I would walk 500 miles
: ndz maja 17, 2026 9:27 am
autor: Cora Marshall
Po ostatnim spotkaniu Cora zastanawiała się jak odwdzięczyć się Maxowi za wszystko - za pomoc, wsparcie i zrozumienie, które jej okazał. Jego zachowanie jako faceta było bardzo nietypowe w oczach blondynki, ponieważ głównie spotykała na swojej drodze nic niewartych pacanów. Korhonen jednak pokazał jej, że męska część populacji potrafi się czasami zachować jak cywilizowany, empatyczny człowiek. Może był tym wyjątkiem potwierdzającym regułę?
Niezależnie od tego, Cora chciała mu jakoś podziękować, ale problem był jeden - nie wiedziała jak. Miała go zabrać do kina? Na gokarty? Czy to wtedy nie wyglądałaby jak randka? A czy chciała iść z nim na randkę? Czy mogła z nim iść na randkę? Miała tak wiele pytań w swojej głowie, a tak mało odpowiedzi. Była w tym kiepska, bo zazwyczaj umawiała się z facetami dla seksu albo po prostu w celach towarzyskich, ale nikt okazał jej tyle szacunku co Max w tamtym momencie. Może ewentualnie Prince, ale z nim miała jeszcze bardziej skomplikowaną relację, której nie była w stanie opisać prosto. Z Maxem nie chciała komplikacji. A czego chciała? Tego z kolei nie wiedziała. Kolejne pytanie do puli.
Dlatego w międzyczasie blondynka się pakowała i zajmowała organizacją festiwalu. Na szczęście przyszedł moment, że mogła się już wprowadzać o czym dał jej znać Charlie, a ona z kolei poprosiła go o numer do Maxa. To było lepsze rozwiązanie niż przekopywać się przez profile psów na instagramie. Poprosiła go o małą pomoc w przeprowadzce. Mężczyzna z jakiegoś powodu się zgodził i tak oto teraz jechali samochodem załadowanym po brzegi, a to i tak nie były wszystkie rzeczy Cory. W pierwszej kolejności zabrała za sobą ukochane płyty i ubrania. Przynajmniej będą mogli posłuchać porządnej muzyki. - Muszę przyznać, że niezły z Ciebie fachowiec. Oprócz remontu nawet przeprowadzki ogarniasz- powiedziała od razu, gdy ruszyli spod domu Cherry. - Mam nadzieję, że pozbyłeś się wszelkich elementów z podłogi, na które mogłabym wpaść sprawdzając czy podłoga nie jest w końcu krzywa- spojrzała na niego wymownie , ale kąciki jej ust drgały w rozbawieniu. - A tak poza tym to dzięki za pomoc z tymi kartonami. W ramach mojej wdzięczności pozwalam Ci wybrać kolejny kawałek. To jest naprawdę duży wyraz sympatii z mojej strony. Proszę to docenić i nie wykorzystywać aż nadto- pogroziła mu nawet palcem dla potwierdzenia, że mówiła poważnie chociaż w głębi duszy się zgrywała. Chociaż… wybór jednej piosenki mu starczy, za resztę ona będzie odpowiadać. Miło było ponownie się spotkać z Maxem. Mimo, że widmo końca ich ostatniego spotkania wciąż gdzieś nad nimi wisiało, to w jego towarzystwie czuła się nadwyraz swobodnie. Wszystko przychodziło jej zadziwiająco naturalnie, co było bardzo przyjemnym doświadczeniem.
Max Korhonen
I would walk 500 miles
: ndz maja 17, 2026 12:26 pm
autor: Max Korhonen
Maximilian Korhonen nie był ideałem. Wychowany przez surowego ojca, posiadał w sobie znacznie mroczniejszą stronę natury, niż większość ludzi mogłaby przypuszczać. Bywał impulsywny, uparty i momentami niebezpiecznie chłodny w swoich decyzjach. Jednocześnie jednak matka — po której odziedziczył sporą część charakteru — przez lata skutecznie wpajała mu szacunek do kobiet i sposób, w jaki powinien je traktować. Nawet jeśli nie zawsze wychodziło mu to tak, jak powinno. Nawet jeśli czasami własny temperament wygrywał z rozsądkiem.
Może właśnie dlatego reakcja Cory z tamtego dnia utkwiła mu w głowie znacznie mocniej, niż początkowo zakładał. Nie oczekiwał wdzięczności. Nie uważał, że zrobił coś wyjątkowego. Dla niego odsunięcie się, danie jej przestrzeni i zwyczajne uszanowanie granic było czymś naturalnym. A jednak sposób, w jaki na niego wtedy patrzyła — z napięciem pomieszanym z ulgą — mówił wystarczająco dużo o tym, że wcześniej trafiała na zupełnie innych mężczyzn. Ta myśl irytowała go bardziej, niż powinna.
Teraz jednak, siedząc za kierownicą auta wypchanego kartonami i słuchając jej zaczepnego tonu, odnosił wrażenie, że tamten ciężar powoli się rozmywał. I całe szczęście. Zdecydowanie bardziej wolał tę wersję Cory — z błyskiem w oku, lekkim uśmiechem i tym charakterystycznym sposobem mówienia, jakby jednocześnie żartowała i rzucała wyzwanie światu. Parsknął cicho pod nosem, zerkając na nią kątem oka. — Fachowiec od wszystkiego. Remonty, przeprowadzki, ratowanie kobiet z opresji — wyliczył z udawaną powagą. — Cennik mam bardzo bogaty, więc możesz czuć się wyróżniona.[/b] - zaśmiał się, chociaż ostatnio odnosił nieodparte wrażenie, iż zakres jego obowiązków powiększał się wraz z gronem ludzi, których zaczął do siebie dopuszczać: Adeline, Lilian, nieznajoma oraz Cora.
Na wspomnienie krzywej podłogi uniósł brew i pokręcił lekko głową. — Nie przesadzaj. Raz prawie się zabiłaś i już robisz z tego swoją cechę charakterystyczną — rzucił z rozbawieniem. — Ale tak, sprawdziłem podłogi. Dla bezpieczeństwa usunąłem też wszystko, co mogłoby zostać użyte przeciwko mnie, gdybyś nagle zmieniła zdanie co do tej przeprowadzki. - kącik ust blondyna drgnął wyżej, gdy pogroziła mu palcem. Oparł wygodniej dłoń na kierownicy i przez chwilę przyglądał jej się trochę zbyt długo, zdecydowanie bardziej swobodnie niż podczas ich wcześniejszych spotkań.
— Jedna piosenka? — powtórzył z niedowierzaniem. — Korhonenowie nie negocjują w takich warunkach. Minimum trzy i możliwość krytykowania twojego gustu muzycznego bez konsekwencji. - mimo żartobliwego tonu coś w jego spojrzeniu wyraźnie złagodniało. Sam nie pamiętał, kiedy ostatnio czyjaś obecność była aż tak… łatwa. Bez wymuszania czegokolwiek, bez gry i bez potrzeby ciągłego pilnowania własnych słów. Po prostu siedziała obok, rozwalona pośród kartonów i płyt, a on po raz pierwszy od dawna naprawdę dobrze się czuł. — Tak w ogóle — odezwał się po chwili spokojniej — gratuluję mieszkania. To chyba całkiem duży krok, co? — zerknął na nią na moment. — Nawet jeśli dalej będziesz terroryzować sąsiadów swoim „porządnym” gustem muzycznym. - dodał, nie umiejąc powstrzymać się przed nieco złośliwym komentarzem, wciąż okraszonym żartem. Nadal nie poznał prawdziwego powodu przeprowadzki Cory. Mógł jedynie przypuszczać, że chodziło o sprawy rodzinne — coś, o czym najwyraźniej nie chciała jeszcze mówić głośno. I nie zamierzał naciskać. Wbrew pozorom potrafił uszanować cudze granice.
