczył sporą część charakteru — przez lata skutecznie wpajała mu szacunek do kobiet i sposób, w jaki powinien je traktować. Nawet jeśli nie zawsze wychodziło mu to tak, jak powinno. Nawet jeśli czasami własny temperament wygrywał z rozsądkiem.
Może właśnie dlatego reakcja Cory z tamtego dnia utkwiła mu w głowie znacznie mocniej, niż początkowo zakładał. Nie oczekiwał wdzięczności. Nie uważał, że zrobił coś wyjątkowego. Dla niego odsunięcie się, danie jej przestrzeni i zwyczajne uszanowanie granic było czymś naturalnym. A jednak sposób, w jaki na niego wtedy patrzyła — z napięciem pomieszanym z ulgą — mówił wystarczająco dużo o tym, że wcześniej trafiała na zupełnie innych mężczyzn. Ta myśl irytowała go bardziej, niż powinna.

Teraz jednak, siedząc za kierownicą auta wypchanego kartonami i słuchając jej zaczepnego tonu, odnosił wrażenie, że tamten ciężar powoli się rozmywał. I całe szczęście. Zdecydowanie bardziej wolał tę wersję Cory — z błyskiem w oku, lekkim uśmiechem i tym charakterystycznym sposobem mówienia, jakby jednocześnie żartowała i rzucała wyzwanie światu. Parsknął cicho pod nosem, zerkając na nią kątem oka. — Fachowiec od wszystkiego. Remonty, przeprowadzki, ratowanie kobiet z opresji — wyliczył z udawaną powagą. — Cennik mam bardzo bogaty, więc możesz czuć się wyróżniona.[/b] - zaśmiał się, chociaż ostatnio odnosił nieodparte wrażenie, iż zakres jego obowiązków powiększał się wraz z gronem ludzi, których zaczął do siebie dopuszczać: Adeline, Lilian, nieznajoma oraz Cora.
Na wspomnienie krzywej podłogi uniósł brew i pokręcił lekko głową. — Nie przesadzaj. Raz prawie się zabiłaś i już robisz z tego swoją cechę charakterystyczną — rzucił z rozbawieniem. — Ale tak, sprawdziłem podłogi. Dla bezpieczeństwa usunąłem też wszystko, co mogłoby zostać użyte przeciwko mnie, gdybyś nagle zmieniła zdanie co do tej przeprowadzki. - kącik ust blondyna drgnął wyżej, gdy pogroziła mu palcem. Oparł wygodniej dłoń na kierownicy i przez chwilę przyglądał jej się trochę zbyt długo, zdecydowanie bardziej swobodnie niż podczas ich wcześniejszych spotkań.
— Jedna piosenka? — powtórzył z niedowierzaniem. — Korhonenowie nie negocjują w takich warunkach. Minimum trzy i możliwość krytykowania twojego gustu muzycznego bez konsekwencji. - mimo żartobliwego tonu coś w jego spojrzeniu wyraźnie złagodniało. Sam nie pamiętał, kiedy ostatnio czyjaś obecność była aż tak… łatwa. Bez wymuszania czegokolwiek, bez gry i bez potrzeby ciągłego pilnowania własnych słów. Po prostu siedziała obok, rozwalona pośród kartonów i płyt, a on po raz pierwszy od dawna naprawdę dobrze się czuł. — Tak w ogóle — odezwał się po chwili spokojniej — gratuluję mieszkania. To chyba całkiem duży krok, co? — zerknął na nią na moment. — Nawet jeśli dalej będziesz terroryzować sąsiadów swoim „porządnym” gustem muzycznym. - dodał, nie umiejąc powstrzymać się przed nieco złośliwym komentarzem, wciąż okraszonym żartem. Nadal nie poznał prawdziwego powodu przeprowadzki Cory. Mógł jedynie przypuszczać, że chodziło o sprawy rodzinne — coś, o czym najwyraźniej nie chciała jeszcze mówić głośno. I nie zamierzał naciskać. Wbrew pozorom potrafił uszanować cudze granice.