Sam nigdy nie należał do ludzi szczególnie garnących się do zmian. Mimo że spokojnie było go stać na własne mieszkanie — a po sukcesie książki nawet na kilka mieszkań albo dom gdzieś nad jeziorem — wciąż mieszkał z rodzicami. Nie dlatego, że było mu wygodnie. Po prostu nigdy nie miał większego powodu, by się wyprowadzić. Nie żyli w konflikcie, a z biegiem czasu coraz częściej odnosił wrażenie, że to oni potrzebowali jego obecności równie mocno, jak on przywykł do ich obecności. Zwłaszcza odkąd ojciec zaczął się starzeć bardziej, niż chciałby to przyznać. Z drugiej strony coraz częściej łapał się na tym, że większość ludzi w ich wieku dawno próbowała budować coś własnego. Samodzielność przyszła dla innych naturalnie, podczas gdy on utknął gdzieś pomiędzy poczuciem obowiązku a przyzwyczajeniem. I chyba dopiero teraz zaczynał się zastanawiać, czy przypadkiem nie stał w miejscu odrobinę za długo.
Cora Marshall
I would walk 500 miles
: ndz maja 17, 2026 1:09 pm
autor: Cora Marshall
Niestety Cora do tej pory trafiała na facetów , na których nie powinna nawet spojrzeć, a zgadzała się na naprawdę wiele. Dotychczas sądziła, że to było całkowicie normalne zachowanie, nawet jeśli wszystko miało opiewać w formie żartów. Jednak ostatnie tygodnie oraz rozmowa z Cherry jasno jej uzmysłowiły, że tak nie powinno być, a mężczyźni po prostu jej nie szanowali. Całej sytuacji nie pomagał fakt stracenia ojca z dnia na dzień i to nie przez jego śmierć, ale świadomy wybór. Więzy krwi okazały się dla niego znacznie ważniejsze niż spędzone wspólnie prawie trzydzieści lat. To wszystko miało duży wpływ na obraz jaki kształtował się w głowie blondynki wobec męskiej populacji.
Z Maxem jednak było nieco inaczej. Był zarówno miłym wspomnieniem tych beztroskich lat, ale jego reakcja w obecnych czasach utwierdziła ją w przekonaniu, że był tym z rodzaju wyjątkowych osób, które spotkała na swojej drodze. Pewnie gdyby miała inne doświadczenia, uznałaby jego zachowanie za normę i wręcz obowiązek, ale w tym momencie było to dla niej coś nowego i niespotykanego. Okazał jej znacznie więcej niż oczekiwała i nie tyle co musiała, ale chciała mu się odwdzięczyć. Chciała mu dać tyle wsparcia i zrozumienia, co on jej, chociaż im dłużej spędzali czas w swoim towarzystwie, tym bardziej się utwierdzała w przekonaniu, że chyba nigdy nie będzie w stanie się zrekompensować wystarczająco. Uczucie swobody jakie w niej wywoływał dodawało jej ogromnej siły i pewności- coś za czym tęskniła, bo jej to brakowało już od dawna. Nawet jeśli czuła, że tamten atak paniki gdzieś nad nimi ciąży, to poczucie, że na nią nie naciska, dużo jej dawało.
Jadąc teraz z Maxem była głównie zwrócona w jego kierunku, z butami rzuconymi na ziemi i z nogami na fotelu. Czuła się tak jakby to była ich enta wspólna podróż. - Dobrze, że nie muszę nic za to płacić, bo za darmo to uczciwa cena- powiedziała całkiem poważnie jakby właśnie podpisali ważny kontrakt. - A zabezpieczyłeś kontakty i każde ostre krawędzie?- uniosła znacząco brew, ale zaraz się roześmiała i machnęła ręką. - Ale spokojnie, nawet bez tego bym się przeprowadziła. Kocham moją siostrę, ale jednak dłużej chyba nie dam rady- pokręciła głową nad pomysłem w jej głowie dłuższego mieszkania z Charity. Zdecydowanie tęskniła za własną swobodą.
Gdy zaczął negocjować warunki, to momentalnie się wyprostowała, bo zaczęło się robić poważnie. - Trzy, ale bez krytyki. Mogę ewentualnie dorzucić jednorazowe veto, gdy mój wybór nie będzie Ci odpowiadać - zaproponowała i musiała przyznać, że twardy z niego negocjator, ale tak łatwo ona nie odpuści.
- Chyba miałeś na myśli uświadamiać- wtrąciła z uśmiechem, ale zaraz stał się on znacznie bladszy, a ramiona opadły jakby jego wypowiedź ją przytłoczyła. - Znaczy już mieszkałam sama przez ostatnie lata. Dostałam mieszkanie od… taty- chociaż możliwość spędzenia więcej czasu z rodziną była na wagę złota. - Teraz, gdy wyszło na jaw, że nie jestem jego córką, to oprócz wydziedziczenia, kazał też opuścić apartament wcześniej podarowany- tłumaczyła bez większych emocji. Nie dlatego, że już to ją nie obchodziło - to wciąż bolało tak samo. Po prostu uczyła się jak od tego się dystansować, bo liczba pytań na ten temat nie malała.- To mieszkanie z kolei jest od rodzeństwa i od mamy, która chyba wciąż jest moją mamą. Nawet po tej akcji wciąż nie ogarniam genetyki- spróbowała ponownie się uśmiechnąć, ale niestety znowu jej nie wyszło
Na chwilę odwróciła się w kierunku przedniej szyby i zapatrzyła się na drogę. - Dobra, teraz Ty możesz wybrać piosenkę albo…. Możemy zagrać w grę- na koniec ponownie na niego spojrzała i uśmiechnęła się szeroko. - Gra polega na tym, że zadajesz pytanie, a następnie wyszukujesz stację. Pierwsza wyszukana stacja i słowa, które usłyszymy, to odpowiedź na pytanie- wytłumaczyła licząc, że spodoba mu się taka rozrywka w podróży. - Jak już wiesz - mam bardzo dobre serduszko, więc pozwalam Ci wybrać. Tylko wybierz mądrze, żebym się nie stała upierdliwym pasażerem- i aż pogładziła włosy dla podkreślenia swoich słów.
Max Korhonen
I would walk 500 miles
: wt maja 19, 2026 9:00 am
autor: Max Korhonen
Trudno było jednoznacznie określić, na jakie kobiety trafiał Max. W zasadzie chyba głównie na takie, które niespecjalnie interesowały się nim w romantyczny sposób — albo to on sprawiał wrażenie człowieka, który podobnych relacji zwyczajnie nie potrzebował. Wiecznie zajęty, stale pomiędzy jednym zleceniem a drugim, z telefonem dzwoniącym częściej niż powinien i grafikiem wypełnionym do granic możliwości. Dla wielu osób był po prostu pracoholikiem. Sam zresztą też tak o sobie myślał. Tylko czasami, głównie wieczorami, kiedy wracał do pustego pokoju i ciszy przerywanej wyłącznie szumem komputera, zastanawiał się, czy przypadkiem nie chodziło o coś więcej. Czy cała ta praca nie była jedynie sposobem na skuteczne zagłuszenie pustki, której od dawna nie próbował już nawet nazywać.
Dlatego obecność Cory działała na niego tak dziwnie. Naturalnie. Bez wysiłku. Jakby znali się znacznie dłużej niż w rzeczywistości, mimo tych wszystkich lat przerwy pomiędzy dawnym „kiedyś” a teraźniejszością. Przy niej nie miał potrzeby ciągłego kontrolowania sytuacji ani pilnowania własnych słów.
— Czyli jednak doceniłaś moje usługi transportowe — rzucił z rozbawieniem — Dobrze wiedzieć. Już bałem się, że skończę z jedną gwiazdką i komentarzem: „średnia obsługa, kierowca arogancki, ale przynajmniej nie zgubił kartonów”. - kącik ust blondyna, kiedy wspomniała o ostrych krawędziach i kontaktach. — Kontakty zabezpieczyłem. Noże pochowałem. Rogi stołów chwilowo niegroźne — wyliczał z udawaną powagą. — Ale mimo wszystko sugeruję, żebyś nie testowała wytrzymałości podłogi własnym ciałem. - nie umiał powstrzymać tego komentarza. Dopiero po chwili jego spojrzenie na moment złagodniało, gdy wspomniała o mieszkaniu u Charity. Wbrew pozorom rozumiał to lepiej, niż mogło się wydawać. Nawet jeśli dogadywał się z rodzicami dobrze, coraz częściej łapał się na tym, że obserwując ludzi wokół zaczyna zastanawiać się nad własną samodzielnością. Tyle że w jego przypadku problemem nigdy nie był brak możliwości, a raczej przyzwyczajenie do tego, że zawsze był potrzebny w domu. Kiedy jednak wspomniała o ojcu, atmosfera wyraźnie się zmieniła.
Na moment zerknął na nią kątem oka, kiedy wspomniała o wydziedziczeniu. Dłoń Maxa mocniej zacisnęła się na kierownicy, niemal odruchowo. Nie odezwał się od razu, dając jej przestrzeń na dokończenie myśli. Im więcej mówiła, tym wyraźniej czuł znajome ukłucie irytacji — nie wobec niej, a wobec ludzi, którzy potrafili odwrócić się od drugiego człowieka w chwili, gdy przestawał idealnie pasować do ich własnego wyobrażenia rzeczywistości. — Genetyka jest przereklamowana — odezwał się w końcu spokojniej. — Większość ludzi mających wspólne geny i tak ledwo się toleruje. A jeśli twoja matka dalej zachowuje się jak twoja matka, to chyba masz odpowiedź. - nie próbował rzucać pustych pocieszeń ani mówić, że wszystko będzie dobrze, bo sam nienawidził podobnych tekstów. Nie zmieniały niczego. Wiedział jednak, że Cora potrzebowała teraz czegoś znacznie prostszego — normalności. Dlatego, gdy wspomniała o grze, kącik jego ust ponownie drgnął lekko ku górze.
Na szczęście chwilę później sama zmieniła temat, proponując grę, a Max parsknął pod nosem cichym śmiechem. — To brzmi jak najgorszy możliwy pomysł podczas prowadzenia samochodu — skwitował, choć w jego głosie nie było realnego protestu. — Czyli oczywiście wchodzę w to. - zgodził się, sięgając ręką do radia, ale jeszcze zanim zmienił stację, zerknął na nią z lekkim rozbawieniem. — Dobra, ale jeśli pierwsza piosenka zacznie mówić o katastrofie, śmierci albo toksycznej relacji, uznajemy, że radio ma problem, nie my. Po chwili uniósł brew. — I skoro podobno masz takie dobre serduszko… to zaczynasz pierwsza. Pytanie też. Ja chcę tylko zobaczyć, jak bardzo ta gra zamierza zniszczyć nam psychikę.
Cora Marshall
I would walk 500 miles
: śr maja 20, 2026 2:21 am
autor: Cora Marshall
A może Max nie dostrzegał sygnałów, które wysyłały mu kobiety? Cora w ostatnim czasie zaczęła trochę rozmyślać nad swoimi dotychczasowymi relacjami z mężczyznami. Analizowała je pod wieloma aspektami - jak ją traktowali? Czy mogli oczekiwać czegoś więcej, a to ona ostudziła ich zamiary? A może to ona dawała z siebie znacznie więcej, nie otrzymując w zamian chociażby należytego zainteresowania? Możliwości było wiele i nie chodziło nad rozpamiętywaniem przeszłości, ale nad zastanowieniem się jakby chciała , żeby jej przyszłość wyglądała. Coś nad czym dawniej niewiele rozmyślała.
Co nie znaczy, że jej stare życie było złe. Miała też wiele cudownych wspomnień i wśród niech zaliczały się te z Maxem. Jego obecność wyzwalała w niej pewien spokój. Czuła się w jego towarzystwie tak komfortowo, że nie miała problemu z odprężeniem. Jego reakcja na jej atak paniki także wiele jej dała, bo utwierdziła ją w przekonaniu, że był cholernie dobrym i wartościowym mężczyzną.
- A skąd wiesz, że nie dam Ci dwóch gwiazdek?- uniosła znacząco brew z tym cwanym uśmiechem i zadziornymi iskierkami w oczach. Tak łatwo jej szło się przy nim odprężyć. - Skoro zawsze musi być co najmniej jedna, to dostaniesz dwie za uczciwą cenę. Pozostałe gwiazdki utnę Ci za arogancję, słabe żarty i podśmiechujki z mojej playlisty- pokazała mu nawet język niczym w podstawówce i się roześmiała z samej siebie, a może z niego? Z całej sytuacji, bo tak - obecność Maxa i ich żarty wywoływała permanentny uśmiech na jej twarzy. Chyba, że mieli się znaleźć w łazience sam na sam.
Na twarzy było widać wymalowaną dumę, gdy wymieniał, co zabezpieczył w mieszkaniu. Nawet pomyślał o nożach! Jednak podłoga wzbudziła jej ciekawość aż zmarszczyła brwi lekko skonsternowana. - Czyli mam nad nią przelecieć czy jak? Będziesz mnie nosił na rękach po tym mieszkaniu, żebym tylko nie dotknęła podłogi?- spytała podchwytliwie nie zdając sobie sprawy jak to mogło dwuznacznie zabrzmieć. A może miała to na celu, ale nie chciała się do tego przyznać? To było wręcz instynktowne. Tak jak dostrzeżenie jak zaciska dłonie na kierownicy, gdy zaczęła mówić o sytuacji rodzinnej. Jego odpowiedź - bez krzty sztucznego lukrowania i pocieszania, znacznie poprawiła jej z powrotem humor. - Więc co, jedynie pozostaje mi ładnie pozować na zdjęciach z nimi i przyjmować drogie prezenty? Oczywiście upewniając się, że nie będą mogli mi ich potem zabrać- zażartowała, bo cóż jej już innego pozostało? Musiała jakoś zacząć się z tym godzić, a żartując było znacznie łatwiej.