Sam nigdy nie należał do ludzi szczególnie garnących się do zmian. Mimo że spokojnie było go stać na własne mieszkanie — a po sukcesie książki nawet na kilka mieszkań albo dom gdzieś nad jeziorem — wciąż mieszkał z rodzicami. Nie dlatego, że było mu wygodnie. Po prostu nigdy nie miał większego powodu, by się wyprowadzić. Nie żyli w konflikcie, a z biegiem czasu coraz częściej odnosił wrażenie, że to oni potrzebowali jego obecności równie mocno, jak on przywykł do ich obecności. Zwłaszcza odkąd ojciec zaczął się starzeć bardziej, niż chciałby to przyznać. Z drugiej strony coraz częściej łapał się na tym, że większość ludzi w ich wieku dawno próbowała budować coś własnego. Samodzielność przyszła dla innych naturalnie, podczas gdy on utknął gdzieś pomiędzy poczuciem obowiązku a przyzwyczajeniem. I chyba dopiero teraz zaczynał się zastanawiać, czy przypadkiem nie stał w miejscu odrobinę za długo.



Cora Marshall

I would walk 500 miles

: ndz maja 17, 2026 1:09 pm
autor: Cora Marshall
Niestety Cora do tej pory trafiała na facetów , na których nie powinna nawet spojrzeć, a zgadzała się na naprawdę wiele. Dotychczas sądziła, że to było całkowicie normalne zachowanie, nawet jeśli wszystko miało opiewać w formie żartów. Jednak ostatnie tygodnie oraz rozmowa z Cherry jasno jej uzmysłowiły, że tak nie powinno być, a mężczyźni po prostu jej nie szanowali. Całej sytuacji nie pomagał fakt stracenia ojca z dnia na dzień i to nie przez jego śmierć, ale świadomy wybór. Więzy krwi okazały się dla niego znacznie ważniejsze niż spędzone wspólnie prawie trzydzieści lat. To wszystko miało duży wpływ na obraz jaki kształtował się w głowie blondynki wobec męskiej populacji.
Z Maxem jednak było nieco inaczej. Był zarówno miłym wspomnieniem tych beztroskich lat, ale jego reakcja w obecnych czasach utwierdziła ją w przekonaniu, że był tym z rodzaju wyjątkowych osób, które spotkała na swojej drodze. Pewnie gdyby miała inne doświadczenia, uznałaby jego zachowanie za normę i wręcz obowiązek, ale w tym momencie było to dla niej coś nowego i niespotykanego. Okazał jej znacznie więcej niż oczekiwała i nie tyle co musiała, ale chciała mu się odwdzięczyć. Chciała mu dać tyle wsparcia i zrozumienia, co on jej, chociaż im dłużej spędzali czas w swoim towarzystwie, tym bardziej się utwierdzała w przekonaniu, że chyba nigdy nie będzie w stanie się zrekompensować wystarczająco. Uczucie swobody jakie w niej wywoływał dodawało jej ogromnej siły i pewności- coś za czym tęskniła, bo jej to brakowało już od dawna. Nawet jeśli czuła, że tamten atak paniki gdzieś nad nimi ciąży, to poczucie, że na nią nie naciska, dużo jej dawało.
Jadąc teraz z Maxem była głównie zwrócona w jego kierunku, z butami rzuconymi na ziemi i z nogami na fotelu. Czuła się tak jakby to była ich enta wspólna podróż. - Dobrze, że nie muszę nic za to płacić, bo za darmo to uczciwa cena- powiedziała całkiem poważnie jakby właśnie podpisali ważny kontrakt. - A zabezpieczyłeś kontakty i każde ostre krawędzie?- uniosła znacząco brew, ale zaraz się roześmiała i machnęła ręką. - Ale spokojnie, nawet bez tego bym się przeprowadziła. Kocham moją siostrę, ale jednak dłużej chyba nie dam rady- pokręciła głową nad pomysłem w jej głowie dłuższego mieszkania z Charity. Zdecydowanie tęskniła za własną swobodą.
Gdy zaczął negocjować warunki, to momentalnie się wyprostowała, bo zaczęło się robić poważnie. - Trzy, ale bez krytyki. Mogę ewentualnie dorzucić jednorazowe veto, gdy mój wybór nie będzie Ci odpowiadać - zaproponowała i musiała przyznać, że twardy z niego negocjator, ale tak łatwo ona nie odpuści.
- Chyba miałeś na myśli uświadamiać- wtrąciła z uśmiechem, ale zaraz stał się on znacznie bladszy, a ramiona opadły jakby jego wypowiedź ją przytłoczyła. - Znaczy już mieszkałam sama przez ostatnie lata. Dostałam mieszkanie od… taty- chociaż możliwość spędzenia więcej czasu z rodziną była na wagę złota. - Teraz, gdy wyszło na jaw, że nie jestem jego córką, to oprócz wydziedziczenia, kazał też opuścić apartament wcześniej podarowany- tłumaczyła bez większych emocji. Nie dlatego, że już to ją nie obchodziło - to wciąż bolało tak samo. Po prostu uczyła się jak od tego się dystansować, bo liczba pytań na ten temat nie malała.- To mieszkanie z kolei jest od rodzeństwa i od mamy, która chyba wciąż jest moją mamą. Nawet po tej akcji wciąż nie ogarniam genetyki- spróbowała ponownie się uśmiechnąć, ale niestety znowu jej nie wyszło
Na chwilę odwróciła się w kierunku przedniej szyby i zapatrzyła się na drogę. - Dobra, teraz Ty możesz wybrać piosenkę albo…. Możemy zagrać w grę- na koniec ponownie na niego spojrzała i uśmiechnęła się szeroko. - Gra polega na tym, że zadajesz pytanie, a następnie wyszukujesz stację. Pierwsza wyszukana stacja i słowa, które usłyszymy, to odpowiedź na pytanie- wytłumaczyła licząc, że spodoba mu się taka rozrywka w podróży. - Jak już wiesz - mam bardzo dobre serduszko, więc pozwalam Ci wybrać. Tylko wybierz mądrze, żebym się nie stała upierdliwym pasażerem- i aż pogładziła włosy dla podkreślenia swoich słów.