Zaklaskała w dłonie lekko przy tym podskakując, gdy zgodził się na jej grę. - Oczywiście, że to będzie wina samochodu, a czyja niby?!- pytanie zabrzmiało niczym retoryczne. - Doceniam, że zauważyłeś, że to gra zniszczy Ci psychikę, a nie ja- zaśmiała się żartując sama z siebie i nachyliła się w stronę radia. - Ale dobra, zaczynajmy. W takim razie wszechświecie powiedz nam, co mnie i Maxa dzisiaj jeszcze czeka- wypaliła i nacisnęła przycisk wyszukiwania stacji czy tam pokręciła pokrętłem - w zależności czym się woził ten milioner pod przykrywką, czyt. Max.
Tonight the music seems so loud
I wish that we could lose this crowd
Cora nieco się zarumieniła słysząc ten tekst, ale wciąż się uśmiechała. Była jednak ciekawa reakcji mężczyzny, więc zerknęła na niego. - To co, gotowy zaszyć się ze mną na ten dzień z dala od tłumu czy mam losować jeszcze raz?- spytała wciąż będąc pochylona nad radiem i gotowa na jego odpowiedź.
Max Korhonen
I would walk 500 miles
: śr maja 20, 2026 1:05 pm
autor: Max Korhonen
Z wielkim prawdopodobieństwem można było założyć, iż Max nie dostrzega zainteresowania swoją osobą, jednak był na to zwyczajnie zbyt spostrzegawczy. Doskonale zdawał sobie sprawę z przeciągających się o sekundę za długo spojrzeń, zbyt swobodnych uśmiechów czy subtelnych prób zatrzymania go przy sobie na dłużej. Problem polegał jednak na tym, że rzadko kiedy odpowiadał na nie w sposób, którego oczekiwano. Nie dlatego, że nie potrafił. Po prostu… emocjonalne zaangażowanie przychodziło mu znacznie trudniej niż większości ludzi. Najczęściej ograniczał się do zaczepnej, nieco flirtującej odpowiedzi, niewinnego komentarza albo spojrzenia, które mogło znaczyć wszystko i jednocześnie nic. Potrafił podtrzymać grę, ale rzadko pozwalał, by ktokolwiek zaszedł dalej. W pewnym sensie było to wygodne — utrzymywanie ludzi na bezpieczny dystans przychodziło mu naturalnie. Dzięki temu nikt nie zadawał zbyt wielu pytań. Nikt nie próbował zaglądać pod powierzchnię, pod którą od lat ukrywał rzeczy, o których nie mówił prawie nikomu.
Nie był przecież niewinny. Cora doskonale wiedziała, że Max miał za sobą różne relacje i doświadczenia, jednak większość z nich kończyła się dokładnie w momencie, w którym druga strona zaczynała oczekiwać czegoś więcej niż chwilowej bliskości. Problem nigdy nie leżał w fizyczności. Problemem było to, że prawdziwe odsłonięcie się przed drugim człowiekiem wydawało mu się czymś znacznie bardziej ryzykownym niż jakiekolwiek zobowiązanie.
Był trochę jak dziki ogier — trudny do zatrzymania w jednym miejscu, przyzwyczajony do samotności i życia według własnych zasad. Nosił w sobie tajemnice, które zbyt długo pozostawały niewypowiedziane, aby teraz nagle potrafił oddać je komuś bez wahania. Nawet osoby, które były mu najbliższe, znały jedynie fragmenty prawdy. Adeline usłyszała więcej niż ktokolwiek inny, a mimo to nadal nie znała całej historii jego rodziny ani rzeczy, które od lat nosił gdzieś głęboko pod skórą.
I może właśnie dlatego obecność Cory działała na niego w tak dziwny sposób. Bo przy niej coraz częściej łapał się na tym, że opuszcza gardę, zanim zdąży to świadomie powstrzymać.
Parsknął cicho pod nosem na wzmiankę o dwóch gwiazdkach. — Dwie? To wyjątkowo hojna ocena jak na człowieka, który poświęcił własne plecy dla twojej przeprowadzki — rzucił z rozbawieniem, zerkając na nią kątem oka. — Arogancję mogę jeszcze zaakceptować, ale podśmiechujki z playlisty? To już bardzo poważne oskarżenie.
Kiedy wspomniała o noszeniu jej na rękach po mieszkaniu, zaśmiał się głośniej — Nie wykluczam takiej opcji — odpowiedział. — Bezpieczeństwo lokatorów jest dla mnie priorytetem. - próbował brzmieć poważnie, niczym sprzedawca w reklamie, który za wszelką cenę chce wycisnąć człowiekowi swój sprzęt - znał to z autopsji- jednak przez ową powagę przedostawało się zbyt duże rozbawienie.
Jej żart o pozowaniu do zdjęć i drogich prezentach wywołał w nim coś znacznie cięższego niż rozbawienie. Wiedział, że próbowała obracać wszystko w żart, ale mimo to słyszał pod spodem zmęczenie. Ten specyficzny rodzaj bólu, który człowiek próbuje przykryć uśmiechem, żeby nie rozpadł się na kawałki, dlatego nie skomentował tego od razu. Zamiast tego przez chwilę milczał, pozwalając wybrzmieć muzyce i jej słowom, a potem gra postanowiła dołożyć swoje trzy grosze.
Tonight the music seems so loud
I wish that we could lose this crowd
Max przez moment milczał, wpatrując się w drogę przed sobą, choć kątem oka nadal widział Corę pochyloną nad radiem. Zarumienione policzki, rozbawione spojrzenie i ten lekki błysk w oczach sprawiały, że coś nieprzyjemnie ściskało go gdzieś pod żebrami.
Kącik jego ust drgnął powoli, kiedy usłyszał jej pytanie. — To zależy — odezwał się w końcu niskim, spokojnym głosem. — Czy w ramach zaszycia się z dala od tłumu planujesz dalej terroryzować mnie swoją playlistą? - wypowiedział to z wyraźnym rozbawieniem, jednak chwilę później zerknął na nią już nieco inaczej. Dłużej. Uważniej. — Ale jeśli pytasz serio… — urwał na moment, jakby sam zastanawiał się nad własną odpowiedzią. — To chyba nie brzmi źle. - i może właśnie to było w tym wszystkim najbardziej irracjonalne. Nie sama gra, nie przypadkowy tekst piosenki ani nawet bliskość, która coraz naturalniej pojawiała się między nimi. Zadziwiające było to, jak szybko zaczynał przyzwyczajać się do jej obecności. Do tego, że siedziała obok z nogami podciągniętymi na fotel, śmiała się z własnych żartów i wypełniała samochód jakimś dziwnym ciepłem, którego wcześniej tam nie było.
Max nigdy nie należał do ludzi szczególnie łatwo przywiązujących się do innych. Relacje wymagały odsłonięcia się, a on od lat funkcjonował tak, by nikt nie miał dostępu do zbyt dużej części jego życia. Nawet osoby bliskie znały tylko fragmenty. Resztę trzymał głęboko pod skórą, w miejscu, do którego nikogo nie dopuszczał. Więc dlaczego teraz, przy Corze czuł, że odsłonięcie się nawet trochę nie jest takie problematyczne? — Chociaż — dodał po chwili ciszej, wracając spojrzeniem na drogę — znając nasze szczęście, wszechświat uzna to za świetny moment, żeby wszystko skomplikować. - parsknąl pod nosem i lekko pokręcił głową, jakby próbował zbagatelizować własne słowa. Jednak dłoń nadal miał zaciśniętą nieco mocniej na kierownicy niż powinien. - Moja kolej, skoro jesteśmy na siebie dzisiaj skazani - oznajmił.
Przez chwilę w samochodzie panowała przyjemna cisza, przerywana jedynie szumem opon i cichym trzaskiem zmieniających się stacji radiowych. Max, nadal z lekko rozbawionym wyrazem twarzy, przesuwał kolejne kanały, najwyraźniej szukając czegokolwiek, co nie przypominałoby kolejnej ckliwej ballady o złamanym sercu. Jednocześnie zamiast skręcić w boczną ulicę, która prowadziła do osiedla Cory, odbił kierownicą w lewo, jadąc w zupełnie innym i tylko sobie znanym kierunku. I wtedy z głośników rozległo się:
Come on, how many guys you know make love?
Let's talk about sex, baby…
Max momentalnie parsknął krótkim śmiechem pod nosem i aż pokręcił głową, jakby wszechświat wyjątkowo uparł się dziś igrać z nimi obojgiem. — Oczywiście — mruknął pod nosem z wyraźnym rozbawieniem. — Bardzo subtelny przekaz. - kątem oka spojrzał na Corę. Na jej zaróżowione policzki i ten charakterystyczny błysk w spojrzeniu, który pojawiał się zawsze, gdy sytuacja zaczynała wymykać się w stronę niebezpiecznie flirtującej atmosfery. Przez sekundę naprawdę rozważał zmianę stacji. Rozsądniejsza część jego umysłu podpowiadała mu, że powinien to zrobić natychmiast. Problem polegał na tym, że druga część — ta znacznie bardziej lekkomyślna — była ciekawa jej reakcji. — No proszę — odezwał się w końcu spokojnie, opierając wygodniej ramię o drzwi. — Wygląda na to, że radio ma dziś bardzo konkretny plan na tę podróż. - uśmiechnął się pod nosem — Chociaż muszę przyznać, że twoja gra zaczyna być wyjątkowo tendencyjna.
I would walk 500 miles
: śr maja 20, 2026 5:32 pm
autor: Cora Marshall
Każdy uciekający przed związkiem i głębszą relacją miał jakiś powód ku temu. Niektórzy tak jak Max obawiali się odsłonięcia się przed drugim człowiekiem. Opuszczenia muru, który chronił ich przed cierpieniem. A niektórzy tak jak Cora mieli bardzo niskie poczucie własnej wartości. Ostatnie tygodnie poturbowały ją dosyć mocno emocjonalnie, sprawiając że przestała ufać mężczyznom. Było raptem niewielu, którzy nie wzbudzali w niej niepokoju, a wśród nich znalazł się Max, ale i to nie ochroniło jej przed atakiem paniki i panicznym strachem przed zbliżeniem się do niego. Choćby chciała ze wszystkich sił, nie potrafiła mu zaufać całkowicie. Do tego doprowadziły sytuację sprzed tygodni, gdy jej poczucie godności zostało zdeptane bez mrugnięcia okiem. Lecz to rozmowa z siostrą, gdy mogła z siebie wszystko wyrzucić, pozwoliła spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy, bo skoro teraz nie wierzyła , że odnajdzie miłość, to może nigdy w to tak naprawdę nie wierzyła? Może uśmiech na twarzy, chęć zabawy były tylko tylko maską, która zakrywała bolesną prawdę - Cora nie wierzyła, że jest godna miłości. Ludzie traktowali ją jak ładną , zabawną blondynkę, ale nigdy nie oczekiwali od niej niczego więcej poza dobrą zabawą. Żartowali z jej braku wiedzy na jakiś temat, nie raz mało lotnych spostrzeżeń i szalonych tekstów. Może poprzestanie na otwartych związkach było efektem samoobrony przed zrozumieniem okrutnej prawdy, że ludzie nie szanowali i nie doceniali jej tak jak powinni.
I była to właśnie jedna z myśli, która zaprzątała jej głowę w ostatnim czasie. Pewnie dobrym rozwiązaniem byłoby pójście na terapię i przepracowanie tego ze specjalistą, ale nie była na to gotowa. Potrzebowała stawiać małe kroki we własnym tempie, a towarzystwo Korhonena jej bardzo służyło. Nie sądziła, że dawny znajomy może wnieść na nowo w jej życie tyle beztroski i komfortu, którego blondynka najchętniej chwytałaby garściami, a czas który tak szybko mijał razem z nim, zatrzymałaby na dłużej. - Poważnie prawdziwe- spojrzała na niego z równie poważną miną co jej doprecyzowanie jego zarzutu odnośnie podśmiechujek z playlisty. Przecież nie wyprze się tego!
Ale wybaczyła mu to za to, że nie odmówił jej noszenia po rękach. Uśmiechnęła się w odpowiedzi szeroko i przechyliła głowę przyglądając mu się uważniej. - To jest już dodatkowa usługa? Wpisana w standardowy cennik czy jako oferta premium?- miejmy nadzieję, że to premium z odpowiednią stawką dla Cory, czyt. darmową. Ewentualnie pozwoli mu coś naprawić w swoim mieszkaniu. Sama też myśl, że Max mógłby jeszcze nie raz przyjechać do Marshall, była przyjemnie uspokajająca. Zawsze lubiła gościć u siebie ludzi. Drzwi jej domu stały dla innych otworem. Teraz była bardziej skryta i zamknięta w sobie, ale możliwość goszczenia mężczyzny u siebie nie wywoływała w niej przerażenia, a jedynie spokój, że nie zniknąłby z jej życia.
Obserwowała go uważnie, gdy zerkał na nią kątem oka, a ona nie spuszczała z niego spojrzenia. Nawet jeśli miała zaróżowione policzki, to jej spojrzenie było niczym wyzwanie, które mu rzucała. Uśmiechnęła się szerzej, gdy podjął rękawice.- Pamiętaj, że masz trzy piosenki do wyboru i prawo veta. Wykorzystaj dobrze władzę-wskazała na niego palcem niczym grożąc mu z tego powodu, ale tak naprawdę cały czas jej towarzyszyło rozbawienie. Zadziwiająco łatwo jej się było przy nim rozluźnić, a nawet podróż z mieszkania do mieszkania wydawała jej się świetną wycieczką. Tak świetną, że nie dostrzegła nawet zmiany kierunku jazdy. Była tak pochłonięta ich grą, że gdy z głośników radia rozbrzmiała piosenka, wybuchła głośnym śmiechem opierając się z powrotem na fotelu. Śmiała się całą sobą - tak jak myślała, że już nie potrafi. - Ej, nie zadałeś pytania!- zauważyła trafnie wycierając łzy z kącików oczu, które pojawiły się tam po tym śmiechu. - Słuchaj, nie można walczyć ze wszechświatem- wzruszyła ramionami uśmiechając się zadziornie i ponownie odwróciła się w jego kierunku. Siedząc po turecku oparła łokieć o kolano, a na dłoni oparła policzek i wbiła intensywne spojrzenie w mężczyznę. - To w takim razie ja zadam pytanie w temacie i trochę za Ciebie- uniosła znacząco brew, a potem sięgnęła do radia.- Co Max sądzi o seksie?