Max Korhonen

I would walk 500 miles

: wt maja 19, 2026 9:00 am
autor: Max Korhonen
Trudno było jednoznacznie określić, na jakie kobiety trafiał Max. W zasadzie chyba głównie na takie, które niespecjalnie interesowały się nim w romantyczny sposób — albo to on sprawiał wrażenie człowieka, który podobnych relacji zwyczajnie nie potrzebował. Wiecznie zajęty, stale pomiędzy jednym zleceniem a drugim, z telefonem dzwoniącym częściej niż powinien i grafikiem wypełnionym do granic możliwości. Dla wielu osób był po prostu pracoholikiem. Sam zresztą też tak o sobie myślał. Tylko czasami, głównie wieczorami, kiedy wracał do pustego pokoju i ciszy przerywanej wyłącznie szumem komputera, zastanawiał się, czy przypadkiem nie chodziło o coś więcej. Czy cała ta praca nie była jedynie sposobem na skuteczne zagłuszenie pustki, której od dawna nie próbował już nawet nazywać.
Dlatego obecność Cory działała na niego tak dziwnie. Naturalnie. Bez wysiłku. Jakby znali się znacznie dłużej niż w rzeczywistości, mimo tych wszystkich lat przerwy pomiędzy dawnym „kiedyś” a teraźniejszością. Przy niej nie miał potrzeby ciągłego kontrolowania sytuacji ani pilnowania własnych słów.