There's a room where the light won't find you
Holding hands while the walls come tumbling down
Starała się. Naprawdę się starała, ale nie mogła powstrzymać kolejnego wybuchu śmiechu.- Oh Max, tylko po ciemku? Taki z Ciebie wstydzioszek?- spojrzała na niego rozbawiona. - Kiedyś byłeś bardziej odważny- poruszyła wymownie brwiami wracając na chwilę pamięcią do tych czasów, gdy łączył ich krótki, acz intensywny związek. Nie narzekła, gdy płytami zdobywał kolejne bazy, bo sama miała z tego same korzyści. Świetnie się wtedy razem bawili. Tak jak świetnie się bawią razem teraz. Zupełnie jakby cofnęli się w czasie. Z tą jedyną różnicą, że nie przekraczali bariery fizycznej. Chociaż Cora będąc pochylona w jego kierunku, całkowicie odprężona z uśmiechem mówiąc o seksie, mimowolnie musnęła jego kolano, kiedy prostowała się ponownie na fotelu. Był to delikatny gest, na który sama teraz nie zwróciła uwagi, ale samo to, że go dotknęła, świadczyło o tym jak bezpiecznie się przy nim czuła. - Chodź, zajedziemy do Maca. Może frytki i bułeczki trochę dodadzą Ci odwagi do rozmowy o seksie. Na deser weźmiemy Ci brzoskwinkę i banana- ponownie się zaśmiała, bo przecież jej własne żarty były najlepsze, prawda?
wstydzioszek
I would walk 500 miles
: sob maja 23, 2026 12:19 pm
autor: Max Korhonen
Max raczej nigdy nie ukrywał swojego problemu z zaufaniem, a jednocześnie nigdy też głośno o tym nie mówił. Roztrząsanie własnych emocji i problemów nie leżało nigdy w naturze mężczyzny. Przywykł raczej do zamykania wszystkiego w sobie; odkładania trudniejszych spraw gdzieś głęboko, pod kolejnymi warstwami pozornego spokoju i opanowania.
Ludzie zwykle widzieli w nim faceta, który miał wszystko pod kontrolą; pewnego siebie, zdystansowanego, momentami wręcz zbyt chłodnego. Mało kto dostrzegał, że ten dystans nie brał się z obojętności, a raczej z ostrożności budowanej latami. Bo Max dobrze wiedział, że kiedy człowiek pozwala komuś podejść zbyt blisko, prędzej czy później oddaje mu również możliwość zrobienia krzywdy.
Może właśnie dlatego tak łatwo rozpoznawał podobne mechanizmy u Cory. Bo choć śmiała się teraz szczerze i wyglądała tak lekko, jak kiedyś, widział w niej coś, czego wcześniej chyba nie dostrzegał aż tak wyraźnie. Tę niepewność ukrytą pod żartami. Ostrożność przykrytą chaotycznym urokiem i potrzebą rozładowywania wszystkiego śmiechem. Ludzie patrzyli na nią powierzchownie; widzieli piękną blondynkę, dobrą zabawę, spontaniczność i energię. A potem bezmyślnie sprowadzali ją właśnie tylko do tego. I cholernie go irytowała sama myśl, że ktoś mógł sprawić, iż zaczęła wierzyć, że to wszystko, na co zasługuje. Bo Cora była znacznie więcej niż tylko chwilową przygodą czy „łatwą” relacją. Problem polegał jedynie na tym, że prawdopodobnie niewiele osób zadało sobie trud, żeby naprawdę ją poznać.
Sam zresztą niewiele różnił się od reszty. Jeszcze kilka tygodni temu pewnie nawet nie zastanawiałby się nad tym wszystkim aż tak mocno. Ale teraz, siedząc z nią w samochodzie, słuchając jej śmiechu i obserwując ten błysk w oczach, miał wrażenie, że coś między nimi niebezpiecznie przesuwało się w stronę, której oboje chyba próbowali unikać.
Dodatkowo rozmowa z Adeline, którą przeprowadził, dała mu narzędzia, dzięki którym lepiej rozumiał pewne zachowania. Zaczął dostrzegać, jak często ludzie ukrywają własne lęki pod żartem, ironią albo pozorną lekkością. Cora właśnie taka była — głośna, rozbawiona, wiecznie rzucająca kolejnym absurdem, ale Max coraz częściej miał wrażenie, że pod tym wszystkim kryło się coś znacznie bardziej kruchego. I może właśnie dlatego nie potrafił już patrzeć na nią wyłącznie przez pryzmat dawnej, niezobowiązującej relacji. Bo im bardziej się przy nim rozluźniała, tym wyraźniej widział, ile kosztowało ją ponowne zaufanie komukolwiek.
Kącik jego ust drgnął lekko, gdy wspomniała o noszeniu na rękach. — To zdecydowanie usługa premium — odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach, który zawsze dodawał mu uroku, rozjaśniając niebieski tęczówki. — Bardzo ekskluzywna. Dostępna tylko dla wyjątkowo problematycznych klientek. - choć mówił lekko, gdzieś z tyłu głowy mimowolnie pojawiła mu się myśl, że właściwie mógłby przyjeżdżać do Marshall częściej. Sam fakt, że czuł się przy niej aż tak swobodnie, był dla niego czymś zaskakująco rzadkim.
Poczucie tego nie zmieniło się, nawet kiedy obserwując ją, gdy siedziała bokiem na fotelu, dostrzegł, jak patrzyła na niego tym swoim wyzywająco-rozbawionym spojrzeniem. Będąc tak blisko, wchodząc w to z taką swobodą. A jemu coraz trudniej było ignorować, jak bardzo nadal na niego działała.
Boże, był tylko durnym mężczyzną! A ona nawet nie musiała się starać. Te drobne gesty; poprawianie włosów, zaróżowione policzki, przypadkowe dotknięcia i ten sposób, w jaki pochylała się w jego stronę, działały na niego zdecydowanie mocniej, niż powinny.
Dlatego kiedy z radia poleciało:
Let’s talk about sex, baby — parsknął śmiechem i pokręcił głową. A potem padło pytanie - Co Max sądzi o seksie?
Zaśmiał się cicho, opuszczając na chwilę wzrok na kierownicę.
— Kiedyś byłem bardziej odważny? — powtórzył powoli, unosząc brew. — Marshall, mam wrażenie, że bardzo wybiórczo pamiętasz naszą relację. - stwierdził jakby z wyrzutem, natomiast wspomnienia wróciły niemal natychmiast. Jej dłonie na jego karku. Pocałunki przerywane śmiechem. Spontaniczność, z jaką potrafiła go wtedy wytrącać z równowagi. I szczerze? Niewiele się pod tym względem zmieniło. Zwłaszcza kiedy przypadkiem musnęła jego kolano. Ten drobny kontakt był praktycznie niczym, ale organizm Maxa zareagował odruchowo; spięciem mięśni i krótkim spojrzeniem rzuconym w dół, zanim znowu przeniósł wzrok na nią. — Seks jest prostszy niż emocje — odezwał się w końcu spokojniej niż wcześniej. — Ludzie zwykle wiedzą, czego chcą od siebie nawzajem przez jedną noc. Gorzej, kiedy trzeba zostać dłużej. - przyznał, i chociaż wydawać się mogło, że słowa te brzmią gorzko, to raczej były po prostu zbyt szczere. A potem oczywiście blondynka rozwaliła całą atmosferę tekstem o brzoskwince i bananie. Max parsknął śmiechem tak nagle, że aż pokręcił głową z niedowierzaniem. — Boże, jesteś niemożliwa — mruknął rozbawiony, ale mimo wszystko wrzucił kierunkowskaz i skręcił w stronę McDonalda. — A jak jest z Tobą i seksem? — zapytał po chwili, bo przecież jak wspomniała - nie zadał pytania. - Może to właśnie ty się wstydzisz? - zasugerował, pozwalając by wylosowana przez Corę piosenka rozbrzmiała w samochodzie do końca, a przynajmniej do czasu, gdy zatrzymają się na parkingu McDonalda.
Cora Marshall
I would walk 500 miles
: pn cze 01, 2026 2:22 am
autor: Cora Marshall
Dla Cory śmiech był czymś zupełnie naturalnym. Nie bała się śmiać całą sobą, nawet jeśli okoliczności nie były co do tego idealne. Matka wraz z ojcem nie raz zwracali jej uwagę, że jest zbyt głośna i hałaśliwa, a jej głos i śmiech niesie się po całej sali. Samej blondynce to ani trochę nie przeszkadzało, ale najwyraźniej innym już tak. Jednak dawniej ten śmiech przychodził jej z taką lekkością, że gdy teraz mierzyła się z problemami, najłatwiej swój ból było ukrywać przed ludźmi właśnie tym samym - śmiechem. Początkowo płakała, krzyczała, a teraz… Teraz musiała się jakoś z tym zmierzyć i może właśnie reakcja, którą znała najlepiej, była jednocześnie najlepsza.
Nie chciała jednak wciągać Maxa w swoje problemy. Wystarczyło już, że dostała ataku paniki podczas ich pierwszego spotkania po latach. Podejrzewała w głębi duszy, że nie był na tyle głupi jak inni faceci w jej życiu, więc pewnie mógł co nieco się domyślić. Ale najważniejsze było dla niej jedno - mając wiedzę czy nie o źródle jej problemów, wiedział jak się zachować. Doceniała jego reakcję i dlatego też skontaktowała się z nim w celu ponownego spotkania. Konieczność przeniesienia kilku(dziesięciu) kartonów, to była tylko wymówka, aby go zobaczyć!
- Problematycznych? - spojrzała na niego łapiąc się za serce i wywołując na twarzy przerażenie, jakby opis jej osoby ją niesamowicie zranił. Żart żartem, ale wiedziała, że miał rację i cóż… Tym się ani trochę nie przejmowała. - Chyba chciałeś powiedzieć, że wyjątkowo wymagających, a przy tym pięknych- spojrzała na niego wymownie, a następnie nawet zarzuciła włosami chcąc podkreślić piękno swej urody. Lubiła tą swobodę, jaką w niej wywoływał. Cora nigdy nie była zbyt zamknięta w sobie. Była szczera, wręcz uroczo szczera momentami. Natomiast przy mężczyźnie… Było jakoś inaczej. Od dawna nie odczuwała takiego luzu jak przy nim w tym momencie.
Nawet temat seksu się pojawił, który jej nie speszył ani nie wprawił w żaden dyskomfort. Siedziała rozluźniona na fotelu pasażera, zapatrzona w Maxa i czerpiąca z tych beztroskich chwil najwięcej, ile mogła.- Przepraszam bardzo, ale trzeba było mieć jaja , by wchodzić ze mną w dyskusję i kończyć ją zatykając moje usta własnymi- spojrzała na niego wymownie przygryzając dolną wargę, gdy w jej głowie pojawiły się wspomnienia sprzed lat, gdy hormony w nich buzowały jak szalone.- Więc tak, byłeś odważny- dodała z pewnością siebie w głosie, bo może i miała pamięć wybiórczą, to w ogóle umawianie się z Córą wymagało niezłej odwagi!
Uśmiechnęła się też pod nosem, gdy zauważyła, że mimo wszystko zjeżdża w kierunku McDonalda. - A jednak masz ochotę się skusić na bułeczkę- poruszyła wymownie brwiami i się ponownie się roześmiała. Dźwięk ten zaczął już być czymś stałym między nimi, aż nagle zadał jej to samo pytanie, które ona rzuciła w jego kierunku. Kiedy role się odwróciły jej śmiech zaczął powoli cichnąć.- Czy się wstydzę?- spytała tym razem z wymuszonym uśmiechem i odchrząknęła. - Hmm nie, po prostu… chyba…- zaczęła się jakąć i gubić we własnych słowach. Nie wiedziała , co powiedzieć. Nagle w jej głowie pojawiły się wszystkie sytuacje z mężczyznami, a ona… A ona teraz nie czuła niczego prócz rezygnacji. Na całe szczęście akurat podjechali pod McDrive. - Dobra, weź mi cheesa, duże frytki i dużą colę. Normalną, nie zero- poprosiła i utkwiła wzrok w szybę przed siebie. Nie miała jasno sprecyzowanej odpowiedzi na to pytanie. Jego komentarz odnośnie uczuć i seksu był na tyle trafny, że zaczęła się zastanawiać czy prócz pociągu fizycznego, czuła coś więcej do swoich partnerów? Byli pewnie i tacy, ale nagle myślała intensywnie o czymś większym niż zwykła sympatia czy zauroczenie. Dochodziło do niej, że tak naprawdę nigdy nie była zakochana. Jednak to na pewno nie był temat na rozmowę z Maxem.
Kiedy otrzymali swoje zamówienie, od razu zabrała na kolana torbę z jedzeniem i wyciągnęła frytki, by oboje mogli się częstować. - Moje ostatnie wspomnienia związane z seksem są tak chujowe, że ostatnio się zastanawiałam czy nie spróbować się przerzucić na laski- to była najbezpieczniejsza odpowiedź, a jednocześnie całkowicie szczera. Po rozmowie z Cherry naprawdę rozważała umówienie się na randkę z Abby. - Sam przyznaj, że seks z nami jest niesamowity. Prawda?- spojrzała na niego mając usta pełne frytek i opierając głowę o zagłówek. Już w jej oczach nie było tych iskierek, chociaż nie były smutne. Jej spojrzenie było może nieco bardziej poważne? Może chciała poznać naprawdę perspektywę Maxa jeżeli chodzi o seks? Może to by jej pomogło zrozumieć, że nie każdy facet to kutas? - Dobra, teraz Ty zadawaj pytanie i losuj piosenkę- zarządziła i wypiła łyk coli, czekając na kolejną odpowiedź od wszechświata.- Czy ten dym się unosi spod maski czy mi się tylko wydaje?- zanim rozbrzmiała nowa piosenka, blondynka ruchem głowy wskazała na siwy dym, który unosił się w powietrzu przed nimi. O dziwo nie wywołało to w niej żadnej paniki. Jeszcze. Przynajmniej dopóki nad nimi świeci słońce, a nie pada deszcz.