Czyli jednak doceniłaś moje usługi transportowe — rzucił z rozbawieniem — Dobrze wiedzieć. Już bałem się, że skończę z jedną gwiazdką i komentarzem: „średnia obsługa, kierowca arogancki, ale przynajmniej nie zgubił kartonów”. - kącik ust blondyna, kiedy wspomniała o ostrych krawędziach i kontaktach. — Kontakty zabezpieczyłem. Noże pochowałem. Rogi stołów chwilowo niegroźne — wyliczał z udawaną powagą. — Ale mimo wszystko sugeruję, żebyś nie testowała wytrzymałości podłogi własnym ciałem. - nie umiał powstrzymać tego komentarza. Dopiero po chwili jego spojrzenie na moment złagodniało, gdy wspomniała o mieszkaniu u Charity. Wbrew pozorom rozumiał to lepiej, niż mogło się wydawać. Nawet jeśli dogadywał się z rodzicami dobrze, coraz częściej łapał się na tym, że obserwując ludzi wokół zaczyna zastanawiać się nad własną samodzielnością. Tyle że w jego przypadku problemem nigdy nie był brak możliwości, a raczej przyzwyczajenie do tego, że zawsze był potrzebny w domu. Kiedy jednak wspomniała o ojcu, atmosfera wyraźnie się zmieniła.
Na moment zerknął na nią kątem oka, kiedy wspomniała o wydziedziczeniu. Dłoń Maxa mocniej zacisnęła się na kierownicy, niemal odruchowo. Nie odezwał się od razu, dając jej przestrzeń na dokończenie myśli. Im więcej mówiła, tym wyraźniej czuł znajome ukłucie irytacji — nie wobec niej, a wobec ludzi, którzy potrafili odwrócić się od drugiego człowieka w chwili, gdy przestawał idealnie pasować do ich własnego wyobrażenia rzeczywistości. — Genetyka jest przereklamowana — odezwał się w końcu spokojniej. — Większość ludzi mających wspólne geny i tak ledwo się toleruje. A jeśli twoja matka dalej zachowuje się jak twoja matka, to chyba masz odpowiedź. - nie próbował rzucać pustych pocieszeń ani mówić, że wszystko będzie dobrze, bo sam nienawidził podobnych tekstów. Nie zmieniały niczego. Wiedział jednak, że Cora potrzebowała teraz czegoś znacznie prostszego — normalności. Dlatego, gdy wspomniała o grze, kącik jego ust ponownie drgnął lekko ku górze.
Na szczęście chwilę później sama zmieniła temat, proponując grę, a Max parsknął pod nosem cichym śmiechem. — To brzmi jak najgorszy możliwy pomysł podczas prowadzenia samochodu — skwitował, choć w jego głosie nie było realnego protestu. — Czyli oczywiście wchodzę w to. - zgodził się, sięgając ręką do radia, ale jeszcze zanim zmienił stację, zerknął na nią z lekkim rozbawieniem. — Dobra, ale jeśli pierwsza piosenka zacznie mówić o katastrofie, śmierci albo toksycznej relacji, uznajemy, że radio ma problem, nie my. Po chwili uniósł brew. — I skoro podobno masz takie dobre serduszko… to zaczynasz pierwsza. Pytanie też. Ja chcę tylko zobaczyć, jak bardzo ta gra zamierza zniszczyć nam psychikę.