Max Korhonen
I would walk 500 miles
: pn cze 01, 2026 11:24 am
autor: Max Korhonen
Max od dawna uważał, że Cora była jednym z tych ludzi, których obecność potrafiła wypełnić całe pomieszczenie i nie być jednocześnie zbyt męcząca. Miała w sobie coś co przyciągało ludzi w ten pozytywny sposób, śmiała się całą sobą, gestykulowała równie intensywnie i rzadko przejmowała się tym, co pomyślą inni. Kiedyś imponowała mu właśnie tą swobodą. Dzisiaj dostrzegał coś jeszcze. Czasami śmiech brzmiał dokładnie tak samo jak dawniej, ale trwał odrobinę za długo. Jakby miał przykryć coś, czego nie chciała pokazać. — Wyjątkowo wymagających? — powtórzył z rozbawieniem. — To bardzo elegancki sposób na powiedzenie “problematycznych”. Muszę przyznać, że wiek chyba działa na twoją korzyść. - stwierdził, przy czym skinął głową w geście uznania. Teraz przypomniał sobie także, jak wyjątkowo dyplomatycznie potrafiła wyjść z każdej dyskusji i dlaczego właśnie pocałunkami zamykał jej usta. Czasami nawet jemu kończyły się argumenty- to było niebywałe!
Pokręcił głową, kiedy wspomniała o odwadze. Sam nie był pewien, czy nazwałby to odwagą. W liceum częściej przypominało to kompletny brak rozsądku. Z drugiej strony, patrząc na Corę, nadal nie był przekonany, czy istnieje między nimi jakaś znacząca różnica. Oboje nadal podejmowali decyzje bez wcześniejszego konsultowania ich ze zdrowym rozsądkiem. — Albo byłem po prostu młody i głupi. — wzruszył ramionami. — Chociaż przyznaję, że przy tobie te dwie cechy często szły w parze.
Dopóki się śmiała, wszystko wydawało się proste. Dlatego tak szybko zauważył moment, w którym jej śmiech przygasł. Nie nagle, ani tym bardziej dramatycznie, tylko zwyczajnie zniknęła z niego lekkość. Max nie potrzebował odpowiedzi, żeby wiedzieć, że trafił w coś, czego nie chciała teraz mówić i wracać. Widział to po spojrzeniu uciekającym za szybę, po sposobie, w jaki nagle zainteresowała się zamówieniem bardziej niż rozmową. Nie naciskał. Gdyby chciała powiedzieć więcej, powiedziałaby sama. A jeśli nie chciała, nie zamierzał wyciągać tego siłą. Prawdopodobnie było już wystarczająco wielu ludzi, którzy robili to w jej życiu. — Duża cola. Nie zero. Zanotowane. — rzucił jedynie, jakby temat nigdy się nie pojawił.
Kilka minut później jechali już dalej, a Max podkradał frytki z torby leżącej na kolanach blondynki z bezczelnością człowieka przekonanego, że ma do nich pełne prawo. Kiedy wspomniała o przerzuceniu się na kobiety, uniósł brew. Potem zabrał kolejną frytkę i przez chwilę wyglądał, jakby naprawdę rozważał jej teorię. — To chyba najbardziej przekonujący argument, jaki dziś usłyszałem. — przyznał z powagą, której nie dało się traktować serio. — Chociaż nie jestem pewien, czy powinienem czuć się obrażony jako przedstawiciel swojej grupy społecznej.
Przy kolejnym pytaniu spojrzał na nią już odrobinę uważniej. Tym razem nie usłyszał w jej głosie zwykłego żartu. Było tam coś jeszcze. Coś, czego nie potrafił jeszcze nazwać. — Seks? — zastanowił się przez chwilę. — Jest świetny. Tylko że większość ludzi przypisuje mu rzeczy, których nie potrafi załatwić. Nie naprawia samotności. Nie zastępuje bliskości. I nie sprawia automatycznie, że ktoś przestaje być dupkiem. - powiedział, posyłając jej krótkie spojrzenie. — Ale jeśli pytasz czysto technicznie, to tak. Zazwyczaj jest całkiem niezły. - dodał, co nieco rozluźniło atmosferę i dało Maxowi powód do refleksji. Był mężczyzną mającym własne fizyczne potrzeby, ale będąc zajęty pisaniem książki, jej promocją a także normalnym życiem, zupełnie zapomniał dbać o ten jeden z aspektów życia. Bo kiedy w zasadzie ostatni raz uprawiał seks?
Pytanie rozbrzmiało w umyśle chłopaka, jednak nie dane było mu się nad tym dokładniej zastanowić, zamiast tego parsknął śmiechem i sięgnął do radia, kiedy na powrót wrócili do przerwanej zabawy. Po kilku sekundach głośniki wypełniły pierwsze dźwięki „Dog Days Are Over” Florence + The Machine — Dobra. — wskazał na radio. — Wszechświat przemówił.
The dog days are over, oh
The dog days are done
Can you hear the horses?
'Cause here they come
Przez moment słuchał muzyki, po czym spojrzał na Corę kątem oka. — Gdybyś mogła wrócić do dowolnego momentu ze swojego życia na jeden dzień, tylko po to, żeby przeżyć go jeszcze raz, jaki dzień byś wybrała? - zapytał, dokonując własnej interakcji śpiewnych słów. Nie zdążył usłyszeć odpowiedzi. Zmarszczył brwi i spojrzał przed siebie, kiedy blondynka zwróciła uwagę na maskę— Nie. - rzucił, przez chwilę mając nadzieję, że to jedynie światło albo pył unoszący się nad rozgrzanym asfaltem. Niestety po kolejnych kilku sekundach nie miał już żadnych wątpliwości. Dym zdecydowanie wydobywał się spod maski.— Wiesz co jest najgorsze? — westchnął ciężko, zjeżdżając na pobocze. — Że dokładnie pięć minut temu zacząłem myśleć, że ten dzień układa się podejrzanie dobrze.
Silnik zgasł. Max przez chwilę siedział nieruchomo, patrząc przed siebie. Potem odpiął pas i spojrzał na Corę. — Dobra wiadomość jest taka, że prawdopodobnie nie wybuchniemy. - zawahał się na sekundę. — A przynajmniej nie od razu. - dodał, lekko się przy tym uśmiechając. Dopiero po chwili rozejrzał się po okolicy. Droga ciągnęła się w obu kierunkach niemal pusta, przecięta jedynie pasem wysokich traw i pojedynczymi drzewami rosnącymi gdzieś w oddali. Najbliższe zabudowania musiały znajdować się dobre kilka kilometrów stąd. Gdyby samochód miał odmówić współpracy, wybrał sobie do tego wyjątkowo mało gościnne miejsce.
Sięgnął do klamki i wysiadł z samochodu. Gorące powietrze uderzyło go od razu, kiedy obszedł maskę i zatrzymał się przed przodem auta. Przez chwilę obserwował unoszący się dym, po czym uniósł maskę i oparł ją na podpórce. Ciepło buchnęło mu prosto w twarz. Max zmarszczył brwi, przyglądając się wnętrzu komory silnika. Nie był mechanikiem, ale przez lata nauczył się wystarczająco dużo, by przynajmniej rozpoznać różnicę między drobną awarią a katastrofą wymagającą lawety. Dlatego zamiast od razu sięgać po telefon, postanowił najpierw sprawdzić, czy przypadkiem nie uda się uratować sytuacji własnymi rękami. — Nie wysiadaj jeszcze. — rzucił przez ramię do Cory. — Daj mi pięć minut. Jeśli niczego nie podpalę i nie urwę, istnieje szansa, że pojedziemy dalej.
Cora Marshall