Cora Marshall

I would walk 500 miles

: śr maja 20, 2026 2:21 am
autor: Cora Marshall
A może Max nie dostrzegał sygnałów, które wysyłały mu kobiety? Cora w ostatnim czasie zaczęła trochę rozmyślać nad swoimi dotychczasowymi relacjami z mężczyznami. Analizowała je pod wieloma aspektami - jak ją traktowali? Czy mogli oczekiwać czegoś więcej, a to ona ostudziła ich zamiary? A może to ona dawała z siebie znacznie więcej, nie otrzymując w zamian chociażby należytego zainteresowania? Możliwości było wiele i nie chodziło nad rozpamiętywaniem przeszłości, ale nad zastanowieniem się jakby chciała , żeby jej przyszłość wyglądała. Coś nad czym dawniej niewiele rozmyślała.
Co nie znaczy, że jej stare życie było złe. Miała też wiele cudownych wspomnień i wśród niech zaliczały się te z Maxem. Jego obecność wyzwalała w niej pewien spokój. Czuła się w jego towarzystwie tak komfortowo, że nie miała problemu z odprężeniem. Jego reakcja na jej atak paniki także wiele jej dała, bo utwierdziła ją w przekonaniu, że był cholernie dobrym i wartościowym mężczyzną.
- A skąd wiesz, że nie dam Ci dwóch gwiazdek?- uniosła znacząco brew z tym cwanym uśmiechem i zadziornymi iskierkami w oczach. Tak łatwo jej szło się przy nim odprężyć. - Skoro zawsze musi być co najmniej jedna, to dostaniesz dwie za uczciwą cenę. Pozostałe gwiazdki utnę Ci za arogancję, słabe żarty i podśmiechujki z mojej playlisty- pokazała mu nawet język niczym w podstawówce i się roześmiała z samej siebie, a może z niego? Z całej sytuacji, bo tak - obecność Maxa i ich żarty wywoływała permanentny uśmiech na jej twarzy. Chyba, że mieli się znaleźć w łazience sam na sam.
Na twarzy było widać wymalowaną dumę, gdy wymieniał, co zabezpieczył w mieszkaniu. Nawet pomyślał o nożach! Jednak podłoga wzbudziła jej ciekawość aż zmarszczyła brwi lekko skonsternowana. - Czyli mam nad nią przelecieć czy jak? Będziesz mnie nosił na rękach po tym mieszkaniu, żebym tylko nie dotknęła podłogi?- spytała podchwytliwie nie zdając sobie sprawy jak to mogło dwuznacznie zabrzmieć. A może miała to na celu, ale nie chciała się do tego przyznać? To było wręcz instynktowne. Tak jak dostrzeżenie jak zaciska dłonie na kierownicy, gdy zaczęła mówić o sytuacji rodzinnej. Jego odpowiedź - bez krzty sztucznego lukrowania i pocieszania, znacznie poprawiła jej z powrotem humor. - Więc co, jedynie pozostaje mi ładnie pozować na zdjęciach z nimi i przyjmować drogie prezenty? Oczywiście upewniając się, że nie będą mogli mi ich potem zabrać- zażartowała, bo cóż jej już innego pozostało? Musiała jakoś zacząć się z tym godzić, a żartując było znacznie łatwiej.
Zaklaskała w dłonie lekko przy tym podskakując, gdy zgodził się na jej grę. - Oczywiście, że to będzie wina samochodu, a czyja niby?!- pytanie zabrzmiało niczym retoryczne. - Doceniam, że zauważyłeś, że to gra zniszczy Ci psychikę, a nie ja- zaśmiała się żartując sama z siebie i nachyliła się w stronę radia. - Ale dobra, zaczynajmy. W takim razie wszechświecie powiedz nam, co mnie i Maxa dzisiaj jeszcze czeka- wypaliła i nacisnęła przycisk wyszukiwania stacji czy tam pokręciła pokrętłem - w zależności czym się woził ten milioner pod przykrywką, czyt. Max.

Tonight the music seems so loud
I wish that we could lose this crowd


Cora nieco się zarumieniła słysząc ten tekst, ale wciąż się uśmiechała. Była jednak ciekawa reakcji mężczyzny, więc zerknęła na niego. - Akceptujemy odpowiedź czy skoro cała piosenka jest o nieszczęśliwej miłości, mam losować jeszcze raz?- spytała wciąż będąc pochylona nad radiem i gotowa na jego odpowiedź.


Max Korhonen